Śmierć przyszła znad rzeki. Kolekcjoner trofeów rozszarpany przez krokodyle

aktualizacja: 19:46 wyślijdrukuj
fot
Mężczyzna był profesjonalnym łowcą, którego firma organizowała. wycieczki dla zagranicznych klientów (fot. Pixabay/HansenHimself/fb/Scott van Zyl)

To on zwykle polował na zwierzęta, tym razem jednak role się odwróciły. Scott van Zyl, 44-letni myśliwy z RPA, został podczas polowania rozszarpany przez krokodyle nilowe.

Scott van Zyl swoją śmierć znalazł w Zimbabwe, gdzie wybrał się na polowanie. Myśliwy zaginął tydzień temu w pobliżu rzeki Limpopo. Poszukiwania rozpoczęły się zaraz po tym, jak psy myśliwego wróciły do obozu bez swojego pana. Policja początkowo sądziła, że mężczyzna zgubił się w buszu. Na obszar poszukiwań skierowano helikoptery, nurków oraz ekipy z psami tropiącymi. W okolicznych wioskach i portach rybackich rozklejono zaś plakaty z wizerunkiem zaginionego. Bez skutku.



Trop prowadzi do rzeki

W końcu natrafiono na właściwy ślad. Policji udało się zlokalizować samochód myśliwego. W środku znajdował się karabin oraz rzeczy osobiste. Trop prowadził na brzeg rzeki, gdzie leżał plecak zaginionego mężczyzny. Tu ślad się urywał. Ekipa poszukiwacza szybko wytypowała podejrzanych – kręcące się w pobliżu krokodyle nilowe. Domysły okazały się prawdziwe.

To już piąta ofiara krokodyli nilowych w Zimbabwe w ostatnim czasie. Przez obfite deszcze gady zapuszczają się na żer dalej niż zwykle.



Zapalony myśliwy

Scott van Zyl był zapalonym myśliwym, a swoim osiągnięciami chwalił się w internecie. Zdjęcia zabitych zwierząt m.in. dzikich kotów, antylop i bawołów zdobiły jego facebookowy profil. Swoją pasją zaraził rodzinę. Na zwierzęta polowała jego żona oraz dwójka dzieci. Mężczyzna prowadził też firmę, która organizowała safari dla zagranicznych klientów.

Wybrane dla Ciebie