TYLKO U NAS

Zbiegnie z Mount Everest. Zbiera na wczasy dla dzieci z hospicjum

łz aktualizacja: 06:00 wyślijdrukuj
Robert Sadowski ukończył już m.in. maraton po zamarzniętym Bajkale (fot. arch. pryw.)

Na co dzień Robert Sadowski zawiaduje firmą z branży transportowej. Ma jednak wyjątkową pasję – startuje w ekstremalnych maratonach. Ukończył już Maraton Piasków na Saharze i Baikal Ice Marathon. W maju pobiegnie w Tenzing Hillary Everest Marathon. – To pasja, ale chcę przede wszystkim zebrać pieniądze na hospicjum dla dzieci – mówi portalowi tvp.info.

– W ubiegłym roku odeszły w wyniku choroby nowotworowej trzy osoby z bliskiego grona moich znajomych. W ten sposób straciłem również ojca. Chciałem zaangażować się w pomoc chorym. Los chciał, że swoje kroki skierowałem do Hospicjum Domowego NZOZ Zgromadzenia Księży Marianów w Warszawie. Tam wziąłem udział w kursie na wolontariusza, a potem zacząłem działać – opowiada Sadowski.

Placówka mieszcząca się przy ul. Tykocińskiej 27/35 na Targówku jest jedną z największych w Warszawie. – Hospicjum boryka się z wieloma problemami. Wolontariusze sprawują opiekę nad blisko czterystoma pacjentami, wśród których jest sześćdziesięcioro dzieci, osierocone w wyniku śmierci jednego z rodziców – opowiada biegacz.

Inicjatywy ludzi dobrej woli

Sadowski zaangażował się w pozyskiwanie wsparcia dla potrzebujących. – Niestety, nie ma tu rozbudowanej struktury pozyskiwania środków jak mają inne hospicja. Nie funkcjonuje żaden dział PR. Wszystko opiera się na podjętych inicjatywach ludzi dobrej woli. Nie ma agresywnych kampanii, jest tylko subtelna prośba – tłumaczy.

Maratończyk chce zwrócić uwagę na potrzeby hospicjum startując w najwyżej rozgrywanym biegu na świecie – Tenzing Hillary Everest Marathon. Liczy również na zebranie pieniędzy, dzięki którym dzieci z placówki będą mogły pojechać na wakacje. – Moim marzeniem jest pomoc w zorganizowaniu letniego wypoczynku dla nich. Żeby wysłać na wczasy czterdzieścioro dzieci potrzeba około 30 tys. złotych – dodaje.
– W biznesie jest tak, że zawsze trzeba mieć gotowe rozwiązanie. Może dlatego podjęcie się takiego wyzwania jak start w Tenzing and Hillary Everest Marathon i zbiórka pieniędzy dla dzieci znajdujących się pod opieką hospicjum nie traktuję jako rzeczy niezwykłej. Jest taka potrzeba i trzeba stanąć na wysokości zadania. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z trudności, które mnie czekają w Nepalu i zagrożeń. Wierzę jednak, że jeżeli ludzie zobaczą zdeterminowaną osobę to zaangażują się i wspólnie uda nam się zebrać środki dla dzieci – podkreśla Sadowski.

Niedobór tlenu

Maraton na Mount Everest to jeden z najtrudniejszych biegów na świecie. Na wysokości przekraczającej 5,5 tys. metrów ilość tlenu jest tak mała, że samo chodzenie sprawia problem. Dodatkowo niskie ciśnienie ma negatywny wpływ na myślenie – człowiek jest otępiały, a musi być cały czas maksymalnie skoncentrowany, żeby nie spaść w przepaść.

– Mount Everest to obiekt marzeń, pasja i cel wielu ludzi. Trafiają tam szaleńcy, marzyciele czy ludzie lubiący wyzwania. Wzbudza wiele emocji i zainteresowań. Dla mnie osobiście to przede wszystkim chęć zwrócenia uwagi, że szary, zwykły człowiek mający cel jakim jest pomoc dzieciom jest w stanie pokonać wszystkie przeciwności i każdy wysiłek. Mam ogromną nadzieję, że ktoś to dostrzeże i pochyli się nad nami i wesprze hospicjum i uda nam się zorganizować wyjazd dla dzieci – opowiada biegacz.

Maratończyk poważnie podchodzi do wyzwania, dlatego rozpoczął treningi z Robertem Celińskim, który w tym roku po raz piąty wystartuje w tym biegu, zaś podczas czterech ostatnich edycji wygrywał klasyfikację obcokrajowców.
W maratonie na Mount Everest ponownie wystartuje Robert Celiński (fot. Adrian Dmoch)
Kapitalny wynik

– Robert jest najlepszym w historii tego biegu Europejczykiem. Rok temu zajął kapitalne piąte miejsce. W tym roku mam nadzieję, że uda mu się wskoczyć na podium. Mam rozpisany przez niego trening i próbuję go realizować, choć nie jest to łatwe ze względu na intensywny tryb życia. Poza tym podczas treningu chyba chce mnie zabić – opowiada ze śmiechem Sadowski.

– Na razie z formą nie jest najlepiej, ale wiem, że to co teraz wypracuję zaprocentuje w Himalajach. Ufam pod tym względem Robertowi. Pomaga mi też przygotować się do wyprawy pod względem logistycznym. Opowiada o warunkach. Sam jestem ciekaw jak mój organizm zareaguje na taką wysokość – przyznaje.

Sam maratończyk, choć – jak podkreśla – jest amatorem, ukończył już dwie inne ekstremalne imprezy biegowe – dwa lata temu Baikal Ice Marathon po zamarzniętym Bajkale, oraz Maraton Piasków na Saharze rok wcześniej. Na Syberii również biegł dla kogoś. Zaangażował się w pomoc dla Przemka Wojdy, chłopa urodzonego z przepukliną oponowo-rdzeniową.

240 km po pustyni

– Z Rosji wróciłem jedynie z lekkimi odmrożeniami i niesmakiem po tym jak byłem śledzony przez milicjantów, maraton zbiegł się bowiem z zabójstwem Borysa Niemcowa. Wyjątkowym wyzwaniem był Marathon des Sables i 240 kilometrów po pustyni. Niesamowite wyzwanie dla organizmu, ale i dla ducha. Po powrocie do Polski jeszcze przez trzy tygodnie moje myśli błąkały się po Saharze – wspomina.
Sadowski przyznaje, że cieszy się, iż coraz więcej Polaków biega i przy okazji angażuje się społecznie. Sam zapewnia, że nie robi niczego wyjątkowego. – Znam wielu ludzi o ogromnym sercu, niosącym pomoc innym. W dzisiejszym świecie, kiedy każdy jest zaganiany, uwikłany w milion obowiązków nie jest to łatwe. Dla mnie osobiście osoby te są przykładem godnym do naśladowania. W większości przypadków nie afiszują się, nie opowiadają o swoich działaniach. Pracują ciężko niosąc pomoc, a wszystko płynie z ich potrzeby serca – przekonuje.

– Według mnie zwrócenie uwagi na problem przez aktywność sportową jest popularnym tematem. Polacy masowo biegają i to jest super. Każdemu przyświecają inne cele od poprawienia rezultatów, poprzez zwykłą aktywność fizyczną do takich działań jak moje. Dla mnie bieganie jest tylko narzędziem do tego, żeby zrealizować cel jakim jest w tym i w poprzednich przypadkach wsparcie ludzi w trudnej życiowej sytuacji – podkreśla. Przed wylotem do Nepalu Sadowski stawia sobie trzy cele. – Przede wszystkim chcę ukończyć ten maraton, zebrać pieniądze dla dzieci z hospicjum i nie zrobić sobie krzywdy. W domu czekają na mnie żona i dwóch synów – zaznacza.


Hospicjum Domowego NZOZ Zgromadzenia Księży Marianów może wesprzeć każdy, przekazując 1 proc. podatku. Numer KRS: 0000218644

Można także przekazać darowiznę: PKO BP IV O/Warszawa, numer konta: 73 1020 1042 0000 8502 0115 9532

Wybrane dla Ciebie