TYLKO U NAS

Bezwzględni Romeo i Julia. Miłość, która kończy się zbrodnią

Beata Zatońska aktualizacja: 05:56 wyślijdrukuj
Zabójcy z Rakowisk (woj. lubelskie) pozbawili życia państwa N., rodziców Kamila (fot. arch.PAP/Tomasz Koryszko )

Te bulwersujące zbrodnie zdarzają się rzadko. Kiedy się wydarzą, wstrząsają opinią publiczną, są szeroko dyskutowane i długo pamiętane. W maju Brazylia przypomniała sobie o morderstwie Manfreda Alberta von Richthofen i jego żony Marisii, gdy okazało się, że ich córka Susane, która odsiaduje 40 lat więzienia za popełnienie tego przestępstwa, dostała przepustkę. Dokładnie w Dzień Matki. Polską wstrząsnęła zbrodnia z Rakowisk z grudnia 2014 r.

W połowie lat 80. społeczeństwo w USA z wypiekami na twarzy śledziło proces Jensa Söringa i Elizabeth Haysom. Odpowiadali za zabicie rodziców Elizabeth, świetnie postawionych i bogatych mieszkańców Wirginii. W Polsce pod koniec 2014 r. dwoje młodych ludzi, Kamil N. i Zuzanna M., zabiło rodziców chłopaka. W przypadku każdej z tych zbrodni mówiło się, że jej mózgiem i prowodyrem była młoda kobieta.

– Mamy tu do czynienia z odwróconą piramidą przestępczości. Interesujemy się tym, co się zdarza najrzadziej, jest dziwne, nietypowe. Tak jest w tych przypadkach. Nie jest stałym wzorcem zachowania, że dzieci robią krzywdę rodzicom. Większość zabójstw w kręgu rodzinnym nie zostaje precyzyjnie zaplanowana i nie stoi za nimi wyrafinowana motywacja . Dochodzi do nich, bo ludzie żyją w długotrwałym konflikcie emocjonalnym. Zdarzają się jednak zabójstwa zaplanowane. To na przykład zbrodnie dokonane przez seryjnych zabójców. Z tym, że w ich przypadku ofiarami są prawie zawsze obcy ludzie – powiedziała portalowi tvp.info dr Joanna Stojer-Polańska, kryminalistyk i prawnik z Uniwersytetu SWPS w Katowicach.
Trauma, która nigdy nie mija

Andreas von Richthofen ma teraz 29 lat. Po zamordowanych rodzicach odziedziczył wielki majątek. Sąd uznał, że jego siostra, jako morderczyni, nie może być spadkobierczynią. Andreasa, który w chwili śmierci rodziców miał 15 lat, wychował wujek.

Andreas zapowiadał się świetnie. Skończył z wyróżnieniem chemię i wróżono mu świetlaną przyszłość naukowca. Nic z tego nie wyszło. Kilka dni temu znaleziono go na przedmieściach Sao Paulo. Zaniepokojeni ludzie zawiadomili policję, że w okolicy kręci się bezdomny. To był Andreas. Okazało się, że nie poradził sobie z tragedią, która rozegrała się przed laty. Rzucił wszystko, zaczął brać narkotyki. Przepuścił wszystkie pieniądze. Przy sobie miał jedynie medal z herbem rodziny – wszystko, co mu zostało cennego z poprzedniego życia.
Zatłuczeni we śnie

Suzane Louise von Richthofen urodziła się 3 listopada 1983 r. Jej ojciec, z pochodzenia Niemiec, był inżynierem, matka psychiatrą. Rodzina była bardzo zamożna – ich majątek oszacowano na co najmniej 5,5 mln dolarów; mieli mieć też ok. 10 mln euro na szwajcarskich kontach. Rodzice dbali o wykształcenie dzieci. Suzane miała zdolności językowe, była trójjęzyczna – mówiła płynnie po niemiecku, portugalsku i angielsku. Świetnie się uczyła, uchodziła za dobrze ułożoną, choć nieśmiałą panienkę. Tańczyła i uprawiała sporty walki.

Do morderstwa, które zbulwersowało Brazylię, kraj nawykły do najróżniejszych zbrodni, doszło nocą 31 października 2002 r. Susane razem ze swoim 21-letnim wtedy chłopakiem Danielem Cravinhosem i jego bratem, 26-letnim Christianem, weszli do sypialni von Richthofenów i zatłukli śpiących metalowymi prętami.

W trakcie procesu okazało się, że Susane od wielu miesięcy planowała zbrodnię. Zrobiła to niezwykle precyzyjnie. Na początku nikt jej nie podejrzewał, ale wiele szczegółów wzbudziło czujność policji.

Rodzice Susane nie przepadali za Danielem, chłopak pochodził z niższej klasy społecznej, palił marihuanę, co nie podobało się von Richthofenom. Wypłynął też motyw rabunkowy, bo z domu zginęła cenna biżuteria. Okazało się potem, że schowała ją Susane.
Zakochana blondynka

Susane w czasie procesu utrzymywała, że wszystkiemu był winien jej chłopak. Adwokat dziewczyny twierdził, że była bezwolną zabawką w jego rękach. Tak go miała kochać, że traktowała niemal jak boga.

Na jaw wychodziły jednak kolejne fakty, które świadczyły przeciwko Susane. Na dodatek dziewczyna nie wyglądała na osobę pogrążoną w żałobie. Bawiła się w domu rodziców niedługo po ich pogrzebie, urządzała przyjęcia. Jej wizerunek medialny podupadał. Gdy adwokat załatwił jej udział w telewizyjnym show i kazał okazywać głęboki smutek, w pewnym momencie nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.

W trakcie procesu specjaliści stwierdzili u niej osobowość borderline. Nie okazywała skruchy. Dziennikarze nazywali ją bestią, choć była piękną, młodą kobietą.

W miarę trwania procesu opinia publiczna odwróciła się od niej. Sprawa nie wpisała się w stereotypową historię, w której to zły chłopak ma wpływ na słabą dziewczynę z dobrego domu. Ostatecznie skazano ją na 40 lat więzienia za podwójne zabójstwo. Braci Cravinhos skazano na 38 lat każdego za pomocnictwo w przeprowadzeniu zbrodni.

Ofiarą zbrodni jest też brat Susane, Andreas. 15-latka na czas zbrodni siostra zawiozła do kawiarenki internetowej. Pozostaje pytanie, czy czegoś nie przeczuwał.

– Sprawy, w których osoby uczestniczące w zbrodni obwiniają siebie nawzajem i twierdzą, że uzgodniły przebieg zabójstwa, są zwykle skomplikowane. Chodzi o indywidualne postrzeganie i rozumienie zdarzeń. Trudno odtworzyć dokładny przebieg i motywację. Gdy mówimy o nakłanianiu do zbrodni i wywieraniu wpływu mamy do czynienia z tzw. śladami niematerialnymi. W latach 90. słynna była sprawa Rosemary West, którą w Wielkiej Brytanii skazano za 10 morderstw. Rosemary twierdziła, że tylko pomagała mężowi i on był wszystkiemu winny. Fred popełnił jednak samobójstwo przed procesem. – mówi portalowi tvp.info dr Joanna Stojer-Polańska.
„Nie chcę cię skrzywdzić. Nie pozwól mi na to”

„Nie chcę cię skrzywdzić. Nie pozwól mi na to” – pisała w listach do zakochanego w niej do nieprzytomności 18-letniego Jensa Söringa starsza od niego o dwa lata Elizabeth Haysom. Spotkali się na University of Virginia. Oboje z bogatych rodzin, inteligentni ponad przeciętną, atrakcyjni.

On był synem niemieckiego dyplomaty, ona – córką szanowanej rodziny z Bedford County, w stanie Wirginia. Kochali się do szaleństwa, pisali do siebie płomienne listy. Historia jakich wiele, nikt nigdy by o nich nie usłyszał, gdyby 3 kwietnia 1985 roku rodzice Elizabeth nie zostali zadźgani nożami. Do okrutnej zbrodni doszło w nocy.

Początkowo nikt Jensa i Elizabeth nie podejrzewał. Wyjechali za granicę, podróżowali po Tajlandii i Europie. Aresztowano ich w kwietniu 1986 roku w Richmond, na przedmieściach Londynu, za posługiwanie się fałszywymi czekami. Jens wtedy przyznał się do zbrodni. Miał nadzieję, że uratuje przed krzesłem elektrycznym ukochaną.

Żonglowanie dowodami

51-letni Söring odsiaduje teraz karę podwójnego dożywocia w więzieniu Buckingham w Dillwyn, w stanie Wirginia. Nigdy nie zgodzono się na jego ekstradycję do Niemiec, choć ma niemieckie obywatelstwo. Sąd to jego uznał winnym morderstwa, choć Jens twierdzi, że w feralną noc był w Waszyngtonie, a na miejscu zbrodni była Elizabeth.

Elizabeth Haysom przyznała się zaledwie do współudziału, twierdziła, że to Jens nalegał, by zabić jej rodziców i uwolnić ją od nich. Całą winę zwalała na niego. Teraz odsiaduje 90-letni wyrok pozbawienia wolności w zakładzie karnym dla kobiet w hrabstwie Fluvanna w Troy.



Podczas procesu Elizabeth zachowywała zimną krew. Wybielała siebie, oczerniała Jensa.

Mężczyzna nadal walczy o sprawiedliwość. O zbrodni sprzed lat i rażących zaniedbaniach popełnionych podczas śledztwa opowiada film dokumentalny pt. „Obietnica” w reż. Marcusa Vettera i Karin Steinberger z 2016 r. Prawnicy i detektywi, którzy przyglądali się sprawie twierdzą, że celowo zaniedbano ważne wątki. Ale oficjalnie w kwestii zabójstwa państwa Haysom wydaje się być już wszystko powiedziane.
Rakowiska, miejscowość, gdzie para 18-latków zamordowała rodziców chłopaka (fot. arch.PAP/Wojciech Pacewicz)
Kobiety zabijają inaczej

– To nie jest tak, że kobiety nie używają przemocy, nie popełniają zbrodni. Oczywiście w więzieniach jest ich o wiele mniej niż mężczyzn. Ale jeśli kobieta stosuje przemoc wobec mężczyzny, to on ze wstydu rzadko to zgłasza na policję. Kobiety inaczej popełniają zbrodnie. Niedawno krakowskie „Archiwum X” rozwiązało zagadkę sprzed lat. Okazało się, że kobieta truła partnera przez dłuższy czas. Czasem trudno też jasno zakwalifikować morderstwo, które popełnia kobieta maltretowana przez męża; czy zadała mu cios nożem, bo ją zaatakował podczas pracy w kuchni, czy wykorzystała sytuację, by się go pozbyć. Kobiety, które biorą udział w przestępczości zorganizowanej, często są o wiele bardziej brutalne niż mężczyźni. Muszą udowodnić swoją siłę i ugruntować pozycję – mówi dr Joanna Stojer-Polańska.
Pozbyć się przeszkody

4 grudnia 2015 r. Sąd Okręgowy w Lublinie skazał Zuzannę M. i Kamila N. na 25 lat więzienia. Zabójcy z Rakowisk (woj. lubelskie) pozbawili życia państwa N., rodziców Kamila. Stało się to w nocy z 12 na 13 grudnia 2014 roku. Sąd zastrzegł, że o warunkowe zwolnienie mogą się starać najwcześniej po 20 latach odbywania kary.

Uznano, że oboje działali z premedytacją, zbrodnie doskonale przemyśleli i zaplanowali. Użyli dwóch noży. Zaatakowali ofiary podczas snu, byli bardzo brutalni. Zadawali ciosy nożem jednocześnie obojgu małżonkom, naprzemiennie. Psycholodzy uznali, że odpowiedzialność za zbrodnię Zuzanna M. i Kamil N. ponoszą wspólnie.

Rodzice Kamila byli przeciwni związkowi syna z Zuzanną, chcieli, by młodzi przestali się spotykać. Zakochani postanowili więc pozbyć się „problemu”. W mediach pojawiały się wtedy informacje, że mózgiem całej operacji była Zuzanna.

W chwili popełnienia zbrodni Zuzanna M. i Kamil N., uczniowie liceów w Białej Podlaskiej, mieli 18 lat. W prokuraturze zeznali, , że pomysł zabójstwa rodziców Kamila pojawił się, gdy oglądali brutalny film.
Splot różnych okoliczności

– Trudno zrozumieć motywację kogoś, kto zaplanował bardzo drastyczne zabójstwo. Oczywiście człowiek jest zdolny do wszystkiego, ale ciężko wyjaśnić postępowanie kogoś, kto planuje zabicie rodziców „tak po prostu”. Zwykle możemy mówić o sprawach uwarunkowanych wieloczynnikowo, w których w grę wchodzą m.in. aspekty emocjonalne, używanie substancji psychoaktywnych, wpływ mediów, choroby psychiczne, chęć zaimponowania kolegom itp. Zawsze jest to splot różnych okoliczności – podkreśla dr Joanna Stojer-Polańska.

Wybrane dla Ciebie