Szef MSZ oczekuje wyjaśnień ws. stenogramów lotu do Smoleńska

aktualizacja: 11:50 wyślijdrukuj
fot
Do katastrofy doszło 10 kwietnia 2010 roku (fot. youtube.com/Sergei Karpukhin)

– Wystąpiliśmy we wtorek z oficjalną notą, którą przesłała polska ambasada w Moskwie do rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aby Rosjanie ujawnili nam w oparciu o jakie stenogramy wypowiadał się prezydent Władimir Putin. Czekamy na odpowiedź MSZ – w ten sposób szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski odniósł się do niedawnych słów prezydenta Rosji. Stwierdził on, że osobiście czytał stenogram z rozmów pilotów tupolewa i „człowieka z ochrony”, który naciskał, by maszyna lądowała.

We wtorek polskie MSZ zwróciło się do władz Rosji o niezwłoczne wydanie nieznanych dotąd w Polsce zapisów rozmów w kokpicie Tu-154M. Chodzi o zapisy, z których informacje czerpał prezydent Rosji, Władimir Putin. 

23 grudnia na dorocznej konferencji prasowej Putin powiedział, że zwrot wraku samolotu, który rozbił się w kwietniu 2010 roku pod Smoleńskiem, nie jest możliwy, dopóki Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej będzie prowadził śledztwo. Putin powiedział też, że „osobiście czytał” zapisy rozmów pilotów samolotu prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i „człowieka z ochrony”, który wszedł do kabiny i domagał się, żeby wylądować, nie bacząc na zastrzeżenia załogi. 

 – Człowiek, który wszedł do kabiny – zapomniałem jego nazwiska, tam ono jest – żądał, by lądować. Pilot odpowiedział: „Nie mogę. Nie można lądować”. Człowiek z otoczenia prezydenta – ten, który wszedł do kabiny – powiedział: „Nie mogę zameldować tego szefowi. Rób, co chcesz, ale ląduj” – mówił Putin. Witold Waszczykowski stwierdził, że strona polska nic o takich zapisach nie wie. 

 – Zarówno w raporcie MAK-u, jak i w raporcie polskiej komisji takie wypowiedzi nie padają, w związku z tym chcielibyśmy się dowiedzieć czy prezydent Putin się pomylił czy otrzymał w międzyczasie jakieś nowe zapisy, nowe odczyty – mówił minister spraw zagranicznych.
„Niezbyt grzeczna” odpowiedź

 Szef polskiej dyplomacji poinformował także, że polskie MSZ wystąpiło we wtorek z oficjalna notą, która przesłała Polska ambasada w Moskwie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aby Rosjanie ujawnili, w oparciu o jakie stenogramy wypowiadał się prezydent Władimir Putin. 

– Niebyt grzeczna odpowiedź ambasadora nie jest dla nasz rzeczową odpowiedzią. My czekamy na rzeczową odpowiedź Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji – podkreślał Witold Waszczykowski. 

 W środę ambasada oświadczyła, ze „Rosja nie ma żadnych nieznanych wcześniej nagrań z kokpitu polskiego Tu-154, który rozbił się w Smoleńsku”. W komunikacie przeczytać można także, że „istnieją wyłącznie nagrania, którymi dysponowały Międzypaństwowy Komitet Lotniczy i polska Komisja podczas badania katastrofy”. 

 „Rozszyfrowane rozmowy pilotów niejednokrotnie zostały upublicznione zarówno oficjalnie przez Stronę Polską, jak i w polskich środkach masowego przekazu. Są one łatwe do odnalezienia w Internecie. Nie chodzi o coś nowego” – podkreślono w komunikacie. Jak dodano, „nie ma sensu tłumaczyć po raz kolejny, dlaczego wrak jest potrzebny rosyjskim śledczym, póki w Rosji trwa postępowanie”.
Brak współpracy rodzi podejrzenia 

 Do oświadczenia ambasady i konferencji Władimira Putina odniosło się między innymi Ministerstwo Obrony Narodowej. W oświadczeniu przeczytać można, że „MON stanowczo stwierdza, że Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), która badała i bada katastrofę smoleńską nigdy nie otrzymała ani nagrania, ani stenogramu rozmowy z kokpitu zawierającego takie sformułowania. Oznacza to, że albo strona rosyjska wprowadziła w błąd KBWLLP, przekazując sfałszowane stenogramy i nagrania, albo prezydent Rosji Władimir Putin świadomie, dla tylko sobie znanych powodów, wprowadza w błąd światową opinię publiczną, próbując wbrew faktom, zrzucić odpowiedzialność za tragedię smoleńską na polskiego prezydenta i polskich pilotów.” 

Na antenie TVP Info, szef dyplomacji podkreślał, że to w interesie Rosji jest pełne wyjaśnienie katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. 

– My odpowiadamy stronie rosyjskiej już od lat: im dłużej przetrzymujecie wrak, im dłużej nie chcecie współpracować w śledztwie z Polską na temat katastrofy smoleńskiej, tym bardziej doprowadzacie do utwardzenia takiego podejrzenia w społeczeństwie polskim, że jesteście współodpowiedzialni za tę katastrofę – podkreślał Waszczykowski.
Sześć lat wątpliwości 

 Według Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która badała okoliczności katastrofy w latach 2010-11, dowódca załogi samolotu mówił obecnemu w kabinie dyrektorowi protokołu dyplomatycznego MSZ, że z powodu mgły lądowanie w Smoleńsku jest niemożliwe. 

– Wyszła mgła w tej chwili i w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść – zrobimy jedno zajście – ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Tak że proszę już myśleć nad decyzją, co będziemy robili – mówił pilot wg opublikowanego przez komisję raportu. 

 Po uwadze dyrektora: „No to mamy problem” dowódca dodatkowo wyjaśnił: „Możemy pół godziny powisieć i odchodzimy na zapasowe”, przekazując, że mogą to być lotniska zapasowe Mińsk i Witebsk. 

 Według raportu komisji Millera dyrektor wyszedł z kabiny załogi w celu poinformowania prezydenta o sytuacji. Kilka minut później znów wszedł do kabiny załogi i powiedział: „Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robimy”. 

 W lutym bieżącego roku MON powołało podkomisję do ponownego zbadania katastrofy. W jej skład weszła część ekspertów, którzy współpracowali z powołanym przez parlamentarzystów PiS zespołem smoleńskim, którym kierował Antoni Macierewicz.

Wybrane dla Ciebie