TYLKO U NAS

„Brakuje nam odwagi, by podążyć za szczęściem”. Karolina Gruszka dla tvp.info

Adam Cissowski aktualizacja: 11:00 wyślijdrukuj

– Nie za bardzo przywiązuję się do jakiegoś miejsca. Jeśli ma się rozstawione priorytety i wie się, dlaczego coś się robi, to nie jest to takie trudne – mówi o swoim powrocie do Polski Karolina Gruszka. Po kilkuletnim pobycie w Rosji aktorkę częściej możemy oglądać na deskach teatralnych oraz na dużym ekranie. Właśnie do kin wszedł jej najnowszy film „Szczęście świata”, w którym gra główną rolę. Portalowi tvp.info opowiedziała o swojej bohaterce oraz o pracy i życiu z mężem reżyserem.

Jak to jest być choć przez chwilę „szczęściem świata”?

To była dla mnie bardzo miła przygoda i jak się zastanawiałam, czemu moja bohaterka tak mówi: „szczęście świata”, to przede wszystkim dlatego, że potrafi dawać ludziom chwile szczęścia. Ona potrafi sprawiać, że momenty takiej codzienności nagle stają się wyjątkowe. Ma po prostu dar wyciągania piękna z chwili. To było bardzo przyjemne i nauka dla mnie, bo żeby wchodzić w kontakt z każdym człowiekiem, z którym się rozmawia, trzeba być bardzo otwartym.

Skoro Róża, główna bohaterka filmu „Szczęście świata” potrafi dawać, to czy potrafi również brać od innych, sama jest szczęśliwa?

Na tym polega złamanie w tej postaci i dlatego mnie zainteresowała. Oprócz tego, że jest w niej tyle piękna, sensualności, kobieca intensywność, to jest też dużo niespełnienia. Nie spotyka na swej drodze nikogo, kto miałby ochotę, ale także odwagę i wrażliwość, by móc ją obdarować. Bardzo szkoda, bo myślę, że gdyby spotkała taką osobę, to jeszcze bardziej by rozkwitła.
Potrafi sprawiać, że momenty takiej codzienności nagle stają się wyjątkowe
Karolina Gruszka spotkała się z nami przy okazji premiery „Szczęścia świata” (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)
Jak czuła się pani w roli obiektu westchnień mężczyzn, a z drugiej strony damskiej zazdrości?

W ogóle tak nie myślałam i z reżyserem filmu Michałem Rosą, nie rozmawialiśmy o tym w ten sposób. Chciałam wydobyć z mojej postaci jak najwięcej spontaniczności, naturalności, sensualności, żeby nie była do końca wykalkulowana, bo wtedy zamieniłoby się to w kokietowanie. Tego chcieliśmy uniknąć i bardzo pilnowaliśmy.

Przede wszystkim myślałam o żywym kontakcie, który jest dla niej cenny, z każdym z kim rozmawia. Ponadto ona inaczej odczuwa kolory, zapachy, struktury i z tego wyłoniła się atmosfera, która jest wokół niej w tym filmie.



Porównania do francuskiej „Amelii” są zasadne?

Trochę mnie zaskoczyły, bo to inny film, natomiast rozumiem o co chodzi. To, co jest wspólne to magiczna atmosfera, a także lekkość i rodzaj zabawy formą, takiego wystylizowania rzeczywistości. Z drugiej strony sposób, w jaki to jest zrobione i o czym jest ten film, to już inna historia.

Ale też oprócz tego, że film jest lekki, pięknie opowiedziany, czarodziejski, to ma też w sobie trochę takiego smutku. To, co mnie w nim dotyka to, że tak często brakuje nam odwagi w życiu, żeby podążyć za szczęściem. Jesteśmy niewolnikami oczekiwań, konwencji, obyczajowości, swoich lęków czy kompleksów i nie pozwalamy sobie iść za tym, co nas otwiera i czyni piękniejszymi.
Wszystkie sceny były pokazane subtelnie i nie był to gwałt na moim organizmie
Odwagi na pewno pani nie brakowało, zwłaszcza w scenach nagości. Czy są one krępujące?

Traktuję swoje ciało jako narzędzie, ale oczywiście z szacunkiem. Wszystkie sceny, które były w tym filmie, wydaje się, że były potrzebne, bo pozwalały pokazać ten rodzaj seksualności, która w niej jest. Myślę, że były pokazane bardzo ładnie i subtelnie. W żaden sposób nie był to ani trochę gwałt na moim organizmie. Podczas pracy przebiegało to bardzo harmonijnie, a jeśli tak właśnie jest na planie, to nie mam z tym problemu.
Często wpadamy w problemy, nie umiejąc się ze sobą nawzajem porozumieć
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. mat. pras.)
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. Aleksandra Zimny)
  • (fot. Aleksandra Zimny)

Film „Szczęście świata” już w kinach

Mąż chyba nie jest zazdrosny, skoro sam obsadził panią w sztuce, w której scen małżeńskich nie brakuje. O czym traktuje „Słoneczna linia”?

To przede wszystkim sztuka o nieumiejętności komunikowania się. Oczywiście to komedia i ten problem pokazany jest na przykładzie związku z 7-letnim stażem. Ogromna kłótnia małżonków toczy się od 10 wieczór do 5 rano. To, co jest cennego to, że bardzo chcą się porozumieć. Pokazujemy też mechanizmy i widz ma szansę przyjrzeć się i porównać ze swoimi problemami, bo są dosyć uniwersalne. Często w nie wpadamy, nie umiejąc się ze sobą nawzajem porozumieć.

Wydaje mi się, że w ogóle dzisiaj na świecie to jest najważniejszy problem, nie tylko w związkach. Polega to na nieumiejętności odłożenia swoich poglądów na bok i próby porozmawiania jak człowiek z człowiekiem, usłyszenia swoich potrzeb czy lęków. To jest coś, czego musimy się uczyć, a co brzmi utopijnie, więc obchodzimy to naokoło, a to się nie sprawdza.
Jesteśmy takim związkiem, który się nie kłóci
Karolina Gruszka i Borys Szyc w sztuce „Słoneczna linia” (fot. Facebook/TEATR POLONIA)
Do tej roli czerpała pani ze swoich doświadczeń małżeńskich czy jest to kompletna kreacja?

My akurat jesteśmy takim związkiem, który się nie kłóci, więc nie ma to przełożenia jeden do jednego. Problemy komunikacyjne czerpałam nie tyle ze związku, co z bycia w świecie, w różnych sferach. Oczywiście te rzeczy są mi dobrze znane, czy też z obserwacji czy z własnego doświadczenia. Czuję jak rozmawiam z widzami, że każdy odnajduje tam coś swojego, coś bliskiego, jedni bardziej, drudzy mniej. To jest na tyle ważny temat, że każdego z nas dotyka.
Jestem taką osobą, która nie za bardzo przywiązuje się do jakiegoś miejsca
Zakończyła pani etap życia na walizkach. To była trudna decyzja, żeby przenieść się z powrotem do Polski?

Jestem taką osobą, która nie za bardzo przywiązuje się do jakiegoś miejsca. Tę decyzję podjęliśmy ze względu na naszą córkę. Jeśli ma się rozstawione priorytety i wie się, dlaczego coś się robi, to nie jest to takie trudne. Oczywiście organizacyjnie jest i znowu trzeba zaczynać trochę od zera. Tam (w Moskwie - przyp. red.) nasze życie zawodowe było bardzo intensywne.

Teraz, zwłaszcza w teatrze, zaczynamy trochę od nowa, bo otworzyliśmy swoją firmę producencką. Zobaczymy, jak to się będzie rozwijało. Wierzymy, że się da, ale próbujemy nie wpisywać się w system teatralny, który panuje w tej chwili w Polsce, który jest przestarzały i wymagający reform. Na razie na zmiany się nie zanosi, więc proponujemy nowy model teatralny, którego się też sami uczymy. „Słoneczna linia” to nasz pierwszy spektakl, ale mamy dużo innych planów. Mam nadzieję, że wszystko będzie się rozwijało.
Moskwa nie jest zbyt przyjaznym miastem do życia
  • (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)
  • (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)
  • (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)
  • (fot. tvp.info/Olaf Pisarek)

Karolina Gruszka w naszym obiektywie

Jednym z powodów powrotu był stan powietrza i dbałość o córkę. Czy to wynika z przywiązania do ekologii i wegetarianizmu?

Nie wiem, czy z przywiązania, ale ze zdrowego rozsądku, że dobrze jest żyć w miejscu, gdzie powietrze jest czystsze niż w Moskwie. Chociaż w Warszawie zdaje się też nie jest najlepiej. Może trzeba by było się wynieść do lasu, ale myślałam też o przestrzeni, bo Moskwa nie jest zbyt przyjaznym miastem do życia. Tam trudno znaleźć park w centrum, gdzie można pójść na spacer z dzieckiem. Jest to tam trochę inaczej zorganizowane. W Warszawie pod tym względem jest bardziej zielono.

Ale nadal podróżuje pani między Warszawą i Moskwą?

Oczywiście, ale dużo mniej, ponieważ poprosiłam o dublury w spektaklach. W tej chwili nie gram tam w teatrze, aczkolwiek to nie znaczy, że jeszcze nie wrócę. Na razie robię przerwę, więc podróżujemy głównie ze względu na naszych znajomych, przyjaciół. Nasza córka też tęskni za Moskwą, więc to dla nas ważne, żeby podtrzymywać ten kontakt. Stamtąd też czerpiemy mnóstwo inspiracji, bo to bardzo żywe i nowoczesne miasto. W ogóle dużo latamy po świecie, bo chyba jesteśmy takim typem ludzi, którzy muszą trochę popodróżować, zanim osiądą w lesie, w domu. To zresztą też leży w naszych planach.
Pierwszy dzień Świąt organizuję ja, więc czeka mnie duże wyzwanie
Gruszka i Iwan Wyrypajew mają 5-letnią córkę Maję (fot. Elisabetta Villa/Getty Images)
Zanim to nastąpi, przed nami jeszcze Święta. Jak zamierza je pani spędzić?

Rodzinnie, z rodzicami i dziadkami. Będziemy w Warszawie i pierwszy raz w tym roku, pierwszy dzień Świąt organizuję ja, więc czeka mnie duże wyzwanie.

Wybrane dla Ciebie