TYLKO U NAS

Formalina w kosmetykach? Domowe sposoby ratunkiem przed chemią

Adam Cissowski aktualizacja: 07:35 wyślijdrukuj
Nasze prababcie kosmetyki produkowały w domu (fot.mat.pras)

Sięgając po kolejny, ładnie pachnący kosmetyk nie zastanawiamy się, co skrywa w środku. A bywa, że są tam substancje ropopochodne, a nawet formalina. Tymczasem sekrety dbania o urodę bez szkodliwych chemikaliów znały już nasze prababcie, które kosmetyki produkowały w domu. Wiele z ich metod upiększania nie straciło na aktualności.

Na opakowaniach kosmetyków spotykamy obco brzmiące wyrazy, które absolutnie nic nam nie mówią. A szkoda, bo dany produkt może być mieszaniną substancji, które tylko ładnie pachną i mają przyjemną dla oka etykietę.

– W składzie kryją się najczęściej substancje ropopochodne, parabeny (konserwanty), ostre detergenty, a nawet formalina, której używa się do konserwowania zwłok – wylicza Aleksandra Zaprutko-Janicka, historyk i autorka książki „Piękno bez konserwantów”. Ostrzega przy tym, że nikt nie sprawdził, co będzie po 30 latach używania konkretnego kremu, jaki będzie miał wpływ na naszą skórę i zdrowie.
Chemia kryje się w kosmetykach z drogerii (fot. arch.PAP/Imagebroker.net/Photoshot/Chris Rout/Alamy)
Podejrzany szampon i antyperspiranty

Z chemią spotykamy się właściwie na każdym kroku, nie tylko w kremach. Podobnie jest z szamponami czy używanymi równie często antyperspirantami. – Gdy myjemy włosy i szampon dostanie się do oczu, te zaczynają piec dlatego, że zawiera on w sobie mocne detergenty. Z kolei antyperspirant to aluminium, które przyjmujemy też z pokarmami i które kumuluje się w organizmie – alarmuje autorka książki.

Z kolei w lakierach do paznokci, samoopalaczach czy płynach do demakijażu można spotkać formalinę, która działa wyjątkowo drażniąco. Nawet środki pielęgnacyjne rekomendowane przez Instytut Matki i Dziecka mogą zawierają parabeny. Te substancje bakteriobójcze i grzybobójcze są stosowane w kosmetykach jako dodatki konserwujące. Coraz częściej producenci informują, że dany produkt ich nie zawiera.
  • (fot. mat.pras.)
  • (fot. mat.pras)
  • (fot. mat. pras.)
  • (fot. mat. pras.)
  • (fot. mat.pras.)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot. mat. pras.)
  • (fot. mat. pras.)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot. mat.pras.)
  • (fot. mat. pras.)

„Piękno bez konserwantów” – fotogaleria ze spotkania z autorką

Kosmetyki na własną rękę

Gdzie więc szukać ratunku przed niepewnymi specyfikami? Zdaniem autorki książki „Piękno bez konserwantów” najlepiej robić kosmetyki samemu. – Przekonałam się, że jest to bardzo łatwe i nie trzeba poświęcać na to mnóstwa czasu czy pieniędzy. Wystarczy znaleźć sklep z półproduktami kosmetycznymi, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki i kosztuje o wiele mniej niż kosmetyki w aptece czy drogerii – zapewnia Zaprutko-Janicka.

Sama do przygotowania choćby płukanek ziołowo-kwiatowych do włosów używa przebadanych i oczyszczonych substancji, m.in. oleju migdałowego czy kokosowego oraz wyciągów z roślin albo ziół. – Wystarczy ocet i inwencja, bo składniki gromadzimy np. wychodząc na spacer w czyste okolice. Zrywamy zioła na łące, zalewamy je octem, odstawiamy na jakiś czas, potrząsamy, a potem odcedzamy i mamy płukankę do włosów – przekonuje autorka. Od początku do końca mamy wpływ na to, czego używamy. W podobny sposób można przygotować kremy, tonik oczyszczający do twarzy, balsam do ust czy popularną czerwoną szminkę. – To niesamowicie działa, przekonałam się o tym na własnej skórze – zapewnia Zaprutko-Janicka.
Piękne bez Photoshopa

Przepisów i receptur nie trzeba wcale daleko szukać, bo wystarczy sięgnąć po sprawdzone sposoby naszych prababek. – Szukałam metod naturalnej pielęgnacji i wtedy dotarło do mnie, że widziałam je na zdjęciach naszych prababek, które miały ułożone włosy, a ich cera była promienna, długo pozbawiona zmarszczek – podkreśla. A przedwojenne fotografie nie mogą kłamać. W końcu nie było wówczas ani Photoshopa, ani filtrów Instagrama, a zdjęcia i tak robią niesamowite wrażenie.

Śmietana i woda deszczowa receptą na piękno

Wszystko, czego używały zaledwie kilkadziesiąt lat temu, to były kosmetyki naturalne, produkowane we własnym domu. Wystarczyło wziąć kilka substancji, zamieszać je i nagle powstawał kosmetyk lepszy niż wiele produktów sprzedawanych w drogerii. – Jest wiele wspomnień, w których panie opowiadają, że do pielęgnacji twarzy używały odrobiny śmietany albo wody deszczowej i dzięki temu były piękne, a ich skóra wspaniała – zachwyca się Zaprutko-Janicka.

Właściwie używano wszystkiego, co było pod ręką, także oleju, masła czy mydła, które na kilogramy produkowano w domu. Za źródło receptur uchodziły też ówczesne poradniki, a także czasopisma. Nieraz też eksperymentowano, modyfikując składy kosmetyków do własnych potrzeb.
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)
  • (fot.mat.pras)

Bez Photoshopa i filtrów, a naturalnie piękne

Emancypacja i koniec z gorsetami

Kobiety od zawsze chciały dbać o swoją skórę, podkreślać urodę, ale prawdziwa rewolucja w tej dziedzinie nastąpiła wraz z emancypacją, którą wymusiła I wojna światowa. Gdy mężczyźni pojechali na front, kobiety zostały w domu i musiały same zapewnić byt swojej rodzinie. To wiązało się z koniecznością pójścia do pracy, a co za tym idzie, zarabianiem pieniędzy. – Przekonały się, że nie muszą całe życie wisieć na męskim ramieniu, najpierw ojca, potem męża, a jak owdowieją, to syna lub zięcia – zauważa Zaprutko-Janicka.

Zrzuciły więc gorsety, zarówno te dosłowne, w postaci elementu bielizny, w którym nie dało się już pracować, ale także gorset obyczajów, który zmuszał je do podporządkowania się mężczyznom. – To nie podobało się moralistom, bo gorset był elementem stroju przyzwoitej kobiety. Kiedy panie pojawiały się bez nich grzmiano, że „jak tak można” – przyznaje autorka. Irena Krzywicka, jedna z najsłynniejszych polskich feministek, nie tylko nie nosiła gorsetu i pracowała, ale miała wiecznie rozpięty kołnierzyk, co było wtedy nie do pomyślenia.
Farbowanie włosów, pierwszy lifting

Dbanie o siebie było także warunkiem powodzenia na rynku pracy. Julia Świtalska pisała w jednym ze swoich przedwojennych poradników, że „kobiety muszą farbować włosy, co dawniej było nie do pomyślenia, a teraz jest koniecznością”. – Bo jak kobieta, która zacznie siwieć, ma rywalizować z 20-latką, która przychodzi i chce zostać sekretarką. Niestety panował wtedy dość rozbuchany age’yzm – przyznaje Zaprutko-Janicka.

W zapewnieniu sobie powodzenia uciekano się nawet do nowatorskich, jak na tamte czasy, zabiegów. – Ciekawym przypadkiem jest historia jednej z pierwszych chirurgów plastycznych, Suzanne Noël. Zgłosiła się do niej, błagając o pomoc, francuska śpiewaczka operowa. Nie chciano jej słuchać, bo była pomarszczona. Po liftingu wróciła na scenę i nadal mogła występować i zarabiać na siebie – podkreśla autorka.
Opakowania przedwojennych kosmetyków były często prawdziwymi cackami (fot. mat.pras)
Ambasadorki i naturalne zapachy

Wzrost sprzedaży kosmetyków spowodował, że również w kraju nad Wisłą jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać laboratoria i sieci drogerii. Lata 20. XX wieku to prawdziwy boom w przemyśle kosmetycznym, a firmy prześcigały się w działaniach, żeby dotrzeć do klientek. To także początek reklamowanie kosmetyków z udziałem ambasadorek. Jedną z nich była Miss Polski Zofia Batycka, a drugą ówczesna gwiazda estrady – Hanka Ordonówna. – W gazetach pojawiały się reklamy typu: „Używam tylko kosmetyków tej firmy, Hanka Ordonówna” – przypomina autorka „Piękna bez konserwantów”.

Bardzo ciekawe były też ówczesne opakowania kosmetyków, których design był z jednej strony prosty, a z drugiej miał w sobie ten „twist”. Co ważne, kosmetyki pachniały naturalnymi składnikami, ponieważ nie opracowano jeszcze do końca receptur sztucznych zapachów. – Opierając się na ówczesnych recepturach, także my możemy przygotować kosmetyki, które naprawdę będą pachniały różami, wanilią, a nie tylko miały narysowaną wanilię na opakowaniu – przekonuje Zaprutko-Janicka.
  • Nowy model profesjonalnej suszarki fryzjerskiej z 1935 roku (fot. mat.pras)
  • Dwudziestolecie uwolniło kobiecą sylwetkę i rozpoczęło trwającą do dzisiaj modę na smukłe kształty (fot. mat.pras)
  • To nie kadr z horroru, a scena z pracowni człowieka, który na nowo wynalazł makijaż (fot.mat.pras)
  • W zdrowym ciele, zdrowy duch - tę dewizę wzięły sobie do serca kobiety w międzywojniu (fot. mat.pras)
  • (fot. mat.pras)
  • Polscy producenci kosmetyków z produktami zagranicznymi musieli walczyć jakością wyrobów (fot. mat.pras.)
  • Przyrządy kosmetyczne z lat 20. wyglądają cokolwiek osobliwie (fot. mat.pras)
  • Kobieta prezentuje ostatni krzyk mody, czyli rękawiczki z otworami, przez które widać paznokcie (fot. mat.pras)
  • Nic tak nie rujnuje makijażu, jak źle pomalowane usta (fot.mat.pras)
  • Włosy zabezpieczone, ubranie osłonięte ręcznikiem, kosmetyk rozrobiony w miseczce (fot. mat.pras)
  • Maria Żabkiewiczówna, Miss Polonia 1934 (fot. mat.pras)

Kosmetyczny boom skutkiem emancypacji kobiet

Wybrane dla Ciebie