TYLKO U NAS

Psy diagnozują raka. Więcej wyczuje zwierzak z przeszłością

Marta Kawczyńska aktualizacja: 08:50 wyślijdrukuj
fot
Pies ma ponad 300 mln receptorów zapachowych (fot. Pixabay/Chiemsee2016)

– Człowiek jest w stanie wyczuć zapach łyżeczki cukru w szklance herbaty. Pies taką porcję cukru wyczuje w ilości płynu równej dwóm basenom olimpijskim – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Claire Guest, Brytyjka, która od ponad dwudziestu już lat szkoli psy potrafiące rozpoznać zapach nowotworu. Ona sama, gdyby nie jej suczka Daisy, mogłaby już dawno nie żyć.

Claire doskonale pamięta tamten dzień. Pojechała za miasto, na spacer. Jej suczka Daisy nie chciała wysiąść z samochodu. Co chwila szturchała ją nosem w pierś. Zastanowiło ją to, więc postanowiła pójść do lekarza. Kilka dni później badania wykazały, że Claire miała trudnego do zdiagnozowania raka piersi.

– Wtedy zrozumiałam, że psy mogą być nie tylko naszymi wiernymi przyjaciółmi, ale mogą też ocalić tysiące ludzkich istnień, nie pobierając za to wysokiej pensji – mówi Claire. Przyznaje, że gdyby nie zachowanie Daisy, dziś być może nie robiłaby tego, co robi. – Nie chcę nawet myśleć, gdzie mogłabym teraz być – stwierdza.

Od dwudziestu lat jest psychologiem behawioralnym, który szkoli psy. Najpierw trenowała te przeznaczone na pomocników dla osób niesłyszących, potem te, które miały ostrzegać cukrzyków przed zbliżającym się atakiem. Od kilku lat jest przewodnikiem fundacji Medical Detection Dogs. Psy, które szkoli specjalizują się w wykrywaniu chorób przez zapach.

Tarka, Stroszek, Minstrel i Claire Guest(fot. arch. pryw.)
Dalmatyńczyk lizał znamię

Skąd pomysł na to, aby stawiać diagnozę przez psie wąchanie? – Tu znowu pomogła historia z życia. Dalmatyńczyk mojej przyjaciółki, która miała wtedy 19 lat, non stop lizał jej znamię na nodze. Trącał je nosem. Gdy poszła do lekarza i wycięła znamię, po badaniach okazało się, że to bardzo poważny rak skóry, który mógłby doprowadzić do jej śmierci – wspomina Guest.

Przyznaje, że ta historia utwierdziła ją w przekonaniu, że psy są w stanie wyczuć o wiele więcej niż człowiek potrafi zbadać. Na swojej drodze kilka lat później spotkała lekarza, który chciał zgłębiać ten temat i działać. – Tak zaczęły się nasze badania i szkolenia, nad którymi pracujemy do dziś – przyznaje. Gdy pojawia się choroba, w ciele następują zmiany biochemiczne, które sprawiają, że człowiek wydziela jest inny zapach niż zazwyczaj.

– Chore komórki dzielą się inaczej, niż zdrowe, co sprawia, że pojawia się dodatkowy element zapachowy. Psy są w stanie wyczuć te substancje z próbek moczu. Teraz pracujemy nad tym, aby wykrywały je także w ludzkim pocie – tłumaczy Guest.
Jedna z ambasadorek fundacji Kate Humble z Claire oraz psem Floren (fot. arch. pryw.)
Kot ma inny charakter

Dlaczego psy, a nie na przykład koty? Guest tłumaczy, że choć każdy zwierzak blisko związany z właścicielem zdolny jest do wyczuwania zmian, to, jeśli chodzi o szkolenie, szczekające czworonogi są bardziej zmotywowane i chętne do nauki. – Kot ma innych charakter, nie byłby w stanie tak jak pies reagować na polecenia oraz nagrody – wyjaśnia.

Pies oprócz tego, że jak każde zwierzę ma ponad 300 mln receptorów zapachowych, podczas gdy u człowieka jest ich zaledwie 5 mln, ma też narząd nazywany drugim nosem znajdujący się w tyle gardła. Służy on do wywąchiwania dużych ilości związków zapachowych oraz feromonów. – Takim bardzo obrazowym porównaniem niech będzie to, że człowiek jest w stanie wyczuć łyżeczkę cukru w szklance herbaty, a pies w ilości płynu równej dwóm olimpijskim basenom – mówi Guest.
 

Szkolenie jest dwuetapowe. Najpierw pies uczy się wykrywać próbkę od osoby chorej na raka wśród próbek od ludzi zdrowych. Gdy zaczyna sobie z tym dobrze radzić, trudność wzrasta i rozpoznaje ją wśród próbek osób z innymi chorobami.

Claire przyznaje, że od początku swojej pracy zmaga się z brakiem wiary innych ludzi w to, że psy naprawdę mają takie zdolności. – Od początku staramy się, aby wszystko było poparte naukowymi dowodami, twardymi danymi. Niestety niektórzy ludzie nadal nie potrafią sobie zrozumieć, że pies to biosensor, że to nie jest kudłata kulka, która nadaje się tylko do spacerów i zabawy, ale stworzenie, które potrafi rozpoznać o wiele więcej niż człowiek – mówi.
Kołtun, czyli pierwsza gwiazda psiej biodetekcji (fot. dzięki uprzejmości Daily Mail/Buck Hospital MHS Trust)
Uparty jak Kołtun

Taki był właśnie przypadek Kołtuna. Miał rozpoznać próbkę pacjenta, który chorował na raka pęcherza. Jednak uparcie ustawiał się przy tej, która - według laborantów - należała do osoby zdrowej. – Wszyscy zauważyliśmy to jego dziwne zachowanie i postanowiliśmy przebadać próbkę raz jeszcze. Okazało się, że pacjent ten wprawdzie nie miał raka pęcherza, ale rozwijał się u niego rak nerki. Dostaliśmy cudowny list z wielkimi podziękowaniami od rodziny – opowiada Claire.

I dodaje, że nie chodzi o to, aby toczyć bitwę z lekarzami o to, kto jest lepszy i kto szybciej postawi diagnozę, ale o współpracę. Przełomowy moment, który utarł nosa niedowiarkom, nastąpił, gdy w projekt zaangażowała się rodzina królewskia. Nad fundacją patronat objęła księżna Kornwalii, czyli Camilla. – To pomogło w odbiorze społecznym naszej pracy. Rodzina królewska kocha psy, a społeczeństwo brytyjskie kocha rodzinę królewską – tłumaczy.
Lucy, pies wywąchujący raka podczas pokazu przy karuzeli w Clarence House z królewską publicznością (fot. Paul Burrow/mat.pras.)
Rak, malaria, bakterie

W chwili obecnej w zespole Claire pracuje sześć psów wyszkolonych do wykrywania raka prostaty, trzy – raka pęcherza, a szkolone są także te, które będą wywąchiwać raka piersi oraz takie choroby jak malaria, Parkinson oraz konkretne bakterie. – Badania i doświadczenia pokazują, że rak ma jeden wspólny i ogólny zapach, ale każda część ciała pachnie trochę inaczej, a psy wyczuwają te bardzo subtelne różnice – mówi.

Szkolenie trwa zazwyczaj około pół roku, czasem wydłuża się do 8 miesięcy. Najkrócej trwa to dotyczące wykrywania bakterii, bo raptem cztery miesiące. Koszt to ok. 8 tys. funtów. – To głównie koszty próbek i trenerów, bo same psy nie wymagają wysokiej pensji i chętnie wykonują swoją pracę w zamian za pełną miskę i miłość – tłumaczy Guest.

Nie każdy pies nadaje się jednak do tej pracy. Claire tłumaczy, że przede wszystkim muszą to być psy tych ras, które uwielbiają wąchać i chodzić z nosem przy ziemi. Dlatego też świetnie sprawdzają się labradory i spaniele. – To muszą być też te czworonogi, którym 500 razy rzuci się piłkę i one 500 razy ją przyniosą. Innych cech oczekuje się od psów asystujących, które wyczuwają ataki cukrzycy i muszą być zawsze blisko człowieka. Najlepsze rasy do tej roli to pudle i yorki – wyjaśnia.
Od lewej: Michael Brander, przewodniczący fundacji, Claire Guest, księżna Kornwalii i książe Karol, którzy byli pod wrażeniem badań (fot. Paul Barrow/mat.pras.)
90 procent wykrywalności

Do tej roli najlepiej nadają się szczeniaki. W pracy w laboratorium natomiast sprawdzają się psy po przejściach, te uważane za trudne, lub te, które trafiły do schroniska. – Muszą mieć dobry węch, ale też być energiczne i potrafić się skoncentrować. A nie wszystkie to umieją. Testujemy je na różne sposoby. Zabawą, grami, zwracamy uwagę na to, czy lubią samodzielnie pracować – mówi Claire.

Przyznaje, że nie chciałaby, aby psy stały się maszynami, które będą pracowały jak w fabryce. – Mam nadzieję, że lekarze przekonają się do naszego projektu, a psy będą wykrywać różnego rodzaju choroby, ale nie chciałabym zobaczyć hali, w której będzie mnóstwo klatek, a psy wyciągane będą z nich jeden po drugim jak do pracy. To z pewnością obniżyłoby ich skuteczność – stwierdza.

Claire podkreśla, że choć jej projekt jest wciąż w fazie badań, a psy nie działają jeszcze tak aktywnie, jakby chciała, to wykrywają choroby w ponad dziewięćdziesięciu procentach przypadków. – Powodem do dumy jest też fakt, że wypuściliśmy z naszego szkoleniowego podwórka ponad 80 psów asystentów, którzy ratują życie swoim ludzkim przyjaciołom, uważając na ich zdrowie – mówi.

Więcej o sposobach pracy Claire Guest można przeczytać w jej książce „Psi Dar".

Wybrane dla Ciebie