W Niemczech nie wolno pokazać filmu o Polakach... którzy mieszkają w Niemczech

aktualizacja: 21:25 wyślijdrukuj

– Film dokumentalny o Związku Polaków w Niemczech nie zostanie pokazany nigdzie na terenie Niemiec. Został zablokowany przez ministerstwo zajmujące się mediami i kulturą – mówi portalowi tvp.info Anna Wawrzyszko z ZPwN. – Film został opisany jako antyniemiecki, antyislamski – wyjaśnia.

Związek Polaków w Niemczech ma problem z emisją filmu nakręconego z okazji 95. rocznicy powstania Związku. O co chodzi?

Anna Wawrzyszko z ZPwN: Nie ma problemu z emisją. Ten film dokumentalny nie zostanie pokazany nigdzie na terenie Niemiec. Został zablokowany przez ministerstwo zajmujące się mediami i kulturą. I nie ma szans, by ktokolwiek go wyemitował.

O czym jest ten dokument?


Film zostało nakręcony, aby pokazać, że Związek Polaków w Niemczech spod znaku Rodła to nie tylko historia, ale i również teraźniejszość i przyszłość. Zrobiliśmy film o Polakach mieszkających w Niemczech. Większość z nas ma obywatelstwo niemieckie; polskość jest zachowana poprzez język, kulturę, pamięć o historii i naszych korzeniach. To bardzo się nie spodobało. Ten film pokazuje jedno: nie przyjechaliśmy tu wczoraj i przedwczoraj, jak próbuje się nas stygmatyzować. Jesteśmy związani z tą ziemią, chociażby Zagłębia Ruhry, od końca XVII wieku. Problemem okazało się, że pokazaliśmy prawdziwy status Polaków.

Jakie są zarzuty?

Zarzuca nam się, że reżyser odstąpił w dużej części od zaplanowanego scenariusza. Zmienił tytuł, pojawiły się elementy rzekomo krytyczne wobec islamu. Wytknięto nam sceny, które mówią o Polakach mieszkających w Niemczech, o ich egzystencji. Został poruszony problem prawa do restytucji mienia Związku Polaków w Niemczech. A przecież mówimy o filmie dokumentalnym, gdzie jest żywa relacja i przekaz dokumentalny. Nie będziemy wycinać fragmentów czy pisać dialogów bohaterom.

Kto zapłacił za produkcję?

Film powstawał przy współpracy z BKM – Beauftragte für Medien und Kultur – instytucją, która ma za zadanie wspieranie kultury mniejszości w Niemczech. W kosztach partycypował także polski MSZ, pokrywając koszty podróży. Najpierw zażądano od nas zwrotu całego wkładu z ich strony, czyli 8 tys. euro. Strona niemiecka dopatrzyła się też błędów w rozliczeniu z MSZ i nałożyła na Związek kary, uważając, że stawka polska nie jest tożsama z tą stosowaną w Niemczech.
Co najbardziej nie spodobało się stronie nienieckiej?

Pokazaliśmy w tym reportażu Dom Polski w Bochum, który miał być wyremontowany przez Niemców, do czego zobowiązuje ich polsko-niemiecki traktat. Okazuje się, że nic nie zrobili. Jest też mowa o tym, że mamy podstawę do restytucji mienia Związku Polaków w Niemczech. Jest także scena, w której profesor Wojciech Roszkowski mówi na temat islamu. Tam nie było krytyki islamu. Chodziło o porównanie dotyczące mniejszości i miało pokazać wspólne cechy polskiej i niemieckiej kultury na tle innych nacji zamieszkałych w Niemczech.

Czy film był już gdzieś pokazywany?

Reportaż pokazano w kilku mniejszych ośrodkach związanych z Polonią. Strona niemiecka miała wspomóc nas w dystrybucji. Jednak, kiedy zapoznali się z filmem, zażądali zwrotu środków, twierdząc, że reportaż jest niezgodny z tym, co było napisane w projekcie. Ale my się z nimi na nic nie umawialiśmy. To jest dokument.

Jak się bronicie?

Powiedziano nam, że już nigdy nie dostaniemy pieniędzy na żadne przedsięwzięcie. Film został opisany jako antyniemiecki, antyislamski. Naszym zdaniem nie ma w nim żadnych naruszeń. Oni chcieli film o polskich Niemcach. Ten film nie może być pokazany w Niemczech , bo pokazuje, jak niemieckie państwo oszukuje opinię publiczną, jeśli chodzi o stosunki polsko-niemieckie. Na poziomie społecznym nie są złe – to państwo niemieckie tworzy takie relacje i stygmatyzuje nas przez cały czas.

Wybrane dla Ciebie