Sprawa Art-B umorzona. Oskarżony miał wyprowadzić z firmy 70 mln zł

Sąd Okręgowy w Kaliszu umorzył w piątek sprawę Andrzeja Gąsiorowskiego, wspólnika kojarzonej z jedną z największych afer lat 90. firmy Art-B. Biznesmen odpowiadał za wyprowadzenie z niej ponad 70 mln zł. Sprawę liczącą 310 tomów akt umorzono ze względu na jej przedawnienie. Jak powiedział Gąsiorowski „żałuje, że nie będzie mógł dowieść swojej niewinności”.

Koniec afery Art-B. Zarzut przywłaszczenia 71,7 mln zł dla Gąsiorowskiego

Po 23 latach prokuratura oskarżyła drugiego, obok Bogusława Bagsika, bohatera głośnej afery z początku lat 90. Ale współtwórca Art-B Andrzej...

zobacz więcej

Decyzja sądu ma związek z wejściem od 1 lipca w życie zmian w kodeksie karnym, które spowodowały skrócenie o pięć lat okresu przedawnienia za zarzucane Gąsiorowskiemu czyny. Miał je popełnić między październikiem 1990 a sierpniem 1991 roku. Gdyby nie nowelizacja przepisów, sprawa przedawniłaby się dopiero w 2016 roku. Z wnioskiem o umorzenie postępowania z powodu przedawnienia wystąpił oskarżony, jego obrońca i prokurator.

– W niniejszej sprawie bieg terminu przedawnienia liczy się od zakończenia przestępczej działalności, składającej się na przestępstwo ciągłe, tj. od sierpnia 1991 roku. Przedawnienie karalności tego czynu nastąpiło z dniem 1 sierpnia 2011 - powiedział w piątek sędzia Marek Bajger.

Ekswłaściciel Art-B aresztowany. „Wyprał” 11 mln zł?

Zarzut „prania brudnych pieniędzy” w kwocie ponad 11 milionów złotych usłyszał Bogusław B., były właściciel osławionej spółki Art-B. Stołeczny sąd...

zobacz więcej

Oskarżony czuje niedosyt

Andrzej Gąsiorowski, który zgodził się na podawanie swojego nazwiska, powiedział dziennikarzom, że żałuje, iż został pozbawiony możliwości stwierdzenia przez sąd jego niewinności. Podkreślił, że w procesie udowodniłby, że nie doszło do żadnego zagrabienia środków. – Powinienem być zadowolony, że ta sprawa się kończy, ale czuję niedosyt - ta sprawa procesowa powinna się zacząć przynajmniej 10 lat temu i bym w sądzie udowodnił, że jestem niewinny - nie na zasadzie, że jest przedawnienie, ale uniewinnienie. Zostałem tej szansy pozbawiony, wolałbym, by to się skończyło inaczej – powiedział.

Jak dodał, myśli o założeniu fundacji na rzecz obrony ofiar polskiego wymiaru sprawiedliwości. Podkreślił, że sam czuje się taką ofiarą. Stwierdził, że zaczęto go ścigać, bo ówczesny premier Jan Krzysztof Bielecki „uruchomił służby”. – Według faktów, które są mi znane, premier Jan Krzysztof Bielecki sam stwierdził, że najpierw uruchomione zostaną procedury śledcze w postaci służb, a później prawne. Nie uważam, że to jest normalny tryb postępowania prawnego w takim kraju jak Polska - powiedział.

Andrzej Gąsiorowski w sądzie (fot. PAP/Tomasz Wojtasik)
.

Koniec afery Art-B – po cichu umorzono śledztwo

Śledztwo w sprawie Art-B, pierwszego wielkiego skandalu finansowego III RP zostało umorzone - informuje „Rzeczpospolita”.

zobacz więcej

Pierwsza afera III RP

Według aktu oskarżenia, Andrzej Gąsiorowski jako wiceprezes zarządu i współwłaściciel spółki Art-B miał uczestniczyć w nabyciu za pieniądze spółki 37 mln dolarów, których większość została wytransferowana za granicę. Ponadto miał kupić dla siebie bmw o wartości 70 tys. zł, a także dla siebie i żony nieruchomość w Cieszynie. Miał też, wraz z innymi osobami, przekazać na konto w Zurychu ponad 35 mln zł jako zapłatę za dostawę ropy z Nigerii. Umowa ta nie została zrealizowana.

Sprawa Art-B była najgłośniejszą aferą początków III RP. Andrzej Gąsiorowski ze swoim wspólnikiem Bogusławem B. mieli, omijając prawo przy pomocy tzw. oscylatora, zarobić 4,2 bln ówczesnych złotych (420 mln dzisiejszych złotych). W 1991 r. wspólnicy uciekli z Polski i osiedli w Izraelu. Bogusław B. został w 1994 r. zatrzymany w Szwajcarii, wydany Polsce i skazany w 2000 r. na dziewięć lat więzienia.

W zeszłym roku warszawska prokuratura okręgowa badająca sprawę Andrzeja Gąsiorowskiego umorzyła z powodu przedawnienia wątek śledztwa dotyczący tzw. oscylatora. Sprawa zarzucanego Gąsiorowskiemu przywłaszczenia 71,7 mln zł trafiła do Wielkopolski, bo Sąd Apelacyjny w Warszawie stwierdził, że stołeczny sąd okręgowy nie będzie w stanie rozpoznać sprawy przed czasem jej przedawnienia. Akta sprawy liczą 310 tomów. Przesłuchanych miało być ponad 80 świadków.

(fot. PAP/Tomasz Wojtasik)

źródło:
Zobacz więcej