Marek Suski dla portalu tvp.info: jeśli były szef specsłużb był informatorem Marcina P., sprawą zajmie się sąd

Członkowie komisji przypuszczają, że doszło do manipulacji z udziałem służb (fot. PAP/Marcin Obara)

Przed komisją badającą aferę Amber Gold zeznawał dziś Emil Marat. Podczas przesłuchania okazało się, że nagranie dotyczące kontaktów ludzi Marcina P. z ówczesnym ministrem koordynatorem Jackiem Cichockim zostało stworzone przez dwóch różnych funkcjonariuszy. Członkowie komisji przypuszczają, że doszło do manipulacji z udziałem służb. – Mamy być może do czynienia z fałszerstwem dokumentów i próbą zatarcia śladów – mówi w rozmowie z portalem tvp.info wiceprzewodniczący komisji Marek Suski.

Romans Platformy z OLT. Historia jednego zdjęcia

Jest 12 grudnia 2011 r. Politycy Platformy Obywatelskiej w ramach promocji OLT Jetair ciągną po płycie lotniska samolot należący do firmy Marcina...

zobacz więcej

Wątpliwości członków komisji wzbudził fakt, że słowa zapisane w stenogramach nagrań zostały przypisane dwóm różnym osobom. – Jeśli potwierdzi się, że Jacek Cichocki był informatorem Marcina P., to zdradził tajemnice śledztwa i trafi najpewniej przed oblicze wymiaru sprawiedliwości – zapowiada Suski.

Po ujawnieniu informacji o niepokojących różnicach w stenogramach, przewodnicząca komisji Małgorzata Wasserman ogłosiła przerwę w posiedzeniu. – Być może jest to wręcz próba podważenia prac komisji, no bo jak opieramy się na niewiarygodnych materiałach, to wszystko jest niewiarygodne. Ale jeżeli tak, a mamy numery funkcjonariuszy, którzy te dokumenty sporządzali – po nitce do kłębka możemy dojść do jednego z parasoli, które były roztoczone nad całą tą aferą – mówi portalowi tvp.info wiceprzewodniczący komisji ds. Amber Gold.

„Awangardowe” OLT Marata

Emil Marat był przesłuchiwany przez komisję, ponieważ współpracował z Marcinem P. Najpierw przedstawił historię czterotygodniowej współpracy ze spółkami grupy. – Uważam współpracę z Amber Gold za błąd w mojej drodze zawodowej, wykazałem się brakiem czujności, ale zdecydowanie wierzyłem, że linie lotnicze OLT mogą być awangardowym przedsięwzięciem na polskim i europejskim rynku – powiedział Marat.

Jak mówił, wiosną 2012 r. znany mu prywatnie dyrektor linii OLT Jarosław Frankowski zwrócił się do niego z propozycją, by stworzył dział komunikacji tych linii. – Wiedziałem wtedy, jak wygląda spółka OLT. Była to dynamiczna firma, podbijająca rynek - powiedział.  

Marat zeznał przed komisją ds. Amber Gold, że zna Cichockiego. – Pod koniec czerwca zadzwonił do mnie pan Frankowski, mówiąc, że nastąpiła sytuacja kryzysowa wokół firmy Amber Gold, coraz więcej jest publikacji negatywnych związanych z wątpliwościami dotyczącymi funkcjonowania tej spółki, rzutuje to również na linie lotnicze OLT i czy nie byłbym w stanie pomóc w zakresie PR – opisywał Marat.

Dodał, że Frankowski zorganizował jego spotkanie z Marcinem P., który twierdził, że „grupa Amber Gold jest poddawana czarnemu PR” i jest to związane, jak uważał P., prawdopodobnie z tym, że linie lotnicze OLT „nadepnęły na odcisk spółce Skarbu Państwa, czyli LOT-owi”".

Wówczas (w momencie podejmowania współpracy) byłem przekonany o tym, że zarówno OLT, jak i Amber Gold to firmy uczciwe, skala przedsięwzięcia, rozmach funkcjonowania, tworzenie linii lotniczych OLT, to, że Amber Gold działała trzy lata, to, że prokuratura odmawiała, według mojej wiedzy na tamten czas, wszczynania postępowań związanych z Amber Gold – to wszystko uprawdopodabniało w moich oczach wersję pana Marcina P. –  zeznał Marat.

Dodał, że podjął się opracowania strategii PR opartej na pełnej transparentności i otwartości na media. – Przede wszystkim chodziło o opublikowanie pełnego bilansu za 2011 r., pokazania, jak spółka zarabia, jakie ma przychody – wyjaśnił.

Marat opowiadał, że gdy OLT ogłosiły upadłość, sytuacja „zaczęła się komplikować”. Jak mówił, jego zaufanie do zarządu Amber Gold zupełnie upadło, gdy dowiedział się, że firma audytorska, która miała dokonać bilansu, nie przygotowuje go. – Wtedy, 1 lub 2 sierpnia, podziękowałem za współpracę - podał świadek.

Wypłata dla Michała Tuska z OLT Express pod lupą prokuratury

Prokuratura sprawdza, dlaczego Michał Tusk otrzymał wynagrodzenie od firmy OLT Express już po upadku linii lotniczych – informuje dzisiejsza...

zobacz więcej

Marat, Cichocki i Marcin P.

– Marcin P. mówił, że jego firma jest bezprawnie rozbijana przez konkurencję, m.in. LOT wspierany przez służby, dlatego proponowaliśmy, by poinformował o tym koordynatora służb – mówił były doradca zarządu Amber Gold.

Posłowie pytali świadka, skąd wiedział, że ABW interesuje się Amber Gold i że danego dnia ma wejść do spółki. W czerwcu Marcin P., składając zeznania przed komisją śledczą stwierdził, że Marat uprzedzał go o czynnościach ABW związanych z jego spółką. Dodał też, że Marat mówił mu o możliwości wykorzystania kontaktów z politykami z KPRM.Według Marcina P., być może powoływał się on na ówczesnego szefa MSW Jacka Cichockiego. Świadek zaznaczył, że ostatecznie do spotkania z Jackiem Cichockim nie doszło.


Witold Zembaczyński z Nowoczesnej przytoczył zapis z podsłuchów ABW, z którego wynikało, że Marat zadzwonił 29 lipca 2012 r. do P., informując, że dzień później do Amber Gold ma wejść ABW. Marat zeznał, że ministra koordynatora zna z harcerstwa. – Wymieniłem nazwisko Jacka Cichockiego, którego Kunachowicz [Paweł Kunachowicz, radca prawny współpracujący z Maratem i Marcinem P. – red.] znał z „Czarnej jedynki”, z harcerstwa. Miał go za człowieka o krystalicznej uczciwości – tłumaczył swoją znajomość z Cichockim Marat.

Stenogramy przekazała przedstawicielom komisji ds. Amber Gold ABW. Do tej pory wynikało z nich – a także z zeznań świadków – że ówczesny minister koordynator Jacek Cichocki ostrzegał Marcina P. przed działaniami ABW.

Nie tylko Amber Gold. Wszystkie grzechy Pawła Adamowicza

W ostatnich latach było o nim głośno. Przez przyjaciół i wrogów zwany jest Budyniem, lecz ta ksywka mało przystaje do gorących konfliktów, jakie...

zobacz więcej

– To odwrócenie uwagi od prawdziwego źródła przecieków, bo jeden z protokołów wyraźnie jest źródłem ABW, co wskazuje na ówczesnego ministra koordynatora Jacka Cichockiego, a w drugiej wersji jest to tak zrobione, że nie wiadomo skąd Marcin P. wie i informuje swojego rozmówcę, czyli Emila Marata – skomentował sprawę różnic w stenogramach w rozmowie z portalem tvp.info wiceprzewodniczący komisji ds. Amber Gold Marek Suski.

Służby sfabrykowały dowody?

– Panie Pawle, dostałem dziś informację od naszego informatora, że jutro lub pojutrze mogą być u nas cisi panowie – te słowa miał wypowiedzieć do swojego rozmówcy Marcin P., co zapisane jest w stenogramie rozmowy z 27 lipca 2012.

Wersja ta znacznie różni się od tej, przedstawionej przez świadka Emila Marata, podczas środowego posiedzenia komisji – Witam, panie Emilu, wiem od naszego kontrahenta, że jutro lub pojutrze mają się pojawić ludzie z ABW. No, taką mam informację – Emil Marat zeznał dziś, że tak brzmiała wypowiedź jego „informatora” w stenogramie tej samej rozmowy, która powstała również na zlecenie ABW.

– W pierwszej wersji, sporządzonej przez innego funkcjonariusza to właśnie nasz dzisiejszy świadek informował Marcina P. I właśnie ta rozbieżność dwóch protokołów wskazuje na to, że któryś został zmanipulowany, więc jeżeli służby same wytwarzają dokument, który z jednej strony je oskarża, z drugiej strony je wybiela, no to jesteśmy w sytuacji, gdzie nie ma zaufania wobec materiałów, jakie otrzymaliśmy od ABW – relacjonuje w rozmowie z portalem tvp.info Suski.

Gdy powstawały nagrania, których stenogramy służą obecnie komisji ds. Amber Gold za materiał dowodowy, a które po dzisiejszym posiedzeniu komisji budzą coraz większe wątpliwości co do ich wiarygodności, Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego kierował generał Krzysztof Bondaryk.

źródło:
Zobacz więcej