TYLKO U NAS

Czujemy się bardzo wyróżnieni

aktualizacja: 16:22 wyślijdrukuj
fot
Prezydent Bronisław Komorowski wraz z małżonką podczas dożynek prezydenckich w Spale (PAP/G. Michałowski)

– Ponad 90 proc. społeczeństwa polskiego jest gdzieś ze wsi – jedni z chaty, drudzy z dworu, ale jednak ze wsi. O tym warto pamiętać, bo to pomaga w rozumieniu problemów wsi współczesnej, także emocjonalnemu zaangażowaniu w problemy wsi – mówi w rozmowie z Telewizją Polską prezydent Bronisław Komorowski.

Iwona Schymalla (IS): Dlaczego zdecydował się pan kontynuować tradycje dożynkowe (zapoczątkowane w 1927 roku przez prezydenta Ignacego Mościckiego)?

Bronisław Komorowski (BK): To zasługa pana Romana Jagielińskiego, który zadbał o to, aby odbudować piękną tradycję związaną z faktem, że Spała w okresie międzywojennym była miejscem bardzo częstego pobytu polskich prezydentów, w tym także Ignacego Mościckiego, od czasów którego dożynki zaistniały jako miejsce spotkania głowy państwa z problemami wsi i ludźmi wsi.

Była to również szansa na występowanie prezydenta w roli tego najważniejszego gospodarza całego kraju. Szkoda, że tradycja dożynek zniknęła po wojnie. Została ona przywrócona już w wolnej Polsce i przez kilka kadencji prezydentów nawiązuje nie tylko do tradycji prezydenta Mościckiego, jego pobytu w Spale, ale także do tych pięknych dożynek. My (prezydent Komorowski wraz z małżonką – red.) również czujemy się bardzo wyróżnieni.

IS: Wzięli państwo udział we mszy świętej, która była celebrowana w Kaplicy Polowej Armii Krajowej. Tam też poświęcono wieńce dożynkowe – to nieodłączny atrybut dożynek prezydenckich. Chciałabym potwierdzić, czy pani prezydentowa rzeczywiście kiedyś taki wieniec własnoręcznie zrobiła?

Anna Komorowska (AK): Tak, rzeczywiście – to prawda. Na przykład na Podkarpaciu tradycja dożynek nie została przerwana, jednak w Spale, na Podlasiu – w gminie Krasnopol, z którą mamy bardzo żywe związki – ta tradycja została przywrócona kilka lat temu. Wszystkie wioski, które do tej gminy należą, szykowały wieńce. W naszej Budzie Ruskiej również zebrały się gospodynie, został opracowany projekt i w przygotowaniu wieńca głównie panie, chociaż panowie również pomagali – szykowali szkielet, to jest duże przedsięwzięcie, dowozili zboże.

Wieniec wygrał?

Nie, zajął drugie miejsce – ale drugie też dobre. W następnych latach Buda Ruska wygrywała.
Piotr Kraśko (PK): Panie prezydencie, tutaj – w Spale – są najbardziej zaradni rolnicy z całej Polski. Wszyscy mówią, że wiele musi się zmienić. 20 proc. gospodarstw wytwarza 80 proc. produkcji, tych gospodarstw 1- i 2-hektarowych jest tyle samo, co 20 lat temu. Rolnicy mówią: to nie my blokujemy, to może politycy nie chcą zmian. Czy politycy są teraz gotowi na takie zmiany?

BK: Ja bym w ogóle tak tej sprawy nie stawiał. Problemy poprawy struktury rolnej, gospodarstw rolnych, a także struktury demograficznej – to są procesy długotrwałe. One zachodzą – warto pamiętać o tym, że jeszcze kilkanaście lat temu mieliśmy ponad 20 proc. ludności żyjącej z zajęć rolniczych. Dziś jest to już poniżej 20 proc. – to jest m.in. efekt zbawiennych skutków dopłat rolnych z Unii Europejskiej. Ludzie o słabszej kondycji, mniejszej zdolności do wysokotowarowej produkcji rolnej też mogą funkcjonować.

Myślę, że można przyspieszyć ten proces, ale to nie jest decyzja polityczna, zawsze musi upłynąć trochę życia gospodarczego, trochę życia również poszczególnych ludzi. Polska dlatego upomina się o równe szanse dla wszystkich rolników w UE, bo to jest jednocześnie i zmiana struktury rolnej w Polsce w jakiejś perspektywie, ale także jest to szansa dla rolników uboższych, którzy długo nie będą mieli szansy na prowadzenie gospodarki wysokotowarowej.

IS: Ten rok był bardzo trudny dla rolnictwa – nie przypominam sobie tylu anomalii pogodowych w jednym roku. I tutaj pojawia się kwestia ubezpieczeń. PK: Ludzie w miastach współczują powodzianom, jednak mówią: trzeba się było ubezpieczać. Rolnicy odpowiadają: nie było nikogo, kto chciał ubezpieczyć dobytek. Czy tym ludziom można jakoś pomóc?

BK: My musimy sobie sami wciąż przypominać, że tak naprawdę jesteśmy społeczeństwem zdecydowanie „powiejskim” – jak każdy przyjrzy się życiorysom rodziców, dziadków, pradziadków, to ponad 90 proc. społeczeństwa polskiego gdzieś jest ze wsi – jedni z chaty, drudzy z dworu, ale jednak ze wsi. O tym warto pamiętać, bo to pomaga w rozumieniu problemów wsi współczesnej, także emocjonalnemu zaangażowaniu w problemy wsi.

Z ubezpieczeniami jest tak, że na tym polu się dużo zmieniło. Powstały mechanizmy, np. udzielanie kredytów przez prywatne banki, które już zachęcają do ubezpieczania się rolników na terenach, gdzie chcą oni inwestować. To już nie te czasy, to już nie tak, jak było te kilkanaście lat temu, w 1997 r., kiedy się okazało, że prawie nikt w Polsce nie jest ubezpieczony. Można i trzeba szukać rozwiązań, które by zachęcały rolników do ubezpieczania się na większą skalę. Wiem, że takie plany są tworzone w rządzie – plany cząstkowej pomocy finansowanej z budżetu państwa przy ubezpieczaniu się; po to, aby przy kolejnej katastrofie, powodzi zmniejszyć ryzyko dużych wypłat z budżetu państwa, bo wtedy będą to pieniądze od ubezpieczycieli. To też musi trochę potrwać, ale to już się dzieje.

IS: Jakie wspomnienia budzi Spała? Bo to nie jest pani pierwszy pobyt.

AK: W Spale dwukrotnie spędzaliśmy wakacje – blisko 20 lat temu. Byliśmy wraz z jeszcze małymi dziećmi; najmłodsze dziecko miało 2 miesiące. Pamiętam, jak nad Pilicą nasza najstarsza córka uczyła się czytać, a my wraz z resztą dzieci brodziliśmy w rzece – to były bardzo miłe wspomnienia.
Tak naprawdę jesteśmy społeczeństwem zdecydowanie „powiejskim”

Wybrane dla Ciebie