Kobiety niczym niewolnice i karły jako rekwizyt. Szokujące realia Polski „złotego wieku”

Takiej twarzy Krakowa nie znamy, gdyż poznikały pełne nędzy zaułki i uliczki (fot. Wikipedia)

Często się zdarza, że ludzie wyobrażają sobie przeszłość jako teraźniejszość, tylko w ładniejszych barwach. Nie inaczej jest z czasami Jagiellonów, kiedy z Polską liczono się w całej Europie, a kraj przeżywał swój złoty wiek. Można by pomyśleć, że szkoda, że nie przyszło nam wtedy żyć, ale nic bardziej mylnego. – Służba była jedną z podstawowych kategorii organizujących życie w tamtej epoce – przekonuje Anna Brzezińska, autorka książki „Córki Wawelu”. Dotykała nie tylko kobiet z plebsu, ale nawet królewskich dzieci.

Córki Wawelu

Takiej opowieści jeszcze nie było! Jadwiga, Izabela, Zofia, Anna i Katarzyna - ta powieść jest o jagiellońskich królewnach. O tym, jak wyglądały...

zobacz więcej

Ówczesny Kraków był światem samym w sobie. Miasto tętniło wielojęzycznym tłumem, z mnóstwem młodych ludzi, korzystających z życia, pełne duchownych, urzędników i dostojników przybyłych z całego państwa, a także zagranicznych kupców, chcących dobić targu. Do stolicy, co akurat jest niezmienne do dzisiaj, ściągały masy szukające lepszego życia, w tym służące szukające zatrudnienia, kaleki, sieroty czy ludzie chorzy. Tej twarzy Krakowa nie znamy, ponieważ poznikały już pełne nędzy zaułki i uliczki.

W tym samym czasie nad miastem górował królewski zamek na Wawelu, który spośród wszystkich budowli najgłośniej wołał o potędze, wspaniałości i bogactwie swojego władcy. To właśnie tu, pomiędzy komnatami i krużgankami toczyła się historia: rodziły się i dorastały królewskie dzieci, odbywały uczty czy huczne śluby i wesela, a także miały miejsce spiski oraz walki o władzę. – Chciałam opisać doświadczenie kobiece w Polsce Jagiellonów – tłumaczy cel książki autorka. I to jej się udało, ponieważ bohaterkami uczyniła nie tylko królewskie córki, ale także bękarcice, mieszczki czy kobiety z plebsu.

Z podkieleckiej wsi na salony elit. Polka wśród „boskich Włoszek”

O byciu sławną marzyła zawsze, ale życie potoczyło się zupełnie inaczej. Talent, który uważała za swój największy atut, pomógł tylko minimalnie....

zobacz więcej

Wszechobecna przemoc

Po przybyciu do miasta mierzą się one nie tylko z trudami pracy służby, a tę według niektórych szacunków wykonywało nawet 20 proc. miejskiej populacji, ale także z czyhającymi na każdym kroku niebezpieczeństwami. Sporo historii służących do naszych czasów przetrwało w aktach przestępczości, zwłaszcza tych dotyczących dzieciobójstwa. – Przyszły na służbę, zostały zgwałcone, ale bały się o tym komukolwiek powiedzieć. Następnie pan wypędził je na ulicę i zmuszone były rodzić na stercie odpadków, zaduszając własne dzieci – opisuje proceder autorka.

To nie jest wielka historia, którą znamy z podręczników, ale dużo mówi o ówczesnym świecie i panujących zasadach. Ponadto, jak zauważa Brzezińska, dotyka naszych przodków, ponieważ większość z nas nie wywodzi się przecież od królewskich dzieci. – To te zapomniane dziewczyny budowały renesansowy Kraków, szorując cudne kamieniczki, które widzimy w Rynku – dodaje.

Mało znany obraz Polski Jagiellonów wyłania się z książki „Córki Wawelu” (fot. Andrzej Banaś/WL)
.

Pisać jak skryba z czasów Jagiellonów. W Krakowie trwa Jarmark Świętojański

Pióro i atrament – tylko tyle wystarczy, by nabyć całkiem nowe umiejętności i przenieść się do szkoły okresu panowania Jagiellonów. To wszystko...

zobacz więcej

Służba przejęła funkcję miejskiej prostytucji

Na doświadczaną przemoc nie miały się komu poskarżyć, ponieważ możliwość skargi księdzu zaczynała się dopiero od momentu złamania na nich kija, a wszystko co wcześniej uchodziło za zwykłe karcenie. Na ich traktowanie źle wpłynęła też decyzja o zamknięciu łaźni, które były nie tylko przybytkami czystości, ale także miejscami rozrywki, ponieważ to tam się rozmawiało, piło oraz kręciły panie lekkich obyczajów. Podobny los pod wpływem syfilisu i doktryny medycznej spotkał miejskie zamtuzy, czyli domy publiczne.

Skutek był taki, że funkcję miejskiej prostytucji przejęła instytucja służących. – Te kobiety w obrębie swojego domostwa zaczęły być postrzegane jako seksualnie dostępne – zauważa Anna Brzezińska. Nie miały zresztą wiele do powiedzenia, ponieważ służba była esencją ich życia, a swoje dobro utożsamiały z dobrem chlebodawcy. – Wchodziło się, czy wręcz rodziło do określonych ról oraz wspólnoty. Nie było miejsca na wybory indywidualne – zaznacza autorka „Córek Wawelu”.

Miasto Kraków widziane w „Kronice Świata” Hartmanna Schedla (fot. Wikipedia/Schedel)

Królewskie sarkofagi zniknęły z Wawelu

Niszczejące królewskie sarkofagi Zygmunta Augusta i jego siostry Anny Jagiellonki zostały zabrane w krypty wawelskiej. Przewieziono je do pracowni...

zobacz więcej

Królewskie dzieci miały być posłuszne

Tych wyborów, co wyraźnie widać w polityce matrymonialnej, nie miały nawet królewskie dzieci, zwłaszcza córki Zygmunta I Starego i jego dwóch żon Barbary Zapolyi oraz Bony Sforzy. – Małżeństwo nie było związkiem dwóch osób, które się zakochały. W większości przypadków stały za nimi społeczno-ekonomiczne związki dwóch rodzin – zauważa pisarka. Niekiedy bardzo długo z tym zwlekano, co pokazują przykłady księżnych Zofii i Katarzyny, które wydano za mąż, gdy były już po trzydziestce. Odrębnym jest przypadek Anny Jagiellonki, która poślubiła Stefana Batorego dopiero mając 53 lata.

Zresztą królewskie dzieci od urodzenia miały być posłuszne i bezwzględnie wykonywać polecenia swoich opiekunów. – Służba była jedną z podstawowych kategorii organizujących życie w tamtej epoce. Każdy kiedyś był sługą, nawet królewski syn – podkreśla Brzezińska. Tak było chociażby z synami Kazimierza Jagiellończyka, którzy trafili pod opiekę Jana Długosza. Był on największym kronikarzem polskiego średniowiecza, ale też bardzo surowym wychowawcą. – Król uważał, że nie ma nic milszego dla jego uszu niż płacz synów, kiedy nauczyciel karcił ich rózgą – cytuje słowa Stanisława Orzechowskiego autorka.

Zygmunt I Stary, Bona Sforza, Zygmunt II August, Elżbieta Austriaczka, Barbara Radziwiłł, Katarzyna Austriaczka, Izabela Jagiellonka, Katarzyna Jagiellonka, Zofia Jagiellonka, Anna Jagiellonka (fot. Wikipedia/MUZEUM CZARTORYSKICH W KRAKOWIE)

Duch Jagiellonów na ekspozycjach w stolicy

Zabytki ze wszystkich krain rządzonych przez dynastię Jagiellonów będzie można zobaczyć na wystawie „Europa Jagellonica 1386-1572”. Od soboty...

zobacz więcej

Karły naszym „towarem eksportowym”?

Czasy jagiellońskich władców charakteryzowało też zamiłowanie do małych ludzi, czyli karłów, które chcieli mieć w swoim otoczeniu. Uchodziły nawet za nasz „towar eksportowy”, który w formie prezentu rozsyłano na inne dwory. – Karły zaliczano do kategorii monstrów, czyli czegoś między człowiekiem a zwierzęciem. Były sprzedawane, hodowane, traktowane jak ukochane zwierzątka, ale należały też do najbardziej zaufanych towarzyszy królewskich – wylicza ich role Anna Brzezińska.

Skąd jednak pomysł na karły na renesansowym dworze królewskim? Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale być może chodziło o to, żeby pokazać światu i poddanym, że tylko król może mieć takie „okazy”. – Otaczanie się nimi miało podkreślać wspaniałość, harmonijność i ludzkość samego władcy, choć przecież same karły trzymane były niczym rekwizyty – dodaje autorka „Córek Wawelu”.

Odrestaurowane sakrofagi

zobacz więcej

Zażyłość karlicy i królewny

W swojej książce porusza ona historię karlicy Dosi, która jest postacią nie tyle fascynującą, co prawdziwą. Zajmowała się ona korespondencją najmłodszej z królewskich córek – Katarzyny oraz była ochmistrzynią jej synka – Zygmunta III Wazy. – Napisała w jednym z listów, że jako chłopiec przyszły król lubił wdrapywać się na jej grzbiet i jeździć jak na koniku – przypomina pisarka. Zresztą Dosia przez lata mieszkała w królewskich komnatach, a w sypialniach królewien stało łóżeczko dla karlicy.

W ten sposób poznała córki Zygmunta Starego i zaprzyjaźniła się z Katarzyną. Stała się też naocznym świadkiem i bacznym obserwatorem życia jagiellońskich królewien. Ta zażyłość z Katarzyną była do tego stopnia (urodziły się w tym samym dniu – przyp. red.), że gdy ta ostatnia opuszczała Wawel i wyruszała do Szwecji, by rozpocząć nowe życie u boku Jana Finlandzkiego, zabrała ze sobą zaledwie sześć osób ze świty, w tym Dosię.

– Królewna bardzo ją kochała i kiedy karlica zachorowała, sprowadzała dla niej lekarstwa i figi, które nie rosną w Skandynawii, bo chciała ją ratować – podkreśla Brzezińska. Niestety nie wiadomo, co stało się z Dosią po śmierci Katarzyny w 1583 roku.

Księżna Katarzyna Jagiellonka, córka Zygmunta Starego i Bony Sforzy (fot. Wikipedia/Unknown/Zew99)

Anna Brzezińska to ceniona pisarka i mediewistka, trzykrotna laureatka nagrody im. Janusza A. Zajdla, prestiżowego polskiego wyróżnienia w dziedzinie fantastyki. Autorka powieści i opowiadań, uznana felietonistka. Tym razem powraca z nową zaskakującą książką, w której na przeszło ośmiuset stronach opisuje życie kobiet za czasów ostatnich Jagiellonów. Jak sama mówi, gdy nie pisze, pielęgnuje ogród, w którym hoduje historyczne odmiany róż i jabłoni.

Anna Brzezińska w antykwariacie Rara Avis, gdzie kupowała materiały potrzebne przy pisaniu (fot. Andrzej Banaś/WL)

źródło:
Zobacz więcej