TYLKO U NAS

„Potwór z Calais” zabił się, nim usłyszał zarzuty kolejnego zabójstwa

aktualizacja: 19:02 wyślijdrukuj
fot
Polak czekał na rozpoczęcie procesu we francuskim więzieniu (fot. REUTERS/Pascal Rossignol)

Zbigniew H. oskarżony o brutalny gwałt i zabójstwo 9-letniej dziewczynki w Calais, powiesił się w miniony poniedziałek w celi więzienia w Sequedin. Jak się dowiedział portal tvp.info polska prokuratura miała już gotowe postanowienie o przedstawianie mu zarzutów morderstwa warszawskiej tancerki Moniki, T., która zaginęła w styczniu 2015 r. a kilka miesięcy później odnaleziono jej szczątki. Teraz śledczy będą chcieli uzyskać oficjalne potwierdzenie, że H. nie żyje.

Informację o samobójczej śmierci Zbigniewa H. podała gazeta „La Voix du Nord”, wedle, której mężczyzna powiesił się w swojej celi więzienia w Sequedin. Czekał tam na rozpoczęcie procesu w sprawie brutalnego gwałtu i zabójstwa 9-letniej Chloé.

Makabra

W środę 15 kwietnia 2015 .r. na jednym z placów zabaw we francuskim Calais bawiły się dwie dziewczynki. Jedną z nich była 9-letnia Chloé, której matka, chwilę wcześniej wróciła do domu, aby przebrać dwójkę młodszych dzieci. W pewnym momencie przy placu zabaw zatrzymał się czerwony samochód. Kierowca wciągnął do auta Chloé i odjechał. Świadkowie zawiadomili matkę dziewczynki i policję.

Dwie godziny później zwłoki dziewczynki znaleziono w lesie ok. 3 km od miejsca porwania. Śledczy stwierdzili, że na ciele dziecka były ślady duszenia i przemocy seksualnej. Niedługo potem zatrzymano Polaka Zbigniewa H. Mężczyzna był pijany. Po wytrzeźwieniu przyznał się do porwania i zamordowania Chloé. Miał powiedzieć, że zabił dziewczynkę, bo ta celowała do niego z pistoletu na wodę. To miało go tak rozwścieczyć, że stracił nad sobą kontrolę. Mężczyzna był już w przeszłości karany za napady we Francji oraz Polsce.

Następnego dnia w Calais przeszedł marsz pamięci i sprzeciwu przeciwko zbrodni. Wzięło w nim udział prawie 5 tys. osób.
Tajemnica

Po kilku miesiącach okazało się, że Chloé nie była najprawdopodobniej jedyną ofiarą Zbigniewa H. W połowie 2016 r. policjanci wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw KSP oraz prokuratorzy ze Śródmieścia byli pewni, że mężczyzna ma związek z tajemniczym zniknięciem i zabójstwem tancerki Moniki T.

28-letnia kobieta ostatni raz była widziana, gdy przed hotelem Martiott wsiadała do jakiegoś samochodu. Jej zaginięcie wzbudziło ogromne zainteresowanie mediów. Spekulowano m.in., że została porwana i zamordowana przez gangi kontrolujące prostytucję w stolicy. Monika T. poza tańcem miała także świadczyć „usługi towarzyskie”.

Pod koniec marca na Kępie Tarchomińskiej znaleziono ludzkie szczątki. Wśród kości leżały tipsy, które jak okazało się przyczyniły się do zidentyfikowania ofiary. Była nią zaginiona tancerka. Po ujawnieniu szczątków Zbigniew H. wyjechał do Francji, mimo, że miał zakaz wjazdu do tego kraju. Niedługo potem zgwałcił i zamordował Chloé.
Koniec śledztwa

Śledczy czekali na przedstawienie zarzutów Zbigniewowi H. dopóki nie otrzymają kompletu badań, w tym DNA. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że mieli już gotowe postanowienie o przedstawieniu mężczyźnie zarzutów zabójstwa Moniki T. Formalności miały być załatwione do końca maja lub w czerwcu.

Teraz śledczy czekają na oficjalne potwierdzenie śmierci H. Wszystko wskazuje na to, że śledztwo w sprawie śmierci Moniki zostanie umorzone. – Nie kryjemy zaskoczenia. Dla nas ważne było, aby H. usłyszał zarzuty i sprawa została wyjaśniona do końca. Prokuratorzy i policjanci włożyli w jej wyjaśnienie mnóstwo wysiłku – mówi jeden ze śledczych.

Wybrane dla Ciebie