TYLKO U NAS

„Rozbieranie do naga dawało natychmiastowy efekt”. CIA na wojnie z terroryzmem

Adam Cissowski aktualizacja: 07:55 wyślijdrukuj
fot
Przesłuchiwani „nadzwyczajnymi technikami” ujawnili informacje, które zapobiegły atakom na całym świecie (fot. Shutterstock/Rommel Canlas)

Służby wywiadowcze na całym świecie to pierwsza linia obrony przed terrorystami. Nie inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie pierwsze skrzypce w tej wojnie od lat gra Centralna Agencja Wywiadowcza. O „nadzwyczajnych” metodach jej działania względem przesłuchiwanych od dawna krążyły legendy. Michael V. Hayden, szef CIA w latach 2006-2009, ujawnił szokujące fakty, o których dotąd tylko spekulowano. – Wszystko robiono z poczucia obowiązku, a nie z entuzjazmu – zapewnia.

Z perspektywy czasu eksperci od spraw międzynarodowych i zagadnień bezpieczeństwa zgodnie przyznają, że 11 września 2001 roku Ameryka i świat zachodni zostały zaskoczone przez terrorystów.

Zawiodły procedury, ale przede wszystkim służby, w tym wywiad. Ten ostatni wraz z wypowiedzeniem przez USA wojny z terroryzmem otrzymał nowe zadania. Miano rozbić siatki terrorystyczne i aresztować wszystkich podejrzanych o współpracę z Al-Kaidą.
Za zgodą ówczesnego prezydenta George'a W. Busha CIA zatrzymywała i przesłuchiwała podejrzanych o terroryzm poza terytorium USA. Tym samym powstało kilkadziesiąt miejsc na całym świecie, a 20-30 samolotów należących do prywatnych firm bez przerwy krążyło między USA, amerykańską bazą Guantanamo na Kubie, Europą, Afryką i Azją, przerzucając więźniów. Agentom służby zezwolono też na stosowanie „nadzwyczajnych” metod przesłuchań, znanych z wojny w Wietnamie. Do czasu, aż świat obiegły zdjęcia i filmy z podtapiania, rozbierania do naga czy prowadzenia więźniów na smyczy.

– Przez kilka lat po 11 września CIA musiała bronić się przed krytyką, że postępowała zbyt ostrożnie, a od 2006 roku pod jej adresem częściej padało oskarżenie, iż poczyna sobie zbyt agresywnie – podkreślił gen. Michael V. Hayden.
Michael V. Hayden, szef CIA w latach 2006-2009 (fot. Wikipedia/National Security Agency/Unknown)
Na ratunek CIA

Skandal spowodował, że media, a za nimi opinia publiczna oraz potężne osoby w Ameryce oskarżyły tę służbę o ciężkie przestępstwa, włącznie z pogwałceniem międzynarodowej konwencji w sprawie zakazu stosowania tortur. Do tego można dodać również błędne oceny CIA, co do istnienia broni masowego rażenia w Iraku. Morale w agencji były tak złe, że zaczęła ona tracić swoich najlepszych pracowników. Gra szła o istnienie i przyszłość tej instytucji.

Prezydent Bush postanowił już dłużej nie czekać i zdecydował się powierzyć kierowanie tą służbą Michaelowi V. Haydenowi, dotychczasowemu dyrektorowi Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA). Został on zaprzysiężony 30 maja 2006 roku przez wiceprezydenta Dicka Cheneya. „Decyzja o powierzeniu mi tego stanowiska tkwiła gdzieś między zaufaniem do mnie, a brakiem alternatywy. Prezydent chciał, żebym przejął CIA i uporządkował sprawy” – przyznaje w swojej książce „Na krawędzi. Amerykański wywiad w epoce terroryzmu”. Niektórzy potem dziękowali mu za ocalenie CIA.
Siedziba centrali CIA mieści się w Langley w stanie Wirginia (fot. REUTERS/Larry Downing)
Metody przesłuchań stosowane z obowiązku

„Państwo są najlepsi na świecie w swoim fachu” – od takich słów zaczął swoje urzędowanie w Langley w stanie Wirginia, gdzie mieści się siedziba władz Centralnej Agencji Wywiadowczej.

Pierwsze zadanie, jakie przed nim postawiono, dotyczyło tzw. „czarnych dziur”, jak nazywano tajne więzienia. Jak sam wspominał po latach, pierwsze tygodnie spędził na analizowaniu informacji, od opinii prawnych przez rodzaje stosowanych technik przesłuchań, aż do liczby raportów uzyskanych na podstawie zeznań więźniów. – W pierwszej połowie 2006 roku zaledwie ok. 5 proc. raportów pionu zwalczania terroryzmu pochodziło z zeznań zatrzymanych – przyznawał.

Zapraszał do siebie także agentów ich przesłuchujących, by opowiedzieli mu o swoich doświadczeniach. W ten sposób dowiedział się o funkcjonariuszu, który przesłuchiwał Chalida Szejka Mohammeda, członka Al-Kaidy i mózg ataków terrorystycznych z 11 września, którego schwytano w 2003 roku w Pakistanie. Oficer nawiązał z nim osobistą relację, dzięki czemu więzień zwracał się do niego „per emir”. – To miało wyrażać szacunek wobec człowieka, który go podtapiał, czyli wielokrotnie wywoływał wrażenie odczuwane podczas topienia się – zauważa Hayden.

Wobec Mohammeda stosowano też techniki, takie jak pozbawianie snu. Zmusiło go to do przejścia ze strefy oporu do strefy współpracy. – Informacje uzyskane od niego oraz innych więźniów okazały się niewiarygodnie cenne. Wszystko robiono z poczucia obowiązku, a nie z entuzjazmu – podkreśla były szef CIA.
Jednym z miejsc przetrzymywania więźniów była baza Guantanamo na Kubie (fot. REUTERS/DoD/1st Lt. Sarah Cleveland)
Za współpracę z CIA piekło albo raj

Pierwszym więźniem, wobec którego zastosowano te „nadzwyczajne metody”, w tym podtapianie, był Saudyjczyk Abu Zubajda, przywódca Al-Kaidy aresztowany w 2002 roku w Pakistanie. – Sam nam powiedział, że powinniśmy tak postępować ze wszystkimi „braćmi” objętymi programem przesłuchań. Tłumaczył, że współpraca z nami to grzech, za który może pójść do piekła, ale „Allah naucza, iż nie ześle brzemienia, którego nie można znieść” – wyjaśnia Hayden. Współpraca w takich okolicznościach nie przekreślała nadziei przesłuchiwanych na raj.

Jak zauważa w swojej książce, „te techniki posłużyły tylko przeciwko jednemu wrogowi, czyli ludziom motywowanym przez fanatyzm religijny, którzy byli zdolni staranować pasażerskimi odrzutowcami World Trade Center i Pentagon, uśmiercając tysiące ludzi i robiliby to jeszcze wiele razy, gdyby mieli taką możliwość”. W 2007 roku ujawnił, że przez „czarne dziury” przeszło najwyżej 100 osób.

Z kolei amerykańscy kongresmeni, prowadzący śledztwo w sprawie więzień ustalili, że dwa lata wcześniej CIA zniszczyła wszystkie taśmy wideo z przesłuchań, podczas których stosowano tzw. nadzwyczajne metody. Agencja tłumaczyła, że to dla ochrony przesłuchujących oficerów.
  • (fot. Shutterstock/271 EAK MOTO)
  • (fot. REUTERS/US Navy)
  • (fot. Shutterstock/Rommel Canlas)
  • (fot. Shutterstock/pefostudio5)
  • (fot. Shutterstock/Luisa Leal Photography)
  • (fot. REUTERS/Bob Strong)
  • Abu Ghraib (fot. REUTERS/Stringer)
  • Abu Ghraib (fot. REUTERS/Wathiq Khuzaie)

Metody stosowane przez CIA w tajnych więzieniach

CIA kontra Departament Obrony

Wobec takich wniosków część działań Haydena polegała na szukaniu usprawiedliwienia nie dla niego osobiście, ale dla agencji. Czuł się w obowiązku bronić ludzi działających w dobrej wierze, którzy postępowali słusznie pod względem operacyjnym. – Potrzebowaliśmy jasnych wytycznych co do tego, które spośród 13 zatwierdzonych uprzednio technik przesłuchań chcemy nadal stosować – wspominał po latach. Było to o tyle istotne, że niektóre z nich miały się niebawem stać niedostępne, dlatego pozostałe chciano zachować dla prowadzących przesłuchania oficerów.

Chcieli oni wciąż mieć do dyspozycji siedem technik, a minimalną liczbę stanowiły cztery: dwa agresywne chwyty i dwa uderzenia. Piątą i szóstą technikę stanowiły manipulacja dietą oraz snem dla osłabienia oporu, o ile nie powodowały u nikogo trwałego uszczerbku na zdrowiu. Siódmą, którą przesłuchujący chcieli mieć w zestawie ze względu na natychmiastowy efekt, było rozbieranie do naga. – Żaden z tych sposobów nie był szczególnie przyjemny – przyznawał generał.
To w irackim więzieniu Abu Ghraib miało dochodzić do oburzających przesłuchań (fot. REUTERS/Damir Sagolj)
Działania CIA programem całej Ameryki?

W sprawę uregulowania nadzwyczajnych metod przesłuchań włączył się też Departament Obrony, który zamierzał na nowo stworzyć wojskowy regulamin polowy. Miało to udobruchać Amerykanów po autentycznych nadużyciach, jakich dopuścili się strażnicy w więzieniu Abu Ghraib pod Bagdadem. To tam iraccy zatrzymani byli prowadzeni na smyczach oraz maltretowani fizycznie i seksualnie. – Wiedzieliśmy, że wojskowi stworzą dokument skrajnie konserwatywny jak na wojnę przeciwko najniebezpieczniejszej i najbrutalniejszej organizacji terrorystycznej na świecie, jaką była Al-Kaida – zdradził były szef CIA.

Wobec tego część więźniów miała być przekazana do więzienia Pentagonu w rejonie zatoki Guantanamo na Kubie, a pozostali wysłani do innych krajów i tam nadal przetrzymywani. Hayden widział też potrzebę uczynienia z działań CIA programu całej Ameryki, a nie tylko w ramach dwuletniego cyklu, wyznaczanego przez amerykański kalendarz wyborczy. W dążeniach do stabilizacji poparł go prezydent Bush, który powiedział, że „Mike ma rację”.
Prezydent George W. Bush kluczowe przemówienie wygłosił 6 września 2006 roku (fot. REUTERS/Kevin Lamarque)
Jedni do Guantanamo, inni za granicę

Dał temu wyraz w swoim przemówieniu 6 września 2006 roku, gdy powiedział, że „schwytani terroryści mają unikatowe wiadomości na temat sposobu działania sieci terrorystycznych, wiedzą, gdzie są rozmieszczeni ich tajni agenci i jakie spiski są prowadzone”. – Żeby wygrać wojnę z terroryzmem, musimy mieć możliwość przetrzymywania, przesłuchiwania, a w stosownych przypadkach stawiania w stan oskarżenia terrorystów pojmanych w Ameryce oraz na polu walki na całym świecie – podkreślił George W. Bush.

Wyznał publicznie, że „pewna liczna przywódców organizacji terrorystycznych i osób podejrzanych o terroryzm była przetrzymywana i przesłuchiwana w tajnych ośrodkach prowadzonych przez CIA. Ujawnione przez nich informacje zapobiegły atakom w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie”. Prezydent powiedział też, że w trakcie przesłuchań CIA posługiwała się „alternatywnym zestawem procedur”, bezpiecznych i legalnych. Zapewnił, że „w Stanach Zjednoczonych nie stosuje się tortur i są one sprzeczne z amerykańskim prawem i wyznawanymi wartościami”.

Działając w tajemnicy i zgodnie z przesłaniem Busha CIA przeniosła Chalida Szejka Mohammeda, Abu Zubajdę, Ramziego bin al-Szibha i 11 innych terrorystów z tzw. „czarnych dziur” do wojskowego więzienia w bazie Guantanamo. Grupę więźniów przetransportowano z kolei do krajów trzecich. Jak wspomina Hayden, „aby zachować tajność operacji, korzystano z wielu samolotów i ograniczonej liczby postojów dla uzupełnienia paliwa”.
Agenci CIA po 11 września działali w stanie permanentnego alertu (fot. Shutterstock/cheapbooks)
Inwigilacja środkiem zapobiegawczym zamachom?

CIA przez lata była zaangażowana w liczne wojny, z których ta toczona przeciw terroryzmowi zdaje się nie mieć końca. Podejmowane działania zawsze były zgodne z dewizą, która wisi w kwaterze głównej głosząca że „dzisiejsza data to 12 września 2001 roku”. Podkreśla ona stan permanentnego alertu, dzięki któremu udało się zapobiec aktom terroru podobnym do tych sprzed blisko 16 lat. Jak zauważa Michael V. Hayden, związany obecnie z Atlantic Council nie udałoby się to, gdyby nie inwigilacja, przede wszystkim elektroniczna.

Bazując na swoich doświadczeniach chętnie dzieli się on swoimi radami z Europejczykami, którzy w ostatnich miesiącach mierzą się z permanentnym zagrożeniem zamachami. Uważa, że powinni z nich wyciągnąć lekcję, że „ludzie mają prawo do prywatności, ale mają też prawo do życia”. Sugeruje tym samym, że należy właśnie korzystać z takich narzędzi jak elektroniczna inwigilacja. – Jakoś nie słyszę już nikogo cytującego pana Snowdena czy kogoś innego załamującego ręce nad amerykańską inwigilacją elektroniczną – powiedział Hayden. Dodaje, że „jest wręcz przeciwnie i szybka wymiana informacji między sojusznikami przyniesie korzyści obu stronom”.

Ameryka bezpieczniejsza niż Europa

Ekspert zauważa też, że prawdopodobieństwo ataków w USA podobnych do tych w Paryżu, Brukseli czy Londynie jest teraz mniejsze. – Mamy to szczęście, że jesteśmy dalej od tzw. Państwa Islamskiego i jest u nas mniej uchodźców, którzy byli u źródeł niektórych ataków – powiedział Hayden. Podkreślił, że „siłą Ameryki jest też stosunkowo dobra asymilacja imigrantów, a także to, że nie ma tam takich gett imigracyjnych, jak w Paryżu, Brukseli czy niektórych brytyjskich miastach przemysłowych”.

Wybrane dla Ciebie