TYLKO U NAS

Zapasy z losem. Tragiczna historia Sosabowskich

łz aktualizacja: 09:00 wyślijdrukuj
fot
Gen. Stanisław Sosabowski wraz synem Stanisławem Januszem (fot. NAC)

Znał ból sieroty i ojca, którego jeden syn stracił życie, a drugi wzrok. Znał głód i zawód, gdy mimo poświęcenia i niezwykłych dokonań, bohatera mianuje się kozłem ofiarnym klęski. Znał wykluczenie, poniżenie, zapomnienie, tęsknotę za ojczyzną. – Przez 56 lat nie poskarżył się na swój los. Nie znam nikogo o takiej sile charakteru – tak żołnierz Armii Krajowej Stanisław Likiernik wspominał generała Stanisława Sosabowskiego.

Kilka dni temu minęła 50. rocznica śmierci tego jednego z najbardziej utalentowanych polskich dowódców wojskowych. Gen. Stanisław Sosabowski, twórca i dowódca słynnej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, która okryła się chwałą podczas operacji Market Garden, oficer Wojska Polskiego pracował po wojnie jako robotnik, żeby utrzymać rodzinę.

Okrucieństwo losu bywa przekazywane z pokolenia na pokolenie, o czym świadczy przypadek Sosabowskiego i jego syna Stanisława Janusza. Syn generała walczył w Powstaniu Warszawskim, podczas którego odniósł poważne obrażenia i stracił wzrok. On również się nie poddał i ukończył studia medyczne. Obydwaj swoją postawą udowodnili, że godność i poświęcenie to nie puste słowa.

Życie na granicy głodu

Można zaryzykować twierdzenie, że przyszłego generała życie hartowało od najmłodszych lat. Urodził się 8 maja 1892 roku w rodzinie kolejarza Władysława Sosabowskiego w Stanisławowie w Galicji, wówczas Austro-Węgrzech, który obecnie jako Iwano-Frankiwsk leży na Ukrainie. Miał cztery lata młodszego brata Juliana Andrzeja, który dosłużył się stopnia podpułkownika Wojska Polskiego i siostrę Janinę, o siedem lat starszą.

Wcześnie, bo w wieku 11 lat, stracił ojca. Będąc uczniem cesarskiej i królewskiej Wyższej Szkoły Realnej pomagał utrzymać rodzinę, udzielając korepetycji. „Nasze skromne bytowanie na granicy głodu polepszyło się nieco od chwili, gdy zarabiałem lekcjami” – zapisał w pamiętniku.

Polski nie było wówczas na mapach, ale żyła w sercu Polaków. Sosabowski w gimnazjum brał udział w tajnych kółkach samokształceniowych. Mając 16 lat dołączył do Organizacji Młodzieży Niepodległościowej „Zarzewie” i Armii Polskiej.
W 1910 roku wyjechał na studia do Krakowa, ale wkrótce przerwał naukę i wrócił do matki, żeby pomóc w utrzymaniu rodziny. Tam kontynuował działalność niepodległościową, już wtedy wykazując się zdolnościami przywódczymi. Został dowódcą 24 Polskiej Drużyny Strzeleckiej, która zastąpiła Armię Polską i uzyskał promocję na podchorążego, co w tej organizacji było najwyższym stopniem w czasie pokoju.

Komendant hufca

Zaangażował się także w działalność skautingową, pełnił nawet funkcję komendanta hufca w Stanisławowie. Zrezygnował z niej z powodu konfliktu z miejscowymi władzami „Sokoła”, który zarządzał organizacją młodzieżową.

Przed wybuchem I wojny światowej Sosabowski został powołany do armii austro-węgierskiej i w stopniu kaprala służył w 58 Pułku Piechoty. Chrzest bojowy przeszedł w październiku 1914 roku w rejonie twierdzy Przemyśl, gdzie toczyły się ciężkie walki z Rosjanami. Walczył również między innymi na Słowacji. Tam, w ataku na bagnety, brał udział w zdobyciu Czarnej Góry. Szlak bojowy zawiódł go dalej na Lubelszczyznę. 15 czerwca 1915 nad rzeką Leśną został ranny w kolano z porażeniem nerwu, przez co jeszcze wiele lat po wojnie miał problemy z chodzeniem. Tym większy podziw budzą jego późniejsze skoki ze spadochronem.

Uraz oznaczał dla Sosabowskiego koniec wojowania, ale też wiele ważnych zmian. Podczas rekonwalescencji ożenił się, zaś w styczniu 1917 roku przyszedł na świat jego syn Stanisław Janusz. Wojnę skończył w stopniu porucznika.
Brytyjski generał Frederick Browning był pod ogromnym wrażeniem talentu Sosabowskiego (fot. cc)
Oficer do specjalnych poruczeń

W listopadzie 1918 roku zgłosił się do Wojska Polskiego. O służbie liniowej nadal mógł zapomnieć. Został oficerem do specjalnych poruczeń w Ministerstwie Spraw Wojskowych i nie brał udziału w wojnie polsko-bolszewickiej, która wybuchła w 1920 roku.

Poświęcił się służbie. Ze stopniem majora ukończył studia w Wyższej Szkole Wojennej w Warszawie, po których pracował w sztabie generalnym. A następnie pełnił funkcje dowódcze w 75 Pułku Piechoty, Pułku Strzelców Podhalańskich, 9 Pułku Piechoty Legionów i 21 Pułku Piechoty Dzieci Warszawy, już w stopniu pułkownika.

Przed wybuchem II wojny światowej, gdy sprawy przybierały dla jego rodziny korzystny obrót, los znów go doświadczył. Najpierw jego starszy syn Stanisław Janusz, podchorąży III rocznika Szkoły Podchorążych Sanitarnych, uległ poważnemu wypadkowi i stracił oko. Kilka tygodni później jego młodszy syn Jacek postrzelił się śmiertelnie z broni ojca.

Sosabowski mocno przeżywał rodzinną tragedię. Został urlopowany i wysłany na leczenie w Sanatorium Wojskowym w Zakopanem. Pułkownik nie mógł jednak oddać się rozpaczy, groźba wojny z III Rzeszą stawała się bowiem coraz realniejsza.

Mistrzowska obrona

Podczas kampanii wrześniowej jego pułk walczył w rejonie Mławy, a następnie na warszawskim Grochowie. Mimo znacznej przewagi Niemców utrzymał swoje pozycje aż do kapitulacji, przy niewielkich stratach własnych, za co został uhonorowany orderem Virtuti Militari III klasy.
W rozkazie pożegnalnym dowódca Armii „Warszawa” gen. dyw. Juliusz Rómmel stwierdził: „ze szczególnym uznaniem muszę podkreślić bohaterstwo, upór i ofiarność żołnierzy 21 PP pod dowództwem wyśmienitego dowódcy pułku płk. dypl. Stanisława Sosabowskiego, który w najcięższych chwilach kryzysu bitwy w dniach 2 IX do 6 IX utrzymał swój pułk w ręku i razem z dyonem artylerii 8 PAL osłonił odwrót całej dywizji, odchodząc krok za krokiem; skutecznie zatrzymał nieprzyjaciela i tym dał możność innym oddziałom swojej dywizji zebrania się i zajęcia stanowisk wyjściowych do dalszej walki”.

„Działanie to, razem z akcją płk. Sosabowskiego na wschodnim brzegu Wisły, oraz udział chlubny w obronie Warszawy jeszcze raz stwierdza, że 21 PP, zwany pułkiem »Dzieci Warszawy«, nie zawiódł i jest godzien tej zaszczytnej nazwy”. Tym samym rozkazem generał Rómmel nadał pułkownikowi dyplomowanemu Stanisławowi Sosabowskiemu Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari. „W uznaniu zasług i za wykazane męstwo i ofiarność w czasie walk z Niemcami” – podkreślił Rómmel.

Niedługo po kapitulacji, bo już na początku października pułkownik przeszedł do konspiracji. Dołączył do Służby Zwycięstwu Polski, która wydała mu rozkaz przedarcia się pod fałszywym imieniem Emil Hełm przez Węgry do Francji, by zameldować o sytuacji w kraju władzom na wychodźstwie. Na miejscu otrzymał przydział do kolejnych jednostek, w końcu został dowódcą w odtwarzanej 4 Dywizji Piechoty.

Nie doczekali się broni

Gdy Niemcy zaatakowały Francję, Sosabowski nie mógł doprosić się o broń dla swoich żołnierzy. Wobec tego przeniósł się do portu La Pallice, z którego wraz z grupą 6 tys. podkomendnych przedostał się do Wielkiej Brytanii. Tam został dowódcą 4 Brygady Kadrowej Strzelców.

Błyskotliwy oficer szybko pojął, że skromna brygada może być skuteczna na polu chwały, jeżeli będzie doskonale wytrenowana i zdolna do natychmiastowego, zaskakującego ataku. Wzorem powstających jednostek brytyjskich postanowił przeszkolić ją na pierwszy w historii Wojska Polskiego oddział spadochronowy.
W filmie „O jeden most za daleko” w rolę gen. Sosabowskiego wcielił się Gene Hackman (fot. mat. pras.)
Jednostka była skoszarowana w ośrodku szkoleniowym Largo House, gdzie brała udział w morderczych treningach. Sam Sosabowski również w nich uczestniczył. – Spadochroniarstwo uczy nas być silnym, a tylko takich potrzebuje nasza ojczyzna – stwierdził.

Wizytujący brygadę gen. Władysław Sikorski był pod ogromnym wrażeniem. – Gdy przyjdzie chwila, jak orły zwycięskie spadniecie na wroga i przyczynicie się pierwsi do wyzwolenia naszej ojczyzny. Jesteście odtąd Pierwszą Brygadą Spadochronową – mianował ją Naczelny Dowódca 23 września 1941 roku. Hasłem jednostki, która okryła się taką chwałą, było: „Najkrótszą drogą!”. Co znaczyło, że jako pierwsi powrócą do Polski tą właśnie drogą – na spadochronach.

Brytyjczycy oniemieli

Pod ogromnym wrażeniem zdolności Sosabowskiego byli także dowódcy brytyjscy, zwykle traktujący obcokrajowców „z góry”. Gen. Frederick Browning zaproponował nawet polskiemu oficerowi objęcie dowództwa brytyjsko-polskiej dywizji spadochronowej, z automatycznym awansem na generała. Sosabowski podziękował i szlify generalskie otrzymał dopiero w czerwcu 1944 roku.

Po nadejściu informacji o wybuchu Powstania Warszawskiego wszyscy w brygadzie palili się do wzięcia udziału w walkach. Gdy Brytyjczycy odmówili wydania rozkazu, wybuchł bunt. Żołnierze odmawiali przyjmowania posiłków. Tylko autorytet dowódcy sprawił, że sprawy nie przyjęły gorszego obrotu.

Kiedy w końcu Brytyjczycy zagrozili rozbrojeniem brygady, nowy Wódz Naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski oddał w końcu brygadę do ich dyspozycji. W tym samym czasie syn Sosabowskiego odniósł w Powstaniu poważne obrażenia i stracił wzrok, ale ojciec jeszcze o tym nie wiedział...
Zostańmy na chwilę w Warszawie, tu służył syn generała Stanisław Janusz, który – jak pamiętamy – jeszcze przed wojną stracił oko w wypadku. Wojna przerwała jego studia medyczne na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego, został słuchaczem Szkoły Podchorążych Sanitarnych. We wrześniu 1939 roku w stopniu podporucznika dowodził plutonem obsługi pociągu sanitarnego.

W konspiracji

Podobnie jak ojciec, po kapitulacji szybko przeszedł do konspiracji. Dołączył do Służby Zwycięstwu Polski, a następnie Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Równolegle „Stasinek” studiował medycynę na Tajnym Uniwersytecie Warszawskim, zaś praktyki odbywał w Szpitalu Ujazdowskim.

Syn generała był instruktorem i dowódcą oddziałów dywersyjnych. Współorganizował m.in. w marcu 1944 roku akcję likwidacji feldfebla Karla Schmalza, ps. Panienka, sadystycznego podoficera policji kolejowej (Bahnschutzpolizei) na Dworcu Zachodnim, który zamordował około 130 Polaków. Akcja ta była uważana za wzorową.

W randze porucznika dowodził oddziałem Kedywu, który pierwszego dnia Powstania zdobył kompleks magazynów Waffen-SS ulokowanych przy bocznicy kolejowej na ul. Stawki 4. A następnie na Umschlagplatzu wyswobodził grupę około 50 Żydów rumuńskich i węgierskich.

Czwartego dnia Powstania, w czasie natarcia na szkołę przy skrzyżowaniu Leszna i Żelaznej, „Stasinek” został ciężko ranny w twarz i stracił wzrok także w prawym oku. Trafił do Szpitala św. Łazarza na Woli i cudem nie zginął w masakrze urządzonej przez Niemców. W ostatniej chwili został zabrany przez żonę Helenę, porucznik służby sanitarnej Brygady Karpackiej. Ewakuowano go na Starówkę, a następnie kanałami na Śródmieście.
Stanisław Janusz Sosabowski stracił wzrok podczas Powstania Warszawskiego (fot. Jerzy Tomaszewski)
Palili się do walki

„Stasinek” przeżył wojnę i jeszcze do niego wrócimy. Przenieśmy się do 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej w Wielkiej Brytanii, która paliła się do pomocy wykrwawiającej się Warszawie. Ku niezadowoleniu żołnierzy, jednostka została wysłana do Holandii, gdzie miała wziąć udział w Market Garden, największej operacji powietrzno-desantowej II wojny światowej. Na jej podstawie powstał film „O jeden most za daleko” w reżyserii Davida Attenborough. W postać gen. Sosabowskiego wcielił się w nim Gene Hackman.

Celem operacji było opanowanie mostów na Renie w pobliżu holenderskiego Arnhem, co pozwoliłoby szybciej wkroczyć na teren Niemiec i wcześniej zakończyć wojnę, oszczędzając tysiące istnień. Był też cel polityczny. Brytyjski marszałek Bernard Montgomery, dowodzący 21 Grupą Armii, chciał wkroczyć na tereny przemysłowe III Rzeszy przed dowódcą amerykańskiej 3 Armii generałem George’em Pattonem.

Plan, na który przystał dowódca Amerykanów gen. Dwight Eisenhower, był śmiały i miał szansę realizacji. Ale alianci mieli pecha, gdyż okazało się, że w okolicy wypoczywają dwie dywizje pancerne Waffen-SS. Dodatkowo, polska brygada została zrzucona na raty w odstępie trzech dni i nie była w stanie znacząco pomóc Brytyjczykom.

Jakby tego było mało, nasi żołnierze zdani byli tylko na broń osobistą, gdyż artyleria przeciwpancerna brygady została przekazana Brytyjczykom, zaś haubice nie dopłynęły. Polacy zostali okrążeni pod Driel i tu odpierali niemieckie ataki. Świetnie dowodzeni przez Sosabowskiego, potrafili nawet dwukrotnie przekroczyć Ren na zaimprowizowanych łodziach (obiecanego promu się nie doczekali).

Kozioł ofiarny

Zniesmaczeni niepowodzeniem, Brytyjczycy odpuścili. Zrezygnowali z walki i ponieśli klęskę, mimo że Sosabowski przekonywał, że można jeszcze odnieść zwycięstwo. Dowództwo nie chciało się przyznać do błędu, więc potrzebny był im kozioł ofiarny. Padło na dowódcę polskiej brygady. O pretekst nie było trudno. Sprowokowany Sosabowski powiedział dosadnie co sądzi o Montgomerym i jego generałach.
Spadochroniarze Sosabowskiego okryli się chwałą podczas operacji Market Garden (fot. Royal Air Force)
Po powrocie do Wielkiej Brytanii generałowi odebrano dowodzenie 1 SBS. Wybitny dowódca został na odczepne mianowany inspektorem Jednostek Etapowych i Wartowniczych, choć był stworzony do dowodzenia oddziałami liniowymi.

– Surowy i wymagający dla siebie samego, żąda też wiele od swych podkomendnych. Ojcowski i sprawiedliwy w osądach swych i w karaniu, umie pozyskiwać zaufanie i miłość żołnierzy, tak skłonnych płacić sercem za serce. Posiada on ów tajemniczy dar, który zawsze przynosi obfite plony na polu bitewnym: dar nawiązywania węzłów uczuciowych pomiędzy dowódcą a podkomendnymi – powiedział o nim gen Sosnkowski.

Sosabowski nie ostatni raz przegrał z polityką. W lipcu 1948 roku generał został zdemobilizowany. Do Polski nie miał po co wracać.

Na emigracji

Wiedział, że w najlepszym razie czeka go więzienie. Pozostał na emigracji w Wielkiej Brytanii, z dala od ukochanej ojczyzny. Brytyjscy wojskowi, niegdyś pod takim wrażeniem jego umiejętności, nie tylko zapomnieli o nim. Władze celowo odmówiły mu przyznania świadczeń kombatanckich. Za bardzo przypominał im o ich klęsce pod Arnhem.

Po wojnie dyplomowany ekonomista i oficer pracował jako robotnik magazynowy w fabryce silników elektrycznych, później telewizorów. „Przez 17 lat pracowałem w fabryce jako oficjalnie nieznany, prowadząc żywot podwójny: zwykłego robotnika przez 5 dni w tygodniu, »jako szeregowiec fabryczny« – »Stan«, oraz dostojny żywot polskiego generała, poniekąd »ojca« polskich spadochroniarzy, znanego wśród swoich i Brytyjczyków, Amerykanów i Holendrów” – napisał we wspomnieniach „Droga wiodła ugorem”, wydanych już w wolnej Polsce.
Wierni żołnierze Sosabowskiego sprowadzili jego prochy do Polski, został pochowany na Wojskowych Powązkach (fot. Wiki/Cezary Piwowarski)
Nigdy nie przyjął brytyjskiego obywatelstwa, a ponieważ komuniści pozbawili go polskiego, nie miał żadnego paszportu. Kiedy kilka lat po operacji Market Garden wrócił do Holandii, żeby wziąć udział w uroczystościach upamiętniających walki i celnicy nie chcieli go wpuścić, rzucił im: „Dlaczego, do cholery, nie pytaliście mnie o paszport, kiedy ostatnim razem tu byłem?”.

Jednym z niewielu pozytywnych rzeczy, jakie go spotkały po wojnie, było ściągnięcie syna do Wielkiej Brytanii. Niestety, kolejne operacje nie przywróciły mu wzroku. Mimo to „Stasinek”, dzięki uporowi i sile woli, uzyskał dyplom lekarski i pracował jako reumatolog oraz prowadził gabinet fizjoterapii.

Siła charakteru

– Przez 56 lat nie poskarżył się na swój los. Nie znam nikogo o takiej sile charakteru – powiedział o nim Stanisław Likiernik, ps. Stach, żołnierz Armii Krajowej, jeden z bohaterów Powstania Warszawskiego i powieści „Kolumbowie” Romana Bratnego.

Stanisław Sosabowski zmarł na zawał 25 września 1967 w Londynie. Jego wierni spadochroniarze pokonali bariery dyplomatyczne i dwa lata później przywieźli jego prochy do Polski, gdzie – o czym marzył – spoczęły na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie, obok syna Jacka. W 2000 roku w rodzinnym grobie złożono także Stanisława Janusza.

Pół wieku po śmierci nazwisko generała wreszcie jest otoczone należną czcią. Tego jednego z najwybitniejszych strategów wojskowych II wojny światowej otrzymała za patrona czołowa polska formacja wojskowa i jako 6 Brygada Powietrznodesantowa im. gen. Stanisława F. Sosabowskiego jest uznawana za jedną z najlepszych tego typu jednostek na świecie.

Wybrane dla Ciebie