„Podróże stawiają mnie do pionu”. Biuro turystyczne dla niepełnosprawnych

– Taki wyjazd jest jak terapia społeczna, daje czasem dużo więcej niż turnus rehabilitacyjny – mówi Małgorzata Tokarska. Gdy w 2003 roku wyjechała do Australii trafiła na biuro podróży dla osób niepełnosprawnych. To wtedy w jej głowie zakiełkowała myśl, że może coś takiego uda się stworzyć w Polsce. Dziś sama organizuje podróże do Włoch, Hiszpanii, a nawet Rosji.

Potrafi żartować ze swojej niepełnosprawności. Sama o sobie mówi, że jest „kulawa”. – Jestem taka od urodzenia. Przeszłam kilkanaście operacji biodrowych, szwankuje mi ręka, nie ruszam się z domu bez kuli. Czasem przejście kilku kroków jest dla mnie wyzwaniem, jak zmienia się pogoda zwijam się z bólu, muszę wziąć przeciwbólowy lek, ale jak mam gdzieś pojechać, to od razu mi przechodzi. Podróże stawiają mnie do pionu, jestem gotowa do wyjazdu, nie mam czasu myśleć o tym, że coś mnie boli, kłuje – mówi.

Finezyjny fornir bukowy. Studentka ASP projektuje nakładki na protezy

Kasia ma już trzy nakładki wykonane przez Magdę - z forniru bukowego, obitą skórą i z elementami chromowanymi. Teraz pracują nad kolejną w stylu...

zobacz więcej

Pierwszy raz w Australii

Jej biuro podróży, które nosi nazwę „Accessible Poland Tours” mieści się na warszawskiej Ochocie, a dokładnie w mieszkaniu pani Małgorzaty. Na lodówce w kuchni aż roi się od magnesów z różnych stron świata. W jednym z pokoi na stoliku stoi laptop, a w przeszklonych witrynach pełno jest przewodników i map. Co chwila dzwoni telefon. Pani Małgosia właśnie organizuje przyjazd amerykańskiej wycieczki, która chce zwiedzić Polskę. Mają być w Warszawie, na Jasnej Górze i w Krakowie. W międzyczasie zajmuje się też przygotowaniem kolejnej wyprawy. Tym razem do Toskanii.

– W 2003 roku po raz pierwszy wyjechałam do Australii. To była moja wymarzona eskapada. Cały wyjazd zorganizowany został przez biuro podróży dla osób niepełnosprawnych drogą internetową. Na miejscu spotkałam pana, który też okazał się niepełnosprawny bardziej niż ja i organizował całą wyprawę. Wtedy pomyślałam, że skoro on może prowadzić coś takiego w domu przy okrągłym stole, to dlaczego nie ja – wyjaśnia.

teraz odtwarzane
„Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych”

Niepełnosprawni mają trudniej

Dojrzewała do tej decyzji kilka lat. Aż wreszcie w 2009 roku postanowiła rozpocząć swoją działalność. Pierwszym kierunkiem podróży był Rzym. – Zorganizowałam ten wyjazd dla stowarzyszenia osób niepełnosprawnych. Było na niej 45 osób – wspomina. Dziś wycieczka liczy około 12–15 osób, w tym średnio pięć, czy sześć jest na wózkach inwalidzkich. Z jej usług korzystają zarówno osoby niepełnosprawne fizycznie, jak i niesłyszące, czy niewidome. – Dla osób pełnosprawnych podróżowanie jest czymś naturalnym. Kupują bilety, rezerwują hotele, wsiadają i jadą. Niepełnosprawni mają dużo trudniej. Z jednej strony to kwestia finansowa, bo w Polsce niewielu z nich stać na taki luksus jak wycieczka zagraniczna. Wielu z nich musi odkładać miesiącami, a nawet latami żeby pojechać gdzieś na kilka dni. Druga sprawa to bariery, które trzeba pokonać. Nie wszędzie da się podjechać, dojść – mówi.

Gdy organizuje podróż musi mieć wszystko bardzo dokładnie zaplanowane. – Nie może się nagle okazać, że tam gdzie miał być podjazd, znajdują się schody. Co bym wtedy powiedziała? „Przepraszam, ale nie obejrzymy, bo nie ma?”. To byłoby nieprofesjonalne i okrutne – tłumaczy. Przyznaje, że równie ważne są „wyjścia awaryjne”. – Muszę mieć plan B na wypadek, gdy popsuje się autokar, mieć z tyłu głowy ile wózków zmieści się w samolocie, pociągu, hotelu. Czasem moi podróżnicy potrzebują specjalnych udogodnień w pokoju jak np. specjalny pokrowiec na materac, podesty, czy uchwyty w łazience – wyjaśnia.

Jeżdżą na wózkach. Dzięki fundacji wzbili się w niebo na paralotniach

Dotychczas o takim szkoleniu mogli tylko pomarzyć, teraz rozwinęli skrzydła. Pod Koninem osiemnaście osób z niepełnosprawnością szkoli się na...

zobacz więcej

Do Rzymu w wieku 93 lat

Klientami jej biura są osoby w różnym wieku. – Jadą młodzi ludzie, którzy mają 20 lat, ale i starsi. Moja najstarsza klienta miała 93 lata i wybrała się na wycieczkę do Rzymu. Pierwszy raz leciała samolotem. Bałam się, że się tej wyprawy nie doczeka. Wnuczek w kółko dzwonił i pytał, czy grupa się już zebrała – wspomina.

Pani Małgosia ma opinię osoby, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Tak było chociażby podczas wycieczki do Paryża. – Czasem rzeczywiście wydaje mi się, że nie ma barier, których nie da się pokonać. Sam kierowca był mokry z wrażenia, gdy udało mi się załatwić wjazd pod same drzwi Luwru. To było spektakularne i widowiskowe. Otworzyła się brama w Luwrze, autokar wjechał i przejechał obok ogromnej kolejki czekających ludzi. Myślę sobie w takich momentach, że pewne rzeczy jestem w stanie załatwić – mówi. Jej klienci wybierają zazwyczaj wycieczki po stolicach europejskich. – Mogą zobaczyć, zwiedzić największe zabytki. Byliśmy już we wspomnianym wcześniej Rzymie, Barcelonie, Londynie. W przyszłym miesiącu wybieramy się do Toskanii – wymienia kierunki.

Pani Małgosia pierwszy wyjazd zorganizowała do Rzymu (fot. mat.pras.)
.

„Tworzymy mała rodzinę”

Pani Małgorzata przyznaje, że koszty stara się minimalizować. Tygodniowa wycieczka to wydatek ok. 1,5 tys. złotych. Im grupa mniejsza, tym cena się zwiększa. – Moimi klientami są głównie osoby z niepełnosprawnością ruchową, takie jak ja lub osoby poruszające się na wózku. Większość z nich pracuje, ale są też i takie na rencie, które tak jak wspominałam ciułają na wyjazd. Jedna z uczestniczek wycieczki do Wilna powiedziała mi, że przestała latać balonem, bo zbiera na kolejną wycieczkę ze mną. To naprawdę bardzo miłe – uśmiecha się Tokarska.

Przyznaje, że stałych klientów ma coraz więcej. – Przybywa coraz więcej nowych osób. Tworzymy taką małą rodzinę. Czasem jest tak, że nieważne gdzie, ale jedziemy razem. Sami między sobą umawiają się na przyszły rok. Jak jedna osoba powie, że się wybiera na jakąś wycieczkę, to inna też chce – opowiada. Razem z nią na wycieczki jeżdżą sprawdzeni przewodnicy oraz kierowcy. Jedną z takich osób jest Marta, która oprowadza m.in. wycieczki ze Stanów Zjednoczonych. – Mam turystów nie tylko z Polski, ale i z zagranicy. Ich w przeciwieństwie do naszych niepełnosprawnych stać na taki wyjazd – tłumaczy pani Małgosia.

Każda wycieczka musi zostać zorganizowana bardzo dokładnie (fot. mat.pras.)

„Nie muszę się ograniczać”

Jedną z uczestniczek wycieczki, która przyjechała z Ameryki i którą opiekuje się jej biuro, jest Barbara. – Często korzystam z takich okazji. Byłam ciekawa Polski, zwłaszcza, że jestem Polką w drugim pokoleniu – wyjaśnia. Przyznaje, że biura dla osób niepełnosprawnych i organizowane przez nie wycieczki ułatwiają takim osobom jak ona podróżowanie, ale też pomagają w pewnym sensie zyskać poczucie wolności. – Nie muszę się ograniczać, mogę podróżować gdzie chcę. Mam kłopoty z chodzeniem, więc na normalnej wycieczce nie nadążałabym za grupą, a tu wszystko jest dostosowane do naszego tempa i możliwości. Czuję się naprawdę wolna – mówi.

Podobnego zdania jest pani Małgorzata. – Taki wyjazd jest taką terapią społeczną. Daje sto razy więcej niż turnus rehabilitacyjny. Wiadomo, że w niektórych schorzeniach rehabilitacja niezbyt wiele nam pomoże, a to, że oni przełamują te bariery wyjeżdżając, sprawia, że muszą zadać sobie trud wyjścia z domu, kontaktu z drugą osobą, to jest dla nich również terapią od strony psychologicznej – tłumaczy. Na pytanie, co daje jej prowadzenie biura podróży, odpowiada, że to napęd do życia i całkiem fajna przygoda. – To, że ludzie wracają. Mówią: Margaret nie zamykaj biura, chcemy z tobą jeździć. Jak ty nie pojedziesz, to my też nie. To jest fajne. Kilka razy myślałam o tym, żeby zamknąć biuro, bo nie przynosi mi to żadnych profitów, to bardziej pasja, ale i przygoda. Tym żyję – mówi.

Niektórzy pierwszy raz lecieli samolotem (fot. mat.pras.)

źródło:
Zobacz więcej