Telefon z Londynu. „Mamo, umieram, dziękuję za wszystko”

aktualizacja: 14:45 wyślijdrukuj
fot
Londyńczycy składają hołd ofiarom pożaru Grenfell Tower (fot. PAP/EPA/ANDY RAIN)

Kiedy po raz pierwszy zadźwięczał telefon w Camposampiero w Wenecji Euganejskiej było jeszcze ciemno. – Mamo, coś się wydarzyło – powiedziała 26-letnia Gloria Trevisiano. Młoda kobieta razem z narzeczonym, Markiem Gottardi mieszkała na jednym z najwyższych pięter wieżowca Grenfell Tower, który spłonął w nocy z wtorku na środę w Londynie.

Policja zakłada, że 58 osób zaginionych po środowym pożarze wieżowca Grenfell Tower, nie żyje. Służby były w stanie potwierdzić śmierć 30 osób, a ciała 16 z nich zostały przetransportowane do kostnic. Liczby te mogą się jeszcze zmienić.

Emanuela Disarò i jej mąż Loris wiele razy rozmawiali tej feralnej nocy z Glorii, która zajmowała lokal na 23. piętrze Grenfell Tower. Młoda kobieta, krok po kroku, relacjonowała to, co działo się wokół niej.

Przez pewien czas była nadzieja, że strażacy dotrą do niej oraz jej narzeczonego i pomogą im się uwolnić z otoczonej płomieniami pułapki, w którą zamieniło się ich mieszkanie.

Koło godziny trzeciej w nocy wszystkie telewizje relacjonowały już tragiczny pożar w Lodnynie. Emanuela i Loris Trevisan rozmawiali z córką i jednocześnie śledzili przekaz telewizyjny. – Nie możemy stąd uciec. Jesteśmy zablokowani – tłumaczyła Gloria.
Ostatnia rozmowa odbyła się ok. godz. 4 nad ranem. Dym już całkowicie wypełnił mieszkanie Glorii i Marca. – Mamo, wiem, że umieram. Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Żegnaj – powiedziała Gloria. I dodała: będę wam pomagać z nieba.

We Włoszech nie było pracy

Jak opowiada matka Glorii, jej córka skończyła z wyróżnieniem architekturę, ale długo nie mogła znaleźć pracy. Proponowano jej posadę za ok. 300 euro miesięcznie. Razem z chłopakiem postanowiła więc wyjechać do Londynu. Po kilku tygodniach znalazła pracę za 2,1 tys. euro i była bardzo zadowolona.

Wybrane dla Ciebie