„Drużynowy kazał nam biec do miejsca, gdzie jest najmniej drzew”

– Nie było żadnych namiotów prosto stojących, wszystkie były powyginane. Ale nam się nic nie stało. Służby przyjechały o piątej rano. Najpierw wzięli do szpitala tych najbardziej rannych. To była chyba siódemka osób, a potem kolejno zaczęli wynosić najpierw mokrych, potem młodszych, a potem dopiero najstarszych – tak o szczegółach dramatycznej nocy w Suszku na Pomorzu opowiadał na antenie TVP Info jedenastoletni Tomek, uczestnik harcerskiego obozu.