Bici i zastraszani dziennikarze Biełsatu – ich relacje z protestów oglądają tysiące Białorusinów

aktualizacja: 21:05 wyślijdrukuj
fot
W czasie protestów zatrzymano 28 dziennikarzy, z tego około połowa to reporterzy Biełsatu (fot. arch.PAP/Bartłomiej Zborowski)

100 do 120 tysięcy odsłon w sieci – taką popularnością cieszyły się relacje dziennikarzy nadającego z Warszawy Biełsatu z ostatnich demonstracji na Białorusi. Mieszkańcy tego kraju coraz częściej wiedzę czerpią z Biełsatu, a nie z państwowej telewizji.

W czasie protestów na Białorusi rekordową popularnością w tym kraju cieszyła się nadająca z Warszawy białoruskojęzyczna telewizja Biełsat. Państwowa stacje białoruskie nie informowały o prawdziwych przyczynach demonstracji, starając się przedstawić je jako próbę destabilizacji sytuacji w kraju.

Dzięki wykorzystaniu internetu, reporterzy Biełsatu mogli transmitować przebieg całych protestów na Białorusi. Średnio każda taka transmisja miała około 100-120 tysięcy odsłon w sieci.

– Nie mamy wozu transmisyjnego na Białorusi, bo nie mamy po prostu takich środków i możliwości, ale mamy internet i mamy technologie, które pozwalają wejść na żywo w każdym momencie – mówi Wola Szwed z redakcji internetowej Biełsatu Kierujący działem informacji Biełsatu Aleksy Dzikawicki dodaje, że internet to nie wszystko. Bardzo istotne jest to, że tę telewizję mogą oglądać ci, którzy mają anteny satelitarne.

– Oni widzą na antenie swoich znajomych, ludzi których znają. Ci ludzie się nie boją i też wychodzą i wspierają protesty – mówi.
Bici, zastraszani

W czasie protestów zatrzymano 28 dziennikarzy, z tego około połowa to reporterzy Biełsatu. Jak informował w niedzielę Biełsat – dwóch dziennikarzy stacji pobito, dziennikarce grożono odebraniem dziecka. Manifestacje na Białorusi trwają od kilku tygodni. Ich przyczyna to wprowadzenie przez władze podatku dla tych, którzy nie są zatrudnieni więcej niż przez połowę roku. Białorusini manifestowali także przeciwko pogarszającej się sytuacji gospodarczej.

Wybrane dla Ciebie