Co najmniej 11 ofiar zamieszek w Kenii, opozycja mówi o ponad 100 zabitych

aktualizacja: 17:58 wyślijdrukuj
fot
Opozycja oskarża policję o prowokację (fot. PAP/EPA/DAI KUROKAWA)

Co najmniej 11 osób zginęło w operacjach policji wobec protestujących przeciw reelekcji prezydenta Uhuru Kenyatty w Kisumu w zachodniej Kenii, a także w dzielnicy slumsów w Nairobi, stolicy kraju – informują w sobotę przedstawiciele władz i świadkowie.

Kenijska opozycja oskarżyła w sobotę siły bezpieczeństwa o zabicie ponad 100 osób, w tym dzieci, w trakcie zamieszek powyborczych. Reuters pisze, że nie przytoczono dowodów. Agencja potwierdziła fakt śmierci 11 osób.

– Dziewięciu młodych mężczyzn zostało zastrzelonych w nocy z piątku na sobotę w trakcie powyborczych zamieszek w dzielnicy slumsów Mathare w stolicy Kenii Nairobi – poinformował w sobotę pragnący zachować anonimowość przedstawiciel służb bezpieczeństwa. Twierdzi, że mężczyźni zostali zastrzeleni przez policję podczas akcji przeciw plądrowaniu sklepów. W dzielnicy Mathare śmierć poniosła także 9-letnia dziewczynka, która, jak twierdzi świadek, zginęła „od przypadkowego strzału” policji. Reuters przypomina, że dzielnica Mathare jest lojalna wobec 72-letniego lidera opozycji Raili Odingi, którego partia odrzuciła wyniki wtorkowego głosowania, nazywając je „komedią”.

Reporter agencji Reuters w Kisumu, które przed dekadą było centrum zamieszek powyborczych, powiedział, że policja użyła gazu łzawiącego i ostrej amunicji. Zginął jeden człowiek. Według miejscowych służb medycznych do szpitala trafiło 10 osób, w tym cztery z ranami postrzałowymi i sześć pobitych przez funkcjonariuszy.

Członek opozycyjnej koalicji wyborczej NASA James Orengo powiedział w sobotę na konferencji prasowej, że to policja prowokuje przemoc, a jego kolega Johnson Muthama oznajmił, że NASA nie da się zastraszyć i nie podda się presji.
Do akcji wkroczyło wojsko (fot. Elisabeth Anyango)
Opozycja twierdzi, że wybory sfałszowano

Członek opozycyjnej koalicji wyborczej NASA James Orengo powiedział w sobotę na konferencji prasowej, że to policja prowokuje przemoc. A jego kolega Johnson Muthama oznajmił, że NASA nie da się zastraszyć i nie podda się presji.

Zamieszki wybuchły w chwilę po ogłoszeniu w piątek wieczorem przez komisję wyborczą wyników wyborów. Zgodnie z nimi 55-letni Uhuru Kenyatta pozostanie na kolejne pięć lat na stanowisku prezydenta, mimo oskarżeń opozycji, która utrzymuje, że wyniki sfałszowano.
Minister spraw wewnętrznych Fred Matiangi oświadczył w sobotę, że problemy zostały opanowane, a winą za niepokoje obarczył „elementy przestępcze”. Bronił też działań policji oskarżanej o brutalność.

– Osobnicy czy gangi, które plądrują sklepy, zagrażają życiu ludzkiemu, niszczą cudze biznesy, to nie są demonstranci. To kryminaliści. I oczekujemy, że policja będzie postępować z kryminalistami tak, jak postępować z nimi należy – podkreślił minister.

Wielu Kenijczyków obawia się, że w kraju może się powtórzyć fala przemocy z 2007 roku, kiedy wyniki wyborów zostały zakwestionowane przez opozycję. W walkach plemiennych poniosło wtedy śmierć ok. 1 200 osób, a liczbę uchodźców obliczano na kilkaset tysięcy.

Wybrane dla Ciebie