„Raus, raus! Tak się zaczęła ta droga na miejsce straceń”. Ocalały od śmierci wspomina rzeź Woli

aktualizacja: 21:31 wyślijdrukuj
Po roku do niemieckiej zbrodni książeczka zdrowia nadal leżała na miejscu zabójstwa (fot. TVP1)

To była największa masakra ludności cywilnej w Europie w czasie II wojny światowej. 5 sierpnia 1944 roku Niemcy rozpoczęli masową eksterminację mieszkańców warszawskiej Woli. Ofiary zbrodni zostały upamiętnione m.in. przez Marsz Pamięci, który ruszył ulicami Woli.

– Raus, raus! Tak się zaczęła ta droga na miejsce straceń – wspominał pierwszy dzień masowych mordów na Woli Wiesław Kępiński.

Był sobotni sierpniowy poranek. Kilkunastoletni Wiesław idzie na śmierć, a z nim sześćdziesiąt osób. Nie pomogło schronienie w cerkwi. Niemcy zabili jego rodzeństwo i rodziców.

– Matka mówiła tak jak w obłędzie. Ja to nazywam, pęknięta Płyta: zabiją nas... zabiją nas...” – mówił „Wiadomościom” TVP1 Wiesław Kępiński.

Przeżył tylko on. Szedł ostatni, co umożliwiło ucieczkę. Został postrzelony, ale biegł dalej – przez cmentarz – na pobliskie pole. Niemcy już go nie znaleźli.

Po prawie roku tułaczki wrócił do Warszawy. Na miejscu zbrodni znalazł rzecz, którą traktuje jak relikwie – przestrzeloną książeczkę zdrowia ojca. – Leżała tam, tak jakby na mnie czekał – wspominał.

Trzy lata po Powstaniu Warszawskim zamieścił w gazecie ogłoszenie, że szuka rodziny zastępczej. Zgłosił się pisarz Jarosław Iwaszkiewicz, a Wiesław – jak sam mówi – zamieszkał w pałacu.
Matka weszła pierwsza i widziałam, jak SS-man strzelił jej w tył głowy i jak upadła. Weszłam za nią i upadłam, nie czekając, aż żołnierz do mnie strzeli
Zapisy terroru

W pierwszych dniach sierpnia 1944 r. Niemcy w Warszawie zabijali wszystkich i wszędzie. W piwnicy, szpitalu, kościele. Burzyli kamienice. Organizowali egzekucje na ulicach. Bezwzględni i cyniczni. Świadectwo ocalałych dzięki portalowi Zapisyterroru.pl może przeczytać każdy.

W jedne z relacji czytamy: „Kazano mi wejść do oddziału, gdzie leżał stos trupów wysokości metra i kałuże krwi. Mnie i matce kazano wejść na zwłoki. Matka weszła pierwsza i widziałam, jak SS-man strzelił jej w tył głowy i jak upadła. Weszłam za nią i upadłam, nie czekając, aż żołnierz do mnie strzeli. Strzelił jednak, raniąc mnie w prawe ramię. Po mnie około dwudziestu osób musiało wchodzić na stos, zanim je rozstrzelano”.

I kolejna z wielu historii: „W pewnej chwili jakiś ranny spośród trupów zaczął śpiewać »Jeszcze Polska nie zginęła«, znów posłyszałem kroki, strzał, charkot, a potem zrobiło się zupełnie cicho”.
„To było przemysłowe mordowanie ludzi”

Po wybuchu powstania Warszawa miała być zrównana z ziemią – tak brzmiał rozkaz Hitlera. Na Woli zbrodniczy plan realizowała grupa dowodzona przez generała SS Heinza Reinefartha. I robiła to z wyjątkowym okrucieństwem.

– Wszystko było robione na zimno. To był po prostu wydany rozkaz. Nie było w tym żadnego elementu żywiołowej reakcji. To było przemysłowe mordowanie ludzi, tak jak w Holokauście – powiedział Piotr Gursztyn, szef TVP Historia, publicysta, autor książki „Rzeź Woli. Zbrodnia nierozliczona”

Dziś przy pomniku ofiar Rzezi Woli oddano hołd pomordowanym. Następnie ulicami Warszawy po godz. 19. ruszył Marsz Pamięci ofiar cywilnych Powstania Warszawskiego.

Od rzezi Woli minęło 72 lata. Jej sprawcy pozostali bezkarni.

Wybrane dla Ciebie