Polscy archeolodzy na granicy z Państwem Islamskim. „Do wojny się przyzwyczajasz. Pijesz herbatę i czujesz, jak ziemia drży”

Krzysztof Wójcik aktualizacja: 16:25 wyślijdrukuj
fot
Rafał i Xenia w trakcie pomiaru stanowiska (fot. M. Szabłowski)

Polscy archeolodzy, to jedyni Europejczycy, którzy przez ponad dwa miesiące prowadzili badania w Kurdystanie tuż przy granicy z Państwem Islamskim. - Do tego stanu wojny zaczynasz się przyzwyczajać. Pijesz herbatę z termosu i czujesz, jak ziemia drży. Widzisz lecące bombowce. Teraz jest spokojniej, ale w ubiegłym roku Islamiści robili rajdy w głąb Kurdystanu. Grupy na pickupach były tak mobilne, że nawet satelita mógł tak szybkiej grupy nie wychwycić – mówi szef wyprawy prof. Rafał Koliński.

Krzysztof Wójcik: Irak cały czas jest postrzegany, jako jedno z najbardziej niebezpiecznym miejsc na świecie. Wy dodatkowo pojechaliście do miejsca graniczącego z Państwem Islamskim. Czego szukaliście w Kurdystanie?

Rafał Koliński: Oczywiście, pojechaliśmy szukać starożytności. Ten wyjazd miał o tyle wielki sens, że Kurdystan od wielu lat był dla archeologów niedostępny. Ostatnie poważne badania miały miejsce w latach trzydziestych poprzedniego wieku i krótko w pięćdziesiątych, a potem w latach sześćdziesiątych zaczęły się napięcia między Kurdami, a rządem w Bagdadzie, które szybko przerodziły się w wojnę i w zasadzie od tamtego czasu do 2005 r. ludzie spoza Kurdystanu nie mieli tam wstępu. Obecnie Kurdystan w granicach Iraku stanowią cztery prowincje: Duhok, Irbil, Kirkuk i Sulamania. Region jest w dużym stopniu niezależny, mimo że formalnie jest w granicach Iraku. Kurdowie mają własną flagę, pieniądze i parlament i teoretycznie ten sam rząd, ale tak naprawdę Kurdystan ma swoją flagę, którą na terenie Kurdystanu wszędzie widać, swoją policję, swoją armię, regionalny rząd i parlament. To daleko posuniętą niezależność. Rzeczywistość jest taka, że to na pół niezależne państwo.

Pojechaliście szukać starożytności. To kontynuacja wcześniejszych badań?

W tym samym czasie zaczęło się kilka podobnych projektów, wynikających z tego, że ten teren był wcześniej totalnie nieznany pod względem zabytków archeologicznych. Celem naszych badań jest zarejestrowanie tego potencjału. Działamy w Kurdystanie już cztery lata – pierwszy sezon miał miejsce w 2012 r. Na miejscu sprawdzamy wieś po wsi, dolinę po dolinie. Po to żeby zrobić szczegółową mapę, na której będzie wszystko: stanowiska archeologiczne, ale nie tylko, bo my rejestrujemy jaskinie, a także budowle – zabytki architektury – aż po początek XX wieku. Nasze badania obejmują powierzchnię 3 tys. km kw., czyli pięć razy tyle, co obszar Warszawy, zaś wszystkie projekty badawcze w tym rejonie obejmują ok. 80 tys. km kw. Efektem naszej pracy będzie czterotomowe wydawnictwo i atlas.
Joanna Madras (fot. M.Szabłowski)
O jakim okresie mówimy?

Mówimy o okresie od schyłkowego paleolitu, czyli 12 tys. lat przed naszą erą, a najmłodsze budowle, które inwentaryzowaliśmy, to lata pięćdziesiąte poprzedniego wieku. Najstarsza osada, jaką opisaliśmy powstała ok. 8 tys. lat przed naszą erą. Budowle z ostatniego wieku są o tyle ciekawe, bo to zabytki chrześcijańskie, a chrześcijanie w latach sześćdziesiątych stamtąd uciekli do wielkich miast – Irbilu, czy Mosulu zostawiając za sobą kościoły i domy, które pozbawione opieki niszczeją. Najstarszy budynek chrześcijański, który możemy datować pochodzi z IX wieku naszej ery. Zbudowano go w Szermen na grobie męczennika – jednego z lokalnych biskupów, który zginął w czasie, gdy tam rządzili muzułmanie. Wbrew pozorom wielką białą plamą w historii jest ostatnie 25 – 30 lat. Z uwagi na wojnę Europa praktycznie nic wie o tym, co się działo na tych terenach w tym czasie.

Jak teraz żyje się w tej części Iraku?

W powszechnym poczuciu Polaków, Irak to kraj gdzie cały czas wybuchają bomby, gdzie obcinają głowy. Co roku przeżywam te same kłopoty, żeby uzupełnić zespół wyjeżdżający. Zdarza mi się, że komuś proponuję wyjazd, a on mi mówi, że nie bo tam jest niebezpiecznie, albo że rodzina się nie zgadza. Obraz Iraku wykreowany przez dziennikarzy w 2003 r. cały czas funkcjonuje tak samo.
Najstarszy jakobicki kościół w skale (fot. D. Piasecki)
Jest inaczej?

Są części Iraku, które są bez wątpienia bardzo niebezpieczne dla Europejczyków. Chodzi szczególnie o obszar zajęty przez Islamistów. To tereny, które są niebezpieczne dla samych Irakijczyków. Choć w ostatnim czasie i tak bardzo się uspokoiło w porównaniu do sytuacji sprzed kilku lat. Mój amerykański kolega zrobił taką symulację, gdzie naniósł na mapę wszystkie zamachy, gdzie zginęła co najmniej jedna osoba. Wyszło, na to że poza Kurdystanem, gdzie w latach 2003-2013 były pojedyncze zamachy, to cała większość Iraku była czerwona w różnym natężeniu. Dzięki temu, że od 1991 r. Kurdowie faktycznie rządzą się sami. Terytorium Kurdystanu jest niedostępne dla ekstremistów wcześniej spod znaku Al–Qaidy, a teraz Państwa Islamskiego.

Nie było sytuacji, że Islamiści robili najazdy na tę część Iraku?

Tuż po zajęciu Mosulu były próby rajdów islamistów, które trochę Kurdów zaskoczyły. Takie sytuacje zdarzały się latem 2014 roku. To się odbywało w ten sposób, że kilkadziesiąt osób wsiadało na pickupy i grzali pełną prędkością w głąb Kurdystanu. Mobilność tych oddziałów jest tak duża, że nawet nie sposób jest zareagować przy wywiadzie satelitarnym. Kurdystan ma bardzo rozczłonkowaną granicę, która od strony Iraku ma ponad 1,5 tys. km. Do połowy zeszłego roku Kurdowie mieli strasznie rozproszone siły na granicy, dlatego taki atak mógł się przebić. Islamiści zajmowali jakąś miejscowość na dzień lub dwa i potem się wycofywali. Natomiast po ubiegłorocznych doświadczeniach Kurdowie zmobilizowali wielką liczbę rezerwistów i są w stanie tę linię w pełni kontrolować. Teraz linia frontu jest poza Kurdystanem.
Prof. Rafał Koliński selekcjonuje ceramikę. Sezon 2013 (fot. D. Piasecki)
Jak żyją Kurdowie?

Przeciętni Kurdowie żyją dość skromnie. Mieszkaliśmy w domu w miejscowości liczącej ok. 80 tys. mieszkańców. To taki odpowiednik naszego powiatu. To jak żyją Kurdowie zależy od ich statusu. Urzędnicy państwowi, czy nauczyciele, żyją na granicy nędzy. W ramach represji za nielegalną sprzedaż ropy naftowej Bagdad przestał przesyłać pieniądze na pensje. Oczekiwanie na pensję często trwa trzy miesiące. Ci co mają stada, czy pola żyją zamożniej. Jedna owca kosztuje ok. 250 dol. Jak masz stado 1000 owiec, to jesteś zamożnym człowiekiem. Co prawda majątek jest zamrożony, ale rocznie przychodzi na świat 800 jagniąt, które można spożyć, albo sprzedać. Kurdystan to kraj gdzie powoli zaczynają się dorabiać. Powstają nowe domy, a w miastach nowoczesne osiedla. Powszechne są telefony komórkowe i najnowsze tablety. Ludność kupuje dużo samochodów i coraz więcej inwestuje się w rolnictwo. Co może dziwić widzieliśmy nawet pola ryżu, które przecież wymagają specjalnego nawadniania.

Jak sobie radzą ci co pracują w budżetówce i mogą przez kilka miesięcy nie otrzymywać pensji?

Tam rodzina inaczej wygląda. Przy licznym rodzeństwie, rodzinę tworzy często kilkadziesiąt lub więcej osób. Nawet, jak ktoś nie ma pracy, czy choć pracuje nie ma pensji, to zawsze może znaleźć oparcie u krewnych. W takich sytuacjach kryzysowych rodziny się wspierają.

Wielu Kurdów walczy. Wojsko ma lepiej?

Wojskowi też żyją skromnie. Kiedyś partyzantka zwana Peszmerga, czyli nie bojący się śmierci po kurdyjsku, a dziś oficjalna armia ma strasznie małe uposażenie. Tyle że Kurdowie mają bardzo silną świadomość narodową. Myślą o sobie, jako Kurdowie kontra reszta świata. Kudowie będą walczyć o swoje interesy, bo czują się Kurdami. Dla Kurda najważniejsze jest to, że jest Kurdem, niż że jest muzułmaninem–sunnitą.

Kilkanaście kilometrów od ich domów jest Państwo Islamskie. Nie obawiają się, że w każdej chwili wojna może wkroczyć do ich domów?

Oni mają za sobą 30-40 lat takiego życia - kiedy wojna trwała nieustannie – partyzancka. W dzień był Irak Saddama, a w nocy wolny Kurdystan. Żołnierze Saddama na noc zamykali się w fortyfikacjach. Jeszcze w latach osiemdziesiątych rogatki wojskowe nie pozwalały wyjechać np. z Mosulu po zmierzchu, bo rząd nie gwarantował bezpieczeństwa. Ich doświadczenie wojny jest bardzo świeże. Jak zbliża się Państwo Islamskie, to pierwszy odruch jest taki pakujemy się i wyjeżdżamy w góry. Tylko starzy Kurdowie zabierają swoje kałasznikowy i przed wsią czekają na wroga. Nie zamierzają łatwo oddać skóry. Z każdej rodziny 2-3 mężczyzn jest na froncie. Oni cały czas doświadczają wojny.
Śniadanie misji. Od lewej - A. Stefanski, R, Koliński, X. Kolińska, M. Dzwoniarek-Konieczna, J. Mardas, F. Wałdoch, D. Szeląg (fot. D. Piasecki)
Wy też czuliście wojnę?

Wojny się nie czuje. Wojnę widać i słychać. Ci żołnierze ciągle jeżdżą. Jest duża rotacja w oddziałach frontowych. Widać żołnierzy jadących na front lub wracających na przepustkę. Słychać bombardowania i artylerię. Widać migawki z wojny w telewizji.

Widok ludzi z bronią jest normalny.

Trzeba przyzwyczaić się do takiego życia. Jeżdżąc po prowincji trzeba liczyć się z kilkoma kontrolami. Zwykle na 100 km jest 7-8 check pointów. Podobnie wygląda przy wjeździe do każdej większej miejscowości. Kurdowie nie są zdziwieni naszą obecnością, ale nie wiedzą, że jesteśmy naukowcami. Myślą, że szukamy ropy naftowej. Takich ludzi jest w Iraku sporo, ale ich nie widać, bo żyją zamknięci w campach. Europejczyków swobodnie poruszających się po kraju, tak jak my, nie ma. W Akre spotkaliśmy jednego Anglika. Mówił, że zwiedza.

Jak wygląda współpraca z lokalnymi władzami?

Bardzo dobrze. Władze mają świadomość, że jest tam wiele zabytków  i są zainteresowane naszą działalnością. Oczywiście najściślej współpracujemy z władzami lokalnymi, odpowiadającym naszym powiatom i gminom. Dostarczają nam potrzebnych materiałów, w zamian dostają nasze mapy i informacje o zabytkach. Po atakach Państwa Islamskiego w ubiegłym roku wiele projektów wstrzymano, głównie z powodu ograniczeń wprowadzonych przez rządy europejskie i USA.W 2014 r. pracowało w terenie tylko dziesięć z ponad pięćdziesięciu ekip. Pozostałe projekty są w zawieszeniu.

Jak daleko byliście od Państwa Islamskiego?

Minimalna odległość, to ok. 25 km. Mieszkaliśmy 80 km od linii demarkacyjnej.
Widok na Akre. Kurdystan iracji. (fot. D.Piasecki)
Nie baliście się, że Islamiści mogą zrobić wypad na teren Kurdystanu. To kilkadziesiąt minut jazdy autem?

Do tego stanu wojny zaczynasz się przyzwyczajać. Pijesz herbatę z termosu i czujesz jak ziemia drży. Widzisz lecące bombowce. W ubiegłym roku, jak Kurdowie odbijali kolejne miejscowości na szosie do Mosulu, to słychać było wojnę. Jak słuchać takie charakterystyczne puk, puk, to wiadomo, że atakuje artyleria. Ten dźwięk się niesie przez wiele kilometrów. Wszyscy się do tego przyzwyczailiśmy. Podczas ekspedycji jesteśmy w stałym kontakcie z MSZ. Podczas ekspedycji jesteśmy w stałym kontakcie z władzami konsularnymi w Irbilu. Mamy internet, telefony komórkowe i łączność satelitarną. Wreszcie o nasze bezpieczeństwo troszczą się sami Kurdowie. Mamy przydzielonego „oficer łącznikowego”, którego codziennie informujemy, w której części terenu koncesji chcemy pracować i który, ewentualnie, mówi gdzie lepiej się w danym dniu nie zapuszczać. 

Co roku z Polski wyjeżdża grupa kilkunastu archeologów, którzy prowadzą w Kurdystanie badania. Projekt „Historia osadnicza irackiego Kurdystanu” jest realizowany od 2012 r. Zakończenie przewidziano w 2018 r. Projekt jest finansowany w ramach grantów Narodowego Centrum Nauki. Naukowcy realizują pełną inwentaryzację terenu. Na mapy nanoszą budowle, jaskinie i inne zabytki. Dokumentalizują badania, a ich efektem będzie kilkutomowa praca opisująca wyniki eksploracji.
  • Widok na Wielki Zab. Okolice Xaruk (fot. D. Piasecki)
  • Joanna Madras (fot. M.Szabłowski)
  • Karolina Do Huu. IA Uniwerytet Wrocławski. (fot. D. Piasecki)
  • Mikołaj Kostyko UAM. Sezon 2013 (fot. D. Piasecki)
  • Mikołąj Kostyro, Rafał Koliński, Agata Smilgin. Sezon 2013. (fot. D. Piasecki)
  • Naczynie z 28 w. p.n.e. (fot. M. Szabłowski)
  • Najstarszy jakobicki kościół w skale. Kurdystan iracki (fot D. Piasecki)
  • Prof. Rafał Koliński (fot. D. Piasecki)
  • Prof. Rafał Koliński ogląda skorupę. (fot D. Piasecki)
  • Prof. Rafał Koliński z ekipą TV ARTE. Jaskinia w Gunduk. Kurdystan iracki. (fot. D. Piasecki)
  • Prof. Rafał Koliński z Luisem Figo i ekipą telewizji ARTE (fot. D. Piasecki)
  • Prof. Rafał Koliński (fot. D. Piasecki)
  • Rafał i Xenia w trakcie pomiaru stanowiska. (fot. M. Szabłowski)
  • Rafał Koliński i Mikołaj Kostyrko. Sezon 2013 (fot. D. Piasecki)
  • Śniadanie misji. Od lewej - Atheel Abdallah, A. Stefanski, R, Koliński, X. Kolińska, M. Dzwoniarek-Konieczna, J. Mardas, F. Wałdoch, D. Szeląg (fot. D. Piasecki)
  • Widok na Akre. Kurdystan iracki (fot. D.Piasecki)
  • Xenia Kolińska i Joanna Mardas w trakcie zdejmowania pomiarów. (fot. D. Piasecki)
  • Xenia Kolińska podczas zdjęć do filmu dokumentalnego dla TV ARTE. Monaster w Gunduk. Kurdystan iracki (fot. D. Piasecki)
  • Xenia Kolińska z załogą check point'u. Kurdystan iracki (fot. D. Piasecki)
  • Xenia Kolińska. Pomiar z samochodu. Sezon 2012 (fot. M. Szabłowski)

Polscy archelodzy przy granicy z Państwem Islamskim

Polscy archeolodzy, to jedyni Europejczycy, którzy przez ponad dwa miesiące prowadzili badania w Kurdystanie tuż przy granicy z Państwem Islamskim. - Do tego stanu wojny zaczynasz się przyzwyczajać. Pijesz herbatę z termosu i czujesz, jak ziemia drży. Widzisz lecące bombowce. Teraz jest spokojniej, ale w ubiegłym roku Islamiści robili rajdy w głąb Kurdystanu. Grupy na pickupach były tak mobilne, że nawet satelita mógł tak szybkiej grupy nie wychwycić – mówi szef wyprawy prof. Rafał Koliński.

Wybrane dla Ciebie