TYLKO U NAS

„Nie zwariowałam, spotkałam Boga”. Jak młoda Szwedka związała się z dżihadystami

Adam Cissowski aktualizacja: 08:00 wyślijdrukuj
fot
Młoda Szwedka aż na 16 lat dała się zawładnąć islamskim ekstremistom (fot. Shutterstock/OlhaPro)

Miała w życiu wszystko – dom, kochającą rodzinę, przyjaciół i chłopaka oraz perspektywy na przyszłość. Młodej Szwedce Annie Sundberg to nie wystarczało. wciąż poszukiwała własnej tożsamości. Poznanie starszego od siebie muzułmanina w jednej chwili zmieniło jej życie. Z własnej woli wybrała islam i dżihad u boku męża terrorysty oraz jego radykalnych współwyznawców. – Nie rozumiem, jak mogłam dać się zmanipulować, ale nikt mnie nie zmuszał – wspomina. Swoją historią zdecydowała się podzielić w książce „Żona terrorysty”.

Co sprawia, że młode Europejki wychodzą za mąż za ekstremistów, walczą u ich boku, ryzykując życiem swoim i swoich dzieci? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. Niewielu mężczyzn, a tym bardziej kobiet odważyło się lub miało szansę opowiedzieć o doświadczeniach z życia codziennego dżihadystów, by można było pojąć ich motywację.

Problem ten towarzyszy obecnie wielu rodzinom na zachodzie Europy, których bliscy zdecydowali się wyjechać w rejon Bliskiego Wschodu, gdzie toczy się regularna wojna. Tysiące młodych obywateli Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Holandii, Niemiec czy Szwecji od 2014 roku walczy w szeregach tzw. Państwa Islamskiego. Niektórzy z nich ponieśli śmierć, inni wracają do swoich domów jako tzw. „sieroty po kalifacie”.

Wiedzy na temat tego, czego tam doświadczyli dostarcza przykład Anny Sundberg, która aż na 16 lat dała się zawładnąć niewielkiemu, wojowniczemu odgałęzieniu fundamentalistycznego islamu, jakim są salafici.
Wiele młodych Europejek wychodzi za mąż za ekstremistów i walczy u ich boku, ryzykując życiem (fot. Shutterstock/Satur)
Pierwsze używki i gwałt w lesie

Urodziła się w 1971 roku w zamożnej rodzinie. Wychowywana wraz ze starszym bratem w willowej dzielnicy miasta Halmstad leżącego w południowo-zachodniej części Szwecji do dzisiaj pamięta jak jako czteroletnia dziewczynka jeździła z rodzicami na pole golfowe, gdzie dorośli grali, a ona nudziła się okropnie. Peter, jej brat był, dość spokojnym dzieckiem, z kolei ona bardziej niesforna. Ojciec pracował jako kierownik średniego szczebla w miejscowej hucie, zaś matka na pół etatu w banku.

Rodzice Anny często organizowali wielkie przyjęcia i bale przebierańców, przez co i ona wcześnie doceniła dobrą zabawę. W ósmej klasie wraz z najlepszą przyjaciółką uczyły się od starszych kolegów palić papierosy i zażywać snus, czyli używkę przypominającą tabakę.

Wiosną 1990 roku po maturze razem z koleżanką z klasy zdecydowały się na wyjazd do Szwajcarii. Tam, podobnie jak wcześniej w Szwecji, cieszyła się dużym powodzeniem wśród mężczyzn. Niestety, jedno z takich spotkań skończyło się dla niej dramatycznie, ponieważ została uprowadzona i zgwałcona w lesie.
Spotkanie o 10 lat starszego mężczyzny z Algierii zmieniło jej życie (fot. REUTERS/Amr Abdallah Dalsh)
Islam i spotkanie w parku

To traumatyczne przeżycie odcisnęło swoje piętno, choć starała się żyć normalnie, to nie mogła o tym zapomnieć. „Może było mi pisane? Kara za to, że się źle prowadziłam. A gdybym mogła uciec od tego świata?” – pisała w swoim dzienniku Anna.

Jesienią 1992 roku rozpoczęła studia na wydziale teologicznym, na kierunku historia religii. To tam po raz pierwszy na dobre zetknęła się z islamem. „Rozmyślałam nad samą sobą. Jaka ja właściwie jestem?” – wspomina ten okres w książce. Latem 1994 roku, po dwóch latach studiów i rozstaniu z chłopakiem, jej życie wzięło zakręt w zupełnie nieoczekiwaną stronę.

Wówczas, siedząc na ławce w parku poznała o 10 lat starszego mężczyznę, który pochodził z Algierii. Nazywał się Walid. Niewinna rozmowa o ludzkiej egzystencji doprowadziła do uczucia, którego dotąd nie doświadczyła. „To Bóg” – powiedział jeszcze chwilę temu obcy mężczyzna. Po powrocie do akademika, padła na kolana i zaczęła się modlić, choć nawet nie wiedziała jak. Po latach uznała, że naiwność, łatwowierność i otwartość młodej dziewczyny została zwyczajnie wykorzystana.
  • (fot. REUTERS/Khaled Abdullah)
  • (fot. REUTERS/Kholood Eid)
  • (fot. Shutterstock/Tatiana Chekryzhova)
  • (fot. Shutterstock/Syda Productions)
  • (fot. REUTERS/Bob Strong)
  • (fot. REUTERS/Amr Abdallah Dalsh)
  • (fot. REUTERS/Brittany Greeson)
  • (fot. REUTERS/Brittany Greeson)
  • (fot. REUTERS/Brittany Greeson)
  • (fot. REUTERS/Kholood Eid)
  • (fot. REUTERS/Gabriela Bhaskar)
  • (fot. REUTERS/Ibraheem Abu Mustafa)
  • (fot. REUTERS/Ibraheem Abu Mustafat)
  • Sunni Sheikh (fot. REUTERS/Hamid Khatib)
  • (fot. REUTERS/Ibraheem Abu Mustafa)
  • (fot. REUTERS/Mohammed Salem)
  • (fot. REUTERS/Mohsin Raza)
  • (fot. REUTERS/Stringer)

Życie pośród dżihadystów

Szybki ślub i nowe imię

Rodzice zmartwili się i oburzyli, gdy im powiedziała, że została muzułmanką. Przyjaciele twierdzili, że zwariowała. Choć nie miała adresu ani numeru telefonu, znów spotkała się z Walidem, którego nazywano Prorokiem. Zakochała się w nim po uszy, choć ledwo go znała.

Dotychczasowe znajomości i przyjaźni z dnia na dzień zerwała, tłumacząc przejściem na islam. Bliscy zachowali pełne szacunku milczenie, ale i tak postanowili działać. Anna trafiła na oddział zamknięty kliniki psychiatrycznej. „Chcieli zmusić mnie do powrotu do dawnego życia. Nie czułam już do nich sympatii” – wspomina.

Po opuszczeniu szpitala, wyjechała do Walida, a po dwóch tygodniach od ich pierwszego spotkania byli już po ślubie. Gdy zamieszkali razem, mężczyzna „przez wzgląd na Boga” pociął nożyczkami jej wszystkie dotychczasowe ubrania oraz zdjęcia. Nadał jej też nowe imię – Hind.

„Nie bardzo rozumiem, jak mogłam dać się do tego stopnia zmanipulować i zdominować. Ale tak było. Sama mu na to pozwoliłam. Nikt mnie nie zmuszał” – wspomina po latach relację z pierwszym mężem w swojej książce.
Zgodnie z funkcjonującym w islamie wielożeństwem pierwszy mąż postanowił mieć dwie żony (fot. REUTERS/Osman Orsal)
Wielożeństwo i rozwód

Rodzice zachowali list, który do nich wówczas napisała. Bije z niego radość i beztroska. „Ja nie zwariowałam. Spotkałam Boga (...) jestem Mu za to wdzięczna i szczęśliwa” – rozpoczęła. „Wiecie, jak bardzo szukałam czegoś odpowiedniego dla siebie, to islam” – przekonywała.

Walid formował ją każdego dnia na nowo, musiała nauczyć się, jak mówić, poruszać się, patrzeć, jeść, chodzić do ubikacji i spać. „Nie wolno mi było śmiać się głośno, robić min i patrzeć w oczy obcym ludziom” – wylicza w książce. Musiała modlić się pięć razy dziennie, ale Koran ją fascynował.

Muzułmańskie kobiety, które poznała w stowarzyszeniu, przestrzegały ją przed mężem, który źle traktował poprzednią żonę i miał sądowy zakaz zbliżania się do niej i dwójki ich dzieci. Zetknęła się również z środowiskiem muzułmanów, którzy należeli do niewielkiej, skrajnie radykalnej sekty – salafitów. Za swój najwyższy obowiązek uznają oni świętą wojnę, czyli dżihad.

Walid wkrótce zaczął kraść. Tłumaczył, że przecież między muzułmanami, a Zachodem toczy się wojna, więc własność niewiernych jest uprawnionym łupem wojennym. Poznał też kobietę, która zainteresowała się islamem. Zgodnie z funkcjonującym wielożeństwem postanowił się ponownie ożenić. Zadaniem Anny stało się wprowadzenie Josefin do kobiecej wspólnoty. Walid dwie noce sypiał z jedną żoną, a dwie z drugą. Pomimo urodzenia mu dwóch synów Sundberg zdecydowała się na rozwód, ponieważ mąż żył wbrew woli Allaha.
Drugi mąż, Said Arif był uznany za groźnego terrorystę (fot. REUTERS/Suhaib Salem)
Dżihadysta zalotnik

Gdy środowisko dowiedziało się, że Anna jest rozwiedziona, odezwali się zalotnicy. Wybrała Algierczyka z Londynu, który miał za sobą pobyt w Afganistanie, gdzie uczył się dżihadu. „Uznałam to za dowód, że traktuje serio islam” – tłumaczy Sundberg.

Mówili na niego Sliman, prawdziwy muzułmanin, dżihadysta. Ze względu na to, że znajdował się w Berlinie, ich ślub odbył się per procura w Sztokholmie. Pierwszy mąż nie mógł się z tym pogodzić i nawet odebrał jej na jakiś czas synów, czteroletniego wówczas Anasa i dwuletniego Adama. Ona zaś przeprowadziła się do stolicy Niemiec.

To tam Said Arif potajemnie spotykał się ze swoimi współbraćmi, podczas gdy Anna oczekiwała na niego w mieszkaniu. Wkrótce potem wraz z synami z pierwszego małżeństwa wyjechali do gruzińskiej wioski w pobliżu granicy z Czeczenią. Mężczyźni modlili się tam w słońcu, jeździli konno w góry i ćwiczyli ciało, a kobiety karmiły dzieci. Ich dom z cementowych bloczków, bez prądu i bieżącej wody, znajdował się w Duisi, w dolinie Pankisi.

Anna była zachwycona. Jej mąż i pozostali mudżahedini, czyli święci wojownicy wydawali jej się najwspanialszymi z ludzi, gotowymi poświęcić wszystko dla czegoś większego od nich samych. „Czuję szacunek i dumę. Mój mąż jest jednym z nich, a pewnego dnia dołączą do nich moi synowie” – żywiła nadzieję. Chłopcy zresztą już w wieku trzech i pięciu lat uczyli się strzelać. Sama też miała z nią styczność. „Skoro nazywasz siebie niewolnicą Allaha, musisz posługiwać się bronią” – mówił jej mąż. „Ręce mi się trzęsły, nie chciałam do nikogo strzelać” – wyjaśnia w książce.
Jej mąż był jednym z mudżahedinów, czyli wojowników prowadzących świętą wojnę (fot. REUTERS/Suhaib Salem)
Jak w raju

Mimo skrajnie trudnych warunków mieszkaniowych, Anna czuła się jak w raju. Była szczęśliwa u boku drugiego męża, który niedługo miał być uznany za groźnego terrorystę. „Przed wyjściem z domu daje mi całusa. Często dokazuje z moimi synami. Najbardziej lubię go za powagę, mam do niego absolutne zaufanie, kocham go” – można przeczytać w książce „Żona terrorysty”. Wkrótce zaszła w ciążę.

Z czasem odezwała się u niej tęsknota za Szwecją, za ciepłym prysznicem, płatkami śniadaniowymi czy pasteryzowanym mlekiem w kartonie, a także rodzicami Brittą i Stigiem. 23 listopada 2001 roku w szpitalu w Halmstad urodziła córkę Sarę. Choć planowała, że po porodzie powrócą do Pankisi, to jednak ze względu na chorobę dziecka musiała zmienić plany. Odtąd mogła prowadzić własne życie i zapraszać do siebie współwyznawczynie.
Zasłonę na twarzy uważała za izolację, przez którą nie da się nawiązywać kontaktów (fot. TT News Agency/Thomas Johansson/via REUTERS)
Rodzinna sielanka

Z mężem miała wówczas sporadyczny kontakt SMS-owy, mailowy i telefoniczny. Był w Czeczenii z mudżahedinami, ale powrócił do Gruzji. W kwietniu 2002 roku bez uprzedzenia zjawił się w Szwecji i ujrzał żonę bez nikabu, o co od razu zapytał ją oskarżycielskim tonem. Anna zasłonę na twarzy uważała za izolację, przez którą nie dało się nawiązywać kontaktów z ludźmi.

Jego wizyta była o tyle niespodziewana, że był już poszukiwany i ścigany przez służby bezpieczeństwa kilku państw. „Bardzo mnie tym ucieszył i wprawił w znakomity nastrój” – wspomina. Była to także okazja, by rodzice Anny mogli w końcu poznać jej drugiego męża. Przez kilka tygodni udało im się prowadzić normalne życie rodzinne, ale wkrótce Said powrócił do Gruzji.

Po ataku USA na Irak w 2003 roku, w Szwecji organizowano wielkie demonstracje antywojenne, ale „nikt z naszych braci i sióstr w nich nie uczestniczył”. Muzułmanie uważali, że amerykańska inwazja otworzy kolejny front przeciw Ameryce i nowe miejsce, dokąd można jechać, żeby prowadzić dżihad. W tym czasie Anna z Saidem planowali wspólne zamieszkanie w którymś z islamskich państw, gdzie nie miałby on trudności z zaangażowaniem się w świętą wojnę. Wybór padł na Syrię, bo sytuacja tam była stabilna, a Anna nie chciała zabierać dzieci do strefy wojennej.
Po ataku USA na Irak w 2003 roku w Szwecji zorganizowano demonstracje antywojenne (fot. arch.PAP/ EPA/JESSICA GOW)
Wpadli w Damaszku

Gdy Said przez Iran pojechał do Syrii załatwić dla nich mieszkanie, zginął jego młodszy brat. Anna wspomina, że mąż zawsze taki ostrożny w rozmowach przez telefon, złamał własne zasady. „Salim odszedł z tego świata, w Iraku. Został zamordowany przez Amerykanów”. „Należy do Allaha i do Niego powrócimy” – odpowiedziała mu Anna.

W lipcu 2003 roku agenci syryjskiego dyktatora Baszara Al-Asada dopadli ich razem w Damaszku. Ostatnią deską ratunku dla Anny i jej dzieci okazało się szwedzkie obywatelstwo. Negocjacje tamtejszego MSZ doprowadziły do jej uwolnienia i dzięki temu wróciła do Szwecji. Tam w końcu udało jej się skończyć studia nauczycielskie i co najważniejsze z czasem rozstać z fundamentalizmem islamskim.
Kiedyś fascynował ją Koran, teraz spełnia się jako nauczycielka i pisarka (fot. REUTERS/Brittany Greeson)
Życie po życiu

Odchodząc od dotychczasowego życia kobieta pozbawiła się punktu odniesienia, przyjaciół, wiary i marzeń o przyszłości. Zyskała jednak nowe życie, odszukała dawnych przyjaciół oraz podjęła pracę jako nauczycielka i ekspertka w sprawach oświaty. Zajęła się też własnymi dziećmi, które czuły się zagubione w nowym świecie. Jej mąż po latach zapomnienia odnalazł się jako przywódca Frontu an-Nusra, jednego z najbardziej bezwzględnych ugrupowań rebelianckich w Syrii. Zginął tam w jednym z amerykańskich nalotów.

Wydana niedawno książka „Żona terrorysty”, którą napisała wspólnie z dziennikarzem Jesperem Huorem jest próbą odkupienia win i zmierzenia się z konsekwencjami, jakie niesie dla niej i jej dzieci bolesna przeszłość. Autorka nie obwinia nikogo o zmanipulowanie, ponieważ islam i dżihad wybrała z własnej woli. Nie żyła też w strachu, terroryzowana przez męża. Jej relacja jest unikatowym dokumentem, pozostawiającym czytelnikowi miejsce do własnych przemyśleń. – Anna wciąż jest dla mnie zagadką, być może dla siebie też – podsumowuje współautor książki.

Wybrane dla Ciebie