Konduktorzy w roli kurierów, miliony dolarów i potężni Wietnamczycy. Akt oskarżenia dla azjatyckiej mafii z Wólki Kosowskiej

aktualizacja: 11:20 wyślijdrukuj
fot
Mafia działała w środowisku azjatyckich kupców spod Warszawy (fot. flickr.com/ Maarten Van Damme/ Coast Guard News/Keary O./policja)

Setki milionów złotych traci Polska na działalności wietnamskich i chińskich mafii. Jak się dowiedział portal tvp.info, do sądu trafił właśnie akt oskarżenia w sprawie wyprowadzenia z Polski ponad 850 mln zł za nielegalnie sprowadzone towary. Grupę założoną przez wpływowego Wietnamczyka i Ukraińca, w której skład wchodził Polak, Azjaci z Wólki Kosowskiej, a także kierowcy autobusów i konduktorzy w roli kurierów rozpracowała ABW podczas operacji Panga II.

– Śledztwo w sprawie nielegalnego transferu z terenu Polski środków finansowych pokazuje, jaka jest skala działalności grup przestępczych z Chin i Wietnamu. Tylko w naszym postępowaniu znaleźliśmy dowody, że od stycznia 2010 r. do sierpnia 2011, czyli przez 20 miesięcy kurierzy opłacani przez grupę wywieźli z Polski ponad 190 mln dolarów i pond 70 mln euro. To daje ponad 850 mln zł. Straty Skarbu Państwa na działalności takich grup mogą być liczone w miliardy – powiedział tvp.info prok. Waldemar Tyl, wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

W pierwszym akcie oskarżenia w tej sprawie oskarżono sześć osób. Polak Arkadiusz R. odpowie za to, że na polecenie wietnamskiego organizatora – poszukiwanego przez policję Wietnamczyka o inicjałach PCT – zbierał pieniądze od azjatyckich handlarzy i przekazywał je kurierom, którzy wywozili paczki po ok. pół miliona dolarów na Litwę, Ukrainę czy do Czech. Pozostałych pięć osób to Wietnamczycy, którzy pomagali w spedycji kurierów lub legalizowali towary z Azji wystawiając fałszywe faktury. Wszyscy przyznali się do zarzutów, złożyli obszerne wyjaśnienia i chcą dobrowolnie poddać karze. Zaproponowali dla siebie wysokie grzywny.
Tajemnica boksu C 23

Na trop azjatyckiej pralni pieniędzy polskie służby wpadły przypadkowo. W październiku 2010 r. funkcjonariusze Straży Granicznej zdobyli informację, że w jednym z boksów w centrum handlowym w Wólce Kosowskiej mogą być sprzedawane narkotyki. 29 października funkcjonariusze wpadli do lokalu. Ich pojawienie się tak przeraziło jednego z Wietnamczyków, że ten wyskoczył z pierwszego piętra łamiąc nogę. Na miejscu nie znaleziono ani grama narkotyku. W pomieszczeniu pełno za to było gotówki. W sumie zaskoczeni funkcjonariusze doliczyli się blisko 3 mln zł.

Początkowo podejrzewano, że boks był magazynem pieniędzy azjatyckich handlarzy. Szybko jednak ustalono, że w miejscu tym działał nielegalny, ale bardzo solidny parabank. – Można tam było wpłacić pieniądze dla dostawcy towaru z Wietnamu czy Chin. Pieniądze miały pokrywać koszty zamówienia. Jednocześnie kupcy mogli skorzystać z kredytu oprocentowanego na 6 proc. miesięcznie. Ci którym zależało na czasie dawali pieniądze jednemu z pracowników boksu, który robił przelewy on-line na zagraniczne konta. Brał za to od 0,8 do 1 proc. wartości przelewu. Wszystkie transakcje były skrupulatnie odnotowywane w specjalnych zeszytach, które co jakis czas niszczono, aby nie zostawić śladów – opowiada śledczy prowadzący postępowanie.
Operacja „Panga II”

Nielegalnym bankiem zajęła się od razu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Funkcjonariusze tajnych służb szybko ustalili, że ze sprawą może być powiązany Arkadiusz R. Śledztwu nadano kryptonim „Panga II”. ABW ustaliło, że dwa razy w tygodniu przez polsko litewskie przejście graniczne w Budzisku wywożone jest przez kurierów ok. 800-900 tys. euro. Z informacji operacyjnych wynikało, że gotówka była transferowana przez litewskich kierowców autobusów rejsowych. ABW odkryła, że pieniądze trafiały następnie do rezydentów grupy na Łotwie, gdzie były wpłacane na konta i transferowane dalej do Azji.

Arkadiusz R. był prezesem spółki R. założonej w 2006 r przez bogatego Wietnamczyka – PCT i Ukraińca – Valerego L. Oficjalnie miała zajmować się budownictwem i handlem hurtowym. W pierwszym roku działalności przyniosła 100 tys. zł strat. Potem zaczęła przynosić zyski. Kupiła udziały w spółce, która administrowała znaczną powierzchnią handlową w Wólce Kosowskiej.

To wspomniany PCT był zdaniem śledczych mózgiem grupy. Mieszkający w Kijowie Wietnamczyk był bardzo zamożny. Miał mieć także kontakty z ludźmi służb specjalnych w swojej ojczyźnie. Regularnie odwiedzał Polskę.
Inwigilacja

ABW zdecydowała o założeniu podsłuchu telefonicznego osobom związanym z działalnością Arkadiusza R., PCT i kooperującymi z nimi azjatami. Agenci mieli także podgląd na żywo emaili rozpracowywanych osób. Ale o tym, jak poważnie potraktowano sprawę świadczy fakt, że Arkadiuszowi R. przydzielono całodobową „obserwację towarzyszącą”.

Największy problem agenci ABW mieli z wprowadzeniem swoich ludzi do Wólki Kosowskiej. – To bardzo hermetyczne środowisko. Mimo to udało się ustalić, że „figuranci” zbierali pieniądze od handlarzy z Wólki. Pieniądze były paczkowane i wysyłane na Ukrainę lub Litwę – opowiada jeden ze śledczych.

Koniec El Dorado?

Po blisko rocznym śledztwie ABW postanowiła uderzyć. Akcja była skoordynowana ze służbami specjalnymi Ukrainy, Litwy i Czech. 1 września 2011 r. w tych krajach zatrzymano 28 członków międzynarodowego gangu. Polskie służby odkryły dwa kanały przerzutu gotówki przez azjatycką mafię. Pierwszy opierał się na sieci kurierów: Na Ukrainę pieniądze wozili m.in. konduktorzy w specjalnych schowkach lub w bagażach. Gotówka pakowana była po 10 tys. dolarów i w pakietach zawierających do 500 tys. dolarów wysyłana dalej. Wpłacający otrzymywał pokwitowanie. Niemal nie zdarzało się by gotówka przepadła.

Drugim kanałem był oddział znanego polskiego banku. Swoje konta założyło tam kilkadziesiąt firm z Azji, które w ciągu dwóch lata wpłaciły ponad 1,5 mld zł. Pieniądze wpłacały zawsze te same dwie osoby.
Pogrążeni

Arkadiusza R. pogrążyły tabele z zapisanymi wpłatami i wykazem kurierów. To dzięki tym dokumentom śledczy odkryli, że w ciągu 20 miesięcy wytransferował on ponad 850 mln zł. ABW przechwyciło także zeszyty z listami transakcji.

Nie udało się dopaść PCT. Mężczyzna ten spędził jakiś czas w ukraińskim areszcie, ale udało mu się odzyskać wolność i uciekł do Wietnamu.

Śledczy wciąż badają wątek dotyczący sprowadzania i dystrybucji towarów z Azji, głównie z Chin, których wartość była drastycznie zaniżana. Nie kryją też, że miejsce zatrzymanych logistyków i kurierów już zajęli nowi, a nielegalne interesy kwitną w najlepsze.

Wybrane dla Ciebie