Były prezes OLT Express Poland: Marcin P. był osobą specyficzną

– Marcin P. – właściciel i twórca Amber Gold – był osobą specyficzną, która wykazywała objawy autyzmu. Rozmowa z nim zawsze była bardzo krótka. Nawet to nie była rozmowa, tylko wydanie dyspozycji – zeznał we wtorek przed komisją śledczą ds. Amber Gold były prezes OLT Express Poland Jacek Łyczba.

Komisja śledcza kontynuuje wątek dotyczący inwestycji Marcina P. – właściciela gdańskiej piramidy finansowej – w linie lotnicze OLT Express w 2011 r.

Komisja zdecydowała we wtorek, że wniesie do CBA o przesłanie dokumentów dotyczących osób, które były bezrobotne, nie miały pieniędzy, ale lokowały środki w Amber Gold.

Komisja zwróci się do CBA o przesłanie dokumentów dotyczących tzw. słupów

Kwestię tę poruszył na początku wtorkowego posiedzenia Witold Zembaczyński z Nowoczesnej. Wnioskował o wezwanie przed komisję w trybie pilnym szefa CBA Ernesta Bejdy, ponieważ, jak tłumaczył, podczas przesłuchania w Senacie szef CBA informował, że w 2016 r. Biuro zakończyło sprawdzanie oświadczeń majątkowych osób, które wpłacały pieniądze na konta Amber Gold.

Polityk dodał, że z danych CBA wynikało, iż „znaleziono mnóstwo osób, może nawet 60, które były bezrobotne, nie miały według swoich oświadczeń majątkowych pieniędzy, ale lokowały środki w spółce Amber Gold”.

Przeciw wezwaniu Bejdy wystąpiła jednak szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS), wskazując, że „to jest wbrew regułom, słuchanie osoby, która prowadzi dane postępowanie i ma wiedzę odtwórczą z tego postępowania”. Ostatecznie wniosek o wezwanie Bejdy przepadł w głosowaniu. Komisja jednogłośnie zdecydowała natomiast, że zwróci się do CBA o dokumenty w sprawie osób lokujących środki w Amber Gold.

Drugi wniosek

Podczas wtorkowego posiedzenia komisja śledcza przyjęła też inny wniosek Zembaczyńskiego ws. zwrócenia się do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry o informacje nt. doniesień z ubiegłego tygodnia dotyczących zaginięcia w gdańskim sądzie dysków z danymi Amber Gold.

Rzecznik SO w Gdańsku Tomasz Adamski poinformował w miniony czwartek, że sąd poszukuje kopii siedmiu nośników. Chodziło – jak wyjaśniał – o kopie laptopów dwojga głównych oskarżonych oraz urządzenia mp3, a także cztery dyski zawierające kopie danych sporządzone na potrzeby jednego z biegłych. Adamski zapewnił przy tym, że SO dysponuje oryginałami tych nośników, a postępowanie ws. Amber Gold nie jest w żaden sposób zagrożone. Ostatecznie dyski zostały odnalezione w jednej z szaf pancernych w sądzie.

– Chodzi o uzyskanie oficjalnej informacji na temat zaginięcia materiału dowodowego w postaci tych dysków. To jest jeden z najważniejszych dowodów, chcemy ustalić co się stało z tym materiałem, kto nim dysponował, skąd ten bałagan. A także czy dalej niewidzialna ręka kieruje sprawami Marcina P. – argumentował Zembaczyński.

Wassermann zaapelowała do pozostałych członków komisji, by zastanowili się nad rozszerzeniem wniosku Zembaczyńskiego. Jak mówiła, z licznych doniesień dotyczących gdańskiego wymiaru sprawiedliwości wynika, że warto byłoby się zastanowić nad przeprowadzeniem tam „gruntownej kontroli”.


Komisja śledcza ds. Amber Gold – harmonogram przesłuchań kolejnych świadków

„Poszukiwaliśmy inwestora i stąd mariaż z Amber Gold”

Świadek przyznał, że twórcę Amber Gold Marcina P. poznał 2 listopada 2011 roku, gdy negocjowano zakup przez spółkę tego ostatniego udziałów w czarterowej linii Yes Airways, z którą Łyczba był związany.

OLT Express powstało bowiem w 2011 r. w wyniku przejęcia przez strategicznego inwestora – firmę Amber Gold większościowych udziałów w dwóch polskich liniach lotniczych: OLT Jet Air (przekształcone w OLT Express Regional) oraz właśnie Yes Airways (po przejęciu przekształcone w OLT Express Poland).

Po zakupie przez Amber Gold akcji w Yes Airways Jacek Łyczba został prezesem spółki pod nową nazwą OLT Express Poland, natomiast prezesem OLT Express Regional został Andrzej Dąbrowski. Pośrednikiem między Marcinem P., a OLT Express, jak przyznał we wtorek Łyczba, był dyrektor zarządzający Jarosław Frankowski, „prawa ręka Marcina P. odnośnie awiacji”.

Łyczba mówił, że od tamtego spotkania 2 listopada 2011 r. spotykał się z Marcinem P. „może 10 razy”. Dopytywany, przyznał, że Marcin P. „był osobą specyficzną”, bo „wykazywał jakieś elementy autyzmu”.

Rozmowa z nim, mówił, była zazwyczaj bardzo krótka, głównie „wydawał dyspozycje”. Świadek zapamiętał jedną jego wizytę w nowej siedzibie OLT Express, ale wtedy tylko „przemknął przez korytarz”.

– On decyzje podejmował bardzo szybko i samodzielnie – mówił Łyczba. – Miał przed sobą iPada – coś wyliczał, i podejmował decyzję – dodał.

Jarosław Krajewski (PiS) pytał, czy świadek ma wrażenie, iż P. miał nad sobą jakiegoś „patrona”, kogoś, kto był ponad nim. – Wątpię – odpowiedział Łyczba.


„OLT mógł być biznesem, który można byłoby sprzedać z zyskiem”

Komisja ds. Amber Gold kontynuuje wątek dotyczący inwestycji Marcina P. (fot. Sejm RP)

Rezygnacja Marcina P. „to było totalne zaskoczenie i wielki szok”

Były prezes OLT Express Poland najbardziej zapamiętał ostatnią rozmowę z Marcinem P., 18 lipca 2012 roku. Wtedy właśnie szefowie OLT Express polecieli do Gdańska i w siedzibie Amber Gold spotkali się z Marcinem P. Długo na niego czekali, a gdy już przyszedł, od razu oświadczył, że „z dniem dzisiejszym przestaje inwestować w branżę lotniczą”.

– Zadałem pytanie, czy zdaje sobie sprawę z wagi takiej decyzji – relacjonował świadek. W ciągu 14 dni od uzyskania takiej informacji, mówił, szefowie OLT Express byli bowiem zobowiązani złożyć wniosek o upadłość, chyba że znaleźliby nowego inwestora. – Powiedział, żebyśmy czynili, co uważamy za stosowne – relacjonował Łyczba.

Spotkanie, jak dodał, w obecności Marcina P. trwało może 10 minut. – To było totalne zaskoczenie i wielki szok dla nas – powiedział.

– My wtedy wszyscy, którzy byliśmy związani z lotnictwem, poczuliśmy się jak wyrzucone dziecko, nawet nie wstawione w okno życia. Nie mieliśmy żadnych szans i musieliśmy sobie radzić sami – dodał.

Wcześniej bowiem, jak zwracał uwagę świadek, niemal nic nie zapowiadało takiego rozwoju wydarzeń. – W marcu 2012 wszystko wyglądało pięknie – latamy kwiecień, maj czerwiec – mówił świadek. Dopiero w czerwcu 2012 roku, dodał, zaczęły się pierwsze kłopoty i pierwsze opóźnienia z przekazywaniem pieniędzy.

„Gorączkowe” poszukiwanie inwestora

Po spotkaniu z Marcinem P. 18 lipca 2012 r. rozpoczęło sie, relacjonował Łyczba, „gorączkowe” poszukiwanie inwestora dla OLT Express Poland, bo chodziło o to, by uratować zwłaszcza dawne Yes Airways. – Natychmiast podjąłem pewne działania, kontaktowałem się z Air Berlin – wskazał, tłumacząc, że OLT Poland wynajmowało od tego przewoźnika trzy airbusy.

Krajewski dopytywał świadka, czy rozmawiał z Marcinem P. o tym, że warto znaleźć nowego inwestora, i że prowadzone są rozmowy z niemieckim przewoźnikiem. – Marcin P. był wtedy w innym świecie – odparł Łyczba.

Dodał jednocześnie, że rozmowy z Air Berlin zakończyły się fiaskiem, m.in. ze względu na pojawiające się w mediach doniesienia na temat OLT i Amber Gold. Wtedy też (na tydzień przed złożeniem wniosku o upadłość) Łyczba wpadł na pomysł, by odkupić od Amber Gold udziały w OLT Express Poland za 1 zł. – Przez dwa dni negocjowałem z Marcinem P. przejęcie tych udziałów (...). Nie doszło jednak do transakcji – mówił.

Krajewski dopytywał, skąd świadek miał środki na pokrycie strat długów wygenerowanych przez OLT Express Poland. – W tym czasie, jeśli się spojrzało w finanse, to nie było tak źle. Byli zarówno wierzyciele jak i dłużnicy spółki – mówił. Dodał, że Amber Gold miało udzielić spółce ok. 4,5 mln pożyczki. – Około 20 mln brakował wtedy, aby ta spółka przetrwała, ale mieliśmy bardzo dobre kontrakty czarterowe, mieliśmy dużo latania – zaznaczył.

Kontynuując wątek odkupu udziałów w OLT Express Poland, Łyczba tłumaczył, że firmy wypożyczające samoloty tej spółce zapowiedziały, iż nie zabiorą samolotów, jeśli właścicielem OLT Express Poland nie będzie Amber Gold. Zaprzeczał jednocześnie, by jeszcze przed ogłoszeniem upadłości wydał polecenie zwrotu samolotów.

Krzysztof Brejza z PO dopytywał świadka, czy Marcinowi P. zależało na tym, aby spółka OLT Poland upadła. – Nie mam pojęcia. To jest zagadka, którą chciałbym rozwiązać. Ja na jego miejscu bym przyjechał tego samego dnia, podpisał wszystko i uratował spółkę – odpowiedział Łyczba.

Komisja ds. Amber Gold kontynuuje wątek dotyczący inwestycji Marcina P. (fot. flickr.com/Tomasz Przechlewski)

„Stwierdziłem, że każdemu może się powinąć noga”

Członkowie komisji pytali też świadka, jakie miał informacje na temat Marcina P. i Amber Gold, zanim zawarł z nim transakcję. Łyczba przyznał, że nie podejrzewał, iż Marcin P. był wielokrotnie karany.

Zeznał, że już po podpisaniu umowy któryś z pracowników znalazł informacje o problemie Marcina P. z Multikasą. „Przeczytaliśmy to i ja przy pierwszym możliwym spotkaniu z Marcinem P. domagałem się wyjaśnień” – powiedział świadek.

Marcin P. miał odpowiadać, że został wmanewrowany, ale spłacił swój dług, odbył karę i powiedział, że ten wyrok jest zamazany. – Po jego wyjaśnieniach stwierdziłem, że każdemu może się powinąć noga” – powiedział Łyczba.

Podobnie było, dodał świadek, z listą ostrzeżeń publicznych KNF. W tej sprawie, zeznał, też domagał się od Marcina P. wyjaśnień. Szef Amber Gold miał wskazać internetową listę dyskusyjną, na której wyjaśnia na bieżąco wszystkie elementy związane z zarzutami. Z tych obszernych wyjaśnień, mówił Łyczba, miało wynikać, że KNF bezpodstawnie wpisała firmę Marcina P. na listę ostrzeżeń. Amber Gold nie podlegała bowiem KNF, tylko resortowi gospodarki, jako dom składowy.

„Nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak z tym człowiekiem”

Łyczba dodał, że Marcin P. w tym czasie przede wszystkim „był inwestorem, który zamierzał inwestować w rynek lotniczy”, poczynił określone inwestycje i „nic nie wskazywało na to, że coś jest nie tak z tym człowiekiem”.

Żeby zbudować linie lotnicze, zwłaszcza regularne, mówił świadek, trzeba sporo zainwestować i być przygotowanym na to, że początkowo będą przynosić straty. Tym bardziej, że nawet tańsze w utrzymaniu linie czarterowe, takie jak Yes Airways, miały problem, by przetrwać zimę. Właśnie zresztą nienajlepsza sytuacja finansowa Yes Airways w 2011 roku spowodowała, że szefowie linii zaczęli „rozglądać się za inwestorem”.

Podczas rozmów Marcin P. miał jednak zapewniać, mówił świadek, że ma tego wszystkiego świadomość i nie ma z tym problemu.

„Chcieliśmy stworzyć coś dobrego na rynku ”

Łyczba przyznał też, że jeśli chodzi o OLT Express, prawa ręka Marcina P. – Jarosław Frankowski – „bardzo euforycznie podchodził do tego projektu”. – Ja też uwierzyłem w ten projekt – zaznaczył Łyczba. – Chcieliśmy stworzyć coś dobrego na rynku – dodał.

Marek Suski z PiS pytał natomiast, ile pieniędzy Amber Gold zainwestowało w OLT Express Poland. – O ile dobrze pamiętam, było to ok. 65 mln – mówił świadek.

Zobowiązania OLT Regional wobec OLT Poland

W trakcie przesłuchania szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) poruszyła też wątek zobowiązań OLT Regional wobec OLT Poland, które, jak wskazała, wynosiły ok. 13 mln zł. –Co pan zrobił, aby odzyskać pieniądze dla swojej spółki? – pytała. – Próbowałem odzyskać te pieniądze – zapewniał świadek.

– Czy były wezwania do zapłaty? – dopytywała Wassermann. – Nie pamiętam, pewnie były – odparł. Poinformował jednocześnie, że codziennie miał kontakt z prezesem OLT Regional i naciskał go w tej sprawie „w każdy możliwy sposób”. – My jako zarząd OLT Express Poland złożyliśmy wniosek o upadłość OLT Regional ze względu na zaległości wobec nas – podkreślił Łyczba.

Twierdził także, że nie miał świadomości, iż córka ówczesnego prezesa ULC Tomasza Kądziołki pracuje w OLT Express Poland. – Dowiedziałem się o tym z prac komisji – powiedział. Świadek wiedział natomiast, że dla OLT pracuje Michał Tusk, syn ówczesnego premiera Donalda Tuska. Zaznaczył jednak, że dowiedział się o tym przypadkiem.

Łyczba zapewniał również, że nie miał świadomości, iż OLT Express było finansowane z lokat klientów Amber Gold.

– Mam ogromny żal do państwa polskiego, że wcześniej nie zostało to zakończone. Słyszałem (z wcześniejszych obrad komisji – PAP), że instytucje miały informacje wcześniej, ale to procedowało się bardzo długo. Może nie doszłoby do tego, że Marcin P. kupiłby udziały w Yes Airways – mówił.


B. właściciel Jet Air: pierwszy kontakt z Marcinem P. miałem w czerwcu 2011 r.

źródło:

Zobacz więcej