TYLKO U NAS

Znikające DNA, kserowane akta. Prokuratura i policja spreparowały dowody w sprawie zabójstwa „Klepaka”?

aktualizacja: 07:02 wyślijdrukuj
fot
Czy w sprawie zabójstwa „Klepaka” policja mogła spreparować dowody? (fot. arch. policja.pl/TVP)

Czy w głośnej sprawie zabójstwa „Klepaka”, domniemanego szefa gangu wołomińskiego, prokuratura i policja mogły spreparować dowody? Portal tvp.info dotarł do dokumentów, które mogą na to wskazywać.

Jak ustalił portal tvp.info, do Prokuratury Okręgowej w Olsztynie wpłynęło pismo wraz z dokumentami, które ma podważać dotychczasowe ustalenia śledczych w sprawie głośnego zabójstwa Jacka K. ps. „Klepak” w Mikołajkach na Mazurach w 2002 roku.

Według ustaleń policji i prokuratury, a później sądu, zabójcą gangstera miał być Artur S. Dowodami wskazującymi na jego winę były zeznania dwóch świadków i badania DNA. Ale czy tak było na pewno? Dokumenty, które dotarły do prokuratorów mogą podważać dotychczasowe ustalenia. – Wpłynęło do nas zawiadomienie dotyczące popełnienia przestępstwa w tej sprawie. Dla dobra postępowania nie mogę jednak podać więcej informacji – mówi prokurator Zbigniew Czerwiński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Mecenas od spraw trudnych

Według informacji portalu tvp.info zawiadomienie złożył mecenas Jakub Orłowski, wrocławski prawnik, którego kancelaria specjalizuje się w trudnych i niewyjaśnionych sprawach kryminalnych.

Adwokat wcześniej zasłynął w głośnej sprawie zabójstwa pod Olsztynem w 1999 roku. Z pobliskiego jeziora wyłowiono wówczas szczątki ludzkich zwłok. Policja i prokuratura, na podstawie zeznań świadków i badań DNA, ustaliły, że należą one do Tomasza S., bandyty z Suwałk. O zabójstwo został oskarżony Jacek Wach. Sąd skazał go na dożywocie. Po latach okazało się, że wyłowione z jeziora zwłoki nie należą do Tomasza S. Jacek Wach wyszedł na wolność, a proces w sprawie zabójstwa Tomasza S. ruszył na nowo w Sądzie Okręgowym w Olsztynie.
Teraz Orłowski podważa ustalenia w sprawie zabójstwa Jacka K. ps. „Klepak”. Gangstera zabito w Mikołajkach w klubie „Okoń” w 2002 roku. Świadkiem zdarzenia miał być miejscowy policjant Marek Cekała, który zginął w pościgu za bandytami. O zabójstwo „Klepaka” i policjanta oskarżono Artura S. Sąd Okręgowy w Olsztynie skazał go za zabójstwo gangstera na dożywocie. Od zabójstwa policjanta, Artur S. został uniewinniony z braku dowodów.

Pismo do prokuratury

Dlaczego Orłowski podważa te ustalenia? Dotarliśmy do pisma, które otrzymała olsztyńska prokuratura. Wynika z niego, że 11 tomów akt, które zostały z prokuratury przekazane razem z aktem oskarżenia do sądu, mogło zostać sfałszowanych. Dlaczego?

Mecenas Orłowski, przeglądając akta sprawy zabójstwa „Klepaka”, ustalił, że karty z pierwszych 11 tomów akt nie są w żaden sposób oznaczone. Nie ma na nich wpisanych sygnatur śledztwa, ani prokuratorskich, ani policyjnych. Dużą część kart stanowią kserówki, np. protokołów przesłuchań, które były wpinane do akt zabójstwa „Klepaka” z innych spraw. – Interesujące jest to, że skserowane dokumenty bez sygnatur pojawiają się tylko do momentu zatrzymania Artura S. Obowiązujące wówczas i dziś przepisy mówią, że organa ścigania miały obowiązek odpowiedniego oznakowania tych kart. Dziś nie wiadomo, skąd one tak naprawdę są i jakiej sprawy dotyczą – mówi Orłowski.
Jednym z dowód obciążających Artura S. były zeznania Bogdana G., mitomana i oszusta, który zasłynął m.in. tym, że opowiadał Andrzejowi Lepperowi o lądowaniu talibów w Klewkach pod Olsztynem, czy korupcji wśród polityków. Podawał się za dziennikarza jednej ze stacji komercyjnych.

Zniszczone próbki

Jednak koronnym dowodem przesądzającym o winie Artura S., według sądu, było badanie DNA, wykonane przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne w Olsztynie. Technicy wyizolowali profil DNA z porzuconego pistoletu „Colt”, z którego miał zostać zabity „Klepak”. Badania wykazały, że profil należy do Artura S. Ale z zachowanej dokumentacji nie można się w żaden sposób dowiedzieć, w jaki sposób zabezpieczono materiał genetyczny, w jaki sposób go pobrano i gdzie był przechowywany.

Wyników badań DNA laboratorium w Olsztynie, mimo że miało taki obowiązek, nigdy nie wprowadziło do centralnej bazy danych. Co ciekawe, po przeprowadzeniu badań DNA, laboratorium zniszczyło zabezpieczone próbki. Również i tego, jak wynika z zarządzenia Komendanta Głównego Policji z 2002 roku, nie mogli jednak zrobić.
Rzetelność badań DNA już na etapie postępowania sądowego kwestionowali ówcześni obrońcy Artura S. Sąd uznał wtedy, że nie mają racji. Później sprawą badań DNA zajmowała się jeszcze prokuratura, ale odmówiła wszczęcia śledztwa, gdyż przestępstwo, które zarzucano laborantom z Olsztyna uległo przedawnieniu.

Nowy dowód

Orłowski zdobył jednak dowód, który może podważać wiarygodność badań DNA. Adwokat poprosił CLK w Olsztynie o wydanie dokumentacji badań, które wskazały, że na pistolecie zabezpieczono ślady Artura S. W odpowiedzi otrzymał z CLK pismo, które wprawiło go w osłupienie. – „Informuję, że w dokumentacji archiwalnej związanej z wydaniem opinii kryminalistycznej nie ma informacji, które mogłyby wskazywać na związek z osobą Artura S.” – napisał mu mł. Insp. Tomasz Stawarski, naczelnik wydziału komunikacji społecznej Komendy Wojewódzkiej w Olsztynie, której podlega miejscowe CLK. - Najpierw DNA należy do Artura S., a po 11 latach okazuje się, że już nie należy. Ten fakt powinien w trybie pilnym zostać wyjaśniony przez organy ścigania – mówi Orłowski.

Zdziwiony taką sytuacją jest też prof. Ryszard Pawłowski, wybitny specjalista od badań genetycznych z Gdańska, nazywany „detektywem DNA”. – Po pierwsze próbki badań DNA powinny być zabezpieczone i nie powinno się ich niszczyć, bo później nie można do nich wrócić, kiedy chciałoby się powtórzyć badania. Ale o tym, co zrobić z próbkami, decyduje zlecający, czyli najczęściej prokurator. Po drugie sytuacja, w której raz wskazuje się w badaniach na konkretną osobę, a później już nie, powinna być bardzo szybko wyjaśniona – mówi prof. Pawłowski.
Ta sama laborantka co w sprawie Olewnika

Badania DNA, które wskazały Artura S., wykonała ta sama laborantka, która w 2005 roku robiła badania zwłok Krzysztofa Olewnika. Później okazało się, że badania wykonano tak niestaranie, że prokuratorzy w Gdańsku, którzy przejęli śledztwo w sprawie zabójstwa Olewnika, musieli je powtórzyć.

Śledczy nie byli bowiem w stanie stwierdzić na podstawie badań DNA przeprowadzonych w Olsztynie, czy mają do czynienia z ciałem Krzysztofa Olewnika. Prokuratorzy przeprowadzili ekshumację i kolejne badania. Dopiero one potwierdziły jednoznacznie, że zwłoki należą do Krzysztofa Olewnika. Laborantka została zaś oskarżona przez prokuraturę o niedopełnienie obowiązków służbowych. Jej proces trwa obecnie w sądzie w Elblągu.

Wybrane dla Ciebie