TYLKO U NAS

„Marylko, znałem Cię tyle lat”. Tak wspominano ofiary katastrofy

aktualizacja: 13:03 wyślijdrukuj
(fot. Wikipedia/prezydent.pl/Lukasz2)

– Leszku, Leszku, słowa: patriotyzm, pamięć historyczna, polska tożsamość nie były dla Ciebie pustymi dźwiękami – mówił tydzień po katastrofie smoleńskiej Maciej Łopiński, bliski współpracownik i przyjaciel pary prezydenckiej. Takich wzruszających przemówień i pożegnań po 10 kwietnia było dużo więcej. Przez tych kilka dni całe polskie społeczeństwo żegnało ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu.

W sobotnie popołudnie 17 kwietnia 2010 na placu Piłsudskiego ofiarom katastrofy smoleńskiej hołd oddawały tłumy warszawiaków. W całej Polsce wspominano tych, którzy zginęli.
„Promieniowałaś ciepłem”

Jednym z bardziej zapamiętanych i wzruszających przemówień było właśnie to, które wygłosił Maciej Łopiński. Długoletni współpracownik i przyjaciel Lecha Kaczyńskiego oraz jego żony Marii Kaczyńskiej, nazywanej zdrobniale przez przyjaciół Marylką. „Leszku, Marylko” – tak drżącym głosem zaczynał swoje wystąpienie. – Panie prezydencie, 10 kwietnia był pan, tak jak każdego innego dnia, na służbie Rzeczypospolitej, zmierzał pan do Katynia, aby oddać hołd ofiarom ludobójczego mordu sprzed 70 lat – mówił.

Wspominał, że to właśnie na tej drodze dosięgła prezydenta tragiczna śmierć. – Leszku, Leszku, słowa: patriotyzm, pamięć historyczna, polska tożsamość nie były dla Ciebie pustymi dźwiękami – podkreślał. Wspominał, że prezydent zaprosił swoich współpracowników do Belwederu, gdy opracowywał ostatnią wersję swojego wystąpienia, które miał wygłosić na uroczystościach w Katyniu. – Powiedziałeś nam wtedy, że prawda o Katyniu jest fundamentem wolnej Rzeczypospolitej, tak jak katyńskie kłamstwo było fundamentem PRL-u. Powiedziałeś też, że racje nie są rozłożone równo, między wszystkie narody, że rację mają ci, którzy walczą o wolność, sam też walczyłeś o wolność – mówił Łopiński.

W jego przemówieniu nie zabrakło ciepłych słów na temat pierwszej damy Marii Kaczyńskiej, którą również znał i z która się przyjaźnił. – Marylko, znałem Cię tyle lat, zawsze podziwiałem twoją mądrość, takt, niezależność poglądów; promieniowałaś ciepłem nie tylko na rodzinę, na nas wszystkich – mówił i nie krył łez.
(fot. arch.PAP/Bartłomiej Zborowski)
„W kwietniu katyński las budzi się do wiosennego życia”

Na tych samych uroczystościach bardzo ważne i przejmujące słowa padły z ust córki prezesa Federacji Rodzin katyńskich Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, Izabeli. – Jeśli zapomnę o Nich Ty, Boże na niebie zapomnij o mnie - słowa tej z serca płynącej modlitwy szeptały pokolenia Polaków. Powtarzały ją przez dziesięciolecia kobiety, których mężowie trafili do sowieckiej niewoli we wrześni 1939 r., gdzie przepadli bez wieści, a nazwiska ich po latach pojawiły się na listach mordu katyńskiego – cytowała słowa apelu swojego ojca, który miał odczytać na uroczystościach w Katyniu.

– Autor tego apelu, mój ojciec, Andrzej Sariusz-Skąpski prezes Federacji Rodzin Katyńskich nie dotarł do zebranych na cmentarzu katyńskim, a jego przesłanie nabrało siły testamentu. Rodziny Katyńskie nie pozwolą, aby teraz pokonał je ból, będą trwały. W kwietniu katyński las budzi się do wiosennego życia, wśród sosen, które widziały mord sprzed 70 lat, odzywają się ptaki. Gdy przybywają tam pielgrzymi, poruszają zawieszony w podziemnej niszy dzwon, zgodnie z zamysłem projektanta bije on pomordowanym, którzy tam od 70 lat oczekują zmartwychwstania. Dźwiękom podziemnego dzwonu z polskiego cmentarza wojennego wtóruje teraz cisza, która po tragedii 10 kwietnia zapadła nad innym lasem, po drugiej stronie Smoleńska. Jeśli zapomnę o nich, Ty Boże na niebie zapomnij o mnie – powiedziała.
(fot. arch.PAP/Bartłomiej Zborowski)
„Błyskotliwy i uśmiechnięty”

Wzruszających słów o zmarłych nie brakowało także podczas pogrzebów, które zaczęły odbywać się kilka dni po tym, jak pierwsze trumny z ciałami ofiar dotarły do Polski. W homilii podczas pożegnania Pawła Wypycha, ministra z Kancelarii Prezydenta, ks. Piotr Jasek podkreślił, że katastrofa pod Smoleńskiem sprawiła, że „jeszcze mocniej poczuliśmy się Polakami, na nowo staliśmy się z tego dumni”. – Zobaczyliśmy, co to znaczy patriotyzm i co to znaczy kochać swój kraj. Zobaczyliśmy nasz kraj, jako kraj ludzi wspaniałych, ludzi cudownych, gotowych oddać życie za Polskę. Zobaczyliśmy Polskę piękną i godną. Polskę, która potrafi czuwać, w milczeniu okazywać współczucie, miłość i przyjaźń – mówił.

Ocenił, że w dniach żałoby „na nowo odkryliśmy ludzi, którzy zginęli pod Smoleńskiem". – Zobaczyliśmy, jak wspaniałych ludzi mieliśmy wokół siebie. Zobaczyliśmy, ile dobra uczynił w swoim życiu minister Paweł Wypych – powiedział. Kolegę żegnał wtedy także obecny prezydent Andrzej Duda. Podkreślił, że życie Wypycha, choć krótkie, bo zaledwie 42-letnie, było drogą wielkiej kariery. – Byłeś człowiekiem, który miał niesamowite talenty – powiedział Duda. Dodał, że Wypych był błyskotliwy i uśmiechnięty nie tylko jako polityk, ale i człowiek. – Wiem, że jesteś tutaj i widzisz, jak wielu ludzi się zgromadziło, jak wielu ludzi płacze, nie tylko w tym kościele, ale wszędzie. Tak wielu ludzi doznało od ciebie dobra – dodał obecny prezydent.
(fot. arch.PAP/Piotr Rybarczyk)
„Cieszyła się z każdego lotu”

– Człowiek pewny swego systemu wartości, ale niezwykle otwarty. Wyjątkowo umiał słuchać – tak o zmarłym Tomaszu Mercie, podsekretarza stanu w resorcie kultury, powiedział przed mszą pogrzebową w kościele św. Krzyża w Warszawie minister kultury Bogdan Zdrojewski. Natalię Januszko, 23-letnią stewardesę tego feralnego lotu i najmłodszą z ofiar katastrofy, pochowano na warszawskich Powązkach Wojskowych. Chciała być weterynarzem, uwielbiała zwierzęta. – Cieszyła się z każdego wylotu, była radosna, dynamiczna, pełna energii, prawdziwa iskierka, jak określali jej koledzy – mówił ksiądz odprawiający nabożeństwo.

W podobnym tonie wypowiadano się o jej koleżance Justynie Moniuszko podczas uroczystości w Białymstoku. – Justyno, byłaś bardzo ambitna i z oddaniem wykonywałaś swoją pracę. Swoim pięknym uśmiechem potrafiłaś rozweselić każdego. Byłaś oddana służbie i na służbie zginęłaś. Zawsze marzyłaś o lataniu. Twoje marzenia zaprowadziły cię do nieba – mówił jeden z celebransów. Podczas pogrzebów nie tylko przemawiano, ale też grano ulubione piosenki ofiar. Tak było chociażby podczas pożegnania Izabeli Jarugi-Nowackiej. Na Starych Powązkach odegrane zostały, na prośbę jej rodziny „Kocham cię nad życie” Edyty Geppert, „Imagine” Johna Lennona oraz „Love story” Andy'ego Williamsa.

– Najczęściej tak to jest, że musi człowiek umrzeć, żeby usłyszeć o sobie tyle dobrych słów. Jednak myślę, że Iza była tą osobą, o której dobrze wielu z nas, choć nie wszyscy, a na pewno wielu z nas tu obecnych, mówiło za życia. (...) Przyciągała nas swoją bezpośredniością. Iza zawsze wyglądała wspaniale - wiecznie młoda, bo tak, jak rękopisy nie płoną, tak ludzie, którzy niosą w sobie wewnętrzną radość nigdy się nie starzeją - wspominał Jarugę-Nowacką ks. Arkadiusz Nowak, prywatnie dobry znajomy zmarłej.
(fot. arch.PAP/Rafał Guz)
„Odwołałam wszystkie koncerty”

Salwy i harcerskie piosenki pożegnały Katarzynę Doraczyńską, która przed katastrofą pracowała w Kancelarii Prezydenta RP. „W naszej pamięci zapisała się jako osoba żyjąca pełnią życia. Zawsze uśmiechnięta, tryskająca energią. Bardzo pracowita, a przy tym serdeczna i życzliwa. Bardzo będzie nam jej brakowało” – tak w liście odczytanym podczas pogrzebu napisał o niej Jarosław Kaczyński. Prywatnie Doraczyńska była żoną Krzysztofa Wasity, menadżera Justyny Steczkowskiej i mamą 4-letniej córeczki. Po tragedii piosenkarka odwołała wszystkie zawodowe zobowiązania. Poprosiła fanów, aby razem z nią pomodlili się za dusze ofiar.

„Kochani Moi... Jak dobrze, że są jeszcze na świecie ludzie, do których mogę się zwrócić w ten sposób... Że jestem cała i zdrowa, że mogę przytulić swoje dzieci, poczuć zapach zielonej wiosennej trawy, zatańczyć z mężem... Dlatego solidaryzując się ze wszystkimi rodzinami tych, którzy zginęli w sobotniej katastrofie lotniczej, odwołałam wszystkie koncerty i nagrania programu "W obiektywie Justyny Steczkowskiej". Przepraszam moje kochane bohaterki, bo wiem, że bardzo czekały na te zdjęcia... Wierzę, że rozumieją moją decyzję...Postanowiłam do końca tygodnia skupić się na modlitwie za tych, którzy odeszli, żeby wesprzeć ich dusze w drodze do światłości. Pomóżcie mi proszę... Dołączcie do mnie – każdego dnia (od dziś do soboty) o godzinie 16, przez pół godziny (wyjątkiem jest wtorek, bo będę jechała z synem do szkoły - tak więc zacznę modlitwę o 7 rano). Nieraz przekonałam się w życiu o tym, że siła wspólnej modlitwy jest ogromna. Razem możemy pomóc duszom tych, którzy odeszli, ale też wszystkim tym, którzy z bólem serca pozostali tu i żyją wśród nas...” – taki wpis pojawił się na jej stronie.
(fot. arch.PAP/Grzegorz Jakubowski)
„Może to jeszcze nie wszystko”

Aktor Janusz Zakrzeński często w wolnym czasie wyruszał na wyprawy nad augustowskie jeziora. – To właśnie tam czasem się spotykaliśmy. Kochał przyrodę, wodę. Był naprawdę wartościowym człowiekiem – wspominała swojego przyjaciela i kolegę po fachu aktorka Teresa Lipowska. Widzowie pamiętali go z ról Józefa Piłsudskiego w filmie „Polonia Restituta” i Benedykta Korczyńskiego w „Nad Niemnem”. Wraz z aktorką chciał wykładać w Akademii Dobrych Obyczajów. – To Janusz zainicjował to przedsięwzięcie. Był człowiekiem, który pięknie mówił, zachowywał się świetnie. Chciał, żeby Polacy również się tak zachowywali i temu miała służyć Akademia. Pięknie śpiewał cygańskie romanse – wspominała aktorka.

Były też bardzo osobiste i równie wzruszające pożegnania, jak to podczas pogrzebu Pawła Janeczka, funkcjonariusza BOR, a prywatnie męża dziennikarki Joanny Racewicz. „Miłość nigdy nie ustaje, Pawełku, mój Janosiku" – takie piękne wyznanie miłości padło z jej ust podczas pogrzebu. W rocznicę katastrofy na swoim profilu na Facebooku zamieściła zdjęcie męża i wzruszający wpis. „Za każdą chwilę, za każde słowo. Za wiarę, nadzieję i miłość. Za wszystkie emocje na całej skali, za dojrzałość i za dziecinne rzucanie się śnieżkami. Za Syna - lepszego niż marzenie". Opisała też ich ostatni wspólny poranek: „Sześć lat temu - niebieska koszula na wieszaku, krawat i wypastowane buty. Rano - okruchy w kuchni, filiżanka z niedopitą kawą i SMS: >>Orzeł startuje<<. Nie było drugiego. Nie będzie". Na końcu tego wpisu pojawiają się słowa „Może to jeszcze nie wszystko. Może to nie koniec. Żyć, jakby się jeszcze kiedyś miało spojrzeć w oczy".

Wybrane dla Ciebie