Przesłuchania w procesie Arabskiego. B. szef BOR zeznawał blisko trzy godziny

aktualizacja: 15:40 wyślijdrukuj
fot
Były szefa BOR gen. Marian Janicki (fot. arch.PAP/Paweł Supernak

Około trzech godzin trwało piątkowe, tajne przesłuchanie b. szefa BOR gen. Mariana Janickiego w procesie b. szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego i innych oskarżonych przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

Przesłuchanie odbywało się bez udziału publiczności, w sali przeznaczonej do prowadzenia rozpraw z wyłączeniem jawności. Były szef BOR po złożeniu zeznań nie odpowiadał na pytania czekających na niego dziennikarzy. W późniejszej rozmowie z PAP przyznał, że pytań, także ze strony pełnomocników oskarżycieli posiłkowych, „było wiele”.

– Nie mogę nic powiedzieć, bo to był tryb niejawny i mogę być skazany za ujawnienie tajemnicy. Nie mogę mówić o szczegółach, w tym o tym co było przedmiotem przesłuchania – zaznaczył.

Nie chciał odpowiadać na pytanie, czy podtrzymał swoje poprzednie medialne wypowiedzi, że jeśli chodzi o zabezpieczenie wizyty prezydenta, ze strony BOR „wszystko było sprawdzone i dograne”.
„Rozprawa z wyłączeniem jawności”

W podobnym tonie wypowiadali się prokuratorzy. Prokurator Przemysław Ścibisz pytany, czy prokuratura uzyskała odpowiedzi na swoje pytania powiedział, że „rozprawa odbywała się z wyłączeniem jawności, a więc nie może udzielać żadnych informacji odnośnie jej przebiegu”. Pytany, czy jest usatysfakcjonowany zeznaniami odparł, że „to zachowa już dla siebie”.

Przesłuchanie było niejawne na mocy decyzji Sądu Okręgowego w Warszawie, który uwzględnił konieczność zachowania tajemnicy działań ochronnych Biura Ochrony Rządu. W tym samym trybie przesłuchiwano wcześniej innych świadków związanych z BOR.

Gen. Janicki, którego przesłuchanie zaplanowano na godzinę 11, w sądzie stawił się już przed 10. W czasie jego przesłuchania przed ustawionymi przez policję bramkami czekał tłum dziennikarzy.
Publiczne rozpowszechnianie wiadomości z rozprawy prowadzonej z wyłączeniem jawności jest przestępstwem, za które grożą kary grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 2 lat.

Świadkowie z BOR byli już przesłuchiwani we wtorek i w czwartek. W piątek oprócz Janickiego zeznawał jeszcze jeden świadek.

Przesłuchanie wiceszefa BOR w czerwcu

5 czerwca świadkiem ma być b. wiceszef BOR gen. Paweł Bielawny – prawomocnie skazany na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu za nieprawidłowości przy ochronie wizyt Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego w Katyniu w kwietniu 2010 r. Sądy dwóch instancji uznały, że Bielawny m.in. „dopuścił do przeprowadzenia przez dowódcę obu zabezpieczeń nienależytej analizy zadania nieuwzględniającej zagranicznego charakteru obu zabezpieczeń”; „dopuścił do wyznaczenia nienależytego składu grupy rekonesansowej”; „odstąpił od przeprowadzenia przez funkcjonariuszy BOR przed 7 kwietnia 2010 r. rekonesansu z udziałem funkcjonariuszy rosyjskich służb ochrony miejsca planowanego lądowania”; „dopuścił do zaniechania pozyskania wszystkich niezbędnych informacji o sposobie zabezpieczenia przez stronę rosyjską obu wizyt w zakresie określania zasad współdziałania ze służbami gospodarza” oraz „zatwierdził zaniżony stopień zagrożenia obu wizyt”.
Akt oskarżenia przeciwko Arabskiemu

Prywatny akt oskarżenia przeciwko Arabskiemu i innym złożono w sądzie w 2014 r. - po tym, gdy cywilna prokuratura prawomocnie umorzyła śledztwo ws. organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska. Oskarżycielami prywatnymi są bliscy kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. W rozprawach uczestniczą dwaj prokuratorzy. Podsądni nie przyznają się do zarzutów.

Poza Arabskim oskarżeni są urzędnicy: Monika B. i Miłosław K. (oboje z kancelarii premiera) oraz Justyna G. i Grzegorz C. z ambasady RP w Moskwie. Grozi im do 3 lat więzienia.

10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku zginęło 96 osób, w tym Lech Kaczyński i jego małżonka. Śledztwo w sprawie początkowo prowadziła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Postawiła zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom rozwiązanego po katastrofie 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który zajmował się transportem najważniejszych osób w państwie. 4 kwietnia 2016 r. śledztwo przejęła Prokuratura Krajowa z nowym zespołem śledczym, która poszerzyła zarzuty dla trzech w sumie rosyjskich kontrolerów lotu. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego „czarnych skrzynek”.

Wybrane dla Ciebie