TYLKO W TVP

„Niektóre dzieci czekały na pomoc w wodzie, trzymając się konarów”

aktualizacja: 12:33 wyślijdrukuj
Zniszczenia w Suszku (fot. PAP/Dominik Kulaszewicz)

– Wszyscy siedzieli w zagajniku mokrzy. Byli wśród nich ranni. Opiekunowie opowiadali, że niektóre dzieci czekały na pomoc w wodzie przy brzegu, trzymając się konarów – to fragment wstrząsającej relacji mieszkańców wsi Lotyń, którzy nocą z piątku na sobotę, tuż po przejściu trąby powietrznej jako pierwsi ruszyli przez powalony las do Suszka, gdzie obóz rozbili harcerze.

– Ruszyliśmy ekipą szesnastu facetów – opowiadał reporterowi TVP Info Tomasz Pałubicki, mieszkaniec Lotynia w powiecie chojnickim na Pomorzu. Szli trzy kilometry nad jezioro, gdzie od lat przyjeżdżali na obóz harcerze łódzkiego okręgu ZHR. W świetle latarek niewiele widzieli, ale jednego nie dało się nie zauważyć. – Lasu nie było, był położony – powiedział Pałubicki.

Dzieci były w dwumetrowym zagajniku. Jak relacjonuje rozmówca TVP Info – płakały. Uciekły z opiekunami z dużego lasu. – Oni sami nie wiedzieli, ile jest osób. Jak się doliczyli, to się okazało, że brakuje dwóch dziewczynek – opowiadał mieszkaniec Lotynia. Wraz z towarzyszami zaczęli przeszukiwać namioty. Odnalezione harcerki już nie żyły.
Dopytywany o stan dzieci rozmówca naszego reportera przyznał, że „paniki za dużej” nie było, ale wszyscy siedzieli mokrzy, wśród nich byli ranni. W pobliżu leżał mężczyzna, któremu powalone drzewo przygniotło nogi. – Opiekunowie opowiadali, że niektóre dzieci czekały przy brzegu w wodzie, trzymając się konarów – uzupełnił Arek Kupczak sołtys Lotynia.

Do rana ekipa z tej wsi udrażniała drogę, żeby mogła dotrzeć fachowa pomoc. Służby ratunkowe – wg ich relacji – dostały się na miejsce około 10 rano. Na obozie w Suszku odpoczywało 140 dzieci i 30 opiekunów. W wyniku nawałnicy zginęły dwie dziewczynki. 37 osób zostało poszkodowanych. W Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej została zarządzona żałoba.

Wybrane dla Ciebie