TYLKO U NAS

Stan alarmu zimowego, czyli w jakiej temperaturze zamarza socjalizm

aktualizacja: 16:54 wyślijdrukuj
Zaspy, śliskie chodniki – zimowa codzienność (fot. arch.PAP/Bolesław Miedza/Edmund Uchymiak/Ireneusz Radkiewicz/Andrzej Rybczyński)

„Czym różni się nieboszczyk od socjalistycznego państwa? Nieboszczyk nie rozkłada się przy temperaturze minus 5 stopni Celsjusza” – żartowano w PRL. To właśnie zima obnażała wszystkie mankamenty nieporadnego systemu.

„Gwałtowne śnieżycie, zamiecie i ostry mróz. Zima, przepuściła atak”– grzmiała Polska Kronika Filmowa z 1979 roku.

Komunikacja była niemal całkowicie sparaliżowana. W miastach mnożyły się awarie sieci wodno-kanalizacyjnej i cieplnej. Pękały rury i kaloryfery. Nie działały zwrotnice. „Nie potrzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery” – żartowano w PRL.
  • (fot. arch.PAP/Andrzej Rybczyński)
  • (fot. arch.PAP/Bolesław Miedza)
  • (fot. arch.PAP/Edmund Uchymiak)
  • (fot. arch.PAP/Ireneusz Radkiewicz)
  • (fot. arch.PAP/Jan Morek)

Zima stulecia

Zima dobiła ekipę Gierka

Dr Andrzej Zawistowski, historyk z SGH oraz IPN, przyznaje, że zima stulecia z przełomu 1978 i 1979 roku była bardzo ciężkim przeżyciem i w praktyce dobiła ekipę gierkowską.

Na dramatyzm tamtych dni złożyły się bardzo obfite opady śniegu, niskie temperatury oraz zła sytuacja w ciepłownictwie, czyli zbyt małe zapasy węgla.

Historyk wspomina o teorii, zgodnie z którą zapasy węgla były niewystarczające, ponieważ ówcześni analitycy opierając się na długoterminowych prognozach ocenili, że nadchodzi łagodna zima. – Więc węgiel poszedł na eksport – mówi historyk.

Tymczasem w sylwestra 1978 roku zaczął prószyć śnieg. Padał nieprzerwanie przez wiele godzin. Do tego wiał silny wiatr, który tworzył zamiecie i zaspy. Temperatura gwałtownie spadła w dół. 1 stycznia rano kraj był sparaliżowany.
Pospolite ruszenie do walki ze śniegiem

W niektórych regionach wprowadzono stan klęski żywiołowej. Drogi tonęły w zaspach, pękały szyny i zamarzały zwrotnice. W elektrociepłowniach zaczęło brakować węgla.

Do odśnieżania torów i dróg skierowano wojsko wyposażone w ciężki sprzęt. Na drogach pojawiły się czołgi, które gąsienicami zrywały zmrożony śnieg. Stanęła komunikacja.

Początek końca

– Doszło wówczas do pospolitego ruszenia. Z biur, zakładów pracy i fabryk pracownicy wyszli na ulicę i zabrali się do odśnieżania – mówi Zawistowski.

Zwraca też uwagę, że dramatyczny przebieg zimy niewątpliwie przyczynił się do wiszącego nad socjalistycznym państwem kryzysu. – Rok 1979 był pierwszym po II wojnie światowej, kiedy odnotowany ujemny dochód narodowy. To był początek zjazdu – mówi. Potem było tylko gorzej.
Temperatura zamarzania socjalizmu

Natychmiast pojawiła się seria żartów z socjalistycznej ojczyzny. – Jaka jest temperatura zamarzania socjalizmu? – pytano. – Minus 5 – brzmiała odpowiedź.
Albo: „Czym różni się nieboszczyk od socjalistycznego państwa? Nieboszczyk nie rozkłada się przy temperaturze minus 5 stopni Celsjusza”.

Specjaliści podkreślają, że także zwykła zima obnażała wszystkie mankamenty nieporadnego systemu. Co roku władze zapewniały, że tym razem zima nikogo nie zaskoczy i co roku było tak samo. Ludzie wpadali w histerię z powodu padającego śniegu. Horrorem tamtych czasów były wiecznie letnie kaloryfery oraz przerwy w dostawie prądu.
Stan alarmu zimowego

Władze pomne doświadczeń z 1979, przygotowując się do mrozów w 1986 roku, przyjęły wariant „trudnej zimy”. Gromadzono zapasy węgla, paliw i soli. Wymieniono o 40 kilometrów więcej rur sieci cieplnej niż przed rokiem.

Jednak i tym razem zima miała wszystkich zaskoczyć, a przełom roku 1986 i 1987 zyskał miano „zimy stulecia”.

Styczeń 1987 roku okazał się jednym z najzimniejszych miesięcy w historii polskiej meteorologii. W wielu miejscach wystąpiły temperatury przekraczające minus 30 stopni Celsjusza. W Bielsku-Białej poziom pokrywy śnieżnej sięgnął najwyżej – 87 centymetrów.

11 stycznia 1987 ogłoszony stan alarmu zimowego w Gdańsku. Po pięciu dniach z ulic i chodników zaczęły znikać zaspy śnieżne. Do pracy ruszyły oddziały obrony cywilnej. Do walki ze śniegiem skierowano sprzęt ciężki. W Krakowie z najbardziej ruchliwych ulic w ciągu jednego dnia wywieziono kilkaset ton śniegu. W wielu miejscach na lokalnych drogach pojawiły się metrowe zaspy.

Wybrane dla Ciebie