TYLKO U NAS

„Żeby być wiarygodnym, trzeba dać się zabić”. Sędzia i jego walka z mafią

Beata Zatońska aktualizacja: 07:40 wyślijdrukuj
Sędzia Giovanni Falcone (fot. arch.PAP/Photoshot)

Ten zamach dokładnie przygotowywano. Na ofiarę czekało pół tony materiałów wybuchowych rozłożonych na 100-metrowym odcinku drogi. Ta śmierć miała mieć wymiar symboliczny – sędzia Giovanni Falcone, zacięty wróg włoskiej cosa nostra, który za cel swojego życia obrał unicestwienie tej przestępczej organizacji, miał zginąć na Sycylii. Na ziemi, którą mafia rządziła. Stało się to w sobotę 23 maja 1992 r. Dziś Włosi są zbulwersowani informacją, że okrutny Toto Riina, który zlecił zabójstwo Falcone, może wyjść z więzienia na wolność, by „umrzeć w godnych warunkach”.

Stanowczy sprzeciw przeciwko decyzji o możliwości wcześniejszego zwolnienia 86-letniego dziś Riiny wyraził założyciel stowarzyszenia Libera do walki z mafią, ks. Luigi Ciotti. Przypomniał, że Toto Riina ani razu się nie pokajał i nie wyraził skruchy.

Od listopada 2015 r. boss cosa nostry przebywa w klinice uniwersytetu w Parmie w warunkach zbliżonych do więziennych, w całkowitej izolacji. Według jego obrońców, cierpi na raka płuc i nerek. Według ks. Ciotti, mafioso wciąż kieruje cosa nostrą i jego rola w świecie przestępczym nie jest bynajmniej symboliczna.

W 1995 roku Riina został skazany na kilkanaście wyroków dożywocia, ma na sumieniu dziesiątki zabójstw, w tym sędziego Giovanniego Falcone.
Symboliczny wymiar

Zamach na bezkompromisowego sędziego Riina przemyślał bardzo dokładnie. Na samochód, którym jechał Falcone z żoną, czekało pół tony materiałów wybuchowych. Rozłożono je na 100-metrowym odcinku drogi. Riina wybrał też odpowiedni moment i miejsce. Wróg cosa nostry nie mógł zginąć nigdzie indziej, tylko na ziemi, którą ona rządziła.

– Pamiętam, jak w maju 1992 roku jechaliśmy z innymi dziennikarzami do Capui, gdzie była wizyta Jana Pawła II i czytaliśmy gazety o wstrząsającym zamachu na sędziego Falcone. Przerwano wtedy program, telewizja relacjonowała zamach na autostradzie między lotniskiem a Palermo. To było straszne, zabito kilka osób, całą obstawę, zginęła też jego żona. No i potem, w kilka miesięcy później, zginął najbliższy współpracownik i przyjaciel Falcone, sędzia Paolo Borsellino – wspominał w IAR wieloletni korespondent Polskiego Radia i TVP Jacek Moskwa. Teraz w miejscu, gdzie doszło do zamachu, w Capaci, stoi skromny obelisk. Włosi, którzy tamtędy przejeżdżają, pokazują go podróżującym z nimi znajomym obcokrajowcom. Robią to ze wzruszeniem i szacunkiem.
Droga bez odwrotu

„To wydarzenie było zwrotem w podejściu do mafii” – powiedział w 25. rocznicę śmierci Falcone Roberto Saviano, autor słynnej „Gomorry”, dziennikarz i pisarz, zajmujący się od lat mafią. „Był niewygodny, wielu wydawał się antypatyczny. Cosa nostra była przekonana, że po paru miesiącach wszyscy o nim zapomną, opinia publiczna gdzie indziej skoncentruje uwagę. Ale tak się nie stało” – mówił Saviano w programie RAI1 poświęconym rocznicy.

Jak tłumaczył Saviano, Falcone i jego przyjaciel oraz współpracownik Paolo Borsellino, którego mafia zabiła 23 lipca 1993 r., wiedzieli doskonale, że z wojennej ścieżki, na którą weszli, nie było odwrotu.

Jak podkreślano potem, Falcone przede wszystkim, bezwarunkowo służył swojemu państwu, którego to państwa administracja była skorumpowana i mocno ze strukturami mafijnymi związana. Dość powiedzieć, że wpływowy włoski polityk, chadek Giulio Andreotti, wielokrotny premier i minister, był w świetnych stosunkach z mafią. Chętnie bywał na Sycylii, miał tam wielu przyjaciół. Mówiło się, że gangsterzy nazywali go wujkiem Giuliem i spotykał się z Toto Riiną. Sąd oczyścił Andreottiego ostatecznie z oskarżeń o związki z mafią w 1999 roku.
Mafia nie zapomina

„Cosa nostra nie zapomina. Nigdy nie postrzegałem jej jako ośmiornicy. Mafia jest jak pantera. Zwinna, okrutna, z pamięcią słonia. Wiem w związku z tym, że powinienem się spieszyć. (…) Wróg jest zawsze obok mnie, w pozycji oczekującej, gotowy, by uderzyć. A my, my nie potrafimy dogadać się nawet w takiej sprawie jak wybór prezydenta republiki” – mówił Giovanni Falcone w ostatnim wywiadzie, którego udzielił neapolitańskiemu wydaniu dziennika „La Repubblica”. Wywiad ukazał się po jego śmierci.

„Mafia nie jest złym owocem zdrowego społeczeństwa. To autonomiczny twór, ze stworzonymi przez siebie surowymi prawami. Ma strukturę piramidy, oligarchiczną i jednolitą. Ufundowała się na nieobecności państwa na Sycylii, wypełniła pustkę swoimi alternatywnymi prawami, elastycznymi mimo mafijnej sztywności formalnej. Cosa nostra jest niczym Kościół, ma podobną strukturę. I tak jak Kościół wie, jak się odradzać bez niszczenia swoich fundamentów” – tłumaczył Falcone.
Autorytarne rządy mafijne

Sytuacja na Sycylii po II wojnie światowej przez lata wyglądała tak, że mafia rządziła prawie niepodzielnie. Usuwano niewygodnych i nieposłusznych – począwszy od wieśniaków przez urzędników po polityków. Wszystko zgodnie z zasadą, „kto nie z nami, ten przeciw nam”.

Giovanni Falcone bardzo wcześnie opowiedział się po drugiej stronie barykady. Urodził się 18 maja 1939 roku w Palermo. Po wojsku omal nie został zawodowym marynarzem, bo skończył akademię morską. Pociągało go jednak prawo i zapisał się na studia. Potem mozolnie piął się po szczeblach prawniczej kariery. W 1974 r. trafił do Palermo do wydziału sędziów śledczych. Wtedy zaczął mafii deptać po piętach i tropić wymuszanie haraczy, handel narkotykami oraz korupcję. Naraził się natychmiast wielu ludziom, w tym wszechmocnemu Toto Riinie.

Złamać omertę

Falcone był urzędnikiem doskonałym i zdecydowanym. Nie lekceważył nigdy przeciwnika, jakim była mafia. Wywiązywał się ze zobowiązań, szedł na rękę, gdy widział, że przyniesie to pozytywne efekty śledztwu. Dzięki temu udało mu się przekonać kilku mafiosów, by zaczęli mówić. Musieli złamać święty dla cosa nostry nakaz milczenia, czyli omertę.

Powoli dochodził do powiązań organizacji mafijnych z politykami i biznesmenami. To, co odkrywał, powalało skalą.

Falcone pracował razem z Amerykanami przy wielkiej operacji zwanej „Pizza Connection”, wymierzonej w międzynarodowych handlarzy heroiną, którzy wywodzili się z sycylijskiej mafii.

W 1986 roku Falcone oskarżał w tzw. wielkim procesie przeciwko zorganizowanej przestępczości. W jego wyniku do więzień trafiło ponad 300 przestępców. Toto Riina pozostawał jednak na wolności i rządził.

„Bestia” pierwszy zamach na Falconego zorganizował 21 marca 1989 roku. W nadmorskiej willi sędziego podłożono 50-kilogramową bombę. Ładunek znalazła funkcjonariuszka, która go pilnowała.

Giovanni Falcone żył już wtedy pod stałą ochroną. Oznaczało to nadzór 24 godziny na dobę i utratę tak naprawdę wolności osobistej – żadnych restauracji, kina ani spacerów z niedawno poślubioną drugą żoną, sędzią Francescą Morvillo.

Śmierć daje wiarygodność

W 1991 roku minister sprawiedliwości powierzył Falconemu stanowisko szefa specjalnego wydziału antymafijnego. Falcone czerpiąc z amerykańskich wzorców, chciał stworzyć sprawną jednostkę, która będzie skutecznie walczyć z mafią. Sprzymierzeńców miał jednak niewielu. Politycy rzucali mu kłody pod nogi, prawnicy – zwykle zazdrościli.

23 maja 1992 roku Giovanni Falcone wracał opancerzoną limuzyną autostradą z lotniska Punta Raisi razem ze swoją żoną na weekend do Palermo. Zginęli oboje wraz z towarzyszącymi im ochroniarzami.

– Żeby być w tym kraju wiarygodnym, trzeba dać się zabić – powiedział Falcone w jednym z wywiadów. Te słowa stały się prorocze. Jego pogrzeb był wielką manifestacją przeciwko mafii. Teraz Falcone i jego bliski współpracownik, sędzia Paolo Borsellino, który zginął w zamachu kilka miesięcy później, są symbolami narodowej walki z mafią.
Prawo do godnej śmierci

Salvatore Riina, zwany Toto, lub potocznie np. Bestią, rządził cosa nostrą żelazną ręką. Sam miał zabić kilkadziesiąt osób i zlecić zabójstwa kilkuset – w tym Falcone i Borselino.

Riina został aresztowany w Palermo 15 stycznia 1993 r. W 1995 r. skazano go na dożywocie. W więzieniu, jak większość mafijnych bossów, miał się świetnie. Il capo dei capi (szef wszystkich szefów) miał zarządzać interesami rodziny zza krat. Nadal cieszy się ogromnym szacunkiem we włoskim przestępczym świecie. Do 2011 r. trzymano go w więzieniu o zaostrzonym rygorze i miał – teoretycznie – ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym.

Salvatore Riina urodził się 16 listopada 1930 r., w sycylijskim Corleone. Pierwszy raz splamił ręce krwią, gdy miał 18 lat. Pomagał zabić szefa cosa nostry Michele'a Navarrę. Potem świetnie poradził sobie w wojnie klanów, która wstrząsała Sycylią w latach 80.

Riina jest schorowany, jego adwokat wystąpił więc z wnioskiem, by mafiosa wypuścić z więzienia do domu. Powołał się przy tym na prawo do godnej śmierci. Sprawa ma zostać ostatecznie rozpatrzona na początku lipca.

„Nie chcemy go w Corleone”

Włoska opinia publiczna jest oburzona. Przypomina się zbrodnie, za które odpowiada Riina i oczywiście zamachy na Falconego i Borselliniego.

Głos zabierają politycy, dziennikarze i rodziny ofiar Riiny. – Sąd musi pamiętać, że chodzi o tego samego człowieka, który mordował funkcjonariuszy państwowych, a niewinne dziecko rozpuścił w kwasie solnym – powiedział Salvatore Borsellino, brat zamordowanego w 1993 r. na rozkaz Riiny sędziego Paola Borsellino.

– Nigdy nie pozwolimy, by Riina wrócił do Corleone – ogłosił Carmelo Miceli, szef Partii Demokratycznej z sycylijskiego Palermo.

Wybrane dla Ciebie