TYLKO U NAS

Zakupy z cosa nostrą i kamorrą. Mozzarella i szynka à la mafia

Beata Zatońska aktualizacja: 11:08 wyślijdrukuj
fot
Mafijne, spożywcze zyski w 2016 r. szacuje się na ok. 21,8 mld euro (fot. Jessica Spengler)

Kawa, sery, chleb, mleko, ryby i woda mineralna – każdy produkt, który znajdziemy we włoskim sklepie spożywczym, może pochodzić z firm, na których łapę trzyma mafia. Mafijne wiktuały wędrują też po świecie, niewykluczone więc, że każdy z nas któregoś już próbował. Np. niezbyt smacznej oliwy czy mało aromatycznej kawy oznaczonej naklejką made in Italy.

Włoskie organizacje mafijne robią interesy tam, gdzie się da. Mafiosi trzymają w rękach m.in., co wielu może zaskoczyć, krawiectwo i to najwyższych lotów, czyli haute couture – pisał o tym m.in. Roberto Saviano w słynnej „Gomorze”. Chętnie też weszli na rynek spożywczy i restauracyjny. Swoją działalność produkcyjno-gastronomiczną rozwinęli zwłaszcza w ciągu ostatniej dekady, gdy krach ekonomiczny ukrócił ogromne zyski z budownictwa. Co nie znaczy, że mafijne rodziny z budownictwa zrezygnowały. Po prostu, zgodnie z prawidłami ekonomii, trzeba zdywersyfikować źródła zysku.

Dotacje dla mafii

I żeby nie było wątpliwości – żywność to nie jest interes uboczny. Mafie – cosa nostra, 'ndrangheta i camorra – zarabiają na niej miliony euro. Korzystają też np. z funduszy unijnych, dzięki którym mogą rozwijać produkcję. Żywność podrabiają, ale też robią produkty najwyższej jakości, oznaczone certyfikatem DOC (denominazione di origine controllata – czyli kontrolowane oznaczenie pochodzenia) oraz DOP (denominazione di origine protetta – chronione nazwa pochodzenia). Dotyczy to np. wysokiej jakości serów, octu balsamicznego czy oliwy.

Mafijne macki sięgają po unijne fundusze tak, by nie budzić podejrzeń. Robią to za pośrednictwem podstawionych drobnych przedsiębiorców, a jednorazowo otrzymywane sumy podejrzeń nie budzą. Omijają w ten sposób antymafijne rządowe zabezpieczenia, bo przy sumach nie przekraczających 150 tys. euro nie sprawdza się, czy przypadkiem wnioskodawca nie ma w kartotece zapisanych powiązań z przestępczością zorganizowaną. We wszystkim pomaga oczywiście wszechpotężna korupcja.

Co się dzieje potem? Mafiosi powoli przejmują rynek, dyktują ceny i wypychają z rynku drobniejszych producentów.
Oliwki (fot. Flickr/ Alessio Maffeis)
Ile jest oliwy w oliwie? Włochy są drugim po Hiszpanii największym na świecie producentem oliwy – ponad 450 tys. ton rocznie. Co nie znaczy, że oliwy nie importują i jest to średnio mniej więcej tyle samo, ile jej wytwarzają. I tu jest doskonała przestrzeń, by robić lewe interesy. Zwłaszcza gdy, tak jak dwa lata temu, fatalna pogoda powoduje, że zbiory z rodzimych drzewek oliwnych są zatrważająco małe.

Włoska oliw musi być na rodzimym rynku, jest też w cenie za granicą, trzeba ją też eksportować. Tu okazuje się, że pomysłowość fałszerzy nie zna granic. Pierwsze szczebel drabiny oliwnych oszustw to sprzedawanie tłuszczu uzyskiwanego w wysokiej temperaturze z wytłoczyn. A na naklejce oczywiści napis „extra vergine”, czyli oliwa z pierwszego tłoczenia, tego na zimno oczywiście. Smak, kolor i zapach nieporównywalne z oryginałem.

Ale to jeszcze nie koniec. Bywa oliwa z oliwek, która z drzewkiem oliwnym bardzo mało ma wspólnego. Powstaje ona z dowolnego roślinnego oleju jadalnego, np. sojowego lub rzepakowego, barwionego chlorofilem. Do tej mikstury pomysłowi „producenci” dolewają – dla smaku i zapachu – trochę prawdziwej oliwy, potem przelewają to do butelek z ładnymi naklejkami i sprzedają z zyskiem.
Produkcja mozzarelli (fot. Flickr/ Jim Hedd)
Mozzarella bywa niebieska

Raz na jakiś czas kłopoty z prawem miewa Giuseppe Mandara, „król mozzarelli” z Mondragone w okolicach Neapolu. Aresztowano go wielokrotnie i wielokrotnie z aresztu wychodził.

Najpierw słów kilka o mozzarelli. Najsłynniejsza i najbardziej ceniona odmiana mozzarelli to ta kampanijska, robiona z mleka bawolic. Mozzarella di bufala campana produkowana jest tylko w Kampanii wg starych receptur. Jest też na liście produktów oznaczonych DOP.

Mandara „królem” został dzięki współpracy z kamorrą. Od mafiosów brał duże pożyczki, za co im się odwdzięczał z nawiązką. Oni za to „pomagali” mu wyciąć konkurencję, tak by Mandara Group. stała się potentatem na rynku.

Mandara oczywiście fałszował mozzarellę. By obniżyć koszty produkcji sera, robił ją przede wszystkim ze znacznie tańszego mleka krowiego, z niewielką domieszką mleka bawolic (albo bez). Mleko krowie przyjeżdżało do Włoch np. ze wschodu Europy. A na etykiecie sera oczywiście widniał potem napis, że jest to oryginalny i ceniony produkt kalabryjski. Mandara nie jest oczywiście wyjątkiem, podobnie jak on postępują inni nieuczciwi producenci.

Kilka lat temu Europę zelektryzowała informacja o niebieskiej mozzarelli. Po otwarciu opakowania ser zmieniał kolor. Okazało się, to wina bakterii, która zadomowiła się w płynie, otulającym kulkę mozzarelli. Ser był importowany z Niemiec i sprzedawany w sieciach tanich włoskich sklepów. Bakteria nie była obojętna dla zdrowia konsumentów.

W rezultacie śledztwa skonfiskowano wielkie partie sera, a zakłady produkcyjne zostały zamknięte. To, że w podejrzanym interesie maczała palce mafia, dla wielu było więcej niż oczywiste.
Apetyczna szynka (fot. Flickr/ Naotake Murayama)
Chleb i coś do chleba

W artykule dla dziennika „Repubblica” z 2012 r. Roberto Saviano opisywał m.in., jak mafia wkroczyła w biznes piekarski. Chleb w Neapolu i okolicach wypieka z mąki o najniższej jakości w tajnych piekarniach. Piece opalane są drewnem znajdowanym np. na cmentarzach lub pochodzącym z chorych drzew, które zanim je wycięto, były opryskiwane środkami owadobójczymi.

Świeże pieczywo z mafijnych piekarni sprzedawane jest np. na ulicznych straganach o poranku.

Jedną z większych operacji, którą włoska policja przeprowadziła, by walczyć z tzw. mięsnym podziemiem nazywała się Meat Guarantor. Zakończyła się w 2002 r. Prześwietlono wszystkie sektory przemysłu mięsnego – od hodowli, przez ubój po produkcje wędlin. Jedna z mafijnych firm, która wtedy została rozwiązana, miała siedzibę w Salerno, ale jej działalność obejmowała także północ Włoch i Niemcy.

Bydło było hodowane w fatalnych warunkach, a na ubój szły również zwierzęta chore, m.in. na brucelozę, groźną również dla ludzi. Mięso rozbierano i produkowano z niego wędliny w warunkach urągających przepisom sanitarnym.

W 2015 r. w Villaricca pod Neapolem policja trafiła na miejsce, gdzie z importowanej z Polski szynki robiono szynkę parmeńską.

Przestępczy mięsny proceder kwitnie. Policja zamyka jedną firmę, na jej miejsce powstaje kolejna. A jeśli akurat brakuje bydła i trzody chlewnej, wtedy trzeba je „pożyczyć” od sąsiada.
Chleb (fot. Flickr/ fugzu)
Trochę witamin, czyli owoce i warzywa

Importerzy owoców z Afryki muszą opłacać się kamorze i cosa nostra. W przeciwnym przypadku nie będą mogli rozładować statku z szybko psującym się towarem, który właśnie przybił do portu.

Z kolei ‘ndrangheta celuje np. w rynek rodzimych warzyw i opanowała północ Włoch. I jak podkreślają policjanci, właściwie nie istnieje żadna zielenina, które nie przynosi mafiosom zysku.

Mała czarna i coś słodkiego
Przeciętny Włoch nie wyobraża sobie życia bez kawy. Mafiosi też nie mogą bez niej żyć. Jak twierdzi Roberto Saviano, a jego słowa znajdują pokrycie w policyjnych raportach, mafie czerpią też poważne zyski z palenia, pakowania i sprzedawania kawy. Np. klan Mallardo di Gugliano sprzedaje „zaprzyjaźnionym” właścicielom barów kawę marki Seddio. Inny klan – Vollaro di Portici z kolei dystrybuuje markę È cafè.

Jak wielki jest to rynek, niech świadczy choćby to, że policja organizuje raz na jakiś czas wyspecjalizowane akcje wymierzone w ten obszar mafijnych interesów – w 2011 r. akcja taka nazywała się „Caffe macchiato” (espresso z odrobiną mleka).

Ziarna kawy mafiosi przywożą bezpośrednio np. z Brazylii, jednego z kawowych potentatów. Co ciekawe, handlem kawą zajmują się od lat w Brazylii imigranci z Włoch.

Mafie, dzięki kryzysowi gospodarczemu i słabości nawet dużych firm, wkroczyły też m.in. na rynek cukierniczy i zarabiają np. na masowej produkcji popularnych migdałowych ciasteczek amaretti.

Słynne już są kradzieże z włoskich hurtowni ogromnych ilości czekolady czy orzechów laskowych. W 2014 r. np. z magazynów w Mediolanie zniknęło bez śladu 260 ton szwajcarskiej czekolady wartej osiem mld euro.

Na potęgę złodzieje kradli też w ub.r. orzechy laskowe, zwane brązowym złotem Piemontu, który słynie z czekoladow-orzechowych wyrobów.
Woda mineralna (fot. Flickr/ jmvnoos in Paris)
Woda mineralna

Roberto Saviano we wspomnianym już artykule z „Repubbliki” opisywał także, jak mafia fałszuje… wodę mineralną. Np. w latach 80. Peppe Barone z klanu Polverino di Marano miał gigantyczną sieć dystrybucyjną, za pomocą której sprzedawał wodę właśnie, a także kawę, jajka, kurczaki i oczywiście kawę.

Barone rozkręcił biznes i zaczął eksportować włoską mineralną do USA. Jaki był mechanizm interesu, opowiada debiutancki film Giuseppe Tornatore z 1986 r. pt. „Kamorysta”. Otóż Peppe, tak samo jak bohater filmu, eksportował tylko etykiety na butelki. Wodę nalewano z amerykańskich kranów do amerykańskich butelek i pieniądze płynęły jak woda.

Może kieliszek wina?

Wino to oczywiście świetny interes, a we Włoszech są idealne warunki do produkowania tego trunku. W tej branży mafijna obecność jest też mocna. W grudniu ub.r. np. rozpoczęło się dochodzenie ws. Totò Riiny, który robił interesy w Lecce i Brindisi, a powiązany jest z cosa nostrą i apulijską sacra corona unita.

Zyski rosną

Trzy lata temu szacowano, że mafie tylko na produkcji i handlu artykułami spożywczymi zarobiła 14 mld euro. Oczywiście państwo włoskie nie zobaczyło z tej sumy ani centa.

Jak podaje w swoim raporcie włoski związek producentów żywności Coldiretti w 2015 r. było to już 16 mld euro.

W 2016 r. mowa o 21,8 mld euro. A mafijne apetyty, możliwości i doświadczenie świadczą o tym, że mogą zarobić znacznie więcej.

Wybrane dla Ciebie