Młode wilki przejmują władzę. Czym urzekają wyborców?

31-letni Sebastian Kurz jest największą gwiazdą w Austrii (fot. PAP/EPA/FLORIAN WIESER)

Ma zaledwie 31 lat, a już zatrząsł w posadach austriacką polityką. Szef MSZ Sebastian Kurz jest największą gwiazdą w kraju, a kierowana przez niego Austriacka Partia Ludowa właśnie wygrała wybory parlamentarne. Przykłady Emmanuela Macrona czy Justina Trudeau wskazują, że młode pokolenie przywódców bez kompleksów przejmuje stery.

Austria bez burek. Zakaz w ramach integracji uchodźców

Rząd Austrii wprowadził we wtorek zakaz noszenia w miejscach publicznych burki i innego rodzaju ubrań zasłaniających twarz. To element nowego...

zobacz więcej

Pozycja Kurza jest bardzo silna, a może być jeszcze silniejsza. Jego śmiałe ruchy doprowadziły do przedterminowych wyborów parlamentarnych. W jaki sposób? Po objęciu funkcji szefa chadeckiej Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP) oświadczył, że rezygnuje z tzw. wielkiej koalicji z socjaldemokratami z SPÖ.

Zagrywka odważna, biorąc pod uwagę fakt, że kryzys migracyjny zapewnił wysokie poparcie populistycznej Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ). Efekt było widać podczas niedawnych wyborów prezydenckich. Lider wolnościowców Norbert Hofer po niezwykle zaciętej wielomiesięcznej walce i interwencji Trybunału Konstytucyjnego przegrał z Alexandrem van der Bellenem, wywodzącym się z ugrupowania Zielonych.

Kurz oprócz przyjemnej powierzchowności ma także poglądy znacznie odbiegające od prezentowanych przez tradycyjną partię środka. Szczególnie jeżeli chodzi o palącą kwestię migracyjną. Warto prześledzić jego karierę polityczną, którą zaczął w wieku zaledwie 17 lat.

Burka i polityka migracyjna

Mając 22 lata rzucił studia prawnicze i zaczął kierować młodzieżówką FPÖ. Nie został jednak politycznym krzykaczem, a urzędnikiem. W wieku niespełna 25 lat został podsekretarzem stanu ds. integracji społecznej w ministerstwie spraw wewnętrznych, odpowiedzialnym także za politykę ds. uchodźców.

Szef MSZ Austrii chwali Orbana za zamknięcie granicy UE

Szef MSZ Austrii Sebastian Kurz broni na łamach dziennika „Sueddeutsche Zeitung” Węgry Viktora Orbana i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej przed...

zobacz więcej

Wzrost znaczenia politycznego zapewniły mu wybory parlamentarne w 2013 roku. Otrzymał wówczas największą liczbę głosów spośród wszystkich kandydatów na listach krajowych (35 728 głosów). Pokonał między innymi lidera swojej partii Hansa-Christiana Strache, ówczesnego wicekanclerza i szefa chadeków Michaela Spindeleggera oraz socjaldemokratycznego kanclerza Wernera Faymanna.

W koalicyjnym rządzie SPÖ-ÖVP otrzymał tekę ministra spraw zagranicznych, ale na swoją prośbę pozostawiono mu również kompetencje w dziedzinie integracji społecznej. Kurz zaimponował rodakom zdecydowaną postawą w obliczu kryzysu migracyjnego.

Młody szef dyplomacji od początku sprzeciwiał się przyjmowaniu migrantów ekonomicznych. Naciska na Brukselę, żeby przyjęła politykę bezwzględnego odsyłania ich do kraju pochodzenia. Podległy mu urząd stworzył także projekt ustawy, przyjęty niemal jednogłośnie, o zakazie noszenia burki i nikabu w miejscach publicznych i dystrybucji Koranu oraz obowiązkowych kursach językowych dla uchodźców.

Atuty w ręku

Zdecydowane działania sprawiły, że w wieku niespełna 31 lat Kurz został liderem ÖVP i jednym z najważniejszych polityków w Austrii. We wrześniu może zaś zostać kanclerzem. Ma w ręku wszystkie atuty.

Przypadek Sebastiana Kurza wydaje się być symptomem szerszego zjawiska – malejącego zaufania Europejczyków dla ogranych polityków i poszukiwania przywódców z młodszego pokolenia. Przykładów jest więcej. Podobnie jak Kurz, z dalekiej pozycji w wyborach prezydenckich we Francji startował 39-letni Emmanuel Macron.

Szef austriackiej dyplomacji broni stanowiska Polski i Węgier w sprawie uchodźców

Minister spraw zagranicznych Austrii Sebastian Kurz ostro skrytykował plany rządu Niemiec dotyczące przyjęcia uchodźców z Grecji i Włoch. W...

zobacz więcej

Macron tak wcześnie swojej kariery politycznej jednak nie zaczynał. Po studiach przez jakiś czas był asystentem filozofa Paula Ricoeura, pomagał mu przy wydaniu książki. Zajmował potem niższe stanowiska w administracji, w końcu odszedł do biznesu.

Można powiedzieć, że przeskok w polityce był w jego przypadku możliwy nie dzięki działalności politycznej, a biznesowej. Macron został dostrzeżony, gdy pracował w kontrolowanym przez rodzinę Rothschildów Rothschild & Cie Banque. Zajmował się między innymi zakupem przez szwajcarskie przedsiębiorstwo Nestlé filii koncernu farmaceutycznego Pfizer o wartości ponad 9 miliardów euro.

Droga do Pałacu Elizejskiego

W 2012 roku został zastępcą sekretarza generalnego Pałacu Elizejskiego w administracji prezydenta François Hollande’a. W sierpniu 2014 roku objął stanowisko ministra gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w rządzie Manuela Vallsa.

Z czasem Macron zaczął być uwzględniany w sondażach przeprowadzanych przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Zdając sobie sprawę z potencjału, założył ruch polityczny pod nazwą En Marche!, co spotkało się z krytyką ze strony prezydenta Hollande'a. W sierpniu ubiegłego roku zrezygnował z funkcji ministra i zaangażował w kampanię wyborczą.

Wobec spadających notowań Hollande'a nie chciał być kojarzony z socjalistami, z których się wywodził i prezentował się jako kandydat niezależny. Niezależnie jednak od programu wyborczego, prezydentem został przede wszystkim dzięki splotowi czynników zewnętrznych.

39-letni Emmanuel Macron wygrał wybory prezydenckie we Francji (fot. PAP/EPA/ETIENNE LAURENT/POOL)
.

Macron pokonał Le Pen. Francuzi wybrali „mniejsze zło”

W opinii komentatorów, Francuzi już od dawna nie mieli tak dużego problemu z tym, na kogo oddać głos. W niedzielnej, drugiej turze wyborów...

zobacz więcej

Faworytem w wyborach był centrysta Francois Fillon, ale stracił szansę na prezydenturę, gdy wyszło na jaw, że okłamywał rodaków przedstawiając żonę jako gospodynię domową. Tymczasem przez dziesięć lat zatrudniał ją pokątnie jako asystentkę parlamentarną. Praca była fikcyjna, ale wysokie pobory już jak najbardziej prawdziwe.

Mniejsze zło

W drugiej turze wyborów Macron zmierzył się ze wzbudzającą ogromne kontrowersje Marine Le Pen ze skrajnie prawicowego Frontu Narodowego. Wielu Francuzów nie miało przekonania do żadnego z kandydatów, ale zagłosowało za „mniejszym złem” dzięki czemu Macron wygrał. W wieku 39 lat został najmłodszym prezydentem Francji.

Można pokusić się o stwierdzenie, że wiek Macrona jest szczególnie wyraźny patrząc przez pryzmat jego żony Brigitte Trogneux. Jest bowiem między nimi duża różnica wieku, co było przyczyną skandalu obyczajowego.

Pani Trogneux była nauczycielką języka francuskiego w liceum jezuickim w Amiens, do którego uczęszczał mały Emmanuel. Poznali się, gdy on miał 15 lat, ona – 39. Rok później zaczął się romans między mężatką i matką trójki dzieci a uczniem.

Media spekulowały, że zaczęli ze sobą sypiać dwa lata później. – Nikt nigdy nie będzie wiedział, w jakim momencie rozpoczęła się nasza historia miłosna. To jest nasz sekret – ucięła po latach Brigitte.

Romans

Miasteczko szybko zaczęło plotkować o romansie. Gdy wybuchł skandal, rodzice Macrona spotkali się z Brigitte i prosili ją, aby zostawiła syna w spokoju, przynajmniej do chwili, aż skończy 18 lat. Ta jednak odparła, że „nie może niczego obiecać”.

Rodzice wysłali Emmanuela do szkoły w Paryżu. Ten jednak nie zapomniał o nauczycielce. Niesiony nie tylko miłością synowską często przyjeżdżał do Amiens. W końcu pani Trogneux zostawiła męża i przeniosła się do Paryża.

Państwo Trogneux ostatecznie wzięli rozwód w 2006 roku. Rok później Emmanuel i Brigitte wzięli ślub. Własnych dzieci wprawdzie nie mają, ale polityk jest ojczymem dla trójki dzieci żony z jej pierwszego małżeństwa, przy czym Sebastien i Laurence są od niego starsi.

Matteo Renzi nowy premier Włoch

Prezydent Włoch powierzył misję utworzenia nowego rządu Matteo Renziemu – liderowi demokratów. Rozmowa przyszłego premiera z Giorgio Napolitano...

zobacz więcej

Z Florencji do Rzymu

Podobnie jak obecny prezydent Francji, w wieku 39 lat na szczyty politycznej drabinki wspiął się Matteo Renzi. Droga Włocha różni się jednak od tej Macrona. Bardzo krótko pracował w sektorze prywatnym i w zasadzie karierę zawodową poświęcił na rzecz działalności politycznej.

Już jako 20-latek angażował się w działalność komitetów wspierających prezydenta Romano Prodiego oraz kilku ugrupowań. Swoją pozycję budował w strukturach samorządowych. W 2004 roku został prefektem prowincji Florencja, a w 2009 roku wygrał wybory na stanowisko burmistrza rodzinnego miasta.

Matteo Renzi wcześnie zaangażował się w politykę (fot. Pier Marco Tacca/Getty Images)

Gwiazda Renziego coraz bardziej jaśniała, został liderem Partii Demokratycznej, ale na największy splendor musiał czekać pięć lat, choć w odróżnieniu od Macrona sam pomógł go sobie wywalczyć. W lutym 2014 roku ówczesny premier Enrico Letta na żądanie władz partyjnych (Renziego) podał się do dymisji, a prezydent Giorgio Napolitano powierzył Renziemu misję stworzenia nowego gabinetu. Posadą długo się jednak nie nacieszył.

W pewnym stopniu stał się ofiarą permanentnego zamieszania na włoskiej scenie politycznej. Chcąc ugruntować pozycję szefa rządu, parlamentu i obniżyć koszty życia politycznego, poddał pod referendum propozycję zmian ustrojowych. Obywatele opowiedzieli się jednak przeciwko, a Renzi honorowo podał się do dymisji.

– Przegrałem ja, nie ci, którzy zagłosowali na „tak”. Robienie polityki „przeciwko” jest łatwe, robienie polityki „za czymś” jest trudne, ale jest piękniejsze – powiedział po przegranym głosowaniu. Oprócz dymisji zrezygnował z funkcji szefa Partii Demokratycznej, ale z nastawieniem, że będzie ubiegał się o ponowne przywództwo. W kwietniu dopiął swego i ugruntował swoją pozycję jednego z najważniejszych polityków we Włoszech.

Syn premiera

Nieco starszy od Renziego czy Macrona jest premier Kanady Justin Trudeau, ale jeżeli chodzi o podbijanie serc rodaków, dorównuje tylko Kurzowi. Bez cienia przesady można stwierdzić, że od małego był wychowywany na polityka. Urodził się 25 grudnia 1971 roku jako syn urzędującego premiera Pierre'a Trudeau.

Już w wieku niemowlęcym towarzyszył ojcu przy oficjalnych okazjach związanych z pełnieniem przez niego funkcji politycznych. W 1972 roku goszczący w Ottawie prezydent USA Richard Nixon podczas oficjalnej kolacji wzniósł toast za „przyszłego premiera Kanady, Justina Pierre’a Trudeau”.

Młodego Justina nie ciągnęło jednak do polityki. Po studiach z literatury angielskiej na McGill University wyruszył ze znajomymi w wielomiesięczną podróż po Europie, Afryce, Rosji i Azji Wschodniej. Po powrocie rozpoczął kolejne studia i, jak to student, musiał dorabiać.

Pracował między innymi jako bramkarz w nocnym klubie i uczył dzieci jazdy na snowboardzie. Został też nauczycielem w szkole podstawowej. Po skończeniu drugiego kierunku pracował jako dziennikarz i aktor. Wystąpił między innymi w miniserialu „Wielka Wojna” wyprodukowanym dla telewizji CBC.

Manifestacja dynastii

Polityka odnalazła go przy okazji pogrzebu ojca w 2000 roku, podczas którego wygłosił przemowę, którą czołowy polityk Quebecu Claude Ryan nazwał „przypuszczalnie pierwszą manifestacją dynastii”. Trudeau dał się porwać. Wprawdzie przekonywał, że chce sam zapracować na swoje nazwisko, ale zapewne nie przeszkadzało mu znane wyborcom nazwisko. Podobnie jak chłopięcy wdzięk.

Stopniowo piął się w hierarchii Partii Liberalnej. Nawet jeżeli ugrupowanie traciło w sondażach, on zyskiwał poparcie. W 2013 roku został szefem partii i automatycznie kandydatem na premiera po ewentualnym zwycięstwie wyborczym, tak bowiem zakłada kanadyjskie prawo.

W 2015 roku Partia Liberalna wygrała wybory i Trudeau został premierem. Z miejsca zapowiedział wycofanie lotnictwa z Syrii i Iraku i reformę poczty, na którą od dawna liczyli Kanadyjczycy. Nie tylko jednak decyzje polityczne sprawiły, że polityk jest gwiazdą.

Premier Kanady Justin Trudeau był w przeszłości m.in. aktorem (fot. Rolex Dena Pena - Pool/Getty Images)

Matteo Renzi podał się do dymisji. „Niech żyją Włochy”

Premier Włoch Matteo Renzi złożył dymisję na ręce prezydenta Sergia Mattarelli. Szef rządu wstrzymał się wcześniej z decyzją do czasu uchwalenia...

zobacz więcej

Uśmiechy i swobodny sposób bycia zjednały mu przychylność rodaków. W 2013 roku będąc jeszcze członkiem parlamentu zaprezentował publicznie striptiz, w ramach zbiórki pieniędzy na cel charytatywny – promocję zdrowia kobiet. Do tego trenuje boks i uwielbia sporty walki oraz tatuaże. W efekcie każda jego zagraniczna podróż jest pilnie śledzona przez miejscowe media.

Tajemnicze mechanizmy

Także u naszych wschodnich sąsiadów na czele rządu stoi polityk, który nie skończył jeszcze 40 lat. Od ponad roku Wołodymyr Hrojsman jest premierem Ukrainy. Podobnie jak Kurz przeszedł drogę od samorządowca na szczyty władzy centralnej. Na Ukrainie procesy polityczne przebiegają jednak inaczej niż na Zachodzie i trudno prześledzić dokładnie mechanizmy, które go tam zawiodły.

Wiadomo, że Hrojsman zaczynał karierę zawodową jako ślusarz w Winnicy. Potem stopniowo piął się w strukturach samorządowych. Po tragicznych wydarzeniach Euromajdanu został mianowany wicepremierem ds. polityki regionalnej w rządzie cztery lata od siebie starszego Arsenija Jaceniuka.

W listopadzie 2014 roku jego pozycja wzmocniła się, gdy został przewodniczącym Rady Najwyższej Ukrainy, czyli parlamentu. Okoliczności dalej mu sprzyjały, a i sam pomógł losowi. Technokratyczny rząd Jaceniuka nie miał dobrych notowań. Premier był krytykowany za brak odpowiednich reform, opieszałość w walce z korupcją i brak skuteczności w administrowaniu państwem.

Będąc jednym z liderów Bloku Petra Poroszenki Hrojsman wykorzystał permanentny kryzys polityczny i naciski prezydenta, by Jaceniuk podał się do dymisji i zastąpił go na stanowisku premiera. Również on nie cieszy się nadzwyczajną popularnością w społeczeństwie. Kurzowi czy Trudeau nigdy nie dorówna. Jemu jednak wystarczy, że jest wierny Poroszence, to gwarancja dalszego pełnienia funkcji.

Small talk o komputerach kwantowych. Kanadyjski premier nie dał się zagiąć dziennikarzowi

Internet znowu oszalał na punkcie przystojnego kanadyjskiego premiera Justina Trudeau. Tym razem rekordy popularności bije nagranie, na którym...

zobacz więcej

Prawa ręka

Z wyższego „c” karierę zaczynał Irakli Garibaszwili, poprzedni premier Gruzji. Po studiach, między innymi na paryskiej Sorbonie, zaczął pracować dla miliardera Bidziny Iwaniszwilego, stając się jego prawą ręką. Mentor wciągnął utalentowanego młodego człowieka do polityki i gdy w październiku 2012 roku został premierem, mianował 30-latka ministrem spraw wewnętrznych.

Iwaniszwili ocenił, że rola szefa rządu to dla niego za mało i postanowił wystartować w wyborach prezydenckich. Swoją dotychczasową funkcję przekazał Garibaszwilemu. Ten sprawował ją nieco ponad dwa lata. Niespodziewanie zrezygnował pod koniec grudnia 2015 roku. Miliarder nie został prezydentem i media spekulowały, że to on nieformalnie rządził gabinetem, zaś Garibaszwili był kwiatkiem u kożucha.

Jeszcze szybszą karierę zrobił Joseph Kabila, który już 17. rok jest prezydentem Demokratycznej Republiki Konga. Przywództwa nie zawdzięcza jakiejś niezwykłej charyzmie, czy talentom oratorskim, a ojcu. Laurent-Desire Kabila wziął udział w antyrządowej rebelii, która obaliła prezydenta Zairu Mobutu Sese Seko. Gdy sam został prezydentem, wysłał syna na szkolenie wojskowe do Chin.

Po pół roku 26-letni wówczas Joseph wrócił do kraju, gdzie z miejsca przyznano mu stopień generała majora i szefa sił zbrojnych. Charakterystyczny dla Afryki system demokracji dynastycznych powodował, iż Kabila junior musiał czekać na zgon ojca, żeby zająć jego miejsce. Los szybko się do niego uśmiechnął. Oczekiwanie skrócił żołnierz z gwardii przybocznej prezydenta, który go zabił i utorował drogę pogrążonemu w rozpaczy synowi.

Dzień po śmierci ojca, 17 stycznia 2001 roku, Joseph Kabila został zaprzysiężony na prezydenta. W wieku 29 lat stał się tym samym najmłodszą głową państwa w ówczesnym świecie. Wynik poprawił w 2011 roku Kim Dzong Un, mając zapewne wówczas około 27 lat, kiedy przejął rządy w Korei Północnej po śmierci ojca Kim Dzong Ila.
Irakli Garibaszwili został premierem Gruzji w wieku 32 lat (fot. arch. PAP/EPA/JULIEN WARNAND)

Premier Kanady podbija sieć. Tym razem nie chodzi o politykę

Justin Trudeau ma wiele talentów.

zobacz więcej

Niezłomny przywódca

Nieobliczalny przywódca z miejsca został ogłoszony „wybitnym przywódcą Partii, armii i narodu”, a następnie „niezłomnym przywódcą Partii, państwa i armii”. Pierwsze lata rządów przyniosły nieludzkiemu komunistycznemu reżimowi jeszcze bardziej złowrogie oblicze. Kim Dzong Un upatrzył sobie bowiem zbrojenia nuklearne, które postawiły region Dalekiego Wschodu na krawędzi wojny.

Aż takiego zamieszania na arenie międzynarodowej nie wywołała Atifete Jahjaga, która w kwietniu 2011 roku w wieku 36 lat została prezydentem częściowo nieuznawanego Kosowa. Mimo zawirowań na arenie krajowej wypełniła kadencję.

Gdy dwa lata temu Andrzej Duda zostawał prezydentem, był po Jahjadze drugą najmłodszą głową państwa w Europie. Jeżeli wziąć pod uwagę fakt, że Republika Kosowa nie jest uznawana przez część krajów, choć akurat nie Polskę, to 43-letni w dniu zaprzysiężenia Duda był najmłodszym prezydentem Starym Kontynencie.

W 2016 roku Jahjaga została zastąpiona przez Hashima Thaciego, jednego z politycznych liderów Armii Wyzwolenia Kosowa (UÇK), który – jak wynika z raportu Rady Europy – miał być zaangażowany w przemyt narkotyków i nielegalny handel organami przeznaczonymi do przeszczepów.

Nie ma jednego sposobu dla młodzieży, żeby przebić się na szczyty władzy. W cywilizowanym świecie trzeba mozolnie budować swoją pozycję polityczną, ale już w krajach będących mniej lub bardziej na bakier z demokracją, wystarczy łut szczęścia lub bycie we właściwym miejscu o właściwym czasie. Nie zaszkodzi też dobrze się urodzić.

źródło:
Zobacz więcej