TYLKO U NAS

Korupcja, oszustwa i skandale obyczajowe. Historia bohatera, który sprzedał swoje ideały

łz aktualizacja: 16:08 wyślijdrukuj
fot
Na Jacobie Zumie ciążą oskarżenia o korupcję (fot. Christopher Furlong/Getty Images)

Państwo to ja – rzekł król Francji Ludwik XIV. Podobną dewizę wyznaje prezydent RPA Jacob Zuma, dla którego ojczyzna najwyraźniej jawi się jako źródło zasobów dla siebie i rodziny. Media poinformowały właśnie, że skompromitowany przywódca miał przyjąć w ramach łapówki pałac w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zuma idzie w zaparte, ale ta afera może go ostatecznie pogrążyć.

Kilka dni temu do mediów przedostało się 100 tysięcy stron dokumentów i e-maili wskazujących na korupcyjne powiązania głowy państwa i jego otoczenia z wielkim biznesem. W pierwszej kolejności światło dzienne ujrzały dowody na to, że Zuma stał się posiadaczem pałacu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Nieruchomość o wartości 25 milionów dolarów stoi w Emirates Hills, najdroższej dzielnicy Dubaju, w której nawet policja korzysta z samochodów marki Bugatti. Po zakończeniu drugiej kadencji Zuma ma zamieszkać w tym domu spokojnej starości, mając za sąsiada również niesłynącego ze skromności dyktatora Zimbabwe Roberta Mugabe.

Nie szczędzono marmurów

Słodkie życie emeryta ma gwarantować Zumie 10 sypialni, 13 łazienek, 11 pokoi rozmaitego przeznaczenia, pałacowa klatka schodowa, garaż na 11 samochodów i basen. Całość urządzona jest ze smakiem, nie szczędzono marmurów, szlachetnych odmian drewna, czy złota.

Dokumenty, które wyciekły wskazują, że pałac jest prezentem od rodziny Guptów, przedsiębiorców, którzy przenieśli się z Indii do RPA w 1993 roku. Guptowie doskonale zorientowali się, jak można zbić fortunę w nowym kraju. Z krewnych Zumy zrobili partnerów w interesach i korzystając ze znajomości dorobili się majątku na rządowych kontraktach. Wdzięczność wobec prezydenta nie może więc dziwić. Biuro prezydenta zdecydowanie zaprzeczyło doniesieniom. „Prezydent Zuma nie posiada żadnej nieruchomości poza RPA i nikogo nie prosił, żeby mu kupiono jakąś posiadłość za granicą” – podkreślono w komunikacie. Informację o rzekomym „pałacu” nazwano „sfabrykowaną”.
Także Guptowie idą w zaparte. Zapewniają, że nie stosują żadnych niedozwolonych praktyk i nie mają wpływu na otoczenie głowy państwa. Doniesienia mediów, które publikują kompromitujące materiały, nazywają „fake newsami”.

Lista afer, nie tylko finansowych, ale także obyczajowych, w które był zamieszany Zuma jest jednak tak długa, że trudno przypuszczać, aby wszystkie informacje były wyssane z palca. Warto prześledzić jego historię, bo to wyjątkowy przypadek przejścia od młodzieńczych ideałów do poddania się całkowicie żądzy władzy i bogactwa.

Poszedł w politykę

Jacob Gedleyihlekisa Zuma urodził się w 12 kwietnia 1942 roku w Natalu. W wieku dwóch lat stracił ojca, policjanta. Nigdy nie otrzymał formalnego wykształcenia, za to wcześnie zaangażował się w politykę. W wieku 17 lat został członkiem Afrykańskiego Kongresu Narodowego, wówczas jeszcze legalnej partii w RPA.

W 1960 roku ugrupowanie zostało zdelegalizowane przez stosującą politykę apartheidu władzę białych. W tym samym roku doszło do masakry kilkuset nieuzbrojonych protestantów w Sharpeville. Tragedia da doprowadziła do powstania zbrojnego skrzydła ANC – Umkhonto we Sizwe („włócznia narodu”).

Zuma dołączył do tej paramilitarnej organizacji, której celem było wykonywanie aktów sabotażu na organach rządowych i obrona represjonowanej czarnoskórej ludności. Oskarżana o terroryzm grupa została zlikwidowana po czterech latach, a sam Zuma skazany na 10 lat więzienia.
Prezydent RPA może nie dokończyć drugiej kadencji (fot. Neville Hopwood/Getty Images)
Po wyjściu na wolność wyjechał za granicę, gdzie prowadził działalność polityczną w ramach ANC. Stopniowo piął się w strukturach partii. Po upadku apartheidu w 1990 roku powrócił do RPA już jako znana postać w kręgach emigracyjnych. Wprawdzie nie był otoczony taką legendą jak Nelson Mandela, czy choćby Tokyo Sexwale, ale jego pozycja w strukturach Kongresu była niekwestionowana.

Wojna o sukcesję

Gdy po wygranych wyborach prezydenckich w 1994 roku schorowany Mandela ogłosił, że będzie rządził tylko jedną kadencję, wybuchła wojna o sukcesję wśród działaczy ANC. Sam Zuma się w niej nie liczył, ale postawił na właściwego konia. Miał szczęście być blisko Thabo Mbekiego,lidera Kongresu.

W czerwcu 1999 roku Mbeki został prezydentem i mianował Zumę, wiceprzewodniczącego ANC na swojego zastępcę. Wiedział, że rubaszny, prosty i niewykształcony jak znaczna część wyborców, za to uwielbiany przez ulicę Zuma przekona do władzy niezadowoloną biedotę. Wydawało się, że w tym przypadku sukcesja będzie naturalna. Zumę pogrążyła jednak afera korupcyjna.

W czerwcu 2005 roku biznesmen i doradca finansowy wiceprezydenta Schabir Schaik został uznany winnym korupcji i skazany na 15 lat więzienia. Sędzia orzekł również, że kontakty Zumy z przedsiębiorcą były „korupcjogenne”. Wkrótce prezydent zdymisjonował swojego zastępcę, a nawet publicznie wyśmiał jako prostaka i głupka.

Mbeki wytoczył także ciężkie działa. Wprost oskarżył Zumę o to, że jako wiceprezydent kraju brał wielomilionowe łapówki od zagranicznych koncernów zbrojeniowych ubiegających się o miliardowe kontrakty z rządem RPA.
Więcej ciosów

Ciosów spadło więcej. Rok później Zuma został nawet oskarżony o gwałt na córce swojego przyjaciela. Przed sądem przekonywał, że jako „stuprocentowy Zulus” zaloty wobec dziewczyny poczytywał za swój męski obowiązek. Sąd ocenił, że stosunek seksualny nie był gwałtem i uniewinnił polityka.

Kobiety to zresztą obok bogactwa jego słabość. Ma cztery żony – musi być bowiem wierny zuluskiej tradycji i praktykować wielożeństwo. Miał jeszcze dwie, ale jedna popełniła samobójstwo, a druga Nkosazana Dlamini-Zuma się z nim rozwiodła. Do tego wdawał się w liczne romanse, z których ma co najmniej szóstkę nieślubnych dzieci.

Skandale obyczajowe nie popsuły jednak reputacji polityka w takim stopniu jak afery korupcyjne. Doszło nawet do tego, że podczas transmitowanych na cały świat uroczystości pogrzebowych Nelsona Mandeli w grudniu 2013 roku został publicznie wygwizdany i wybuczany.

W Afryce kompromitacje, kumoterstwo na gigantyczną skalę i skandale korupcyjne nie dyskwalifikują polityków. W grudniu 2007 roku Zuma pokonał technokratę Mbekiego i został przewodniczącym Afrykańskiego Kongresu Narodowego, co otwierało drogę do prezydentury. Ta funkcja mu jednak nie wystarczała.

Sprytny manewr

Upatrzył sobie najważniejszy urząd w państwie, ale zdawał sobie sprawę, że nie jest on jeszcze w jego zasięgu. Sprawę rozegrał jednak po mistrzowsku. Najpierw doprowadził do złożenia rezygnacji przez Mbekiego, po tym jak pojawiły się zarzuty ingerencji w postępowanie prokuratorskie przeciw... Zumie.
Zuma próbuje kuipć wyborców (fot. Lee Warren/Gallo Images/Getty Images)
Sam Mbeki też nie zamierzał odpuszczać. Planował dalej sprawować władzę z tylnego siedzenia poprzez prezydenta figuranta. Zuma miał ten sam plan, był jednak skuteczniejszy. Jako kandydata na tymczasowego prezydenta wyznaczył sekretarza generalnego Kongresu Kgalemę Motlanthe.

Parlament wybrał tego kandydata i nie mogło być inaczej, skoro ANC posiadała w nim większość. Szczyt władzy zapewniło mu zwycięstwo w kolejnych wyborach parlamentarnych w 2009 roku. Został pierwszym Zulusem od czasów żyjącego w pierwszej połowie XIX wieku Czaki, który stanął na czele południowoafrykańskiego państwa.

W zdobyciu władzy pomógł mu Sexwale. Oddelegowany przez Mbekiego do biznesu sprawdził się kapitalnie, zdobywając ogromną fortunę, ale najbliższemu współpracownikowi Mandeli marzyła się polityka. Na kongresie ANC stwierdził jednak, że nie uda mu się pogodzić zwaśnionego środowiska, więc poparł Zumę. Wsparł go także finansowo.

Dług wdzięczności

W ramach spłaty długu wdzięczności prezydent – intrygant jakich mało – wyznaczył mu wyjątkowo niewdzięczne stanowisko ministra budownictwa. Zakochany bez wzajemności w polityce Sexwale postanowił nie odpuszczać. Zdecydował się walczyć nie o przywództwo w Kongresie, ale stanowisko zastępcy, a potem stopniowo zwiększać zakres władzy.

Sprzedał udziały w swoich interesach, żeby mieć na kampanię wyborczą i przekonać wyborców, że nie idzie do polityki, żeby się dorobić. Spotkało go jednak rozczarowanie. Pod koniec pierwszej kadencji Zuma wybrał na swojego zastępcę i politycznego dziedzica Cyrila Ramaphosę, rywala Sexwalego w interesach i strukturach partyjnych. Gdy już prezydent nie potrzebował ministra, któremu tyle zawdzięczał, bez pardonu go zdymisjonował.
Trzeba przyznać, że Zuma miał sukcesy, choć nieliczne. Największym jest uznanie wirusa HIV za chorobę, czego Mbeki pod żadnym pozorem nie chciał uczynić. To ułatwiło walkę z plagą; szacuje się, że co dziesiąty mieszkaniec RPA jest zakażony HIV. Pomógł też zorganizować piłkarskie mistrzostwa świata w 2010 roku, choć akurat samo prawo do organizacji turnieju zostało zdobyte dzięki gigantycznym łapówkom, co wpisywało się w procedury rządzące tym krajem.

Głównie jednak prezydent tracił, na własne życzenie. W ostatnich latach regularnie wybuchały afery finansowe z jego udziałem. W ubiegłym roku sąd nakazał mu zwrot 20 milionów dolarów, które wydał z prywatnych pieniędzy na remont prywatnej posiadłości.

W listopadzie ubiegłego roku mediatorka publiczna (odpowiednik naszego Rzecznika Praw Obywatelskich – przyp. red.) Thuli Madonsela przygotowała raport na temat powiązań korupcyjnych Zumy, ale ten wystąpił do sądu o zakaz publikacji dokumentu. Sąd nie zgodził się jednak na utajnienie raportu.

Raz upiekło mu się, gdy dochodzenie umorzono po... rozwiązaniu jednostki policyjnej prowadzącej śledztwo i wymianie prokuratora generalnego. Uśmiech losu.

Ciągnie Kongres na dno

Po kolejnych skandalach wydaje się jednak, że Zuma jest już ostatecznie skompromitowany w oczach rodaków i pociągnie Kongres na dno. To już zresztą postępuje. W sierpniu ubiegłego roku ANC wygrał wprawdzie wybory samorządowe, ale opozycja odniosła zwycięstwa w Johannesburgu, Pretorii i Port Elizabeth. Wcześniej rządziła już w Kapsztadzie.

W zeszłym roku dwukrotnie próbowano usunąć prezydenta z urzędu – za łamanie konstytucji, nadużycia władzy i afery korupcyjne, ale Zumie nic poważnego tak naprawdę nie groziło, skoro jego ugrupowanie ma 249 mandatów w 400-osobowym Zgromadzeniu Narodowym.

Fala przybiera jednak na sile. Towarzysze z ANC próbowali go zmusić do oddania przywództwa partii, ale i w tym przypadku wyszedł obronną ręką. Co ciekawe, działo się to w sytuacji, gdy Zuma pousuwał ze swego otoczenia co bardziej ambitnych polityków. To pokazuje, jak wielki jest sprzeciw wobec niego w ugrupowaniu.
RPA toczy rak korupcji (fot. Flickr/South African Tourism)
Już od dawna zresztą występuje przeciwko niemu współtworząca Kongres Południowoafrykańska Partia Komunistyczna, która w 2008 roku, sprzeciwiając się zapatrzonemu w liberalny kapitalizm Mbekiemu, pomogła wynieść do władzy Zumę. Teraz komuniści, jak jedni z wielu, zarzucają prezydentowi i jego zwolennikom korupcję, chciwość i kumoterstwo.

Kumoterstwo

Zarzuty o kumoterstwo przybrały na sile po kolejnych dowodach na to, że rodzina Guptów całkowicie omotała otoczenie prezydenta, tak że opozycja nazywa ich Zuptami, łącząc z nazwiskiem głowy państwa. Wiadomo, że w kontrolowanej przez tę rodzinę firmie JIC Mining Services pracowała jedna z żon Zumy, Bongi Ngema-Zuma, jego córka była dyrektorem w Sahara Computers, zaś syn Duduzane Zuma – dyrektorem w innej należącej do Guptów firmie.

Rozpasanie familii jest tak wielkie, że wymusiła lądowanie w bazie wojskowych sił lotniczych w Pretorii prywatnego odrzutowca z gośćmi na przyjęcie weselne. To jednak nic w porównaniu z faktycznym obsadzaniem przez Guptów stanowisk rządowych, co regularnie ma miejsce.

Już pięć lat temu podczas posiedzenia parlamentu przywódca opozycji Mmusi Maimane oświadczył, że władza przeszła z rządu na Guptów. Potwierdzenie mieliśmy w 2015 roku. Wyszło wówczas na jaw, że obrotni bracia wymusili na prezydencie dymisję ówczesnego ministra finansów Nhlanhli Nene i zastąpienie go nieznanym, za to całkowicie sobie posłusznym urzędnikiem.

Wówczas jednak Zuma uległ opinii publicznej i po czterech dniach zwolnił nowego szefa resortu finansów. Żeby uspokoić rodaków i zagranicznych inwestorów, na jego miejsce powołał powszechnie szanowanego ekonomistę Pravina Gordhana.
Wbrew apelom

W marcu Guptowie znów pociągnęli za sznurki. Pod ich wpływem, mimo apeli polityków Kongresu, opozycji, czy wreszcie środowisk bankowych i w sytuacji kryzysu gospodarczego prezydent zdymisjonował cenionego ministra.

Efekty dla gospodarki były natychmiastowe. Kurs południowoafrykańskiego randa z miejsca spadł o ponad 10 proc., zaś zagraniczne agencje ratingowe orzekły, że pożyczanie pieniędzy obecnemu rządowi w RPA obarczone jest niezwykłym ryzykiem.

Gordhan podpadł Zumie nie tylko tym, że ograniczył fundusze prezydenta, do czego dorzucił oskarżenie o bezprawne utworzenie własnego wywiadu, by śledzić finanse politycznych elit (w domyśle jego otoczenia). Przede wszystkim Guptom nie podobała sie jego walka z ich firmami oplatającymi kolejne gałęzie gospodarki. Nie bez racji minister uważał to za zjawisko korupcjogenne. Śmiał też odmawiać wyświadczania jakichkolwiek przysług Guptom, których głowa państwa pozostawała dłużnikiem.

Nowy minister Malusi Gigaba nie sili się na niezależność. Wie, że jest potrzebny Zumie jedynie do tego, żeby dawać pieniądze na projekty społeczne dla najuboższej czarnoskórej ludności. W Afryce to zawsze najskuteczniejsza metoda poprawy fatalnych notowań. A te są naprawdę złe.

Monopol na władzę

Niskie słupki poparcia są wyraźnym sygnałem, że być może już w wyborach w 2019 roku, a raczej na pewno w 2024 roku ANC straci monopol na władzę. Dla prezydenta najważniejszą rzeczą jest więc zapewnienie sobie osobistego bezpieczeństwa po zakończeniu drugiej kadencji. Dobro państwa i obywateli jest sprawą marginalną.
Bezpieczeństwo Zumie ma zagwarantować jego była żona Nkosazana Dlamini-Zuma (fot. Erasmus Nche/Anadolu Agency/Getty Images)
Zuma plan już ma i go realizuje. Obrotny Ramaphosa nie jest mu w nim tak potrzebny jak obyta w polityce... była żona Nkosazana, która była ministrem w każdym rządzie Kongresu od 1994 roku. W 2012 roku dzięki swoim wpływom załatwił jej funkcję przewodniczącej Komisji Unii Afrykańskiej, czyli formalnej przywódczyni całego kontynentu.

Na początku roku wróciła ona do RPA, żeby pomóc swojemu byłemu mężowi i rozpocząć walkę o przywództwo w partii oraz docelowo o prezydenturę. Jak należy się spodziewać, warunkiem jest zagwarantowanie Zumie i jego licznej rodzinie nietykalności oraz storpedowanie wszelkich działań mogących doprowadzić do procesów o korupcję czy ciągania go po sądach przez towarzyszy partyjnych.

Żeby zapewnić byłej żonie elekcję, prezydent wrócił do jednego z pierwszych postulatów ANC po zdobyciu władzy w 1994 roku, czyli odebrania ziemi białym farmerom. Miałoby to być pięknym przywróceniem sprawiedliwości dziejowej. Podobny manewr przeprowadził Mugabe, co wprawdzie doprowadziło jego kraj na skraj zapaści finansowej, ale zapewniło prezydentowi Zimbabwe władzę dożywotnią i nietykalność.

– Nasi czarnoskórzy rodacy w większości wciąż cierpią biedę i są bardzo rozczarowani tym, że wolność nie przyniosła im poprawy losu – uderzył w patetyczny ton prezydent. Mimo że zgodnie z praktyką nie przedstawił żadnych szczegółów „radykalnej transformacji”, zapowiedział, że zrobi wszystko, by przyspieszyć tempo reformy rolnej i proces przejmowania ziemi przez czarnoskórych (przez 25 lat zaledwie niecała jedna dziesiąta ogółu ziemi zmieniła właścicieli – przyp. red.).

Wywłaszczenie

Obiecał także, że jeśli zajdzie taka potrzeba, zmieni konstytucję, by umożliwić wywłaszczanie białych farmerów bez konieczności płacenia im odszkodowań. – Niepotrzebna nam konstytucja, która utrzymuje ludzi w biedzie – mówił Zuma w kwietniu, w przeddzień 23. rocznicy upadku apartheidu.
Plan, niekoniecznie realizowany, pozwoli Zumie przejąć inicjatywę polityczną. Dzięki niemu jego była żona zdobędzie głosy niewykształconych mieszkańców wsi oraz odbierze je najgroźniejszemu rywalowi Ramaphosie. Drugi najbogatszy człowiek w RPA nie ma szans w starciu na lewicowy populizm – a tylko taki interesuje przeciętnego wyborcę ANC – z Dlamini-Zumą.

Scenariusz rozpisany

Scenariusz jest zatem rozpisany i ma ogromną szansę na realizację. Najpewniej zatem Zuma wykręci się od odpowiedzialności za gigantyczne przekręty i afery, w dodatku wyjdzie na bohatera, ojca opatrznościowego czarnoskórych mieszkańców, którym oddał dziejową sprawiedliwość w postaci ziemi odebranej im przez białych.

Jedyną przeszkodą może być bunt w szeregach własnej partii, w której jego przywództwo kończy się w tym roku, kilkanaście miesięcy przed końcem kadencji prezydenta. W ANC nie brakuje osób, które będą chciały wybić się na pogrążeniu Zumy i po przejęciu władzy w Kongresie zmusić go do przedwczesnej dymisji. Co bardziej aktywni dygnitarze będą zapewne chcieli go wręcz wpakować za kratki. Podobne plany ma również opozycja, choć wygląda na to, że ta na swoją szansę będzie musiała jednak poczekać.

Jedno jest pewne. Do końca życia Jacob Zuma będzie z niepokojem oczekiwał rozwoju sytuacji w ojczyźnie i czekał – może zakulisowo usiłował też temu zapobiec – czy nie przyjdą po niego mundurowi z nakazem aresztowania. Myśli tych zapewne nie zrekompensuje żaden pałac w Dubaju. Bez wątpienia za to snu z powiek nie będzie mu spędzała świadomość, że splugawił ideały Mandeli i przeistoczył RPA w republikę bananową.

Wybrane dla Ciebie