Grudniowe polowanie, czyli Boże Narodzenie à la PRL

aktualizacja: 11:21 wyślijdrukuj
(fot. TVP/NAC/Bauer Franz)

– Było wspólne rodzinne polowanie na różne produkty takie jak kubańskie pomarańcze – opowiada portalowi tvp.info dziennikarz Michał Olszański. Święta Bożego Narodzenia były za czasów panowania komunistów aprowizacyjnym testem. Centrala handlu oraz sklepy przygotowywały się do niego z dużym wyprzedzeniem i z różnym skutkiem.

Do akcji „handlowa niedziela” centrala handlu przygotowywała się dużo wcześniej i bardzo starannie. Kierownicy sklepów zapełniali magazyny, by móc wystawić towar tuż przed wybuchem zakupowej gorączki. Mimo to często zdarzały się wpadki i np. szampan czy cytrusy – symbol świąt w PRL – docierały do Polaków po Nowym Roku.

Czekoladopodobne smakołyki

Pani Ela, niegdyś kierowniczka sklepu spożywczego w Konstancinie pod Warszawą opowiada, że popyt był bardzo duży. Aby więc dla każdego starczyło, musiała wydzielać klientom np. po kilogramie pomarańczy lub tylko dwie kostki masła do jednej reki. Ale wspomina także jeden z towarów, którego niemal nigdy nie brakowało w jej sklepie. To cukierki i bombonierki czekoladopodobne. – Ich zawsze było w brud – wspomina.

Tzw. handlowa niedziela aktywizowała Polaków. Przed sklepami na długo przed otwarciem klienci ustawiali się w ogromnych kolejkach, robili też lity obecności.
Ciekawe prezenty mimo kryzysu

Mimo wielu trudności z dostępem do różnych dóbr Michał Olszański przyznaje, że jego rodzicom udawało się przygotować do świąt wcześniej i w efekcie w domu niczego nie brakowało. – Było oczywiście wspólne rodzinne polowanie na różne produkty, takie jak kubańskie pomarańcze – opowiada. Ponieważ w sklepach nie było zbyt wiele ciekawych rzeczy nastoletni Olszański po prezentowe inspiracje jechał aż do Nowego Dworu. Tam na wiejskim bazarze udawało się kupić jakieś folklorystyczne naczynia, które mógł podarować rodzicom.

Sam pod choinką znajdował także ciekawe rzeczy, a zapamiętał z nich głównie podarunki związane z aktywnością sportową – plastikowe narty Wierchy czy wymarzony rower. Choinka była oczywiście naturalna. – Na Bielanach było jedno miejsce, gdzie można było kupić drzewka i zawsze udawało nam się jakiegoś drapaka przynieść do domu – wspomina dziennikarz.
Najgorsze święta w życiu

Krzysztof Ziemiec wspomina najgorsze święta Bożego Narodzenia w życiu ,czyli te w 1981 roku tuż po wybuchu staniu wojennego. Stół był skromnie zastawiony, a atmosfera przy nim bardzo smutna. Dziennikarz pamięta, że wszyscy bali się, co będzie dalej.

Tamtej zimy sytuacja była szczególnie trudna. Sklepowe półki świeciły pustkami, a choinkę można było kupić tylko w dwóch czy trzech punktach w Warszawie.

Ale takich smutnych świąt w PRL było więcej. Bunt w grudniu ’70 wynikał właśnie z oczekiwania na zastawiony świąteczny stół. Tymczasem na rynku pojawiła się reglamentacja – wprowadzono kartki na żywność.

Dla PRL-owskich władz czas przedświąteczny był trudny i niebezpieczny właśnie ze względu na zwiększony popyt, którego nie było w stanie zaspokoić niewydolna gospodarka centralnie sterowana.
Karp na każdym stole

Oczywiście karpia zabraknąć nie mogło. Miał być „na każdym polskim wigilijnym stole”. Pomysłodawcą tego hasła miał być mister przemysłu Hilary Minc. To z jego inicjatywy powstały Państwowe Gospodarstwa Rybackie, które co roku dostarczały karpia i tylko karpia na polskie stoły. Na dodatek w zbyt małych ilościach.
Choinka noworoczna

Choć komuniści zaciekle zmieniali kalendarz świąt, na Boże Narodzenie nie odważyli się podnieść reki. Dr Andrzej Zawistowski z SGH przypomina, że starano się świąt nie nagłaśniać, ale też ich nie ignorowano.

Napisy Wesołych Świąt pojawiały się w przestrzeni publicznej. Ale o jakie święta chodziło pozostawało w domyśle.

Na początku próbowano, tak jak w Związku Radzieckiego przyćmić Boże Narodzenie hucznie obchodzonym Nowym Rokiem. Organizowano „choinki noworoczne”. Ale w Polsce to się nie przyjęło.

Wybrane dla Ciebie