TYLKO U NAS

Mate.O/TU: dla wielu byłem Żydem albo kociarzem

Marta Kawczyńska aktualizacja: 17:05 wyślijdrukuj
fot
Mate.O/TU wydał właśnie nową płytę „Król Wszechświatów” (fot. Piotr Pizoń)

– Mi się bardzo dobrze żyje w mojej polskiej ojczyźnie. Wychowywałem się w różnych częściach Polski – w Koszalinie, we Wrocławiu, potem w czasie studiów w Katowicach. Teraz od kilkunastu lat mieszkam w Poznaniu. Od dziecka byłem dla innych odmieńcem. Słyszałem na swój temat różne obraźliwe słowa – mówi twórca muzyki chrześcijańskiej Mate.O/TU. Prywatnie mąż Natalii Niemen i zięć Czesława Niemena opowiada nam o swoim nowym projekcie, o tym jak to jest być baptystą w Polsce i co ważnego przekazał mu jego teść.

Skąd wziął się pomysł na nagranie płyty „Król Wszechświatów”?

W ubiegłym roku, gdy kończyłem nagrywać album „Pieśni naszych ojców”, który był wycieczką historyczną, do bożej historii zapisanej przez autorów w pieśniach kościoła, pojawiła się we mnie osobista potrzeba, aby współcześnie opisać i wyśpiewać chwałę przypisaną Osobie, która jest centralną postacią historii świata.

Kim jest ta osoba?

To Jezus Chrystus, o którym czytamy w Piśmie Świętym. Przez Niego i dla Niego powstało wszystko, co powstało. Jako Jego stworzenie mamy zaszczyt by go uwielbiać, również publicznie.

Jak długo i jak pracowałeś nad tą płytą?


Pracowaliśmy nad tym albumem od roku, jako zespól Mate.O/TU. Najpierw usiadłem do pisania piosenek, potem odbywały się wspólne próby, a od stycznia do maja razem z zespołem nagrywaliśmy już płytę.

Gdzie poza osobą Jezusa szukałeś inspiracji?

Na podstawie fragmentów Pisma Świętego mogłem zrobić studium postaci. Wspólne rozmowy z przyjaciółmi, duszpasterzami, wspólne modlitwy, osobiste doświadczenie zapisywałem w formie luźnych notatek. Muzycznie natomiast czerpałem z moich fascynacji rockowych, folkowych, do tego doszło wiele wrażliwości Pawła Bzima Zareckiego, który jest producentem muzycznym albumu, oraz wiele świetnych pomysłów reszty zespołu.
Mate.O/TU i jego współpracownicy (fot. Rafał Wieczorek /RufioFilm)
Można na niej również usłyszeć głos Jadźki, czyli Jadwigi Kłapy-Zareckiej, znanej z serialu dokumentalnego TVP1 „Młodzi lekarze”.

Tak, Jadzieńka jest również wokalistką i saksofonistką w naszym zespole i żoną Pawła. Współbrzmienie naszych głosów buduje wokalną stronę tej muzyki muzyki.

Który z cytatów z Biblii był tym, który cię najbardziej inspirował, poruszył?


To nie są poszczególne wersety biblijne lecz całe fragmenty. Gdy pisałem piosenkę „Król wszechświatów” otworzyłem List do Hebrajczyków i to był cały pierwszy rozdział, potem List do Kolosan i początek Ewangelii św. Jana. Tak naprawdę w nieskończoność można czytać Pismo Święte, jeden fragment prowadzi nas do kolejnego. Inspirowały mnie nie małe wersety, ale cale fragmenty i rozdziały.

A taka myśl przewodnia?

Opisywałem Chrystusa w różnych aspektach. O tym, że jest wszechwiedzący, wszechobecny, nie jest niczym ograniczony. Ważny był dla mnie ten aspekt Boga, który przychodzi do człowieka w Chrystusie. Bóg mówił przez wieki różnymi sposobami, ale w końcu przemówił do nas przez swojego Syna, który zamieszkał pośród nas. Wiemy, że się dokonał cud wcielenia, że Jezus żył między nami, a potem nastąpił kolejny przełom w historii ludzkości, czyli śmierć Chrystusa na krzyżu i Jego zmartwychwstanie. Na tej płycie starałem się przywołać i opisać również co z tego faktu dla nas ludzi wynika.

Jak twoim zdaniem współcześnie powinniśmy mówić o Jezusie?

Ewangelia powinna być osobistym doświadczeniem. Jeżeli nie jest osobistym i przemieniającym doświadczeniem w sercu, to pojawia się na naszych ustach religijny patos i frazesy, które niejednokrotnie są gorszące dla innych. Jeżeli Chrystus jest dla nas ważny to powinniśmy słuchać Jego słów i wskazywać na Niego innym przede wszystkim przez osobisty przykład.

Reprezentujesz nurt muzyki chrześcijańskiej, która w Polsce obecna jest już od kilku ładnych lat. Czy teraz jest łatwiej ją tworzyć, promować?

Sam fakt, że siedzimy i rozmawiamy świadczy o tym, że łatwiej nam o tym mówić.

Czy jest łatwiej ją tworzyć?

Myślę, że tak samo dziś jest to wyzwanie, jak 20 lat temu, gdy zacząłem się tym zajmować, czyli zawsze zależy to od osobistego refleksji i pracy którą chcemy włożyć w proces twórczy. A jeżeli chodzi o promocję tej twórczości, to na pewno w Polsce mamy znacznie więcej ku temu możliwości niż w jakimkolwiek innym państwie europejskim.

Chcesz powiedzieć, że parę lat temu to była muzyka niszowa, że niektórzy się jej wstydzili?


Dzisiaj z pewnością jest większa przychylność środowiska dziennikarskiego, ludzi, którzy nie spychają artystów undergroundowych, konfrontujących do podziemia. Jest większa przychylność niektórych samorządów, które nie reagują na taką twórczość jak na nawiedzenie sekciarskie, ale element budujący naszą kulturę.

A gdybym cię zapytała, w jakim kierunku zmierza ten nurty muzyki chrześcijańskiej?

Nie wiem tak naprawdę gdzie on się zaczyna, a gdzie kończy. W Polsce jest wielu świetnych artystów. Część z nich jest osobami wierzącymi. To ich osobiste doświadczenie wiary ma wpływ na to, co tworzą, jak opisują świat i jak widzą siebie i innych. Trudno mi określić, dokąd ten nurt płynie. Wydaje mi się krzywdzącym dla niektórych artystów zamykanie ich w tym w takim konkretnym nurcie. Twórczość artystów chrześcijan się rozwija wtedy gdy rozwijają się sami artyści. Zagrożeniem dla polskich artystów jest moim zdaniem to, że mamy epigońskie zapędu i trudno nam tworzyć niezależnie od mód i trendów przychodzących zza wielkich wód. Tworzymy czasem tak jak byśmy nie mieli swojej refleksji i narzędzi. To dla mnie niezrozumiałe.

Masz na myśli nawiązania do tego co robi na przykład Beyonce? Tak twoim zdaniem tracimy tożsamość?


Tak też, ale w przypadku ludzi kościoła to bywają inne „zapędy”. Wzorowanie się na modelach istniejących w Ameryce czy Australii. Są one owszem zacne i piękne tam gdzie powstały, ale Polacy nie potrafią przekuć inspiracji na autorską pracę.

Kiedy o tym mówisz, przypomina mi się projekt Zbigniewa Wodeckiego i zespołu Mitch&Mitch. To przykład na to, że słuchacze chcą mieć jednak wyrobiony gust, słuchać tego, co dobre.

To jest właśnie wina artystów, którzy idą na ustępstwa „paszoł biznesu”. Wchodzą do karłowatych małych pomieszczeń gdzie mogą się poruszać góra-dół, na bardzo małym dystansie. Decydują się by ich muzyka powstawała na miarę powszechnych gustów. Nawala rola kulturotwórcza mediów. To oni biorący czynny udział w kształtowaniu gustów mówią: „tego nie róbmy”, „tego nie puszczajmy”, bo to się nie sprzeda. Tym samym wyrabiają sobie słuchacza bezmyślnego, z bardzo mało wymagającym gustem i słabo wyrobionym smakiem. Niestety medialni decydenci wymieszali tanią rozrywkę i sztukę w jednym garncu i między innymi w ten sposób doprowadzili do tego, że przeciętny słuchacz nie jest w stanie przyjąć „trudniejszej” informacji. Przykład, który podałaś pokazuje, że istnieje drugi obieg w rozwoju kultury. Oby więcej takich artystów i inicjatyw.
Najnowsza płyta Mate.O/TU nosi tytuł „Król Wszechświatów” (fot. Materiały prasowe)
Spodobało mi się to sformułowanie „paszoł biznes”.

Usłyszałem to od swojego teścia, czyli Czesława Niemena, który tak o mówił o „szoł biznesie”, który znał na wylot. Zanim porozmawiamy o teściu.

Jestem ciekawa jak to jest być baptystą w katolickim kraju?

Mnie się bardzo dobrze żyje w mojej polskiej ojczyźnie. Wychowywałem się w różnych częściach Polski – w Koszalinie, we Wrocławiu, potem w czasie studiów w Katowicach. Teraz od kilkunastu lat mieszkam w Poznaniu. Od dziecka byłem dla innych odmieńcem. Słyszałem na swój temat różne obraźliwe słowa. Dla wielu byłem Żydem, bo nie byłem katolikiem, tylko tzw. kociarzem. Na dodatek tata i dziadek byli pastorami, czyli dla wielu byłem po prostu dzieckiem księdza, który ma żonę. Miałem na szczęście duże wsparcie rodziny, w której doświadczyłem dużo miłości i żywej wiary w Boga. Moja wytykana niegdyś konfesyjna odmienność nie bolała mnie tak bardzo, gdyż widziałem w niej sens i nie miałem nigdy potrzeby w tym sensie być jak inni. Dzisiaj jako mąż i ojciec jestem świadomym chrześcijaninem, polakiem, który w kwestiach życia i wiary odnosi się przed wszystkim do nauki Pisma świętego. Z radością i pasją, znając naszą historię i tradycję, kocham mój naród i staram służyć jako artysta tym, co mam i jak najlepiej potrafię.

Nie chciałeś pójść drogą taty i dziadka?

Mój brat został pastorem, a ja przecież idę tą samą drogą, bo jestem osobą wierzącą i również służę Bogu i moim rodakom. Choć nie jestem osobą duchowną lecz artystą staram się być przydatnym.

Wspomniałeś o tym, że twoim teściem był Czesław Niemen. To było łatwe, czy trudne doświadczenie?


Bardzo budujące. Mogłem, jako młody szczaw wiele się od niego nauczyć. Zwłaszcza w ostatnich latach jego życia, gdy był dojrzałym artystą i jak sam mawiał nie miał już ochoty popisywać się na scenie. Starałem się spijać wszystko, co mówił. Nasze spotkania, przy kuchennym stole były wspierające i zachęcające. Dzisiaj, po latach wracam do Jego dzieł z jednak z większym zrozumieniem.

Czy jakieś jego słowa zapadły ci mocno w pamięć?

Czasem mawiał, że „jak się nie nudzić na scenie, tak mało niemistrzowsko skleconej”. To mi dało do myślenia, że scena nie jest do popisywania się, celebrowania samego siebie. Scena służy temu, aby artysta akcentując ważne, istotne, opowiedziane jak najdoskonalej sprawy, gromadził ludzi i zbliżał ich do siebie. Nie nudzę się na scenie, bo wiem, po co tam jestem. Dzielę się tym, co mam, bez fałszywej skromności. Choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że każdy człowiek potrzebuje uznania innych, to jednak scena jest miejscem zaszczytnym po to, aby gromadzić innych wokół spraw znacznie istotniejszych niż karmienie własnego ego. Gdy dzisiaj sięgam do dzieł szczególnie z ostatniej dekady twórczości muzycznej i poetyckiej Czesława Niemena to pochylam się nad głęboką refleksją i pytaniami nam kondycją człowieka i świata wobec której nie sposób przejść obojętnie.

Często spotykasz się ze stwierdzeniem, że jesteś mężem swojej żony?

Jestem mężem swojej żony, tak jak ona jest żoną swojego męża. Nie czuję jednak łatki, że jestem mężem tej Natalii Niemen. Dzięki Bogu jesteśmy tym rozwijającym się, kwitnącym małżeństwem. Z drugiej strony jesteśmy odmieńcami. Natka, jako artystka robi swoje rzeczy, a ja idę swoją twórczą drogą. Te drogi się czasem przenikają, wspieramy się, pomagamy sobie i tyle.

Doradzacie sobie, czy sprzeczacie się, jeśli chodzi o muzykę?


I doradzamy, i się spieramy. Przy powstawaniu ostatniego albumu Natalki pt. „Niemen mniej znany” byłem zaangażowany, jako realizator dźwięku sesji wokalnych i producent wykonawczy płyty. W mojej pracy twórczej proszę Natalkę o pomoc konsultacyjną, biorę lekcję śpiewu. Jest bardzo wymagającym nauczycielem, a ja ponoć niepokornym uczniem, więc czasami iskrzy między nami (śmiech).

Przyjdzie taki moment, że coś razem stworzycie?


Czasem o tym myślimy. Może kiedyś przyjdzie taka chwila. Na razie uzupełniamy się nawzajem w naszych projektach autorskich.

A nie miałeś takiego momentu w swoim życiu, kiedy chciałeś wybić się ponad to znane nazwisko Niemen?

Nie miałem takiego złudzenia. Kiedy pobraliśmy się, urodzili się nasi synowie, to moja Natalka, królowa ogniska domowego, była prawie 10 lat w domu opiekując się nimi i znacznie ograniczając swój rozwój artystyczny i pojawianie się na scenie. Była spełniona w służeniu swojemu mężowi i rodzinie. Za to jestem jej wdzięczny, bo wykonała wielką pracę w ukryciu gdzie nikt jej nie bił brawa. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim matkom, które w ten sposób służą swoim mężom, zajmują się domem, wychowaniem i biorą na siebie ogromną odpowiedzialność. A w kwestiach artystycznych nie ma co się porównywać, tylko raczej cieszyć się różnorodnością. Tym, co powiedziałeś wprawisz w zdziwienie niejedną kobietą a i pewnie mężczyznę. Jeżeli nie potrafimy tego dostrzec, tej ogromnej pracy naszych żon, jeśli nie potrafimy pomóc, aby bezpiecznie mogły ją wykonywać, to będzie to katastrofalne w skutkach. Mamy dzisiaj presję społeczeństwa ukształtowanego przez nagonkę popkultury, przez tubę która krzyczy dookoła, że ten tradycyjny model rodziny jest zły, chory, patologiczny i krzywdzący dla kobiet. To nieprawda, to jest antykultura.

Nawiązujesz do tego, że kobieta zdaniem niektórych powinna pracować być matką i jeszcze do tego wszystkiego wyglądać?

Jak ktoś tak uważa, to ja apeluję do facetów: „spalcie te kolorowe gazetki, wyłączcie debilne telewizory, może po miesiącu przyjdzie wam odtrutka od tego, co wkładają wam do głowy”.

Mężczyźni do garów?

Absolutnie nie, choć czasami jak ktoś lubi to czemu nie. Ja gotować lubię i pomóc mojej żonie też, ale w pewnych rolach się nie wymieniamy. Potrzebujemy odtrutki w głowie, od współczesnego zaszczucia. Ono skacze nam do gardła, próbując nas rozpraszać, jako mężów, ojców. Małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety, a dzieci rodzą się z tej właśnie różnorodności. Pismo Święte mówi, jaka ma być odpowiedzialność mężczyzny a jaka kobiety.

Ilekroć próbowałem to odwrócić albo zaniedbać swoją rolę jako męża i ojca to rodzina była bardzo słaba i małżeństwo było słabe. Wierzę, że głową rodziny jest mężczyzna, co dla mnie oznacza, że nie jest szeryfem, generałem, czy szefuńciem, ale osobą, która służy swojej rodzinie mądrością, chroni ją. Aby mężczyzna mógł właściwie wykorzystać nadany mu autorytet powinien wiedzieć dokąd chce innych zaprowadzić, stale się rozwijać, dojrzewać i mężnieć. Przy takim mężczyźnie kobieta pięknieje i promienieje.

Wasi synowie pójdą w wasze ślady?

Wydaje mi się, że zawodowo niekoniecznie. Grają, śpiewają, muzyką opisują świat i emocje, ale nie zanosi się żeby zostali profesjonalnymi muzykami. Muzykującymi chłopakami być może tak. Sami wybiorą własną drogę.

Wybrane dla Ciebie