TYLKO U NAS

Morderstwa, gwałty, narkotyki. Mroczna strona sportu

łz aktualizacja: 17:00 wyślijdrukuj
fot
Wielu sportowców wybrało w życiu drogę na skróty (fot. Alexander Hassenstein/Getty Images)

Miał być tytuł mistrza świata i chwała, może być 40 lat więzienia. Na niecały miesiąc przed walką życia gruziński pięściarz Avtandil Khurtsidze został aresztowany pod zarzutem współpracy z rosyjską mafią. Nie jest jedynym sportowcem, który uważał, że stoi ponad prawem. Khurtsidze wpisuje się w niezwykle bogatą galerię bohaterów aren, dla których zasada fair play w życiu codziennym nie istnieje. Co ciekawe, większość z nich trenuje lub trenowała sporty walki.

Filigranowy Khurtsidze (zaledwie 165 cm wzrostu) długo musiał czekać na szansę walki o tytuł mistrza świata. Dopiero w wieku 38 lat zdobył pas kategorii średniej federacji WBO po pokonaniu Brytyjczyka Tommy'ego Langforda. 22 kwietnia Gruzin znokautował rywala w piątej rundzie podczas gali w Leicester.

Aby mieć pełny tytuł, musiał pokonać obrońcę tytułu. I właśnie posiadacz tego pasa Billy Joe Saunders miał być jego kolejnym przeciwnikiem. Zakontraktowana walka miała się odbyć 8 lipca w Londynie. Khurtsidze zdążył już spotkać się na wspólnej konferencji z Brytyjczykiem, który nazwał go „przerośniętym Dannym de Vito”.

Gruzińskie przyśpiewki

Choć czekała go walka z Anglikiem na jego ziemi, Gruzin mógł liczyć na przychylność kibiców. Zdobył sympatię fanów boksu udzielając wywiadu dla jednego z serwisów, podczas którego koślawym angielskim opowiadał o swojej miłości do Brooklynu i tamtejszych kobiet, do tego zaczął śpiewać po gruzińsku.

Khurtsidze będzie musiał jednak oddać walkę walkowerem i niewykluczone, że także przymusowo zakończy karierę. Nie stoczy swojego pierwszego w karierze pojedynku o tytuł mistrza świata, ponieważ został aresztowany.

Trener pięściarza nie kryje zaskoczenia. – Czuję się jak po zderzeniu z ciężarówką. Jestem w ciężkim szoku i nadal nie mogę w to uwierzyć! – powiedział Andre Rozier. – Nie wiem, czy to wszystko jest prawdą. Nic na to nie wskazywało, nie zauważyłem nic podejrzanego. Dopóki nie udowodnią mu winy, w moich oczach będzie niewinny – podkreślił.
Avtandilowi Khurtsidzemu grozi nawet 40 lat więzienia (fot. Nigel Roddis/Getty Images)
Sytuacja nie wygląda jednak dobrze. Zarzuty dla 38-latka są na tyle poważne, że sędzia Katherine Forrest uznała, że sportowiec – jeden z trzydziestu zatrzymanych w sprawie – nie będzie mógł opuścić aresztu po wpłaceniu kaucji, bo stanowi zbyt duże zagrożenie.

Wymuszanie haraczy

Śledczy zarzucają Khurtsidzemu działalność w zorganizowanej grupie przestępczej, która zajmowała się m.in. przemytem oraz wymuszaniem haraczy od biznesmenów w Brighton Beach na Brooklynie, dzielnicy zamieszkałej w znacznej mierze przez imigrantów z Rosji. Grupa miała także organizować nielegalne turnieje pokerowe oraz dokonywać oszust w kasynach.

Szef grupy, Razhden Shulaya ps. Roma, usłyszał zarzut morderstwa, ale samemu pięściarzowi tak poważnych zarzutów nie postawiono. Śledczy uważają, że miał zapłacić 18 tys. dolarów za kradzione papierosy. Dowodem na działalność Gruzina w zorganizowanej grupie przestępczej ma być też nagranie, na którym widać, jak bije tajnego agenta FBI.

Media przekonują, że Khurtsidze był jedynie tzw. silnorękim oraz ochroniarzem i nie brał udziału w poważniejszych przestępstwach. Jeżeli jednak prokuratura udowodni mu te winy oraz pranie brudnych pieniędzy i udział w zorganizowanej grupie przestępczej, może trafić do więzienia nawet na 40 lat.
Bogata galeria

Khurtsidze wpisuje się w bogatą galerię bohaterów aren, dla których zasada fair play w życiu codziennym nie istnieje. Co ciekawe, większość z nich trenowała bądź trenuje sporty walki.

Jednym z najbardziej znanych sportowców, którzy postanowili zmierzyć się z Temidą, był OJ Simpson. Wprawdzie sława amerykańskiego futbolisty tylko w nieznacznym stopniu wychodziła poza Stany Zjednoczone, jego proces śledził cały świat.

Orentahal James Simpson wcześnie postawił na współzawodnictwo z wymiarem sprawiedliwości. Już w wieku 15 lat został aresztowany i stanął przed sądem za kradzieże organizowane wraz ze swoim gangiem „Wojowników perskich”. Na prostą wyszedł dzięki futboliście drużyny San Francisco 49ers Williemu Mayowi, który przekonał go, żeby postawił na sport.

Pomogło. Simpson stał się jednym z najlepszych zawodników w lidze akademickiej oraz potem w zawodowej lidze NFL. Po zakończeniu kariery był komentatorem sportowym, aktorem, słowem – szanowanym celebrytą. Mit uczciwego człowieka posypał się jak domek z kart w 1994 roku, gdy został oskarżony o zabójstwo drugiej żony Nicole Brown i jej kochanka.

Cyrk medialny

Wiadomo, że w trakcie małżeństwa porywcza natura odzywała się u Simpsona wielokrotnie. Regularnie bił żonę – w trakcie siedmioletniego małżeństwa policja interweniowała w ich domu aż ośmiokrotnie. Dwa lata po rozwodzie zaczął się cyrk medialny, którym żyła cała Ameryka.
OJ Simpson wymigał się od podwójnego morderstwa, ale siedzi za napad (fot. Dan Mircobich/AFP/Getty Images)
Zaczęło się 17 czerwca 1994 roku, tuż po zabójstwie Brown i Rona Goldmana, kelnera z restauracji „Mezzaluna”. Podejrzany o dokonanie zbrodni Simpson uciekał wówczas - choć nie przekraczał dozwolonej prędkości – przed policją ulicami Los Angeles. Wkrótce niemal każda amerykańska stacja telewizyjna transmitowała ten osobliwy pościg; oglądało go aż 95 milionów osób.

Po kilku godzinach Simpson się poddał. W jego aucie znaleziono ponad 8 tys. dolarów w gotówce, ubrania, sztuczne wąsy, paszport oraz naładowany pistolet, co już stanowiło poważne poszlaki. Były też dowody jednoznacznie obciążające celebrytę – krew w samochodzie, zakrwawione rękawiczki w jego ogródku. Do tego oskarżony miał motyw, ale alibi już nie.

Mimo to Simpsonowi się upiekło. Obrońcy zagrali kartą rasizmu policji i ława przysięgłych uniewinniła celebrytę od zarzutu podwójnego morderstwa. To nie był jednak koniec cyrku.

Wielomilionowe odszkodowanie

W 1997 roku inny sąd, tym razem cywilny, zasądził od Simpsona odszkodowanie w wysokości 33,5 miliona dolarów dla rodzin zmarłych, przyjmując, że Simpson pozbawił ich życia. Było to możliwe, gdyż zgodnie z prawem stanu Kalifornia sąd cywilny nie był związany wyrokiem sądu karnego. Drogo kupiona wolność była dla Simpsona uśmiechem losu, ale Amerykanin nie był w stanie tego uśmiechu dobrze spożytkować. We wrześniu 2007 roku włamał się do pokoju hotelowego w Las Vegas i został aresztowany. Twierdził, że tylko chciał odebrać pamiątki po sławnych sportowcach, także po sobie, które miały być jego własnością.
Sąd uznał go winnym wszystkich 12 zarzutów związanych z napadem z bronią w ręku w Las Vegas. Groziło mu nawet 106 lat więzienia, ostatecznie został skazany na 33 lata. Wyrok odsiaduje w więzieniu Lovelock Correctional Center na pustyni w Nevadzie. Upadły milioner jest teraz numerem 1027820.

Kłopoty z prawem od najmłodszych lat miał także Mike Tyson, trafił nawet do poprawczaka. Miał to szczęście, że został dostrzeżony przez byłego pięściarza Deshawna Stewarta, który zapoznał go z trenerem Teddym Atlasem. To odmieniło jego życie. Krewki młodzieniec poświęcił się walkom bokserskim.

Jak burza

W wieku 19 lat przeszedł na zawodowstwo. Szedł jak burza, pierwszych 19 walk wygrał przez nokaut, najczęściej w drugiej rundzie. Mając ledwie 20 lat został najmłodszym w historii zawodowym mistrzem świata.

Będąc na szczycie „Żelazny Mike” popełnił jednak błąd. W lipcu 1991 roku Tyson - ofiara gwałtu, gdy miał 7 lat – sam został oskarżony o gwałt na 18-letniej Desiree Washington, czarnoskórej miss USA. Sąd skazał go na sześć lat więzienia. Wyszedł na wolność po trzech za dobre sprawowanie.

Udało mu się ponownie wrócić na szczyt i... znów z niego boleśnie spaść. Dźwignią jego upadku były tym razem długi. Choć zarobił ponad 400 milionów dolarów, musiał ogłosić bankructwo. Jego rozrzutność stała się legendarna.
Będąc u szczytu kariery Mike Tyson trafił do więzienia za gwałt (fot. Chris Hyde/Getty Images)
Kiedyś wyliczył, że rozdał znajomym ponad sto aut i to nie byle jakich. Były to bentleye, ferrari, porsche, lamborghini, ci mniej lubiani dostawali także mercedesy czy bmw. Rozdawał też swoim przyjaciołom-pijawkom biżuterię czy wprost dawał im pieniądze.

Pobił prostytutki

„Bestia” wzięła się za siebie w 2008 roku kiedy już sięgnął dna. Został bowiem aresztowany po tym, jak po koktajlu narkotyków, alkoholu i tabletek na erekcję pobił siedem prostytutek. W areszcie stwierdził, że pora zmienić swoje życie.

– Zorientowałem się, że to nie moje demony, tylko sam diabeł po mnie przyszedł, ale ja mu nie chciałem oddać duszy – przyznał potem. W tym samym czasie w domowej siłowni udusiła się jego czteroletnia córeczka Exodus. Faktycznie zmienił się, przestać ćpać i stał się rodzinnym człowiekiem. Zainteresował się ósemką swoich dzieci, które miał z różnymi kobietami.

Tyson, choć znacznie uboższy, zdążył się zreflektować i odmienić życie. Aaron Hernandez – podobnie jak Simpson gwiazda futbolu amerykańskiego – już nie. Jak OJ myślał, że stoi ponad prawem, choć miał wszelkie warunki, żeby po zakończeniu wspaniałej kariery sportowej żyć w dostatku.

Zdobył tytuł najlepszego futbolisty szkół średnich w USA, osiągał sukcesy także w drużynie akademickiej. W wieku 21 lat trafił do NFL, zagrał nawet z New England Patriots w finale Super Bowl i podpisał kontrakt wart 41 mln dolarów. Był jednym z najbardziej perspektywicznych zawodników w lidze.
Natura gangstera

Równolegle cały czas wychodziła z niego natura gangstera. Już w wieku 17 lat był zamieszany w strzelaninę przed klubem nocnym. Przyjaźnił się z wieloma bandziorami. W późniejszym procesie ponad sto osób zeznało, że zachowywał się jak gangster.

Na ławę oskarżonych trafił po morderstwie Odina Lloyda, byłego futbolisty półamatorskiej drużyny Boston Bandits. Ciało Lloyda z sześcioma ranami po kulach znaleziono nieopodal domu Hernandeza. Sportowiec zapewniał, że jest niewinny, ale obciążyły go nagrania z monitoringu, na których było widać, że przebywał z ofiarą, zaś odczyty z lokalizacji w jego telefonie potwierdziły, że był na miejscu zbrodni. Sądowi nie udało się ustalić motywu morderstwa. Najpewniej Hernandez zastrzelił Lloyda, chłopaka siostry swojej narzeczonej Shayanny Jenkins, ponieważ ten wiedział o jego przestępczej przeszłości. Wiadomo tylko, że futboliście pomagało dwóch mężczyzn, którzy odpowiedzą za współudział w morderstwie.

Za zabójstwo w premedytacją Hernandez został skazany na dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwolnienia warunkowego. Nie otrzymał kary śmierci tylko dlatego, że od 1984 roku w Massachusetts obowiązuje abolicja na jej wykonywanie.

Postrzelenie w oko

Choć trafił za kraty, jego procesy trwały dalej. Był podejrzany o udział w jeszcze jednej strzelaninie. W lutym 2013 roku miał postrzelić swojego przyjaciela Alexandra Bradleya w oko, gdy wracali autostradą z wizyty w klubie ze striptizem.

W tym przypadku prawnicy wybronili Hernandeza – także z zarzutów zastraszania świadków, za co groziło dodatkowe 10 lat więzienia. Oskarżenie zostało odrzucone ze względów proceduralnych, mimo to sportowiec musiał zapłacić koledze odszkodowanie w procesie cywilnym. Kwoty ugody nie ujawniono.

Hernandez został także oskarżony o podwójne zabójstwo, do którego doszło w 2012 roku w Bostonie. Oskarżenie opierało się w znacznej mierze na zeznaniach dilera narkotyków, wobec czego obrona doprowadziła do odrzucenia go jako niewiarygodnego. Został jedynie skazany na dodatkowe 5 lat za nielegalne posiadanie broni.

Kilka dni po uniewinnieniu od zarzutu podwójnego morderstwa, 19 kwietnia tego roku Aaron Hernandez został znaleziony martwy w celi. Służby więzienne ustaliły, że popełnił samobójstwo przez powieszenie na prześcieradle. Rodzina i prawnik nie wierzą w tę wersję, sugerując, że nic nie wskazywało, żeby 27-latek miał targnąć się na swoje życie. Tym bardziej, że wkrótce miała ruszyć procedura apelacji w sprawie wyroku dożywocia za zabójstwo Lloyda.

Zorganizowana grupa przestępcza
Dawid Kostecki ponownie trafi do więzienia (fot. FB/Dawid Kostecki PolishGipsy Dżyngis-chan)
Także w Polsce nie brakuje sportowców, którzy stanęli w szranki z Temidą. Jednym z najgłośniejszych przypadków jest pięściarz Dawid Kostecki. W środę 21 czerwca sąd w Rzeszowie skazał go na pięć lat więzienia.

Lista zarzutów była długa, między innymi sprzedaż luksusowych samochodów skradzionych na terenie Unii Europejskiej, głównie w Belgii i Słowacji, pranie brudnych pieniędzy i wyłudzanie podatku VAT. Na jego nielegalnych działaniach Skarb Państwa stracił około 9 mln zł.

Karę pięciu lat pozbawienia wolności orzeczono na wniosek samego boksera, który przyznał się do winy - choć odmówił składania zeznań – i poprosił o wyrok bez przeprowadzania rozprawy. Do sądu został doprowadzony z tymczasowego aresztu, w którym przebywa od momentu zatrzymania.

To kolejny wyrok skazujący dla „Cygana”. W 2012 roku został aresztowany – podobnie jak Avantdil Khurtsidze – kilka dni przed najważniejszą walką w karierze. Miał się zmierzyć ze słynnym Amerykaninem Royem Jones Juniorem.

Po procesie i apelacji Kostecki trafił do więzienia na dwa i pół roku za założenie i kierowanie grupą przestępczą czerpiącą korzyści z nierządu. Miał zarządzać między innymi trzeba agencjami towarzyskimi, w których nadzorowaniu zastępowały go siostra i matka. Uniewinniono go natomiast od zarzutu handlu narkotykami. Wyszedł na wolność w 2014 roku i wkrótce ponownie zaczął prowadzić nielegalne interesy.

Były młodzieżowy mistrz świata WBC oraz mistrz WBF, WBFed i IBC w wadze półciężkiej raczej już nie wróci do sportu. Po wyjściu z więzienia stoczył tylko jedną walkę, którą przegrał. W dodatku został po niej zawieszony za stosowanie dopingu.

CBŚP w akcji
Udział w zorganizowanej grupie przestępczej prokuratura zarzuciła także Michałowi Materli, jednemu z najpopularniejszych polskich zawodników Mieszanych Sztuk Walki. Gwiazdor KSW jest oskarżony o wprowadzanie do obrotu narkotyków. Miał handlować nimi stojąc na bramce jednej z dyskotek w Międzyzdrojach.

Materla został zatrzymany w grudniu ubiegłego roku przez funkcjonariuszy CBŚP wraz z grupą 21 osób. Według śledczych, szajka zajmowała się przemytem kokainy.

Dowodem na nielegalną działalność grupy była ekshumacja kuriera narkotykowego, który zmarł w lutym 2012 roku. Podczas sekcji zwłok w jego żołądku znaleziono 4 pakiety, zaś w jelicie grubym 8 pakietów z płynną kokainą o masie około 700 gramów. Można było z niej wyprodukować nawet 7 kg kokainy przeznaczonej do obrotu detalicznego, co dałoby zysk w wysokości 2 mln zł.

Zdaniem śledczych przestępcy zajmowali się również przemytem i wprowadzaniem do obrotu haszyszu na ogromną skalę oraz handlem tytoniem i papierosami bez polskiej akcyzy. Materli grozi do 10 lat więzienia, jego kompanom nawet 15.

Podwórkowy zabijaka
Artur Szpilka był chuliganem i trafił do więzienia za pobicie (fot. FB/Artur Szpilka)
Odwrotną drogę, bardziej zbliżoną do Mike'a Tysona, przebył Artur Szpilka, który był kibicem Wisły i często brał udział w bójkach. Jak sam odnotował, do trzeciej klasy gimnazjum stoczył 112 ulicznych walk. Właśnie podczas takiej bójki wpadł w oko trenerowi.

– Bił się na boisku szkolnym z jakimś chłopakiem, poszło im o sprawy kibicowskie, więc zabrałem ich na salę, kazałem założyć rękawice. Szpilka ze dwa razy ruszył ręką, a tamten już leżał. Później zadzwoniłem do jego ojczyma i powiedziałem, że Artur ma spory talent i powinien trenować boks. I tak trafił na salę treningową – wspominał w rozmowie z serwisem Ring Polska Władysław Ćwierz, pierwszy trener „Szpili”.

Artur miał smykałkę do boksu, ale nadal wychodziła z niego chuligańska natura. W 2006 roku wziął udział w bójce koło dyskoteki w Wiśniowej. Za pobicie został skazany na 18 miesięcy pozbawienia wolności. Ponieważ nie zgłosił się dobrowolnie do odbycia kary, w październiku 2009 roku po prawie trzech latach od zdarzenia i uprawomocnieniu się wyroku został zatrzymany i trafił aresztu przy Montelupich w Krakowie, a potem do więzienia w Tarnowie, dokąd jako grypsujący został przeniesiony.

Na wolność wyszedł w kwietniu 2011 roku jako odmieniony człowiek. Pomógł mu „Potop” Henryka Sienkiewicza. Opowiadał, że płakał czytając pod celą o tym, jak Andrzej Kmicic przechodzi przemianę i sam postanowił takiej przemianie się poddać.

Wprawdzie zaatakował niedawno w sali treningowej Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka, do tego wdaje się w przepychanki z rywalami, to jednak konsekwentnie trzyma się z dala od sądów. W ubiegłym roku stanął w ringu w walce o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC. Co prawda przegrał przez ciężki nokaut z Deontayem Wilderem, ale ma dopiero 28 lat i na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

List żelazny
Także na Andrzeju Gołocie ciążył wyrok za pobicie (fot. China Photos/Getty Images)
Kłopoty z prawem miał też Andrzej Gołota. Po pobiciu we Włocławku w 1990 roku uciekł do USA. Do Polski wrócił po sześciu latach, dzięki listowi żelaznemu wystawionemu przez ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Za pobicie został skazany na karę roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na trzyletni okres próbny.

Potem odpowiadał za jeszcze jedno pobicie, zaś w USA był ścigany listem gończym za niestawienie się w sądzie w związku z oskarżeniem o podawanie się za policjanta. Mimo to nie trafił za kraty.

Prokuratura nie znalazła także potwierdzenia w zeznaniach świadka koronnego Jarosława Sokołowskiego, ps. Masa, który przekonywał, że Gołota był członkiem grupy przestępczej Andrzeja Kolikowskiego, ps. Pershing i ochroniarzem bossa. Pięściarz potwierdził, że owszem kolegował się z gangsterem, ale nigdy dla niego nie pracował.

Gołota wyszedł na prostą – jak sam podkreśla – dzięki swojej żonie Marioli i rodzinie. Wielu sportowcom brakuje jednak takich pozytywnych bodźców i łamią swoje kariery, a nawet niszczą życie. Takie historie będą się powtarzały i będą z lubością opisywane przez media, bo też i my niczego tak nie lubimy jak tego, gdy ktoś inny spada z wysokiego konia.

Wybrane dla Ciebie