Milicyjny radiowóz, karetka, mikrobus i kinowóz, czyli złote lata nyski

aktualizacja: 15:42 wyślijdrukuj
Różne wcielenia nyski (fot. arch.PAP/Adam Hawałej/Jan Morek/Grzegorz Michałowski/ Leszek Szymański)

Jeśli pacjent przetrwał transport ratowniczą nyską do szpitala, to zwykle udawało mu się w ogóle przeżyć – żartowano w PRL. Nysy były najpopularniejszymi furgonami w tamtym czasie. Stawiano na nie nawet podczas dalekich podróży np. do Iraku.

Nysa była pierwszym samochodem dostawczym produkowanym w PRL. Doczekała się wielu wersji. Były radiowozy, sanitarki, mikrobusy, a nawet kinowozy. Nyski miały spore wzięcie za granicą. Tylko niespełna połowa produkcji zostawała w kraju, reszta szła na eksport.

Nyska z Fabryki Mebli Stalowych

Jej historia rozpoczyna się po wojnie, kiedy na polskich drogach brakowało lekkich samochodów dostawczych. Nysa i żuk miały zastąpić cięższe samochody konstrukcji radzieckiej.

Na przełomie 1956 i 1957 roku ruszyły prace konstruktorskie i zaledwie po dziewięciu miesiącach zaprezentowano projekt, który bazował na podzespołach warszawy M20.

Po roku z dawnej Fabryki Mebli Stalowych „Zachód”, gdzie produkowano łóżka szpitalne, krzesła, biurka i szafy pancerne, wyjechało ponad 300 sztuk furgonu N58. Niemal co roku wypuszczano udoskonaloną wersję nysy lub jej przeróbkę, dostosowaną do potrzeb różnych służb.

W 1959 roku pojawił się mikrobus oraz sanitarka. I choć przez kolejne dekady ratownicy jeździli właśnie nysami, to narzekali, że zimą zamarzały w nim lekarstwa. Aby tego uniknąć, podczas postoju nagrzewano wnętrze farelką. Wśród ratowników krążyła anegdota, że jeśli chory przetrwa transport taką sanitarką, to już na pewno wyjdzie cało z opresji, w jakiej się znalazł.
Nyską do Iraku

Stanisław Kęszycki, właściciel Muzeum Zabytków Techniki Wojskowej i posiadacz nyski opowiada, jak w 1978 roku właśnie tym furgonem ruszył w podróż do Iraku.

Wyjazd zorganizowany był w ramach Harcerskiego Klubu Motorowego w Warszawie. 11 harcerzy wsiadło w dwie nyski i ruszyło w świat przez Bułgarię, Turcję, Jordanię, Syrię do Iraku.

– Początkowo wszystko szło po naszej myśli. Jednak w okolicach Radomia jeden z samochodów, który otrzymaliśmy od milicji, zepsuł się – wspomina Kęszycki. Okazało się, że wycieka olej. Podróżnicy mimo wszystko zdecydowali się ruszyć dalej i raz po raz dolewali oleju.

Na Bliski Wschód dojechali, a tam na pustyni natknęli na trzy porzucone stare żuki. – Zostawili je tam najprawdopodobniej pracownicy polskiej firmy budowlanej, bo nie opłacało im się transportować wyeksploatowanych aut do kraju – wyjaśnia Kęszycki. Z jednego z aut uczestnicy wyprawy wymontowali silnik, który świetnie pasował do zepsutej nyski.

To nie koniec remontów, które musieli zrobić przed powrotem do domu. W Bagdadzie przedstawiciel Polmo w ramach dobrej współpracy przekazał harcerzem nowy silnik.

Tak więc podczas miesięcznej wyprawy ich samochód korzystał z trzech różnych silników. Stanisław Kęszycki wyjaśnia, że nysa, choć bardzo popularna w tamtych czasach, już wówczas była samochodem konstrukcyjnie przestarzałym i paliwożernym.

Kęszycki przyznaje, że miał okazje jechać ostatnio odrestaurowanym przez jego syna egzemplarzem i sam się sobie dziwi, że przejechał nyską ponad osiem tysięcy kilometrów.
Milicyjny radiowóz

Była nyska w wersji towarowo-osobowej, chłodnia , pojawił się nawet kinowóz. Ale najbardziej w pamięci zapadła nyska w wersji milicyjnej. Syreny i megafon były umieszczone na dachu.

Podwójne drzwi, które były wejściem do przedziału dla osób zatrzymanych, znajdowały się z tyłu wozu. Krzysztof Chrzanowski, który zebrał wspomnienia funkcjonariuszy dla miesięcznika „Policja” pisał, że zdaniem jego rozmówców nysa była najlepszym samochodem, jaki był w MO. Radiostację montowano na podszybiu, a dostęp do silnika był nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz.

Radiowóz był wysoki i miał wąskie koła, dlatego przy szybkiej jeździe istniało ryzyko wypadku. Ale po jakimś czasie kierowcy wyczuwali auto, tak że można było pokonywać nawet ryzykowne zakręty.

Podczas przeglądu kierowca pracował razem z mechanikiem. Dzięki temu sam mógł później wykonywać drobne naprawy. W prewencji nysa służyła głównie do patrolowania i konwojowania.
Kinowóz na eksport

Hitem były nysy przystosowane do projekcji filmów w warunkach polowych. Konstrukcję taką opracowano na zamówienie Ministerstwa Kultury i Sztuki. Wnętrze samochodu zostało podzielone na trzy przedziały – kierowcy, operatora i agregatu prądotwórczego. Kolejne lata to kolejne ulepszenia i wersje. Z fabryki wyjeżdżały mikrobusy, sanitarki w wersji dla klimatu umiarkowanego i tropikalnego.

Nysa stała się jednym z głównych polskich produktów eksportowych. Zdarzało się, że za granicę szło nawet 74 procent produkcji. Nysy jechały na Węgry, do Czechosłowacji, ZSRR, na Kubę, do Kambodży, Korei, Wietnamu Finlandii, Turcji czy Ghany.

Zaprzestanie produkcji nastąpiło w 1991 roku. 3 lutego 1994 roku z taśm zjechała ostatnia nysa o numerze 380575. A kierownictwo fabryki doszło do wniosku, że nie można budować przyszłości zakładu na bazie tego samochodu.

Wybrane dla Ciebie