Ludzkie oblicze władzy, czyli sylwester w PRL

Radziecki szampan rzucany do sklepu na ostatnią chwilę, trwała ondulacja, wielkie wąsy, noworoczna szopka po cenzurze i bale przodowników pracy. Jedyna taka noc w roku.

Grudniowe polowanie, czyli Boże Narodzenie à la PRL

– Było wspólne rodzinne polowanie na różne produkty, takie jak kubańskie pomarańcze – opowiada portalowi tvp.info dziennikarz Michał Olszański....

zobacz więcej

Sylwester i Nowy Rok to były jedyne dni w PRL, kiedy władza mogła na równi z obywatelami świętować bez żadnego konfliktu ideologicznego. Inne uroczystości miały albo charakter państwowy – np. 1 Maja i niespecjalnie podobały się społeczeństwu, albo religijny – jak Boże Narodzenie i wtedy niechętnie świętowały władze.

– To był też dobry moment , by władza pokazała swoje ludzkie oblicze. Nie było pochodów i akademii. Chodziło o dobrą zabawę. Choć przemówień noworocznych nie mogło zabraknąć – mówi historyk dr. Andrzej Zawistowski z IPN oraz SGH.

teraz odtwarzane
Szampan trafił na półki dwa dni przed sylwestrem

Półbuty Polski Fiat i półtrzewiki rekreacyjno-sportowe Ringo. Hity i kity obuwnicze w PRL

Obcinanie czubków kapci, które rozbiły się za małe, albo wszywanie gumek do za dużych, żeby nie spadały. W PRL ze sklepowej półki brało się co...

zobacz więcej

Szopka jako wentyl

Sylwester i Nowy Rok z czasem obrosły w tradycję, do której przywykli także obywatele. Noworoczne przemówienia oraz szopka noworoczna to były jedyne momenty, gdy władza tolerowała żarty. – To nie znaczy oczywiście, że cenzura ją omijała, ale patrzono na nią z pewnym pobłażaniem – wyjaśnia historyk.

Szopka przybierała różne formy. To nie był jedynie telewizyjny kabaret, ale też drukowane w gazetach żarty. Tego dnia zawsze groźna, poważna i dostojna władza dopuszczała puszczenie oka w swoją stronę. – To był wentyl bezpieczeństwa. A ludzie chętnie bawili się rozpoznając różne postaci z szopki – mówi dr Zawistowski.

teraz odtwarzane
Trzy pary na jednym metrze kwadratowym. Bal w kawiarni Bombonierka

Zaproszenie na bal potwierdzeniem pozycji

Jednym z ważniejszych elementów były oczywiście bale sylwestrowe. Najważniejszy, na którym bawili się najwyżsi rangą przywódcy, organizowano w auli Politechniki Warszawskiej, gdzie wybrani przez partię przodownicy pracy świętowali wspólnie z oficjelami.

Władysław Gomułka przeniósł wieczór sylwestrowy do gmachu Komitetu Centralnego, gdzie organizowano zabawę głównie dla pracowników KC. Po północy I sekretarz wygłaszał bardzo długie orędzia. – Wkraczamy w nowy rok pełni wiary, że stanie się on kontynuatorem wysiłku swojego poprzednika w dziedzinie zapewnienia ludzkości trwałego pokoju – tak Władysław Gomułka witał rok 1964.

Edward Gierek zmienił miejsce sylwestrowej zabawy na Pałac Kultury. Skrócił długość przemówienia i powrócił do bierutowskiego zwyczaju zapraszania wyróżniających się pracowników. – Zaproszenie na taki bal dla elity było potwierdzeniem pozycji lub nagrodą, wyróżnieniem za pracę – wyjaśnia historyk. Dotyczyło to także imprez organizowanych na niższych szczeblach władzy lokalnej.

teraz odtwarzane
Wąsy musiały być olbrzymie. Sylwestrowa moda 1984 roku

Wąsy i trwała ondulacja

Dla tych, którzy nie dostali się na bale z oficjelami, były zabawy w zakładach pracy i międzyzakładowych domach kultury, hotelach i restauracjach albo domowe prywatki. Pracownice zakładów dziewiarskich bawiły się ze strażakami. Zakłady pracy gościły się nawzajem. Chłopi zapraszali robotników, robotnicy chłopów.

Na stół wyjeżdżał bigos, galareta, „czysta” i oczywiście radziecki szampan.

Na głowach pań trwała ondulacja i pasemka. Do fryzjera trzeba było zapisywać się z dużym wyprzedzeniem. Lata osiemdziesiąte to intensywne kolory strojów, bufiaste rękawy, szerokie ramiona, trwała mocno usztywniona lakierem do włosów i obowiązkowo ozdobiona brokatem. Mocny makijaż, a dla panów – wąsy. Ale nie mały wąsik, tylko długie i bujne wąsiska!

teraz odtwarzane
Niektóre panie błyszczały tak, że trzeba było mrużyć oczy

Wodzirej na dwóch balach jednocześnie

Szampańską zabawę w ludowej ojczyźnie musiał prowadzić wodzirej. To on rozkręcał zabawę i czuwał, by zbyt szybko nastrój nie opadł. Zapotrzebowanie na wodzirejów było tak duże, że czasem jeden obsługiwał dwie imprezy na raz.

Ryszard Rembiszewski wspominał taki wieczór w latach osiemdziesiątych, kiedy kursował pomiędzy restauracją na Foksal a hotelem Forum. Zamówiony samochód co chwilę przewoził go z miejsca na miejsce. A przyjaźnie nastawieni portierzy dbali o jedno puste miejsce na parkingu blisko drzwi wejściowych. Udało się nawet obsłużyć północ. Odliczanie rozpoczął w Forum, a dokończył je zmiennik.

Podobne doświadczenia miał Bohdan Krzywicki, aktor i znany wodzirej, który miał poprowadzić wielki bal w hotelu Bristol. Impreza odbywała się jednocześnie w dwóch salach i dwóch językach, bo imprezę swoją obecnością zaszczyciła angielska rodzina królewska.

teraz odtwarzane
Na balu albo przed telewizorem. Obowiązkowo z radzieckim szampanem

Zobacz więcej