„Nie wiem, czym sobie zasłużyłam na taki hejt”. Wywiad z Anitą Włodarczyk

aktualizacja: 18:12 wyślijdrukuj
fot
– Nie rozumiem fali krytyki, jaka na mnie spłynęła – mówi w wywiadzie Anita Włodarczyk (fot. Patrick Smith/Getty Images)

– Nikogo na zgrupowaniu w Chula Vista nie wyrzuciłam ani z rzutni, ani z siłowni. Nie rozumiem fali krytyki, jaka na mnie ostatnio spłynęła. To nie jest sprawiedliwe, bo ja nic nie zrobiłam – powiedziała w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej rekordzistka świata w rzucie młotem Anita Włodarczyk.

PAP: Do Chula Vista pojechaliście z trenerem Krzysztofem Kaliszewskim po raz ósmy. Amerykański ośrodek olimpijski znacie od podszewki, także panujące tam reguły, ale nigdy tam nie mieszkaliście. Zawsze zatrzymujecie się poza nim. Dlaczego?

Anita Włodarczyk : Bo bardzo trudno tam dostać miejsce. Teraz reguły się już trochę zmieniły, bo ośrodek nie należy już do komitetu olimpijskiego, a do uniwersytetu w San Diego. My jednak mamy już sprawdzone apartamenty - nie tylko są rzut beretem od ośrodka, ale są znacznie tańsze. I komfort jest inny, bo można czuć się naprawdę jak w domu, a nie w hotelu.

Faktycznie panują w tym ośrodku takie rygorystyczne zasady?

A.W. : Jest jasno określony regulamin. Jak podlegał ten ośrodek pod amerykański komitet olimpijski, to było jeszcze gorzej, bo podpisywaliśmy ok. 10 stron dokumentów. Teraz są dwie strony regulaminu. M.in. oczywiście nie można pić ani wnosić alkoholu, zażywać narkotyków, palić papierosów. Oni naprawdę tego przestrzegają.

No i w tym ośrodku zatrzymali się pozostali reprezentanci Polski. Wybuchła afera, mocno komentowana przez media. PZLA zapewnia, że chodziło o dwie zamknięte butelki piwa znalezione w lodówce. Pani od całej sprawy się kategorycznie odcięła, wydając oświadczenie. To miał być koniec, a okazało się, że to dopiero początek. Lekkoatleci zarzucili, że to pani się przyczyniła do tego, że zostali przeniesieni do innego hotelu. Raptem spłynęła na panią fala krytyki - z różnych stron. Dlaczego nagle tyle osób tak negatywnie się wypowiada? A.W. : Sama chciałabym to wiedzieć... Pierwsze trzy dni były trudne, bo nie umiałam sobie tego wytłumaczyć, ale jeśli te osoby myślą, że w ten sposób mnie załamią psychicznie, to mogę powiedzieć, że jest wręcz odwrotnie. Po niektórych osobach nie spodziewałam się takich wypowiedzi i to zabolało chyba najbardziej.
Czy to prawda, że to pani doniosła o aferze w Chula Vista do prasy?

A.W. : Nie mam z tym nic wspólnego. Napisałam oświadczenie, ponieważ zobaczyłam, że zaczęły się ukazywać artykuły o różnej tematyce. Nie chciałam być z tym wiązana, bo w niczym nie uczestniczyłam.

Podobno wcale nie chodziło o piwo, a o to, że nie chcieliście trenować w tym samym czasie, co inna grupa młociarzy - Wojciech Nowicki i Joanna Fiodorow. Według nich miała się pani zdenerwować, jak ich zobaczyła na rzutni.

A.W. : Każdy trener po przyjeździe składa swój grafik treningów, a zadaniem kierownika ośrodka jest zadbanie o to, by każdy miał maksymalny komfort pracy. To nie jest zadanie trenerów, by między sobą się dogadywali, od tego są inni ludzie. Malwina Sobierajska-Wojtulewicz wraz ze swoimi zawodnikami przyszła na rzutnię w momencie, gdy my jeszcze mieliśmy rezerwację. Trening zrobili, a my nie odezwaliśmy się ani słowem, mimo że bezpiecznie nie było. Potem dopiero rozmawialiśmy z kierownikiem ośrodka i dowiedzieliśmy się, że regulamin był łamany także w innych punktach. No i chyba wtedy zawodnicy pomyśleli, że ja to podałam mediom, zaczęli się chyba mścić. A ja nie mam z tym nic wspólnego. PAP: A w czym jest problem? Czemu nie możecie z inną grupą przebywać na rzutni?
A.W.: Od 2012 roku trenuję sama. Jak widać taki system się sprawdza, bo właśnie od tamtego czasu z każdej imprezy przywożę medal i poprawiam wyniki. Jestem przyzwyczajona do tego, że się maksymalnie koncentruję na treningach. Wiele osób się z tego śmieje, ale jak wchodzę do koła, mam tam postawione krzesło. Po każdym rzucie siadam na nim, odpoczywam. Na moim poziomie sportowym każdy najmniejszy szczegół ma znaczenie. To, co do tej pory robiłam, przynosiło wyniki, nie rozumiem zatem, dlaczego miałabym to zmieniać. Jeśli chcę się poprawiać i bić kolejne rekordy, muszę o wszystko zadbać, najmniejszy detal ma ogromne znaczenie i może decydować czy w kolejnym roku będę osiągała jeszcze lepsze rezultaty.

– Oczywiście mogłabym osiąść na laurach i trenować mniej i nikt pewnie nie miałby do mnie pretensji, a pewnie i tak byłabym najlepsza, ale czy w sporcie o to chodzi? Wtedy byłabym nie fair wobec siebie, trenera i kibiców. Doszłam do wniosku, że tak nie można. Do końca kariery zostało mi niewiele czasu, chcę go maksymalnie wykorzystać, bo jestem ambitna.

To też chyba nie był pierwszy konflikt z Nowickim i Sobierajską-Wojtulewicz?

A.W. : Prawda jest taka, że my w USA byliśmy pierwsi i zawsze jest tak, że grupy, które przyjeżdżają później muszą się dostosować. Ja też w latach ubiegłych musiałam trenować bardzo wcześnie rano, bo takie są po prostu zasady. A z mediów się dowiaduję, że np. wywaliliśmy kogoś z siłowni, kiedy w ogóle coś takiego nie miało miejsca. To jakiś absurd. Jeżeli natomiast chodzi o nasze stosunki, to swoje już przeszliśmy. Nie jesteśmy w najlepszych relacjach od mniej więcej dwóch lat.

Ukrywaliście ten konflikt?

A.W. : Nie, wszyscy w środowisku o tym wiedzieli, nie była to żadna tajemnica i dlatego tym bardziej byłam w szoku, że zrobiła się z tego taka afera. Ale czy to jest powód, aby spadła na mnie taka fala hejtu? Czy naprawdę musimy się lubić, aby osiągać wyniki? W piłce nożnej Robert Lewandowski nie dogadywał się z Jakubem Błaszczykowskim, a jak wychodzili na boisko, to nie miało to żadnego znaczenia, grali dla Polski i osiągali świetne wyniki. Tym bardziej nie powinno to mieć znaczenia w sporcie indywidualnym, jakim jest rzut młotem.

A będzie miało teraz znaczenie?

A.W. : Dopóki nasze relacje nie mają wpływu na sukcesy, to wydaje mi się, że nie ma tematu. Podchodząc do tego z przymrużeniem oka można powiedzieć, że Wojtek zaczął zdobywać medale od momentu, w którym doszło do konfliktowej sytuacji w 2015 roku w Cetniewie. Jeżeli teraz ma się to powtórzyć z Asią Fiodorow, to będę szczęśliwa, naprawdę życzę im sukcesów tak jak i wszystkim polskim lekkoatletom, także tym którzy byli na zgrupowaniu w Chula Vista. Zawsze tak było i ta sytuacja tego nie zmieni.

To skąd te wszystkie wypowiedzi i taki straszny hejt na panią?

A.W. : Nie wiem. Może to była prowokacja? Może ktoś chce, byśmy się zaczęli kłócić?

Gdyby mogła pani cofnąć czas - wiedząc o tej fali krytyki, to też wydałaby pani oświadczenie, w którym odcina się od reszty ekipy?

A.W. : Tak, bo to cały czas wisiało na włosku. Nie rozumiem tylko, czemu związek nie zareagował wcześniej. Pomimo tego, że obecnie sytuacja wygląda jak wygląda, znowu mamy jechać na zgrupowanie w jedno miejsce... Czy tak powinno być? Czemu PZLA znowu tak zaplanował obozy? Czemu obie grupy nie mogą mieć komfortu pracy?

Czy to wszystko, co się wokół pani ostatnio działo będzie miało wpływ na wyniki w sezonie?

A.W.: Nie, na pewno nie. Jestem o siebie spokojna.

Wybrane dla Ciebie