Disney liczy zyski, „Piękna i Bestia” idzie na rekord, a Watson nie żałuje Oscara

aktualizacja: 17:23 wyślijdrukuj
fot
„Piękna i Bestia” (fot. Disney)

Nowa wersja baśni „Piękna i Bestia” przygotowana przez Disneya idzie jak burza w pierwszy weekend w kinach. W piątek film zgromadził 63,8 mln dolarów. Szacowane wpływy to 170 mln dolarów. Zainteresowaniu widzów towarzyszą dobre recenzje. Film jest zrealizowany z rozmachem i ma współczesne przesłanie. Piękna już nie jest bezwolną marionetką, ale pewną siebie młodą kobietą, która wie, czego chce.

Jak do tej pory najwięcej w weekend otwarcia, wśród produkcji Disneya, zarobiły „Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy” – prawie 248 mln dolarów.

Sukces „Pięknej i Bestii” zaskoczeniem nie będzie, ponieważ zwiastun filmu miał 127,6 mln odsłon na całym świecie w 24 godziny od premiery. Jest to nowy rekord wszech czasów. Poprzedni należał do filmu „Ciemniejszej strony Greya”, który we wrześniu 2016 roku miał 114 mln odsłon.

Film, który wyreżyserował Billy Condon to remake disnejowskiej, uwielbianej na świecie animacji z 1991 r. Grają w nim m.in. Emmy Watson (Bella), Dan Stevens (Bestia), Kevina Kline’a, Ewana McGregora, Iana McKellena, Luke Evans i Emmy Thompson. Condon poprzedniej wersji raczej się trzyma i tak naprawdę tym razem nikt prochu nie wymyślił. Czyli, znacie? To posłuchajcie.

Bella żyła sobie spokojnie z ojcem w ślicznej wiosce. Aż pewnego dnia tata zniknął, a ona ruszyła na poszukiwania. Znalazła go w zaczarowanym pałacu Bestii. Przerażający władca zaproponował dziewczynie, że uwolni jej ojca, jeśli ona z nim zostanie. Koniec znamy – Bella się zakochała w dobroci Bestii, a w nagrodę dostała księcia, którego zła wróżka w potwora zamieniła.

Bella w interpretacji Watson jest dość charakterna jak na baśniową postać. Ale show kradnie jej Luke Evans, mocno denerwujący ale i olśniewający jako paskudne maczystowskie indywiduum, czyli rycerz Gaston.

Zachwycające są drugoplanowe postaci, czyli uczłowieczone przedmioty, za którymi kryją się Ewan McGregor – Płomyk, Ian McKellen – Trybik, Stanley Tucci – Maestro Cadenza i Emma Thomson – Pani Imbryk.

Można było się spodziewać większej baśniowej rebelii po zapowiedziach Disneya, bo np. feminizm u Belli jako taki raczej nie występuje. Ale jest pięknie, przebojowo i zabawnie. Piosenki wpadają w ucho, a Watson wygląda olśniewająco w żółtej sukni balowej. Zamek jest przerażająco gotycki, scenografie fantastyczne, efekty również dobre. Scenariusz trochę kuleje, ale przecież wszyscy wiedzą o co chodzi.

Czy Emma Watson dobrze zrobiła, że odrzuciła propozycję zagrania w obsypanym nagrodami musicalu „La La Land”? Jeśliby się postarała równie dobrze jak Emma Stone, dostałaby Oscara. Nie zgrały się jednak terminy realizacji filmów, a jak opowiada Watson w wywiadach, przed wejściem na plan „Pięknej i Bestii” musiał trenować taniec, śpiewa, jazdę konną i szermierkę. Aktorka cieszy się, że musicale wracają do łask producentów filmowych i widzów i nie żałuje, że zagrała Bellę. Baśń „Piękna i Bestia” została po raz pierwszy spisana przez Gabrielle-Suzanne Barbot de Villeneuve w 1740 r. Pierwszy raz zekranizował ją Jean Cocteau w 1946 r. Bestię zagrał Jean Marais, a Bellę – Josette Day.

Wybrane dla Ciebie