TYLKO U NAS

„Ostatni raz z przytupem”. Himalaista Piotr Pustelnik spełni marzenie z dzieciństwa?

Adam Cissowski aktualizacja: 05:57 wyślijdrukuj
fot
Piotr Pustelnik zamierza teraz zrealizować marzenie z dzieciństwa (fot. arch. prywatne)

Jako trzeci Polak zdobył Koronę Himalajów i Karakorum, czyli 14 ośmiotysięczników w ciągu aż 20 lat. Piotr Pustelnik w drodze na szczyt poświęcił wiele, a towarzyszyli mu w tym najlepsi z najlepszych, jak choćby Wanda Rutkiewicz czy Krzysztof Wielicki. Jak sam mówi „na dachu świata zrobił już wszystko, co chciał”, dlatego teraz stawia przed sobą nowe wyzwanie. W grudniu tego roku wyrusza na biegun południowy, ale póki co, to o jego dotychczasowych doświadczeniach można przeczytać w autobiografii „Ja, pustelnik”.

W jego życiu nic nie zapowiadało, że zostanie jednym z najbardziej szanowanych i najlepszych górskich zdobywców. Można tu wspomnieć choćby poważną chorobę serca, a przez to ciągłą obawę rodziców o zdrowie syna. – Z moim zdrowiem było różnie. Myślę, że gdyby nie młodzieńcza determinacja, by wyjść z fizycznej niemocy, to pewnie w życiu bym się nie wspinał – podkreśla Pustelnik. Dodaje też, że zaważyła „zdolność młodego organizmu, by przezwyciężać trudności i dlatego serce dało radę”.

Wspomina też, że swojego pierwszego kursu skałkowego w ogóle nie ukończył, a jego instruktor Andrzej Wilczkowski uznał, że Pustelnik nie nadaje się do wspinaczki. – Rzeczywiście trochę się nie popisałem, ale druga rzecz jest taka, że moja mama zawiązała spisek przeciwko mojemu wspinaniu i poprosiła żonę jednego z instruktorów, a swoją przyjaciółkę, żeby mnie oblali – opowiada.
Swojego pierwszego kursu wspinaczkowego Pustelnik nawet nie ukończył (fot. arch. prywatne)
Gaszerbrum II na początek

On się jednak nie poddał, ale pasja i miłość do gór rodziły się powoli. Coraz mocniej wierzył, że wysokie góry są jego prawdziwym przeznaczeniem. – Podchodziłem do gór zwiększając wysokość o tysiąc metrów. Jak już życie na pięciu tysiącach metrów było dla mnie przyjemne, to przenosiłem się na sześć i tak dalej. Jedyna wada tej metody to, że trwa dość długo – wylicza. I rzeczywiście zdobycie Korony Himalajów i Karakorum zajęło mu aż 20 lat.

Swój pierwszy ośmiotysięcznik, Gaszerbrum II zdobył w 1990 roku, w wieku 39 lat. Górę tę, liczącą sobie 8035 metrów n.p.m. po raz pierwszy pokonała austriacka wyprawa pod kierownictwem Fritza Moraveca w 1954 roku. Szczyt ten był też pierwszym ośmiotysięcznikiem z wielkiej czternastki, na którą wspięli się Polacy: Leszek Cichy, Janusz Onyszkiewicz i Krzysztof Zdzitowiecki w 1975 roku. 15 lat później od Gaszerbrumu II swoją karierę himalajską zaczął Piotr Pustelnik.
Wanda Rutkiewicz, Ewa Panejko-Pankiewicz i Piotr Pustelnik pod Gaszerbrumami (fot. arch. prywatne)
Ubrania od Wandy Rutkiewicz

Nawet w najśmielszych snach nie mógł przewidzieć, że jego wyprawą pokieruje sama Wanda Rutkiewicz. – Pamiętam, że gdy przyjechałem do niej pierwszy raz, jej pies ugryzł mnie w nogę! Miała dwa psy tybetańskie, które szczekały jak wściekłe. Jeden z nich podleciał, dziabnął mnie w nogę i uciekł – przypomina sobie Piotr Pustelnik. Taki był początek ich znajomości. W czasie przygotowań do wyprawy bywał u Rutkiewicz w mieszkaniu, gdzie popijali razem herbatę. Czuł się wyróżniony, ponieważ zwracała się do niego po imieniu, a już wtedy była żywą legendą.

Uchodziła za najlepszą himalaistkę na świecie, a wraz z Jerzym Kukuczką stanowili filar polskiego himalaizmu. – Wanda miała mnóstwo znajomości, koneksji, wiele rzeczy załatwiała przez telefon. Jedna rozmowa i wszystko stało otworem, co nam imponowało – podkreśla. Rutkiewicz oprócz cennych rad dała też uczestnikom wyprawy sporo ubrań oraz sprzętu. „Coś muszę ci dać, żebyś wyglądał jak alpinista”. Była postawną kobietą, więc jej rzeczy pasowały na Pustelnika.
Samotny atak na szczyt Gaszerbrum II to było pierwsze poważne wyzwanie (fot. arch. prywatne)
Samotny atak na szczyt

Planowali uderzyć na szczyt drogą Moraveca, ale Rutkiewicz zamierzała wejść na Gaszerbrum I tzw. kuluarem japońskim, co miało być łatwiejsze, krótsze i szybsze. – Strategię ustaliła Wanda, a my się zgodziliśmy. Bo z nią trzeba się było godzić w stu procentach, inaczej robiła się bardzo nieprzyjemna – przyznaje Pustelnik. W stronę Gaszerbrumu II ruszyli jako ostatni zespół, z Markiem Grochowskim oraz Gertrude Reinisch i za pierwszym razem nie dali rady.

– Z ostatniego obozu do góry szliśmy we trójkę i z połowy drogi zawróciliśmy, bo pogoda zaczęła się zmieniać. Baliśmy się, że nie dojdziemy do wierzchołka – wspomina himalaista. Po rezygnacji z kolejnej próby ataku szczytowego przez towarzyszy, Pustelnik znalazł się sam. Mgła, wiatr – w tej sytuacji samotne wejście było wyzwaniem. – Bałem się, że w tych warunkach albo zabłądzę, albo sobie nie poradzę – podkreśla. W końcu uznał, że niech się dzieje, co chce i poszedł.
Pustelnik Koronę Himalajów i Karakorum zdobywał przez 20 lat (fot. arch. prywatne)
Pierwsza szczelina w życiu

Z samej wyprawy pamięta z kolei urabianie drogi w stronę Gaszerbrumu przez lodowiec południowy, jeden z najgorszych, które miał okazję pokonywać. Po 27 latach wspomina również powrót z obozu wspólnie z Rutkiewicz i Ewą Panejko-Pankiewicz. – Wanda zaproponowała, żebyśmy się związali liną, ja w środku, jako ten najmniej doświadczony. Wpadłem do szczeliny, dziewczyny napięły linę, podyndałem nogami w tej bezkresnej lufie – opowiada.

To jednak nie koniec dramatyzmu tej sytuacji. – W końcu zaczęły mnie wyciągać, Ewa ciągnęła w jedną stronę, Wanda w drugą, a ja wyłem z bólu. W końcu ryknąłem nieparlamentarnie, żeby się zdecydowały. W ten sposób zaliczyłem swoją pierwszą szczelinę w życiu – dodaje himalaista.

Sama Rutkiewicz niecałe dwa lata później zaginęła podczas ataku szczytowego na Kanczendzongę. Na wysokości ponad 8200 metrów, mimo braku sprzętu biwakowego, zdecydowała się przeczekać noc i kontynuować wejście następnego dnia. Jej ciała nie odnaleziono. Takie momenty u Pustelnika pozostawiają smutek po stracie przyjaciół i partnerów od liny.
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. Archiwum prywatne)
  • (fot. Archiwum prywatne)
  • (fot. Archiwum prywatne)
  • (fot. Archiwum prywatne)
  • Na szczycie Mt. Everest (fot. fb/Piotr Pustelnik)
  • (fot. fb/Piotr Pustelnik)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)
  • (fot. arch. prywatne)

„Ja, Pustelnik” – autobiografia alpinisty i himalaisty

Wyprawa szlakiem Amundsena

27 kwietnia 2010 roku o godzinie 13:45 czasu lokalnego Piotr Pustelnik stanął na szczycie Annapurny, co zamknęło Koronę Himalajów i Karakorum oraz oznaczało zakończenie jego kariery himalajskiej. – Ten rozdział już zamknąłem, wypaliłem się psychicznie. Może za jakiś czas, na zasadzie sentymentu, wrócę, ale tylko raz – zastrzega. Co prawda później kontynuował działalność w górach dalekiej północy, odbywając wyprawy na kanadyjski Yukon i lądolody Islandii.

Jak się okazuje było to przygotowanie pod nowy projekt, o którym marzył od dzieciństwa. – Zanim chciałem być strażakiem, komandosem, a potem alpinistą, chciałem być polarnikiem – podkreśla. Przyszedł więc czas na realizację tego marzenia i w grudniu 2017 roku, Piotr Pustelnik wyrusza na wyprawę, której celem jest trawers od wybrzeża Antarktydy do bieguna południowego. Odbędzie się ona drogą lądową bez wsparcia z zewnątrz, szlakiem Amundsena. – Zawsze mi imponował, dla mnie ideał, dlatego jego szlak. Krótki, ale stromy jak na warunki antarktyczne – zauważa.
Z alpinisty i himalaisty może wkróce stać się polarnikiem (fot. fb/Nieznane Tatry)
Ten ostatni raz?

Przygotowuje się do nowego wyzwania od miesięcy, aplikując sobie krótkie marszobiegi w łagodniejszych warunkach, które wzmacniają, a jednocześnie skracają długość treningu. W swojej rodzinnej Łodzi uprawiał tzw. nocne sporty, czyli biegał oraz... ciągnął opony. – Miałem przyjemność spotykać się z patrolami policji, które pytały mnie, w jakim celu to robię – wyjaśnia. Sport zawsze był mu zresztą bliski, ponieważ przez lata grał w koszykówkę, bardzo lubi jeździć na rowerze, przebiegł też maraton.

Jest świadomy ryzyka, z jakim wiąże się jego najnowsza wyprawa, dlatego kolejnym etapem jest przygotowanie w północnych strefach arktycznych, a następnie wyjazd na biegun. – Doświadczenie z gór, a szczególnie przebywanie w surowych warunkach się przydaje, ale wiele zjawisk w obszarach polarnych jest innych i trzeba tę wiedzę posiąść – tłumaczy.

Zna też swoje ograniczenia, w tym wiek – 66 lat – i wie, że kiedyś musi być ten ostatni raz. – Chciałbym, żeby on był z przytupem, a biegun to przecież moja pierwsza fascynacja – podsumowuje.
  • (fot. fb/Piotr Pustelnik)
  • (fot. fb/Piotr Pustelnik)
  • (fot. fb/Piotr Pustelnik)
  • (fot. fb/Piotr Pustelnik)
  • (fot. fb/Piotr Pustelnik)
  • (fot. fb/Dare 2b Polska)
  • (fot. fb/Góry książek)
  • (fot. fb/Festival Vysoké hory Nitra)
  • (fot. fb/DOZ Fundacja)
  • (fot. fb/Wintercamp)
  • (fot. fb/Piotr Pustelnik)

Piotr Pustelnik rusza na podbój bieguna południowego

Wybrane dla Ciebie