Saryusz-Wolski: rezolucje PE były pisane rękoma polskiej totalnej opozycji

– Dwie fatalne rezolucje Parlamentu Europejskiego były pisane rękoma polskiej totalnej opozycji. Ja to wiem, nawet mogę powiedzieć, w którym pokoju to było pisane. Te rezolucje były pisane prze ludzi, którzy przyjechali z Warszawy – powiedział w programie „Warto rozmawiać” w TVP1 europoseł Jacek Saryusz-Wolski.

Jacek Saryusz-Wolski o Donaldzie Tusku: „co za szmata”

– Byłem na sali plenarnej, kiedy Donald Tusk poparł procedurę Komisji Europejskiej prowadzącą do sankcji przeciw Polsce. Powiedziałem sobie w...

zobacz więcej

Eurodeputowany Jacek Saryusz-Wolski ostro potępił działania opozycji na forum Unii Europejskiej. Według niego dwie rezolucje Parlamentu Europejskiego z kwietnia i września 2016 r., krytyczne wobec polskich władz, były pisane przez Polaków. – Te rezolucje były pisane przez ludzi, którzy przyjechali z Warszawy – przekonywał.

Według europosła – który w marcu tego roku został usunięty z Platformy Obywatelskiej po tym, gdy został kandydatem Polski na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej – przedstawiciele polskiej opozycji parlamentarnej mocno wpływają na działania Komisji Europejskiej. – Komisja nie odważyłaby się działać, gdyby nie miała wsparcia tzw. totalnej opozycji, która te wszystkie treści przekazywała i błagała komisarzy o podjęcie interwencji – wskazywał.

Gość Jana Pospieszalskiego zdradził, że udział w tym miał m.in. były prezydent Lech Wałęsa. – Starłem się kiedyś z Fransem Timmermansem (wiceszefem KE) i obalałem jego argumenty. Kiedy wszystkie upadły, stwierdził: „ale mnie tak powiedział Lech Wałęsa” – podkreślił Saryusz-Wolski.

Według europosła dążenie Komisji Europejskiej do zastosowania przeciw Polsce art. 7. Traktatu o Unii Europejskiej (który mówi o nakładaniu sankcji na państwo członkowskie za naruszenie wartości UE) skończy się niepowodzeniem. – Docelowo KE czeka fiasko, bo artykuł 7. wymaga jednomyślnego stanowiska Rady Europejskiej, a tego stanowiska nie będzie. Celem samym w sobie nie jest złapanie króliczka, ale gonienie go. To „grillowanie” jest groźne, ponieważ obdziera kraj z dobrego wizerunku i przyczepia do niego czarne łaty – wskazywał.

– Polska, która zasłużenie miała opinię kraju walki o wolność, który obalił Mur Berliński, w tej chwili jest brzydkim kaczątkiem czy też brzydką panną na wydaniu. A w globalnej grze interesów to się liczy – dodał Saryusz-Wolski.

Polityk przekonywał, że UE szuka sobie „chłopca do bicia”. – Są kryzysy, z którymi sobie nie radzi: migracyjny, terrorystyczny, ekonomiczny. W związku z tym trzeba znaleźć winnego, więc dwóch chłopców do bicia to Węgry i Polska – zakończył.

źródło:
Zobacz więcej