Hitler chciał zrzucić winę za wybuch wojny na Polskę

aktualizacja: 08:35 wyślijdrukuj
fot
Przed Wieluniem były Gliwice (fot. Wikipedia/Autor nieznany - Archiwum Radiostacji)

„Halo, halo, tu Warszawa. Dziś rano o godzinie 5. minut 40 oddziały niemieckie przekroczyły granicę polską, łamiąc pakt o nieagresji…” – taki komunikat nadany został 1 września 1939 roku. Dzień wcześniej podobny komunikat, choć jako agresorów przedstawiający Polaków, nadano w Gliwicach.

Do tak zwanej prowokacji gliwickiej doszło 31 sierpnia 1939 r., dokładnie o godzinie 20. Do radiostacji w niemieckich wówczas Gliwicach, znajdujących się 10 km od granicy z Polską, zostali wpuszczeni napastnicy udający powstańców śląskich. Fałszywi powstańcy, a faktycznie esesmani w cywilnych ubraniach, sterroryzowali załogę.

Wcześniej na osobisty telefoniczny rozkaz Heinricha Himmlera usunięto ochronę radiostacji i skierowano tam dwóch policjantów, z których jeden wpuścił napastników na teren placówki. Zamordowano wówczas Franciszka Honioka, polskiego Ślązaka, uważanego obecnie za pierwszą ofiarę II wojny światowej. Załoga stacji została aresztowana i umieszczona w piwnicy, wtedy okazało się, że z radiostacji zniknęły mikrofony. Po 10 minutach poszukiwań zmuszono załogę do wydania tzw. mikrofonu burzowego. Służył on do zawiadamiania radiosłuchaczy, że za chwilę radiostacja przerwie nadawanie ze względu na burzę.

Lektor zaczął czytać kilkuminutowy komunikat, ale do słuchaczy dotarło jedynie 9 wyrazów: „Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach…”. Niemiecka propaganda przedstawiła III Rzeszę jako ofiarę polskiej agresji. Berlińskie radio poinformowało również o kilku innych rzekomych atakach powstańców na terytorium Niemiec, które miały wspierać oddziały Wojska Polskiego uzbrojone w broń ciężką.
Prawda wyszła na jaw w Norymberdze

Dlatego też 1 września 1939 r. Hitler w porannym przemówieniu w Reichstagu oświadczył: „Dziś w nocy Polska po raz pierwszy na naszym terytorium kazała strzelać do nas swym regularnym żołnierzom. Od godziny 5.45 odpowiada się im strzałami, a od tej chwili na bombę odpowie się bombą”.

Tymczasem 25 sierpnia 1939 roku do portu w Gdańsku „z kurtuazyjną wizytą” wpłynął niemiecki pancernik Schleswig-Holstein. Oficjalnie miał uczcić pamięć poległych w 1914 r. na Bałtyku marynarzy z krążownika „Magdeburg”.

Natomiast tajne plany, jakie otrzymał dowódca okrętu, przewidywały działania przeciw flocie polskiej i wspieranie wojsk niemieckich. Dodatkowo dowódca okrętu komandor Gustaw Kleikamp zaproponował wykorzystanie okrętu i znajdującej się pod jego pokładem kompanii szturmowej do zajęcia Westerplatte, co zyskało akceptację generała Georga Friedricha-Eberhardta. A prawda o prowokacji gliwickiej wyszła na jaw dopiero podczas procesu zbrodniarzy w Norymberdze.

– 30 sierpnia 1939 roku otrzymałem od szefa SD Reinharda Heydricha rozkaz upozorowania ataku na radiostację pod Gliwicami, w pobliżu granicy polskiej. Miało to być wykonane tak, by wyglądało, że napastnikami są Polacy. Dla prasy zagranicznej i dla niemieckiej propagandy potrzebny był dowód rzeczowy polskiej napaści – zeznał Alfred Helmut Naujock, żołnierz SD, SS i Waffen SS.

Wybrane dla Ciebie