Rosyjska recepta na artykuł 47.4 Zasłona dymna nie tylko na Zapad

aktualizacja: 17:14 wyślijdrukuj
fot
Rosja celowo zaniża liczbę żołnierzy biorących udział w manewrach (fot. REUTERS/Alexei Druzhinin/RIA Novosti/Kremlin)

Moskwa ukrywa prawdziwą skalę manewrów Zapad-2017. Celowo zaniża liczbę żołnierzy, aby ukryć ćwiczenia przed zagranicznymi obserwatorami. W rzeczywistości pod bronią będzie nawet dziesięć razy więcej wojska. Jak to możliwe bez naruszania międzynarodowych zobowiązań? Rosjanie znaleźli kilka sposobów.

29 sierpnia w bazie lotniczej w Szawlach na Litwie wylądowało siedem amerykańskich samolotów F-16. To rutynowa zmiana warty w misji Baltic Air Policing. Litwa, Łotwa i Estonia nie mają własnych sił powietrznych, więc ochroną ich nieba zajmują się sojusznicy z NATO, kolejno z różnych państw. Rotacja następuje co pół roku.

Teraz Polaków zmienili Amerykanie. Tyle że zwykle w takiej misji biorą udział cztery maszyny. Jednak teraz USA zdecydowały się przysłać siedem. Powód jest oczywisty: ćwiczenia Zapad-2017 na Białorusi i w Rosji. NATO obawia się prowokacji. Więc wzmacnia ochronę nie tylko w powietrzu, ale i na lądzie. Na pewno Bałtowie poczują się bezpieczniej mając na swym terytorium wielonarodowe bataliony NATO. W regionie, głównie w Polsce, przybywa też oddziałów amerykańskich.

RAPORT: Białorusko-rosyjskie ćwiczenia przy polskiej granicy
Największe obawy sojuszników budzi nie tyle sam fakt ćwiczeń, co nieprzewidywalność przeciwnika i niepewność co do faktycznej skali manewrów. Moskwa stara się bowiem ukrywać tak dużo, jak się tylko da.
Nieprzejrzyste manewry

Kiedy 6 września sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg wizytował wielonarodowy kontyngent sojuszniczy w estońskiej miejscowości Tapa, powiedział, że nie widzi „bezpośredniego zagrożenia” ze strony wojskowych ćwiczeń, ale powtórzył, że otwartość Rosji w tej sprawie nie spełnia międzynarodowych standardów.

Pięć dni przed lądowaniem Amerykanów w Szawlach, w odległym o jakieś 200 km Wilnie gościł prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier. Zapad-2017 to był jeden z głównych tematów rozmowy z Dalią Grybauskaite. Litewska prezydent mówiła, że „zbliżające się ćwiczenia Zapad powodują napięcie geopolityczne”. Steinmeier zapewniał o solidarności Berlina: Niemcy przewodzą batalionowi NATO na Litwie, stacjonuje tu 450 żołnierzy niemieckich.
Chociaż manewry skierowane przeciwko Zachodowi oficjalnie jeszcze się nie rozpoczęły, ich zagrożenie o charakterze konwencjonalnym i niekonwencjonalnym odczuwamy już teraz


– Chociaż manewry skierowane przeciwko Zachodowi oficjalnie jeszcze się nie rozpoczęły, ich zagrożenie o charakterze konwencjonalnym i niekonwencjonalnym odczuwamy już teraz – powiedziała Dalia Grybauskaite.
Im bliżej ćwiczeń, tym mocniejszy głos z Berlina. Zapewne ma to jednak jakiś związek z wyborczą kampanią w Niemczech, w której Rosja okazała się jednym z ważnych tematów. Dwa tygodnie po wizycie Steinmeiera w Wilnie, do Tallinna przyleciała minister obrony RFN Ursula von der Leyen.

Na spotkaniu unijnych ministrów obrony, mówiąc o rosyjskim zagrożeniu, powtórzyła tezę o wielokrotnie większej od deklarowanej oficjalnie liczbie uczestników Zapadu-2017: „Ten, kto w to wątpi, powinien tylko spojrzeć na duże liczby sił uczestniczących w ćwiczeniach Zapad: ponad 100 tys.”. Przypomnijmy: oficjalna liczba uczestników ćwiczeń podana przez Moskwę i Mińsk to 12 700 żołnierzy.

Dowódca sił lądowych USA w Europie generał Ben Hodges oświadczył 1 września w Wilnie, że niezbyt ufa podawanym przez Rosję informacjom o liczbie żołnierzy, którzy wezmą udział w ćwiczeniach i zaapelował do Moskwy, by zaprosiła media na te manewry.

– Rosjanie nie dają zbyt wiele dowodów potwierdzających wiarygodność oficjalnej liczby żołnierzy, którzy wezmą udział w ćwiczeniach – powiedział gen. Ben Hodges.
Rosjanie nie dają zbyt wiele dowodów potwierdzających wiarygodność oficjalnej liczby żołnierzy, którzy wezmą udział w ćwiczeniach
Im większa transparentność ćwiczeń, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że Rosjanie zrobią coś zaskakującego i niebezpiecznego. Prowokacji różnego rodzaju obawiają się tymczasem nie tylko sąsiedzi Białorusi i Rosji, ale nawet sam Mińsk. Minister obrony Litwy Raimundas Karoblis zauważył, że Białoruś zachowuje się bardziej otwarcie niż Rosja w tej sprawie. To Białoruś pierwsza zaprosiła oficjalnych obserwatorów z krajów sąsiednich i OBWE.

Rosja ostatecznie zdecydowała, że umożliwi ograniczony dostęp do części ćwiczeń na swym terytorium, m.in. pozwalając wojskowym attaché akredytowanym w Moskwie obserwować dwudniowe ćwiczenia na poligonie Ługa w Zachodnim Okręgu Wojskowym. Będzie to już końcówka ćwiczeń (18 września). Można być pewnym, że Rosjanie pokażą gościom tylko to, co będą chcieli pokazać.
Papier a realia

30 sierpnia rzeczniczka NATO poinformowała, że Sojusz wyśle trzech obserwatorów na manewry. Wcześniej Stoltenberg zapowiadał wysłanie dwóch obserwatorów. Zaproszenie dla przedstawicieli NATO wystosował Mińsk. Będą oni mogli obserwować ćwiczenia wojskowe tylko przez krótki czas, „w dniach przeznaczonych dla gości wysokiej rangi”. Anonimowy przedstawiciel Sojuszu w rozmowie z agencją AFP podkreślił, że NATO „żałuje, iż ani Rosja, ani Białoruś nie zastosowały w odniesieniu do manewrów Zapad zasad przejrzystości, przewidzianych w Dokumencie Wiedeńskim i zgodnych z zasadami przyjętymi przez wszystkie państwa OBWE”.

Dokument Wiedeński z 2011 r. o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa ma pozwolić na uniknięcie „nieporozumień i błędów w ocenie” i przewiduje, że „zewnętrzni obserwatorzy otrzymują briefingi na temat scenariusza i postępów” ćwiczeń wojskowych. Zasady wyszczególnione w Dokumencie Wiedeńskim przyznają obserwatorom także możliwość rozmawiania z żołnierzami o manewrach, czy wykonywanie lotów nad terenami ćwiczeń.

Moskwa ma odpowiedź

Jednak Moskwa ma na to gotową odpowiedź. Powtórzył ją podczas prezentacji scenariusza Zapadu-2017 wiceminister Aleksiej Fomin: „Liczebność zaangażowanych wojsk, czołgów, bojowych pojazdów opancerzonych, artylerii, moździerzy nie przewyższy stopnia podlegającego obowiązkowej obserwacji konkretnych typów działalności wojskowej, ustanowionego przez Dokument Wiedeński z 2011 r.”.

Zgodnie z artykułem 47.4 Dokumentu Wiedeńskiego OBWE z 2011 r., jego sygnatariusze, także Rosja, są zobowiązani do zapraszania zagranicznych obserwatorów na ćwiczenia wojskowe, jeśli bierze w nich udział więcej niż 13 tys. żołnierzy.
(47.4)
Tymczasem Rosja od kilku lat przeprowadza ćwiczenia wojskowe i ogłasza sprawdziany gotowości bojowej, czasem obejmujące wiele dziesiątków tysięcy żołnierzy, i nie zaprasza na nie międzynarodowych obserwatorów z dużymi uprawnieniami. Jak to możliwe przy zachowaniu zasad Dokumentu Wiedeńskiego?

Rosyjska recepta

Jak omijać międzynarodowe i dwustronne restrykcje oraz żonglować cyframi i korzystać z luk w traktatach, nauczył rosyjskich generałów zawodowy dyplomata, Anatolij Antonow, od niedawna ambasador Rosji w USA, a wcześniej wiceminister obrony.

Zacznijmy od tego, skąd nagle nastąpił w rosyjskich siłach zbrojnych prawdziwy wysyp tzw. niezapowiedzianych sprawdzianów gotowości bojowej. Nie o sprawdzenie gotowości bojowej chodzi. To formalny pretekst, pod którym tak naprawdę kryją się ćwiczenia i pod którym można dyslokować nawet bardzo duże zgrupowania.

To także świetne przykrycie dla realizacji zadań bojowych. Tak jak wtedy, gdy 26 lutego 2014 r. Władimir Putin zarządził „niezapowiedziany sprawdzian” rosyjskich wojsk w Okręgach Wojskowych Zachodnim i Centralnym. Alarm ogłoszono o 14:00 czasu moskiewskiego – tego samego dnia Tatarzy krymscy zablokowali parlament w Symferopolu, nie dopuszczając do przyjęcia decyzji o „referendum”. W nocy wylądowały jednak na Krymie „zielone ludziki” – rozpoczęto operację anektowania półwyspu.

Jak Rosja omija Dokument Wiedeński?

Dokument Wiedeński mówi, że jego sygnatariuszy należy uprzedzać o ćwiczeniach wojskowych na 42 dni przed ich rozpoczęciem. Ale zapisano też, że jeśli jednostki te nie zostały uprzedzone o ćwiczeniach, sygnatariuszy z Wiednia też nie trzeba informować. Ani zapraszać. W efekcie, nawet jeśli Putin stawia na nogi siły całego okręgu wojskowego (setki tysięcy żołnierzy), Zachód i sąsiedzi Rosji nie są o tym informowani.
Dokument Wiedeński zobowiązuje także członków OBWE do nie przeprowadzania w ciągu trzech lat kalendarzowych więcej niż jednego przedsięwzięcia militarnego, w którym bierze udział ponad 40 tys. ludzi. Tymczasem Rosja poczynając od 2013 r. co roku przeprowadza ćwiczenia strategiczne, w których udział bierze dużo, dużo więcej niż 40 tys. ludzi.

Jak to robi, nie łamiąc zasad dokumentu z Wiednia? Przed każdym z dorocznych ćwiczeń strategicznych resort obrony rozpoczyna generalny niezapowiedziany sprawdzian gotowości bojowej w tym lub innym okręgu wojskowym. Stawiają wszystkich na nogi i pod broń. A liczba uczestników ogłoszonych ćwiczeń nie przekracza na papierze 13 tys. W ten sam sposób organizuje się wiele formalnie niezależnych od siebie ćwiczeń. W rzeczywistości wszystkie one są ze sobą powiązane. Takiego wybiegu Moskwa użyła już w czasie ukraińskiego kryzysu. 24 kwietnia 2014 r. Rosja rozpoczęła koncentrację sił w rejonach graniczących z Ukrainą pod hasłem „ćwiczeń batalionowych grup taktycznych wojskowych zgrupowań Południowego i Zachodniego Okręgów Wojskowych”. W efekcie na początku maja nad granicą stało już 40 tys. Rosjan – a wszystko odbyło się przy zachowaniu reguł z Wiednia, bo Moskwa twierdziła, że to nie jedno, ale cały szereg mniejszych ćwiczeń.

Ten sam wybieg jest stosowany przy Zapadzie. Rosja organizuje szereg mniejszych ćwiczeń, oficjalnie niepowiązanych, faktycznie tworzących strategiczną całość. Stąd przede wszystkim bierze się gigantyczna różnica między oficjalną liczbą uczestników Zapadu-2017, a tą, o której mówią politycy, wojskowi i eksperci na Ukrainie i Zachodzie.

Wybrane dla Ciebie