TYLKO U NAS

Eli Zolkos: Gross niszczy przyjaźń między Żydami a Polakami

aktualizacja: 19:08 wyślijdrukuj
fot
Eli Zolkos z Jewish Defence League Poland (fot. Archiwum prywatne)

– Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia, odchodzą od judaizmu. A to oznacza śmierć narodu żydowskiego – mówi Eli Zolkos. Działacz Jewish Defence League Poland dziękuje Bogu za obecny polski rząd, popiera Donalda Trumpa, tłumaczy dlaczego Żydzi nie są dla chrześcijan „starszymi braćmi w wierze” i przestrzega przed współczesnym duchowym Holokaustem.

Historia stosunków polsko-żydowskich nie od dziś bywa tematem, który jest przedmiotem sporów i kontrowersji. Ot, choćby mieliśmy niedawno wypowiedź Adama Bodnara, która wywołała powszechne oburzenie i za którą on zresztą potem przeprosił. Rzecznik praw obywatelskich powiedział, że Polacy, tak jak wiele innych narodów, współuczestniczyli w Holokauście. Nie pierwszy raz w Polsce pada taka opinia. Czy podziela ją pan?

To jest zdecydowanie bardzo krzywdząca opinia. My polscy Żydzi, którzy jesteśmy z Polską związani od urodzenia, czujemy się Polakami. My wiemy, jak było. My tu jesteśmy, bo zostaliśmy uratowani przez Polaków. Wiemy, ile to Polaków kosztowało, ilu z nich, ratując Żydów, zginęło. Kiedy kilka lat temu budowano Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej, byłem tam i powiedziałem w imieniu naczelnego rabina Polski, że o takich wydarzeniach trzeba nie tylko mówić, ale i krzyczeć. To jest straszna krzywda, że takie muzeum zostało zbudowane 70 lat po wojnie. Natomiast odpowiedzialność za Holokaust dotyczy Niemców i – nie ukrywajmy – również Ukraińców. W Zamościu, gdzie mieszkam, działała ukraińska formacja SS-Galizien. Ona mordowała i Polaków, i Żydów – oni ramię w ramię ginęli. Z kolei w Lesie Katyńskim zginęło ponad tysiąc obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Zginął też ówczesny naczelny rabin Wojska Polskiego.

Zwraca pan uwagę na fakt, że Polacy ratowali Żydów. Tymczasem są dzisiaj w Polsce środowiska, które domagają się krytycznej refleksji nad rodzimą historią. Ich zdaniem bohaterskimi postawami zakrywa się niechlubne karty przeszłości, jak szmalcownictwo czy antysemickie pogromy…

Te pogromy były, ale często inspirowali je Niemcy. Nie chcę wchodzić w szczegóły, w które bardzo chętnie wchodzi pan Jan Tomasz Gross, z którym się całkowicie nie zgadzam, i uważam, że jego postawa niszczy przyjaźń między narodem żydowskim a polskim. On bardzo często pisze nieprawdę lub się z nią mija. Ale ja w takim razie wyciągnąłbym sprawę powstania w getcie warszawskim. Ramię w ramię z Żydowskim Związkiem Wojskowym walczyły oddziały Armii Krajowej. Na ten temat było przez wiele lat cicho, bo go zawłaszczyła lewica żydowska. W jej wersji historii liczyła się tylko Żydowska Organizacja Bojowa, która tak naprawdę przyłączyła się do ŻZW, do bojowników Betaru, już po wybuchu powstania. Bo to oni je zorganizowali i wywołali. Milczano na temat Pawła Frenkla – dowódcy ŻZW, do czego przyczynił się – o czym przykro mi mówić – Marek Edelman. Dopiero w ubiegłym roku w Izraelu wyszedł znaczek pocztowy upamiętniający Pawła Frenkla jako właściwego przywódcę powstania w getcie warszawskim. Polacy więc w ostatnim zrywie narodu żydowskiego w okupowanej przez Niemców Polsce udzielili Żydom wsparcia. Dwie powiewające nad gettem flagi – żydowska i polska – były wymownym symbolem. I dlatego właśnie w Polsce Niemcy podejmowali szczególnie okrutne represje wobec osób ratujących Żydów. Skala tej pomocy była bowiem olbrzymia.
Odzywają się też dziś w Polsce głosy, że okupacja niemiecka obudziła w pewnej części Polaków najgorsze zachowania wobec żydowskich sąsiadów – takie, które niemożliwe były w II Rzeczypospolitej.

Oczywiście, i przed drugą wojną światową był w Polsce antysemityzm. Ale on miał swoje uzasadnienie. Była bardzo duża społeczność żydowska. Żydzi mieli swoje partie polityczne. Były partie lewicowe, były syjonistyczne. Syjoniści współpracowali nawet z endecją. Z kolei Wojsko Polskie ich szkoliło. Natomiast lewica żydowska, która często zajmowała takie samo stanowisko, jak komuniści, była przez Polaków postrzegana jako wroga siła. Natomiast ten ówczesny antysemityzm polski nie był antysemityzmem, który zabijał. I to trzeba bardzo mocno podkreślić. Wielu Polaków, którzy przed wojną działali w ugrupowaniach narodowo-radykalnych, w czasie wojny ratowało Żydów. To były osoby kierujące się hasłem Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie”. To jest skądinąd piękne patriotyczne zdanie. Nam po wojnie wmówiono, że bycie patriotą jest równoznaczne z byciem faszystą. Ile razy moja organizacja określana była mianem żydowskich faszystów – tylko dlatego, że jesteśmy patriotami? Przecież przed wojną Betar to byli polscy patrioci, którzy wychowali najlepszy sort Żydów. A później zbudowali państwo Izrael. I ci ludzie, którzy urodzili się w Polsce, a teraz mieszkają w Izraelu, do tej pory mówią po polsku. I to piękną polszczyzną, co jest niesamowite.

Jakiś czas temu polityczną burzę wywołały też słowa premier Beaty Szydło, wypowiedziane przez nią w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Chodzi o zdanie: „Auschwitz to lekcja tego, że należy uczynić wszystko, aby uchronić swoich obywateli”. Czy słuszne były protesty wobec tej wypowiedzi?

To było bardzo dobre wystąpienie. Nie ma lepszego miejsca niż Auschwitz, żeby mówić o tym, iż państwo polskie będzie za wszelką cenę bronić swoich obywateli. Przecież w Auschwitz ginęli głównie Polacy, Żydów uśmiercano przede wszystkim w Birkenau. I trafiali tam Żydzi z całej Europy, bo europejskie państwa narodowe nie zdały egzaminu. Ponadto słowa Beaty Szydło to są te same słowa, które wcześniej w tym samym miejscu wypowiedzieli premier Izraela Benjamin Netanjahu oraz prezydent naszego kraju Andrzej Duda. I przedstawianie tego, co powiedziała pani premier w kontekście sprawy uchodźców, to kompletne nieporozumienie.

A jeśli chodzi o sprawę uchodźców, uważa pan stanowisko polskiego rządu za słuszne?

To jest jak najbardziej właściwe stanowisko. Siła Europy Wschodniej tkwi w monolicie narodowym jej społeczeństw – w tym, że tutaj nie dotarł model multi-kulti w takim zakresie, w jakim mamy z nim do czynienia w Europie Zachodniej. Tam dochodzi w tej chwili do inwazji imigrantów. Celowo mówię: imigrantów, a nie uchodźców. Tę inwazję zapowiedział przed śmiercią Muammar Kaddafi. Oni przynoszą ze sobą ideologię gorszą niż nazizm, bo uzasadnianą religijnie. Nie pojmuję, jak można tolerować wyznanie, które głosi eksterminację fizyczną wszystkich innych religii. Ci ludzie wysadzają się we Francji, w Belgii, Wielkiej Brytanii, był nawet zamach w Petersburgu. A u nas na szczęście się nie wysadzają.
Ale w Polsce żyją muzułmanie. Przebywają oni na ziemiach polskich od XIV wieku. Chodzi o Tatarów, którzy nie od dziś w naszym kraju pokojowo koegzystują z Polakami katolikami…

Ale islamscy przybysze z Bliskiego Wschodu i północnej Afryki także uważają Tatarów za niewiernych. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że islam za swoją ziemię, swoją własność uważa każde miejsce, w którym postawi swoją nogę. To są ludzie, którzy uważają, że Hiszpania do dziś powinna być krajem muzułmańskim. Oni wybudowali meczet w Jerozolimie, na Wzgórzu Świątynnym – w miejscu, które jest dla wyznawców judaizmu święte, a dla muzułmanów nie ma żadnego znaczenia. I oni nam zabraniają tam wchodzić.

Przecież nie wszyscy wyznawcy islamu są tacy…

Tak, są takie opinie, że ci radykałowie stanowią zaledwie 10 proc. społeczności islamskiej. To jest nieprawda. Wystarczy obejrzeć telewizje państwowe w Arabii Saudyjskiej, Katarze, Autonomii Palestyńskiej itd. Możemy się na temat serwowanego tam przekazu dowiedzieć dzięki MEMRI (Middle East Media Research Institute). Dzieci się uczy, jak mordować chrześcijan i Żydów, jak im obcinać głowy. Tego nie uczy tzw. Państwo Islamskie, tego uczą nauczyciele w szkołach. Dzieci arabskie przesiąkają nienawiścią od urodzenia. Jeśli więc nawet radykałowie mieliby stanowić 10 proc. z półtoramiliardowej społeczności muzułmańskiej, to z tego wynika, że mielibyśmy 150 mln terrorystów. Ja bym tego nie bagatelizował. Bogu więc dzięki, że Polska ma taki rząd, jaki jest w tej chwili. I nie chodzi o to, że ten rząd nie chce pomagać ofiarom wojny. On chce im pomagać, tylko że tam – na miejscu. Natomiast nie potrzeba ściągać do Polski ludzi obcych kulturowo, którzy na pewno nie będą się integrować. Atak lewicy i liberałów na państwa Grupy Wyszehradzkiej, ponieważ nie godzą się one na niekontrolowaną relokację imigrantów, jest zrozumiały. Od lat 60. XX wieku lewica i liberałowie na Zachodzie próbują zlikwidować tożsamość europejską. Stąd atak na judeochrześcijańskie podstawy kultury europejskiej i formowanie człowieka bez historii, bez przeszłości, którego nie interesuje nic poza pracą. Bo środowiska liberalne widzą tylko interes ekonomiczny. Ale myśmy to już przerabiali wcześniej w Polsce za komunizmu. W Zamościu – mieście, w którym mieszkam – synagoga została przerobiona na bibliotekę, a w kościele franciszkanów zrobiono kino. Cerkwi tu nie ma żadnej, bo wszystkie zostały spalone, ale to jest też efekt tragedii na Wołyniu, którą wyrządzili Ukraińcy Polakom.

Mówi pan o judeochrześcijańskich podstawach kultury europejskiej. Ale przecież judaizm i chrześcijaństwo to dwie różne i nawet w wielu momentach dziejów mocno zantagonizowane religie…

Oczywiście, że tak. Jeśli ktoś twierdzi, że tak naprawdę Żydzi to dla chrześcijan „starsi bracia w wierze”, że wierzymy w tego samego Boga, to jest to bardzo duże nieporozumienie, bo różnimy się bardzo zasadniczo. Judaizm nie stawia sobie za zadanie nawracania innych ludzi. Inaczej chrześcijaństwo. Ale jego podstawy wyrastają ze Starego Testamentu. O tym też nie można zapominać.
Czy jednak judaizm, w którym silne są tendencje mesjanistyczne, tęsknoty za lepszym światem, nie przygotował podatnego gruntu dla lewicowych ruchów emancypacyjnych? W polskiej – i nie tylko polskiej – debacie publicznej podnoszona jest kwestia nadreprezentacji osób pochodzenia żydowskiego w partiach komunistycznych.

Ruchy lewicowe zrodziły się z buntu przeciwko judaizmowi. Zaangażowane w nie były również osoby pochodzenia żydowskiego, jak Karol Marks czy niechlubna mieszkanka Zamościa Róża Luksemburg. Trzeba wreszcie wskazać zjawisko odchodzenia od judaizmu ortodoksyjnego w kierunku judaizmu reformowanego. To jest postawa: niby jestem Żydem, ale szabatu nie będę obchodził, bo na przykład wygodniej mi się gdzieś udać samochodem. Odrzucanie swojej tożsamości powoduje, że wymyślamy sobie ideologie mające zastąpić wzorce, w których zostaliśmy wychowani. I potem dochodzi do wypaczeń – takich, jak marksizm. Marksizm jest wrogi judaizmowi. Założyciel Jewish Defence League rabin Meir Kahane mówił, że zrobi wszystko, żeby zniszczyć marksizm we wszelkiej postaci.

Jest pan działaczem polskiego oddziału Jewish Defence League – tej powstałej blisko 50 lat temu w USA organizacji. W jej nazwie jest mowa o obronie Żydów. Przed kim trzeba było ich bronić w tamtym czasie w Ameryce?

Głównie Afroamerykanie. Był taki szowinistyczny ruch afroamerykański – Black Panthers. To jego działacze atakowali głównie Żydów. A to dlatego, że w szeregach tego ruchu byli muzułmanie, więc wracamy poniekąd do wcześniejszych wątków naszej rozmowy. Ale zdarzały się akcje Jewish Defence League przeciwko Ku Klux Klanowi. Najbardziej spektakularne działania podejmowane były jednak wobec dygnitarzy Związku Radzieckiego, zwłaszcza po wojnie sześciodniowej. W Polsce mieliśmy Marzec ’68. Wpisywał się on w atak władz komunistycznych w krajach bloku wschodniego na zamieszkującą je społeczność żydowską.

Ale Marzec ’68 bywa w Polsce interpretowany w kategoriach przebudzenia polskiego nacjonalizmu, który znalazł dla siebie ujście w komunistycznych formach.

To nieprawda. Cała Polska kibicowała Izraelowi w wojnie sześciodniowej. Dlatego, że po stronie Arabów stał ZSRR. A Polacy nienawidzili Związku Radzieckiego. To, o czym pan mówi, jest narracją stworzoną przez elity komunistyczne tamtego okresu, m. in. przez brata pana Adama Michnika i nawet nie wiem, czy nie przez samego pana Michnika. To są kłamcy historyczni. Oni szkalują nie tylko Polskę i Polaków, ale i państwo Izrael i własny naród. Nieszczęście polega na tym, że w 1968 r. na europejskich uniwersytetach aktywna była mocno lewicująca młodzież, wspierająca takie organizacje terrorystyczne, jak Czerwone Brygady czy Grupa Baader-Meinhof. One były sterowane z Kremla. Wtedy to był pierwszy plan zasiania marksizmu, lewicowości w sercach młodych ludzi. Nieszczęście polega na tym, że dzisiejsze elity polityczne Unii Europejskiej to właśnie młodzież 1968 roku. Federica Mogherini, szefowa unijnej dyplomacji, jest wychowanką terrorysty Jasira Arafata. To skandal, co się dzieje w Brukseli. Dlatego cieszę się, że mamy taki rząd, jaki jest w tej chwili. I w nim też są ludzie 1968 roku. Ale oni są inni niż ci w Europie Zachodniej. W Europie Zachodniej mieli Plan Marshalla, a myśmy byli pod sowieckim butem. Mam jednak nadzieję, że słowa premier Szydło się spełnią i Europa Zachodnia się obudzi. Bo inaczej poleje się krew i to będzie krew wszystkich mniejszości.
A kogo i przed kim chce bronić Jewish Defence League Poland? Pytam też i w takim kontekście, że Polska po Holokauście, po Marcu '68 uchodzi właściwie za kraj bez Żydów.

Nie, Polska nie jest krajem bez Żydów. Szacunkowo jest około 40 tys. ludzi pochodzenia żydowskiego. Nie wszyscy są zrzeszeni w Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich. Niestety, poza ZGWŻ istnieją organizacje wspomnianego wcześniej judaizmu reformowanego. Ja w Warszawie znam kilkadziesiąt rodzin, które nie należą do ZGWŻ. Ale my się po prostu wszyscy znamy, bo nasi rodzice, nasi wujkowie się znali. Nie wszyscy wyjechali w Marcu '68, byli tacy, co przyjęli represje komunistyczne na siebie, bo czuli się z tym krajem związani, bo ten kraj kochają. Czują się Polakami. Walczyli z nomenklaturą komunistyczną, angażując się w Komitet Obrony Robotników i „Solidarność”. Jest choćby Bronek Wildstein, wspaniały polski patriota. Jego syn również. Jeśli zaś chodzi o pańskie pytanie, w Polsce na razie nie trzeba Żydów bronić przed nikim, tylko przed muzułmanami. My czujemy to zagrożenie z ich strony. Oni nadciągają, co widzimy przy okazji każdej dużej manifestacji pod ambasadą Izraela. Wykrzykiwane są tam wtedy po arabsku dokładnie te same hasła, co na ulicach miast Autonomii Palestyńskiej czy na okupowanych terenach Judei i Samarii. Padają słowa: „Śmierć Izraelowi!”, „Śmierć Żydom!”. My mamy w naszej organizacji ludzi, którzy znają język arabski i inwigilujemy te wrogie nam środowiska w Polsce i za granicą. Jesteśmy w stałym kontakcie ze służbami państwa polskiego, informując je o wszelkich zagrożeniach. Wokół Jewish Defence League wyrosła legenda, że jest organizacją paramilitarną, co bywa traktowane jako zarzut. To nie legenda. Szkolimy naszych członków walki wręcz, bo musimy potrafić się obronić. Jewish Defence League, podobnie jak niegdyś Betar, którego jesteśmy spadkobiercami, organizuje na całym świecie obozy szkoleniowe. Dla Żydów i nie tylko Żydów. Dla wszystkich, którym leży na sercu bezpieczeństwo swojego kraju, a więc również dla patriotów polskich. Takie obozy są w USA i Kanadzie. I chcemy też je organizować w Polsce. Informujemy i będziemy informować o tym na naszej stronie internetowej.

Kiedy upadł komunizm i skończył się PRL, zaczęło się w Polsce odrodzenie społeczności żydowskiej. Liderami tego odrodzenia byli ludzie o poglądach lewicowych i liberalnych, i równocześnie związani ze stołeczną Synagogą Nożyków, z Gminą Wyznaniową Żydowską w Warszawie. Bycie Żydem miało w sobie coś z kontrkultury przeciwstawiającej się polskiemu katolickiemu „ciemnogrodowi”. Czy Jewish Defence League Poland jest w opozycji do tego zjawiska?

Oczywiście, że tak. Ten trend wziął się stąd, że było wiadomo, iż po 1989 r. ruszy temat restytucji mienia żydowskiego. I ochotę na to mienie miało wielu ludzi. Na szczęście mądre osoby zarządzały Związkiem Gmin Wyznaniowych Żydowskich – mam tu na myśli Piotra Kadlčika, który do pewnych sytuacji nie dopuścił. Synagoga Nożyków to jest moja synagoga, ja tam się wychowałem, bo pochodzę z Warszawy. To, że w pewnym momencie, w wyniku dużego napływu Żydów reformowanych, straciliśmy w Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich władzę, nie oznacza, że tej władzy nie odzyskamy. Natomiast proszę mi wierzyć, do Synagogi Nożyków uczęszcza bardzo dużo Żydów o poglądach prawicowych. Przy czym nam bliska jest prawica nie tylko w Polsce. Popieraliśmy Donalda Trumpa w USA. Jesteśmy związani z izraelską partią Likud, której działacze mają dokładnie takie same poglądy polityczne, jak działacze PiS. Występują, oczywiście, różnice religijne, ale na płaszczyźnie politycznej różnic nie ma.
Ma pan afirmatywny stosunek do koncepcji państwa narodowego. Tymczasem antysemityzm był w XIX i XX wieku związany z żywiołami nacjonalistycznymi. Czy w związku z tym nie jest tak, jak argumentują lewica i liberałowie – że Żydom w diasporze bardziej się opłaca popierać trendy kosmopolityczne?

Czym w takim razie jest syjonizm, a zwłaszcza rewizjonizm syjonistyczny, który reprezentował Betar, jak nie nacjonalizmem żydowskim? Sama idea Zeewa Żabotyńskiego, przywódcy Betaru, niczym się nie różniła od idei występujących pośród innych narodów europejskich tamtego okresu. Przy czym ruch Żabotyńskiego koncentrował się też na religii, w odróżnieniu od syjonistów lewicowych, którzy pojawili się dopiero po drugiej wojnie światowej.

Przecież syjonizm zrodził się w opozycji do judaizmu. Chodziło o to, żeby Żydzi zrezygnowali ze swojej, uzasadnianej na gruncie judaizmu, wyjątkowości i upodobnili się do innych narodów.

Syjonizm zrodził się w opozycji do pewnej części judaizmu – ruchu chasydzkiego. Chasydzi zakładają, że wszystko, co się dzieje, jest z woli Boga. I dlatego m. in. szli jak baranki na rzeź w obozach zagłady. Ale w przypadku judaizmu to nie jest podejście właściwe. Judaizm bowiem głosi, że jeśli ktoś chce cię zabić, musisz się bronić. To mówi Tora. Tak więc postawa powstańców z getta warszawskiego była właściwa, a postawa świętych męczenników, którzy szli jak baranki na rzeź – niewłaściwa. Gdyby cały naród żydowski przeciwstawił się Niemcom, ponieślibyśmy mniejsze straty. Stąd taka a nie inna postawa państwa Izrael.

I dlatego w Izraelu tymi świętymi męczennikami w latach 50. i 60. pogardzano...

Tak, ich bierna postawa była powodem do wstydu. Taka była wówczas polityka państwa Izrael. Nie mówiło się o Holokauście, bo uważano, że trzeba było stanąć i z Niemcami walczyć. Natomiast jeśli chodzi o chasydów – są tacy, którzy sprzeciwiają się istnieniu państwa Izrael. Ale jeśli tak, to oni się sprzeciwiają woli Boga. Gdyby Bóg nie chciał, nie byłoby państwa Izrael. A skoro jest państwo Izrael, to znaczy, że Bóg tak chciał. Dlatego sprzeciwianie się temu jest z perspektywy judaizmu syjonistycznego grzechem.

Ale czy brak własnego państwa i życie w diasporze nie było tym, co właśnie wyróżniało Żydów pośród innych narodów jako lud Bożego wybrania?

Jesteśmy ludem Bożego wybrania, ale nie ze względu na jakąś szczególną łaskę, którą obdarza nas Bóg. Jesteśmy ludem Bożego wybrania, bo mamy pokazać światu, jak właściwie postępować. I stąd nasze moralne dylematy. Dlatego, kiedy kilka lat temu walczyliśmy w Strefie Gazy z Hamasem, na parę godzin przed naszym bombardowaniem wysyłaliśmy sms-y ostrzegające przed tym zamieszkującą tam ludność. Armia żadnego innego kraju tak się nie zachowuje. My się czujemy odpowiedzialni za to, co się dzieje na świecie. To obowiązek religijny Żydów. Jeśli ktoś go nie przestrzega, to ściąga nieszczęście nie tylko na siebie, ale i na swoje otoczenie. Dlatego Jewish Defence League stoi na stanowisku, że my, Żydzi, potrzebujemy silnego państwa, a zarazem jest nam zbędne prawo cywilne, bo mamy prawo zawarte w Torze.
Wrócę jeszcze do wcześniejszego wątku. Czy jednak Żydom nie jest lepiej w państwach realizujących politykę lewicową i liberalną – model multi-kulti, dający przywileje mniejszościom narodowym, religijnym, obyczajowym – niż w takich, które hołdują prawicowym, konserwatywnym koncepcjom jednolitego kulturowo społeczeństwa?

Nie, nie jest lepiej. Poza tym ważniejsze jest dla mnie, że coraz więcej młodych Żydów wraca do swoich korzeni religijnych. Tak jest w Polsce, USA, ale też i w samym Izraelu, który był do niedawna krajem mocno zsekularyzowanym. Natomiast bardzo martwi mnie fakt, że w latach 90. społeczność judaizmu reformowanego doprowadzała do rozluźnienia religijnego. Skutek tego jest taki, że wielu Żydów przestało mieć z żydostwem cokolwiek wspólnego. I często nawet nie wiedzą, że są Żydami. Wchodzą w związki mieszane, zmieniają religię. To jest taki duchowy Holokaust. Teraz cieszy mnie tendencja odwrotna. Duchowy Holokaust – są środowiska żydowskie, które takie określenie uważają za bluźnierstwo, ponieważ twierdzą, że Holokaust był tylko jeden – ten w okresie II wojny światowej.

A co jest nieśmiertelnego w człowieku: ciało czy dusza? Jeśli zabije się duszę żydowską, to jest to miliard razy gorsze niż śmierć ciała.

Czy w takim razie współczesna demoralizacja Żydów jest gorsza niż ich fizyczna eksterminacja?

To są zjawiska równorzędne. Jeśli mówimy o samej szkodzie poniesionej na żydowskiej duszy, to tak. Chociaż trzeba poczynić pewne istotne zastrzeżenie. Jak długo żyje człowiek, tak długo ma szansę się nawrócić. W tym sensie porównywanie współczesnych problemów do nazizmu nie jest właściwe. Niemcy odbierając Żydom życie odbierali wielu z nich szansę na nawrócenie. Współczesne ruchy, które odciągają Żydów od judaizmu, jednak tego nie robią.

Są w Polsce Żydzi, którzy stawiają na równi antysemityzm i to, co określają mianem homofobii. Uczestniczą też w Paradach Równości. Czy to też wpisuje się w to krytykowane przez pana zjawisko odchodzenia od żydowskiej tożsamości?

Żydzi, którzy angażują się w ruchy LGBT, przyjmują liberalny styl życia – odchodzą od judaizmu. A to oznacza śmierć narodu żydowskiego. Te Marsze Równości w Tel Awiwie są w ogóle bluźnierstwem. Trzeba bronić rodziny i tradycji. To są bardzo ważne wartości – jak miłość ojczyzny. Bardzo mi się podoba, że na ulicach polskich miast chodzi młodzież w t-shirtach z napisem: „Powstanie Warszawskie”. I kiedy słyszę, że to są chuligani i naziści, to mnie szlag trafia. Natomiast naród żydowski nie może istnieć bez Boga i Tory, bo naród żydowski powstał w momencie nadania mu przez Boga Tory na Górze Synaj. Nie można być Żydem niereligijnym. W Torze wyraźnie jest powiedziane, że jeśli nie przestrzegasz szabatu, nie jesteś Żydem. A to jest najgorsza rzecz na świecie.
Czyli kwestionuje pan żydowskość wielu ludzi w Polsce, którzy uważają siebie za Żydów i zarazem nie utożsamiają się z z judaizmem.

Ja rozumiem, że bycie Żydem stało się modne, ale to nie ja kwestionuję, lecz Tora. Przecież to nie jest moja opinia, a słowa Boga. Tych słów nie można zmienić. W Księdze Wyjścia – rozdział 31, werset 14 – czytamy: „Przeto zachowujcie szabat, który winien być dla was świętością. I ktokolwiek by go znieważył, będzie ukarany śmiercią i każdy, kto by wykonywał pracę w tym dniu, będzie wykluczony ze swojego ludu”.

Na koniec chcę zapytać, czy nie ma pan poczucia, że pańskie poglądy są jakby na zamówienie polskiej prawicy. Dzięki pańskim opiniom może się ona uwiarygodniać wobec ludzi, którzy jej zarzucają antysemityzm?

Takie zarzuty padają ze strony jednego z redaktorów „Gazety Wyborczej”. Według niego PiS zawsze ma jakichś swoich Żydów – w tym przypadku chodzi o Bronka Wildsteina. To ja mogę temu człowiekowi odpowiedzieć pytaniem: kim ty jesteś, żeby się wypowiadać w kwestii tego, kto jest Żydem właściwym, a kto niewłaściwym? Jestem głęboko przekonany, że nie ma on żadnego pojęcia na temat żydowskiego prawa, żydowskiej religii. Nie ma nawet pojęcia, jak powstał język hebrajski, co oznaczają poszczególne hebrajskie litery. Na co dzień słucham moich rabinów. Oni mówią rzeczy dziś niepopularne – że trzeba przestrzegać tego, co jest zapisane w Torze. Natomiast zarzuty pod moim adresem stawia środowisko, które dąży do zniszczenia tożsamości żydowskiej. Nic zatem dziwnego, że negatywnie reaguje na to, co mówię.

- rozmawiał Filip Memches (dziennikarz Polskiego Radia)

Wybrane dla Ciebie