TYLKO U NAS

Do lotniska zabrakło im 70 sekund i 950 metrów. Katastrofa samolotu „Mikołaj Kopernik”

aktualizacja: 13:28 wyślijdrukuj
Do pasa zabrakło tak niewiele (fot. arch.PAP/ Ireneusz Radkiewicz)

– Ludzkie szczątki wymieszane z pociętą blachą i ubraniami wyrzuconymi z walizek oraz silny zapach ropy – wspomina katastrofę samolotu PLL LOT „Mikołaj Kopernik” operator Jan Naukowicz, który jako jeden z pierwszych osób dotarł na miejsce tragedii, do której doszło 14 marca 1980 roku, tuż przed lotniskiem Okęcie.

– Z daleka wyglądało to jak śmietnisko. Ale kiedy podeszliśmy bliżej wszystko nabrało znaczenia. Ludzkie szczątki wymieszane z częściami maszyny, bagażami, ubraniami wyrzuconymi z walizek. I ten silny zapach ropy – wspomina w rozmowie z portalem tvp.info Jan Naukowicz, operator kamery, który jako jeden z pierwszych osób dotarł na miejsce katastrofy samolotu Ił-62 „Mikołaj Kopernik”, który rozbił się 14 marca 1980 roku w Warszawie. Zginęli wszyscy na pokładzie – 87 osób.

Za 70 sekund mieli zetknąć się z pasem

Maszyna podchodziła do lądowania. Za 70 sekund miała zetknąć się z pasem startowym. Ale nie zapaliła się lampka sygnalizująca wysunięcie się podwozia. W tamtym czasie dość często to się zdarzało, bowiem przepalały się bezpieczniki. Załoga, aby upewnić się, że maszyna jest gotowa do lądowania, postanowiła odejść na następny krąg, by ekipa z wieży kontrolnej mogła potwierdzić stan podwozia. Kontroler lotów wydał polecenie przejścia samolotu z pułapu 250 na 650 metrów.

Gdy na polecenie dowódcy mechanik pokładowy zwiększył moc silników, doszło do awarii silnika nr 2. Jego odłamki uszkodziły silnik nr 1, przebiły kadłub, zniszczyły układy sterownicze, zasilanie czarnej skrzynki oraz rejestratora kokpitu, a także silnik nr 3. W efekcie samolot stracił trzy silniki i zaczął spadać. Ostatnich 26 sekund lotu nie zostało zarejestrowanych.
26 sekund bezwładnego spadania

Samolot uderzył w ziemię po 26 sekundach bezwładnego opadania. Prawym skrzydłem ściął drzewo i uderzył w zamarzniętą fosę. Pilotowi, manewrującemu jedynie lotkami na skrzydłach, udało się ominąć budynki mieszkalne, tym samym unikając jeszcze większej tragedii. Do pasa startowego brakowało 300 metrów.

Wszędzie leżały ciała

Kiedy przy Alei Krakowskiej rozgrywał się dramat, operator Jan Naukowicz, pracujący wówczas dla niemieckiej telewizji ZDF, przyjechał na lotnisko cargo skąd zwykle wysyłał materiały do centrali. Natychmiast wyczuł poruszenie wśród załogi portu. – Powiedzieli nam, że spadł samolot i mniej więcej wskazali kierunek – wspomina operator. Ekipa natychmiast ruszyła na poszukiwania. – Chwilę to zajęło, bo nikt dokładnie nie wiedział, na którym podejściu doszło do katastrofy – wyjaśnia. Na miejsce dotarli po około 10 minutach. – Wszędzie leżały porozrywane ludzkie ciała, wymieszane z ubraniami, bagażami i fragmentami maszyny, pociętą blachą – mówi Naukowicz i dodaje, że na drzewach i wraku powiewały seledynowe wstążki, które powstały z podartych na pasy pokrowców foteli. Wrak, uderzając w ziemię, rozpadł się całkowicie. Silnik leżał odrzucony od reszty. W jednym kawałku został tylko ogon maszyny.

„Trzeba było zrobić swoje”

Kamera natychmiast poszła w ruch. Musieli bardzo ostrożnie chodzić, aby nie zbezcześcić ciał. – Trzeba było zrobić swoje, ale też uszanować tych co zginęli – mówi Naukowicz.

Operator wspomina, że widok był straszny i choć później dane mu było jeszcze wielokrotnie doświadczać makabry np. wojen i niechętnie wraca do tych trudnych obrazów, mocno utkwił mu w pamięci widok sprzed 37 lat.
  • (fot. arch.PAP/Grzegorz Rogiński)
  • (fot. arch.PAP/Grzegorz Rogiński)
  • (fot. arch.PAP/Grzegorz Rogiński)
  • (fot. arch.PAP/Ireneusz Radkiewicz)
  • (fot. arch.PAP/Maciej Kłoś)

Do katastrofy doszło tuż przed lotniskiem Okęcie

Anna Jantar oraz 22 amerykańskich bokserów

Na miejsce zjeżdżało się coraz więcej służb. Pojawił także ówczesny premier Edward Babiuch. Szybko otoczono teren i wygoniono nieproszonych gości z kamerami. Naukowiczowi udało się zarejestrować około 5 minut filmu. Obrazy obiegły cały świat. To była pierwsza tak straszna katastrofa lotnicza w Polsce. – Nikt właściwie nie wiedział, jak się zachować – wyjaśnia Naukowicz. W „Dzienniku Telewizyjnym” ukazała się lakoniczna informacja.

Także później na jaw wyszło, kto znajdował się na pokładzie samolotu lecącego z Nowego Jorku. Do maszyny wsiadła m.in. Anna Jantar oraz 22 członków amatorskiej reprezentacji bokserskiej. Wiele lat później Natalia Kukulska będzie wspominać ten tragiczny dzień, kiedy z bukietem kwiatków wyczekiwała swojej mamy. Poruszenie i łzy, które potem zapanowały, był dla niej niezrozumiałe.

Raport nie do przyjęcia

Dzisiaj wiemy, co stało się na pokładzie. Kiedy pilot, odchodząc na kolejny krąg, zwiększył moc silników, pękł wał w silniku nr 2. Dochodzenie wykazało, że podczas nieprawidłowego remontu podcięto wał, który nie wytrzymał i pękł. Dopatrzono się także wadliwych materiałów, których użyto do produkcji elementów silnika. Specjaliści podkreślają też, że samolot eksploatowany był ponad przewidzianą normę. Co niestety było normą w tamtym czasie. Rosjanie nie zgodzili się z raportem. Dopiero siedem lat później, kiedy w lesie kabackim spadł kolejny Ił-62, strona radziecka zaakceptowała wyniki polskich specjalistów.

Wybrane dla Ciebie