TYLKO U NAS

Jak się nie ubierać, czyli modowe gafy i wpadki na szczytach władzy

Katarzyna Chojnowska aktualizacja: 14:00 wyślijdrukuj
Krawat amerykańskiego prezydenta stał się przyczynkiem do dyskusji o savoir-vivre (fot. Ron Sachs/CNP)

Dyplomacja to sztuka mówienia komuś „Idź do diabła!”, w taki sposób, aby ten już cieszył się na samą myśl jak przyjemna podróż go czeka. Niektórzy tę sztukę opanowali do perfekcji, inni „wykładają się” na tak podstawowych sprawach jak ubiór. I jak pokazuje historia dyplomacji, gafy, wpadki i faux pas osobom ze świecznika nie są obce.

Dyskusję co wypada, a czego już nie, wywołał ostatnio prezydent Donald Trump. Podczas wizyty w Orlando prezydentowi USA wysiadającemu z samolotu psikusa sprawił wiatr, który podwinął mu krawat.

Okazało się, że ten podklejony był od spodu taśmą. Tak zwana TapeGate rozgrzała internet. Dla przeciwników obecnej administracji stała się metaforą rządów 45. prezydenta. Wielu sugerowało, że Donald Trump powinien użyć spinki do krawata. Jednak jak przekonują specjaliści od etykiety – dopiero wtedy zaliczyłby modową wpadkę. Bo spinek do krawata nosić nie wypada. „Ostrożnie z biżuterią u panów! może się ona sprowadzać do obrączki czy rodowego sygnetu, zegarka i spinek do mankietów. Spinki do krawatów to potwory z przeszłości – trzeba je wykreślić z listy ubioru” – przestrzega Łukasz Walewski, autor książki „Przywitaj się z królową”.
Siła drobiazgów

Donaldowi Trumpowi psikusa spłatał wiatr, z kolei David Cameron całkiem świadomie omal nie doprowadził do politycznego skandalu i oziębienia stosunków na linii Wielka Brytania – Chiny. A wszystko za sprawą… drobnego kwiatka wpiętego w klapę marynarki. W 2015 roku, gdy najliczniejsza od 200 lat brytyjska delegacja odwiedziła Państwo Środka, jej uczestnicy w klapach wpięte czerwone filcowe maki. Dla Brytyjczyków są one symbolem pamięci o poległych żołnierzach. Dla Chińczyków – symbolem poniżenia z rąk Europejczyków czyli wojen opiumowych. Pomimo próśb strony chińskiej, brytyjska delegacja odmówiła zdjęcia maków. „Chińską wpadkę” zaliczyła także swego czasu brytyjska minister transportu. Baronessa Susan Kramer wręczyła burmistrzowi Tajpej – zegarek. Tymczasem chiński przesąd mówi, że taki prezent symbolizuje odliczanie do śmierci obdarowanego.

Tekstylny skandal

Gafę, którą śmiało można nazwać skandalem popełnił natomiast boliwijski minister obrony, Jorge Ledezma. Jego nieroztropność dotycząca stroju kosztowała go posadę w rządzie.

Jorge Ledezma wziął udział w akcji, której celem było dostarczenie wody pitnej do chilijskiego miasta Copiapo, które ucierpiało w skutek powodzi. Ale to nie szczytny cel przykuł uwagę mediów, a kamizelka, jaką podczas telewizyjnego wywiadu miał na sobie minister obrony. Kamizelka z napisem „Morze należy do Boliwii” oraz mapą w barwach boliwijskiej flagi, przedstawiającą obszar Chile, do którego od prawie 140 lat roszczą sobie prawa Boliwijczycy.

Ledezma przeprosił, ale prezydent Evo Morales, nie wybaczył. W ciągu tygodnia Boliwia miała już nowego ministra obrony.

Nieelegancko jest śmiać się z cudzych wpadek nie zauważając swoich – a tych na polskim podwórku nie brakuje. Nieparlamentarny język, określenia, które i damom i dżentelmenom nie uchodzą to nie koniec, bo z etykietą też bywaliśmy na bakier. A mówiąc o tym, nie sposób nie wspomnieć słynnej sukienki Aleksandry Miller.
(fot. PAP/Grzegorz Roginski)
Gdy w 2002 roku Leszek Miller podejmował japońską parę monarszą – cesarza Akihito i cesarzową Michiko, to jego małżonka skupiła uwagę mediów. Wystąpiła w białej sukience bez rękawów z różowymi napisami „sexy”, „pink”, „love” i „romance”.

– Napisów nie widziałem. Natomiast myślę, że małżonka premiera chciała dobrać sukienkę. Ona miała kolor wiśni, który pasuje do tradycji nipponu – japońskiej. Myślę, że to był główny element decyzji pani premierowej. Nie dobierałem tej sukienki, ale myślę, że taka była intencja – mówił wówczas sekretarz stanu ds. międzynarodowych w Kancelarii Premiera Tadeusz Iwiński.

O czym mówiono na spotkaniu, pewnie niewielu pamięta, ale frywolne nadruki na stroju żony ówczesnego premiera na pewno przejdą do historii. Nie tylko dyplomacji.

Królewskie pułapki
Modowa wpadka przydarzyła się byłej polskiej pierwszej damie. Zaraz na początku kadencji, Aleksandra Kwaśniewskiego w 1996 roku, Polskę odwiedziła królowa Elżbieta II.

Jolanta Kwaśniewska wystąpiła w spódnicy przed kolana, znacznie krótszej niż królowa, co było sporym dyplomatycznym nietaktem. Media ochrzciły ją wówczas „podkasaną prezydentową” i to określenie przylgnęło do niej na lata.
(fot. PAP/CAF/Filip Miller)
Ale nie tylko polska pierwsza dama nie uniknęła modowych wpadek przy brytyjskiej rodzinie królewskiej. W 2011 roku spore kontrowersje wzbudziła suknia, w której Michelle Obama wystąpiła na wieczornym bankiecie w Pałacu Buckingham. Amerykańska pierwsza dama wybrała na tę okazję długą suknię w kolorze kości słoniowej. Śmiało odsłonięte ramiona nie wzbudziły zachwytu znawców etykiety. Niewyparzony język księcia

Wpadki w obecności królowej Elżbiety, nie należą do rzadkości. Z drugiej strony sama rodzina królewska też wolna od gaf nie jest. Szczególnie jeden z jej członków – książę Filip. I choć etykieta reguluję właściwie niemal wszystko, niewyparzony język wpędza często małżonka królowej w kłopoty, a brytyjska prasa z lubością wytyka księciu Edynburga kolejne wpadki.

Gdy w 1965 roku Filip odwiedzał wystawę etiopskiej sztuki prymitywnej, wymamrotał: „to coś co moja córka mogłaby przynieść z zajęć plastyki w szkole”. Rok później zasłynął stwierdzeniem, że „Brytyjki nie potrafią gotować”. W 1967 roku zapytany czy odwiedziłby Związek Radziecki, odpowiedział: „chciałbym bardzo odwiedzić Rosję, pomimo, że dranie wymordowały mi pół rodziny”. Podczas recesji na początku lat osiemdziesiątych stwierdził, że „wszyscy mówili, że powinniśmy więcej odpoczywać, teraz narzekają na bezrobocie”. W ’95 spytał natomiast szkockiego instruktora jazdy jak udaje mu się utrzymać swoich pobratymców z dala od alkoholu, tak by udało im się zdać egzamin na prawo jazdy.

Kiedy w 2002 roku Filip wraz z królową odwiedzał Australię zapytał z kolei Aborygenów czy nadal rzucają w siebie włóczniami.
(fot. EPA/NIC BOTHMA)
Ale i na polu modowym królewski małżonek „zaliczył wpadkę”. W 2003 roku podczas wizyty w Nigerii u boku królowej miał skomentować tradycyjny strój tamtejszego prezydenta. – Wygląda na to, że jesteś gotowy iść spać – zwrócił się do Oluseguna Obasanjo.

Kwestia stylu

Zdecydowanie piżamą nie można określić natomiast stroju, w jakim wystąpiła w 2008 roku Angela Merkel. Zachowawcza w stroju kanclerz Niemiec podczas inauguracji nowej Opery Narodowej w Oslo, pokazała dekolt. Zdjęcia obiegły cały świat i komentowane były w niemal wszystkich tabliodach.

„Broń masowego rażenia Merkel” – pisał brytyjski „Daily Mail”, „nigdy jeszcze nie widzieliśmy tak wydekoltowanej sukienki” pisał niemiecki „Bild” w tekście pod tytułem „Merkel pokazała dekolt”, „Oh, la la, pani Merkel!” – żartował „Express”.
(fot. DPA/SIGURDSON BJORN)
I co prawda, Angeli Merkel modowe wpadki zdarzają się rzadko, ale jak już – to spektakularne. W 2012 roku udała się do pogrążonej w kryzysie Grecji. Jej wizyta wyprowadziła około 10 tysięcy osób na ulice. Protestujący palili jej kukły ubrane w nazistowskie mundury.

Sama kanclerz ubrała się w zieloną marynarkę – tą samą, którą Angela Merkel nałożyła, gdy Niemcy zmiażdżyły Grecję podczas piłkarskiego Euro 2012. Podczas 60. rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz, w morzu elegancko ubranych – w czarne płaszcze i kapelusze – gości, wyróżniał się jeden. Właśnie wiceprezydent USA.

Na tak podniosłą uroczystość nałożył oliwkową puchową kurtkę z kapturem wykończonym futerkiem, buty do wspinaczki i narciarską czapkę z napisem „Staff 2001”, którą dziennikarz „Washington Post” określił jako coś, co uczestnik konwencji wyborczej mógłby znaleźć w torbie z pamiątkami”.
(fot. PAP Adam Hawałej)
Dziennikarze na Cheney’u nie pozostawili suchej nitki. Kurtka wiceprezydenta z wyszytym nazwiskiem Robin Givhan określił jako coś, co „przypomina sposób w jaki ubiera się dzieci, które wysyła się na obóz. I rzeczywiście, wiceprezydent wyglądał niezręcznie, jak chłopiec pośród dobrze ubranych dorosłych”.

„Warto wspomnieć, że Cheney miał na sobie buty do wspinaczki – grube, brązowe, sznurowane. Czy on myślał, że będzie musiał wędrować 44 mile z Krakowa do Auschwitz?” – pytał dziennikarz „Washington Post”.

Co wolno wojewodzie…

Modowe wpadki mogą stać się pewnego rodzaju deklaracją. Tak było w przypadku żony Tony’ego Blaira podczas wizyty w Watykanie. Na spotkanie z Benedyktem XVI, jego żona Cherie ubrała się w białą bluzkę, oraz kostium tej samej barwy. I to uznano za spory nietakt.

Choć rzecznik Cherie Blair zapewniał już po powrocie do Wielkiej Brytanii, że zaproszenie od Benedykta XVI było ogromnym zaskoczeniem, a żona premiera miała dziesięć minut na przygotowanie.
(fot. EPA/OSSERVATORE ROMANO)
W niezwykle restrykcyjnej watykańskiej etykiecie stroje zarówno kobiet jak i mężczyzn są uregulowane. Najbezpieczniejsza jest czerń. Na spotkanie z papieżem kobiety powinny przyjść ubrane elegancko, ale skromnie. Absolutnie wykluczone są nagie ramiona i spodnie. Pożądanym elementem są natomiast nakrycia głowy – woalki lub chusty.

Biel zarezerwowana jest natomiast dla papieża. Co nie oznacza, że kobiety w bieli u boku Ojca Świętego nie występują. Istnieje coś takiego, jak „przywilej bieli” – tradycja, zgodnie z którą wybrane katolickie królowe, księżne i księżniczki mogą nosić białą suknię i białą mantylę podczas audiencji u papieża. „Zgodnie z wymaganiami watykańskiego ceremoniału, katolickim monarchiniom i księżniczkom wolno ubierać się w biel” – informuje Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej. Ale nie wszystkim – przywilej nie przysługuje żonie króla Lesotho, żonie księcia Liechtensteinu, do 2013 roku przywileju nie posiadała żona księcia Monako.

Arystokratka zachowuje przywilej według uznania papieża, pod warunkiem pozostawania dobrą katoliczką w oczach opinii publicznej.

Wybrane dla Ciebie