TYLKO U NAS

Ciasta bez cukru i blok czekoladowy bez czekolady. Cukiernie w PRL

aktualizacja: 17:05 wyślijdrukuj
Problemy cukierników w Polsce Ludowej (fot. arch.PAP/Bogdan Różyc)

Największą bolączką cukierników w PRL był... cukier, którego brakowało oraz czekolada, której po prostu nie było. Ale cukiernie miały się dobrze. Jak to się udawało?

– Było ciężko – wzdycha Ryszard Radzikowski, warszawski cukiernik, który prowadzi zakład założony w 1946 roku, w Rembertowie. W czasach PRL cukiernikom nie było łatwo, bo borykali się z permanentnymi brakami na rynku. – Przydziały, które dostawaliśmy od Cechu Rzemiosł Spożywczych nie były wystarczające. Musieliśmy szukać własnych dostawców i różnych źródeł oraz zmieniać i okrajać receptury. W efekcie niektóre produkty były mniej słodkie – wyjaśnia Radzikowski.

Ile jest cukru w cukrze?

Największą bolączką był... cukier. To podstawa cukiernictwa, a najczęściej właśnie jego brakowało. Wtedy sięgano po miód, sztuczny miód lub po prostu dodawano mniej cukru, niż przewidywał przepis. Zdarzało się, że do ciastka trafiało prawie o połowę mniej słodkiego dodatku, niż powinno. Problem był spory, bo pracownie cukiernicze potrzebowały po kilkaset kilogramów cukru w miesiącu. Trzeba było go jakoś załatwić.
Mydłowiny zamiast czekolady

Mniejszy kłopot był z mąką. – Kiedy jej nie było, zgłaszaliśmy się do prywatnych młynów, które produkowały bardzo dobrej jakości surowiec – wyjaśnia cukiernik.

Spory problem stanowiła też czekolada, której po prostu nie było. Polacy w PRL musieli rozsmakować się więc w wyrobach czekoladopodobnych. Po taką też kuwerturę sięgali PRL-owscy cukiernicy. – Jechała mydłowinami. Wyrabiało się ją z przypalonych okruchów ciastek, wymieszanych z tłuszczem, mlekiem w proszku oraz kakao – wyjaśnia Radzikowski. Trzeba było sobie jakoś radzić.
Ciasto w worka

Ponieważ wszystkiego było mało, nie można było sobie pozwolić na marnotrawstwo. W cukierniach królowała więc bajaderka, przygotowana z okrawków, które pozostały z dnia. – Było honorowo – mówi Radzikowski, zapytany o potoczną nazwę tego ciasta, czyli... „przegląd tygodnia”. Podkreśla, że żaden prawdziwy i uczciwy rzemieślnik nie pozwoliłby sobie na podanie nieświeżego ciastka.

Cukiernik podkreśla też fachowość ówczesnych mistrzów cukiernictwa, kiedy ich produkty powstawały z podstawowych składników. Teraz wiele, zwłaszcza masowych zakładów, korzysta jedynie z półproduktów i gotowych proszków, które należy tylko wymieszać z wodą i jajkami. Radzikowski nazywa takie wyroby „ciastkami z worka”. – 30 lat temu naprawdę trzeba było mieć umiejętności, żeby przygotować puszysty biszkopt, utarty ręcznie z jajek czy prawdziwy krem z masła i margaryny – dodaje.
Królowa rolada

Cukiernik zwraca także uwagę na zmiany polskich gustów. Napoleonkę coraz częściej zastępuje kremówka z lżejszym kremem. W PRL, w cukierniczych ladach, królowały ciastka tortowe i różnorodne rolady, których teraz próżno szukać. Także ówczesny asortyment był zwykle znacznie mniejszy, bo robiło się tyle, na ile starczało produktów. W zależności od tego, co akurat udało się dostać, dostosowywano rodzaje ciastek.

Radzikowski wyjaśnia, że jajka trzeba było skupować po wsiach. Żeby przygotować wyroby na weekend potrzebnych było nawet 300 jaj.
  • (fot. arch.PAP/Chris Niedenthal)
  • (fot. arch.PAP/Chris Niedenthal)
  • (fot. arch.PAP/Chris Niedenthal)
  • (fot. arch.PAP/Chris Niedenthal)
  • (fot. arch.PAP/Chris Niedenthal)
  • (fot. arch.PAP/Chris Niedenthal)
  • (fot. arch.PAP/Chris Niedenthal)

Wypad na ciacho w PRL

Nugat z mleka w proszku

Ludzie chętnie sięgali po gotowe ciasta z cukierni, zwłaszcza w okresie kryzysu i niedoborów cukru. Zresztą kombinowali nie tylko cukiernicy. Po domach krążyły receptury na blok czekoladowy bez czekolady, wafle przekładane masą kakaową, nugat z mleka w proszku, czy ciasto z masą z kaszy manny. Zamiast migdałów na domowych wypiekach lądowały uprażone płatki owsiane.

Spragnionym słodyczy dzieciom ucierało się kogel-mogel z jajek i cukru, czasem z dodatkiem kakao. Obok cukierni dużą popularność zyskiwały koktajlbary, które serwowały koktajle mleczne orz desery kremowe. Hitem był bardzo słodki krem sułtański. W jednym z takich koktajlbarów stresy odreagowywała Magda, żona inżyniera Karwowskiego, grana przez Annę Seniuk w „Czterdziestolatku”.

Wybrane dla Ciebie