Prof. Jacek Bartyzel: Trójpodział władzy nie ma nic wspólnego z demokracją

Prof. Bartyzel: mianowani, w zasadzie nieusuwalni sędziowie to jest czynnik arystokratyczny, a nie demokratyczny (fot. arch.PAP/Rafał Guz)

– Koncepcja trójpodziału władzy nie jest związana w sposób konieczny z żadną formą ustroju, a więc także formą demokratyczną. Nie jest też z nią związana genetycznie w sposób historyczny. Wprost przeciwnie – wyjaśnia profesor Jacek Bartyzel.

„SN zostanie zreformowany tak, żeby przywrócić trójpodział władzy”

Naszym projektem ustawy o Sądzie Najwyższym dokańczamy proces reformowania sądów; teraz SN również zostanie zreformowany tak, żeby przywrócić...

zobacz więcej

To zamach na trójpodział władzy, a więc na demokrację – alarmują politycy opozycji, komentując uchwalone właśnie przez Sejm nowelizacje ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o ustroju sądów powszechnych, a także projekt posłów PiS ustawy o Sądzie Najwyższym. – Trójpodział władzy to teoria sztuczna i niemożliwa do przeprowadzenia – twierdzi profesor nauk społecznych, publicysta Jacek Bartyzel.

Profesor przypomina dwie koncepcje podziału władzy: najpierw tę autorstwa Johna Locke'a na przełomie XVII i XVII wieku, który dzielił władzę na ustawodawczą, wykonawczą i federatywną. – Przez federatywną rozumiał władzę podejmowania decyzji w zakresie polityki zagranicznej. Sądowej nie wyodrębniał, bo to w Anglii byłoby nonsensem; kompetencje sądowe w zależności od charakteru spraw są podzielone między różne organy, np. Izba Lordów w sprawach np. zbrodni stanu ma takie uprawnienia - wyjaśnił Bartyzel.

Trójpodział władzy nawet w autorytaryzmach

Druga koncepcja podziału władzy to ta powszechnie znana. Monteskiusz wskazywał na trzy rodzaje władzy: legislatywę, egzekutywę i judykatywę. – Ale ta koncepcja może być zastosowana do różnych ustrojów, ponieważ jej jądrem jest przekonanie, że żaden organ władzy nie powinien skupiać w sobie wszystkich kompetencji - uważa prof. Bartyzel. I wskazuje, że „taka sytuacja, jak i również przeciwna jej, może zachodzić we wszystkich typach ustroju – w monarchii, arystokracji, demokracji, ale też w ustrojach autorytarnych, jeżeli władza autorytarna limituje swoje kompetencje, pozostawia pewne sfery, np. kultury czy gospodarki, poza swoim zainteresowaniem.”

Prezes PiS: sądownictwo cierpi na upadek zasad moralnych i niesprawność

– Mamy do czynienia z czymś, czemu trzeba się przeciwstawić i chcę jasno powiedzieć, że prawo będzie egzekwowane, a to wszystko co mamy...

zobacz więcej

– Natomiast demokracja jest ustrojem, który opiera się na dwóch fundamentalnych założeniach: uźródłowieniu władzy w ludzie i uznaniu, że sprawuje on władzę zwierzchnią. W demokracji czystej lud jest nieograniczony, czy to jako całość w demokracji bezpośredniej, czy to jako jego reprezentacja parlamentarna - zauważa prof. Bartyzel.

Jego zdaniem „ci, którzy dzisiaj mówią, że trójpodział władzy jest fundamentem demokracji, popełniają podwójny błąd - teoretyczny i historyczny.”

– Obaj twórcy tej koncepcji nie byli demokratami. Locke był arystokratycznym liberałem, Monteskiusz był kwalifikowany jako konserwatywny liberał lub liberalny konserwatysta. Żaden z nich nie zakładał władzy ludu – przypomina profesor.

Demokracja to nie demoliberalizm

Drugi błąd polega na nierozsądnym wyrywaniu z historycznego kontekstu teorii Monteskiusza. – W koncepcji Monteskiuszowskiej władza wykonawcza należy do dziedzicznego króla, który rządzi przy pomocy swobodnie dobieranych ministrów. Władza ustawodawcza należy do dwuizbowego parlamentu, z których izba wyższa składa się z dziedzicznych parów królestwa, a niższa jest wybierana na podstawie bardzo wyśrubowanego cenzusu majątkowego bądź wykształcenia. Władzę sądową sprawują przedstawiciele lokalnych, prowincjonalnych notabli, którzy mogą kupować i sprzedawać urzędy sądowe. Na pewno nie jest to władza demokratyczna - zwraca uwagę prof. Bartyzel.

Wójcik: reformujemy wymiar sprawiedliwości, bo on szoruje po dnie

– Słyszałem wczoraj konferencje Grzegorza Schetyny i Sławomira Neumana z Platformy Obywatelskiej, którzy stwierdzili, że każdy kto się odważy...

zobacz więcej

– Natomiast ci, którzy mówią, że trójpodział władzy to fundament demokracji, dokonują milczącego utożsamienia demokracji z jednym jej typem – demoliberalizmem - twierdzi profesor.

Zwraca tu uwagę, że w tym „przypadkowym i sztucznym połączeniu dwóch źródłowo różnych ideologii, w wypadku demokracji - także ustrojów” najważniejszy jest czynnik liberalny, a nie demokratyczny. – Z demokracji pozostaje nam tylko zgoda na brak ograniczeń co do prawa wyborczego, tzn. są one powszechne i równe – uważa Bartyzel. – To jest właśnie nieuprawnione utożsamianie jednego typu demokracji, czyli demokracji liberalnej, z ogólnym pojęciem demokracji, która może i przybierała w historii różną postać - przypomina prof. Bartyzel.

„Check and balance”

Nawiązując do realiów podziału władzy w Polsce, Jacek Bartyzel zwraca uwagę na to, że sędziowie są u nas niewybieralni. Na tej podstawie według niego „możemy powiedzieć, że wszystkie instytucje sądowe są hamulcem dla demokracji, czy też jej zrównoważeniem”. – Zresztą, na tym opierała się zasada właściwie jedynego państwa na świecie, które było tworzone podług teorii Monteskiuszowskiej, czyli Stanów Zjednoczonych. Chodzi o zasadę „check and balance”, to znaczy – poszczególne organy równoważą się po to, by nie doszło do absolutyzmu, ale zarówno absolutyzmu jednostki, jak i absolutyzmu oligarchii albo absolutyzmu ludowego - wyjaśnia Bartyzel.

Rzecznik SN: od zawsze jestem sędzią. Nie umiem niczego innego

– Od zawsze jestem sędzią, nie umiem niczego innego i nie wiem, jaki inny zawód mógłbym wykonywać. Nie wiem, czy będę w stanie to zrobić, czyli...

zobacz więcej

– Gdyby zatem obrońcy trójpodziału władz mówili – jesteśmy przeciwni integralnej, totalnej, czystej, pełnej demokracji i chcemy ją ograniczyć czy też zrównoważyć instytucjami właściwie arystokratycznymi – bo mianowani, w zasadzie nieusuwalni sędziowie to jest czynnik arystokratyczny, a nie demokratyczny – to nie miałbym żadnych pretensji. Natomiast ponieważ oni mówią, że to jest fundament demokracji i oni bronią demokracji – to znaczy że właściwie są politycznymi paserami, którzy handlują cudzym towarem - twierdzi Jacek Bartyzel.

– Kiedy my mówimy „demokracja”, myślimy o czymś, co tak czy inaczej realnie istnieje, jest traktowane jako oczywiste. Natomiast dla Monteskiusza demokracja była właściwie pojęciem abstrakcyjnym. Wokół niego nie było żadnej demokracji, kojarzyła się z czymś archaicznym, ze starożytnymi politejami czy republikami; w tym czasie Słownik Akademii Francuskiej definiował demokrację jako przestarzałą formę rządów, która zachowała się gdzieniegdzie w zapadłych kantonach Szwajcarii - opowiada prof. Bartyzel.

I przypomina istotny fakt: – Kiedy Monteskiusz wypowiada się o demokracji, pisze o pojęciu, które dla niego nie ma w zasadzie żadnego wypełnienia realnego. Natomiast, tak samo, jak w tablicy Mendelejewa mamy puste pola, gdzie wiadomo, że jakiś pierwiastek istnieje, tylko jeszcze go nie odkryli – to ponieważ klasycy rozróżniali trzy podstawowe formy rządu – monarchię, arystokrację i demokrację – trzeba rozważyć także demokrację, ale jako coś, co teoretycznie może istnieć i może kiedyś istniało, ale czegoś, czego w otoczeniu, w polu widzenia Monteskiusza nie było - zaznacza profesor.

źródło:
Zobacz więcej